Posty

Wyświetlanie postów z 2012

Sylwester minimalisty i alkohol.

Obraz
Dziś wieczór sylwestrowy i okazja dla mnie do refleksji nad piciem alkoholu. Otóż lubię alkohol i piję go relatywnie często. Zwykle jest to dobrej jakości piwo, sporadycznie trunek wysokoprocentowy - częściej przy okazji chorób, lub jako "przyprawa" do gorącej herbaty z cytryną po jakimś sporym wymarznięciu. Staram się jednak spożywać alkohol z dużym umiarem i kontrolować - ograniczać picie, szczególnie na imprezach w gronie znajomych czy rodziny. Uważam, że warto wznieść symboliczny toast, wypić lampkę szampana czy innego trunku. (Przy okazji: Ja dziś noworoczny toast będę wznosił szampanówką pełną meksykańskiego piwa Corona. Wino jest dla mnie zbyt mocne.) Uważam jednak, że nie warto uczestniczyć w alkoholowych maratonach, polewaniu na wyścigi, testowaniu kto ma mocniejszą głowę. Większość znanych mi osób, pardon za wyrażenie będzie jutro zdychać w cierpieniach, suchość, mdłości, straszny ból głowy, osłabienie i humor 'pod psem' przez najbliższe kilka dni

Minimalizm i ekologia - post #2.

Z uwagi na problemy z łączem Play (pisałem o tym na blogu Korzystne Zakupy) i wybiórcze działanie elementów bloggera muszę odpowiedzieć na komentarze w formie posta pisanego w programie AbiWord i w kilku próbach wklejanego do bloggera. Ekologia: Niestety, według mnie, nie można przyjąć zasady o bezpośrednim oddziaływaniu na środowisko jako wyznacznik ekologii. Jak mówiłem, co ekologiczne dla Warszawiaka (tramwaj elektryczny), będzie truło Ślązaka (mieszkającego przy elektrowni węglowej). Nie jestem w stanie uznać tego za ekologię. Piszę to jako długoletni działacz ekologiczny. Rower: W przypadku roweru jest kilka utrudnień jeśli chodzi o pogodę, nie tylko temperaturę - deszcz często utrudnia jazdę - przy mocniejszych podjazdach niestety, ale człowiek jest mocno spocony - nie zawsze można się w miejscu docelowym odświeżyć po jeździe - a i spocone ubrania należy przepłukać, a najlepiej wyprać  i wysuszyć (to zużycie dodatkowych zasobów). Dojeżdżałem kiedyś do pracy rowerem i

Minimalizm i ekologia.

Henrykowi Minimaliście obiecałem jakiś czas temu post o „systemie“ i odniesienie się do kilku popularnych na minimalistycznych blogach tematów. Słowa te nie będą jednak zbyt optymistyczne, czy motywujące dla minimalistów. Będą one krytyczne dla pewnych minimalistycznych sloganów i mody, ale nie wobec minimalizmu samego w sobie. Transport masowy - kolej W ostatnim poście wykazałem, że masowy transport kolejowy nie jest ekologiczny, a przynajmniej nie bardziej ekologiczny niż używane samochodów. Dziś dodam także, że transport kolejowy nie jest aż tak bezpieczny jak się wydaje, zarówno pod kątem wypadkowości, jak i pod kątem bezpieczeństwa osobistego - napadów, kradzieży, wymuszeń. Zetknąłem się z tym w swoim otoczeniu. Samochód może być całkiem „ekologiczny“ W ostatnim poście wykazałem także, że podróż koleją w moim przypadku nie byłaby w żadnym stopniu minimalistyczna -  o wiele prostsze, bardziej oszczędne  i ekologiczne jest poruszanie się i przewożenie bagażu samochodem z ba

Prawdziwy minimalizm a (nie)posiadanie samochodu.

Obraz
Wśród minimalistów panuje moda na nieposiadanie samochodu. Rower jest rzekomo lepszy, chodzenie pieszo zdrowe, a komunikacja miejska wygodna. Samochód to problemy i wydatki. Minimalista wybierze pociąg i taksówkę... hmm... nie bardzo mi się to wszystko widzi. Nie kupuję tego. Weźmy prosty przykład, a jest nią moja sytuacja rodzinna. Załóżmy, że nie posiadam auta. Podróż do rodziny na Święta bez auta oznaczałaby podjęcie następujących czynności. 1. część rzeczy, które normalnie przewozimy należałoby przesłać kurierem (a owszem, posiadam rzeczy/przedmioty które przewozi się tam i z powrotem) 2. oprócz tego walizki i niezbędny bagaż musiałbym zabrać ze sobą w długą podróż 3. musiałbym poprosić kogoś znajomego lub z rodziny o transport samochodowy na dworzec autobusowy, ew. zamówić TAXI , potem czekać na autobus 4. musiałbym p rzejechać autobusem do miejscowości R. w długiej i męczącej podróży powolnym autobusem po krętych wiejskich drogach , nie sam, z całą rodziną 5. w

Jak dużo można zjeść w czasie Świąt?

Obraz
Wydaje mi się, że można zjeść konia z kopytami, wypić całe jezioro i kupić całego TIRa prezentów . Tylko po co? Ostatnio na głównym blogu pisałem o Świątecznych postanowieniach, przypomnę jedno z nich. W czasie Świąt nie będę żarł, będę jadł. Umiarkowanie a nawet skromnie, rodzina nie skusi mnie na słodkości, ciasta, tony przekąsek - nie będzie żadnego "ale tylko spróbuj". Będę stanowczy (już jestem). Nie zjem więcej niż normalnie, na co dzień. Jak na razie trzymam się tego postanowienia, starając się nie przesadzać, a nawet jeść mniej niż zwykle. Rodzina jest ustawiona, wiedzą, że tak postanowiłem i próby wciskania mi jedzenia siłą jak tuczonej gęsi nie odbieram jako uprzejmości, a wprost przeciwnie. Myślę, że w większości moje podejście do jedzenia jest zaakceptowane. Rodzina wie, że może zaproponować mi sałatki warzywne, kaszę gryczaną czy jęczmienną i finał. Ciasta nie tknę, poza kilkoma wiśniami w czekoladzie słodkości nie jem. I czuję się

Prezenty na Święta - problem minimalisty.

Obraz
Prezenty dla takich osób jak ja to nie jest atut Świąt, jest to niestety udręka. Robić zakupy w sposób umiarkowany i rozsądny lubię, co wiedzą wszyscy czytelnicy, nurkować w rozgorączkowanym przepychającym się tłumie w centrach handlowych nienawidzę. Nie lubię przepychać się przez podekscytowany tłum w otoczeniu upstrzonym do granic przyzwoitości mikołajami i choinkami zalanym głośnym rzępoleniem pseudo-kolędowym (najczęściej trzeciego sorta, słabymi a nawet agresywnymi wykonaniami anglojęzycznymi, uff głowa pęka). I weź tu skup się na kupieniu czegoś sensownego, co jeszcze się akurat spodoba obdarowanemu. To kupowanie na siłę, bo trzeba i wypada, a nie przyjemność. Święta zostały skomercjalizowane do granic przyzwoitości, a z drugiej strony wszyscy już mają wszystko. Dosłownie i w przenośni. W mojej szeroko pojętej rodzinie naprawdę kupienie wszystkim prezentów, które by im odpowiadały było wielka zagadką logiczno-logistyczna. Nie raz miałem tego dość. Może jednak ktoś z

Spokój i kreatywność.

Dziś zamieniłem mail czy dwa z pewną miłą osobą z naszego grona i była to miła korespondencja, ale też z pewnymi akcentami z życia. Rzeczywiście, mimo iż ja jestem z zasady mocno przywiązany do przyjaciół, także niektórych przyjaciół internetowych i raczej staram się naprawiać relacje i to co czasem się popsuje, czasem jednak nie ma wyjścia. Rzeczywiście czasem trzeba odciąć się od pewnych tzw. toksycznych relacji, relacji, które na pozór dają nam poczucie wspólnoty, przynależności czy są ciekawą formą spędzenia czasu, ale w rzeczywistości są to relacje zbudowane na kruchych fundamentach, albo jeszcze gorzej, są to relacje zbudowane na oszukiwaniu i budowaniu sobie w necie fałszywej, alternatywnej tożsamości. To prawda, czasem trzeba umieć zidentyfikować relacje, które przynoszą nam jedynie negatywną energię i wysysają naszą. Net daje poczucie swobody, wolności i bezpieczeństwa, ale czy tak jest naprawdę? To czego ja chcę obecnie od relacji internetowych to spokój, pełen spokój -

Minimalista czy maksymalista?

Niedawno kol. Tofalaria zadała mi pytanie ile to ja już mam blogów? Odpowiedziałem, że niewiele, ponieważ mimo, że architektura bloggera umożliwia mi wydzielanie niektórych komponentów blogów, lub sekcji tematycznych w zupełnie nowe i odrębnie (jeśli patrzeć na adres www) blogi, to można to zupełnie z sensem potraktować jako jeden-dwa blogi. O oto jest najpełniejsza odpowiedź na pytanie czy minimaliście wypada mieć tak dużo blogów :-) Niektórzy sugerują mi przeniesienie się z blogowaniem na własny hosting, co mogłoby umożliwić osiąganie korzyści finansowych z posiadania blogów/bloga, ale na razie zdecydowałem się pozostać przy tym serwisie - z uwagi na jego prostotę i wygodę organizacji. Ta decyzja może się zmienić. Ponieważ jednak moje główne blogi, takie jak R-O są dość bogate w treść, a chcę uniknąć zaśmiecenia ich kolejnymi pluginami i linkami (tu wychodzi dusza minimalisty), postanowiłem w celu założenia sensownego blogrolla stworzyć (jeśli patrzeć na www) zupełnie nowy blog

Blogowanie a oszczędzanie czasu. Czas to pieniądz!

Obraz
Czy blogowanie jest stratą czasu? Czy nie lepiej  byłoby oszczędzić cenny czas zaprzestając blogowania? To pytanie nie raz zaprzątało moja głowę - a co jak co - jestem człowiekiem zajętym. Ponieważ jednak naprawdę polubiłem blogowanie zdecydowałem się rozwiązać dylemat inaczej. Po pierwsze staram się blogować  bardziej fachowo, a mniej osobiście . Może nie wszyscy to odczuwają - bo wciąż w moich blogach można znaleźć osobistych akcentów, ale taka jest moja decyzja i ja to widzę w swojej pisaninie. Oczywiście popełnię nie raz przysłowiowy post o pupie Maryny (co jak co, w sumie ostatni post był dokładnie o przemarzniętych pupach), ale mniej ogólnie ściśle osobistych akcentów. a) blogując fachowo, nie znaczy, że staram się pozować na ultra-profesjonalistę, po prostu skupiać na rzeczach praktycznych , przydatnych dla każdego, b) człowiek dorosły, który ma już rodzinę, ma raczej ukształtowany konstrukt światopoglądowy , pewne zwyczaje, rzeczy które go drażnią - tu znów będzie co

Leginsy, kozaczki, opięta pupa... i aspekt finansowy.

Siedzę sobie teraz przez chwilę w biurze i najzwyczajniej w świecie się obijam, a co.... trzeba kiedyś. Zerkam sobie przez okno i patrzę na dziewczyny i kobiety przemykające do sklepu. Jeśli chodzi o leginsy, kozaczki i opięte ciasno pupy wspomniane w tytule to tak właśnie wygląda większość z nich. Cóż, obecna moda podkreśla walory kobiece takie jak nogi, pupa, talia - zatem człowiek może się opatrzeć do woli... ...stylu i mody komentować nie będę, bo się na tym nie znam, co do ciasno opiętych pup... powiem tak... wierzę, że każda kobieta ma w sobie piękno, jestem jednak świadomy, że ja - typowy samiec nie koniecznie zawsze mogę to piękno zrozumieć :P No i wszystko pięknie, widoki też, gdyby nie jeden szczegół - wieje zimny wiatr, zacina lekko śniegiem i już jest całkiem biało. Ja bez żadnej krępacji wbiłem się w kalesony, bluzę polarową i płaszcz, ponadto jestem całkiem "masywny", czego może nie widać, ale jednak ta zbita góra mięcha trochę ciepła trzyma... ...a te b

Minimalizm może być łatwy.... czyli znów o pozbywaniu się rzeczy - sprzedaż niepotrzebnych ubrań.

Rzecz może bardziej nadawałaby się na blog Racjonalne Oszczędzanie, jednak tam omawiamy konkurs  a tymczasem to co wam teraz napiszę ma swoje minimalistyczne oblicze. Co jak co w domu na ile się da coraz częściej wdrażam minimalistyczne i oszczędne praktyki, niektóre nie spotykają się z aprobatą i tu trzeba złotego kompromisu - niektóre - tak jak obecna akcja są miłe dla oka i... portfela. W ramach przewietrzania szaf pozbyliśmy się wielu rzeczy/ubrań niepotrzebnych, takich których po prostu się już nie nosi, a zagracają szafy bo... (tu proszę wpisać kilkanaście powodów), młode pokolenie także z ciuchów wyrasta i tu się robi problem... oddawanie znajomym?.... różnie bywa z tymi znajomymi i ich reakcjami - stąd wiele osób woli wystawić nieużywane ciuchy pod śmietnik.... ale po którejś z kolei sesji obdarowywania rodziny i znajomych oraz wystawce śmietnikowej stwierdziłem, że może lepiej te ciuchy sprzedać... ...sprzedaż przez internet jest jednak niewdzięczna i bardzo czasochłonna

Minimalizm nie jest łatwy.

Krótko i na temat. Ty czy ja jesteśmy minimalistami. Czy ludzie w naszym otoczeniu nimi są? niekoniecznie! Jak przekonać bliskich, rodzinę, otoczenie do naszego punktu widzenia? ...że nie trzeba? Jak to? Przecież nie funkcjonujemy sami. Chyba, że ktoś żyje sam, zupełnie po swojemu, niezależnie. Zatem jak przekonać bliskich do naszego punktu widzenia, choćby do punktu, w którym nasz minimalizm nie konfliktuje się z ich 'maksymalizmem' (czy w ogóle jest takie określenie jak maksymalizm?)? Na to pytanie dziś nie odpowiem, chyba, że ktoś z czytelników miałby swoją koncepcję - to proszę bardzo.

Jak zostałem minimalistą?

Dobre pytanie! Nie zawsze byłem minimalistą, jako nastolatek byłem niesamowitym chomikiem, zbieraczem, mój pokój był obklejony plakatami, rysunkami i czym popadnie po sam sufit, z resztą na suficie też potrafiłem coś przykleić albo zainstalować - wisiały tam lekkie instalacje aerodynamiczne, których zadaniem było wykazywać cyrkulację powietrza w pomieszczeniu... Półki uginały mi się dosłownie... od wszystkiego! Minimalistą stałem się stopniowo, w czasie studiów. Konieczność relatywnie częstych przeprowadzek, mobilność, praktyka życia w dużym mieście pokazała mi, co jest dla mnie najwygodniejsze - czyli możliwość zapakowania "całego życia" w plecak i dwie torby oraz możliwość ruszenia dalej - stopniowo minimalistyczne zwyczaje polubiłem, polubiłem także bardziej niż zwykle ten styl (jeśli chodzi o sztukę, design, architekturę). Polubiłem także minimalizm w innych aspektach życia - na początku był on co prawda nieco wymuszony (finanse!) potem jednak bardzo dobrze się w tym od

"Dobre słowo" jest moją największą bronią.

Naokoło widzę chamstwo, zgryźliwość, obgadywanie jeden drugiego za plecami, a także butę i buractwo, które niektórzy w tragiczny (dla nich) sposób mylą ze 'szczerością' i twardością charakteru. Istotnie - takie postępowanie wśród 'prostego ludu' wydaję się popłacać - cham jest na ogół traktowany lepiej przez otoczenie, budzi większy respekt, bo nie wiadomo.... Nie interesuję mnie to jednak! Jasne, kiedy trzeba zagadać ostro - to trzeba, nie mam jednak jakiejś potrzeby okopywać się za zasiekami z chamstwa i zgryźliwości i czekać aż pociski spadną, wprost przeciwnie - wychodzę do ludzi i rozmawiam. Moją największą bronią jest jednak "dobre słowo"! Nie chodzi o to by komuś ściemniać! O.. tego nie lubię! Zamiast jednak wynajdywać w otoczeniu każdą możliwą sytuację negatywną i na niej się skupiać, staram się postępować odwrotnie i skupiać się na dobrych bodźcach. - Jeśli jem naprawdę dobry posiłek w barze, czy restauracji - głośno chwalę go. np. w tym stylu

Styl komentarzy minimalisty - pozbywanie się rzeczy i 100 przedmiotów raz jeszcze?

W epoce pisania o minimalizmie o tematach z nim związanych na dotychczasowym blogu nie raz wpadałem w wojowniczy i nieco moralizatorski ton - wydaję mi się, że dobrym pomysłem na przyszłość będzie przypomnienie tamtych tematów, ale jednak nieco stemperuję co bardziej wojownicze wnioski i pomysły naprawiania świata. Dajmy na to ostro krytykowałem idee posiadania max, 100 przedmiotów, i oczywiście dalej się nie zgadzam z tym, jakoby posiadanie tej czy innej liczby przedmiotów było wyznacznikiem czyjegokolwiek minimalizmu - dlaczego? O tym niedługo, ale najprostszym wyjaśnieniem jest to, że kwestie posiadania danej liczby przedmiotów mogą być pochodną tak wielu czynników, a sama liczba tak różna w zależności od danej metodologii liczenia, że głowa pęka. Jednakże sama idea policzenia przedmiotów, zrobienia listy, zastanowienia się nad koniecznością posiadania rzeczy X czy urządzenia Y jest jak najbardziej słuszna. O ile nie pójdziemy w ekstremum, może to okazać się pożytecznym doświadc

Co ludzie powiedzą? #2

Aby zaimponować ludziom, których tak naprawdę nie lubimy, kupujemy rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy, za pieniądze , których jeszcze nie mamy. Tym swobodnym cytatem z Fight Club zaczynam dzisiejszy post - oddaje on doskonale kołowrotek zniewolenia konsumpcjonizmem i długami - codzienną udrękę, którą przechodzi wielu z nas. Na ile ważne jest "co ludzie powiedzą", na ile istotne jest nasze samopoczucie i nasze własne cele? Ja dajmy na to jestem pod ogromną presją środowiskową i rodzinną. Otóż mężczyzna w moim wieku z moim stażem pracy powinien już mieć co najmniej dom pod miastem. Nie ważne przy tym, czy za swoje pieniądze, czy za pożyczone od banksterów (zdajecie sobie sprawę, że w przerażającej większości jest to ten drugi scenariusz). Nie ważne są tu konsekwencje wyborów, czy realne potrzeby - ważne jest "Co ludzie powiedzą?". Nie liczysz się jako człowiek - ważny jest twój ubiór, twój samochód, twój dom, posiadane sprzęty... Nigdy się nie z

Co ludzie powiedzą?

W ostatnim poście skrytykowałem podążanie za modą i robienie kultu z tej czy innej ksiażki. Cóż, w naszym kręgu kulturowym jest jedna ksiażka, a wlasciwie powienienem rzec z szacunkiem Księga, z której można robić kult - ponieważ jednak na zadnym z moich blogów z premedytacją nie podejmuję kwestii religijnych - jako zbyt osobistych kwestii światopoglądowych - o Biblii nic tutaj nie napiszę. Nie czuję się żadnym guru, czy nauczycielem w żadnej kwestii. Jestem po prostu zwykłym, skromnym użytkownikiem bloggera. Ta czy inna religijność w naszym Kraju jest jednak mocno spleciona z zaściankowością, tzw. moherem, czy też ze źle pojętą małomiasteczkowością, której rdzeniem nie jest żadna Święta Księga tylko prosty mechanizm stadny, który można podsumować jednym prostym pytaniem: "Co ludzie powiedzą?" Cieszę się, że zaznałem w życiu wystarczająco wiele wielkomiejskiego życia, aby na rzeczone pytanie mieć do pewnego racjonalnego stopnia - polewkę. Dla mnie nie jest istotne co lu

Dieta niskoinformacyjna a tzw. prawdziwy minimalista.

Obraz
Ten post jest swobodnym nawiązaniem do dyskusji na temat tzw. "diety niskoinformacyjnej". Po pierwsze wydaje mi się, że sam preferuję podejście niskoinformacyjne, ale nie wywodzę tego z żadnej mądrej książki. Doskonale rozumiem, że jest tam jakaś książka, że coś jest modne - książki tej nie czytałem i w ramach starannego selekcjonowania informacji nie zamierzam na razie. Ot, paradoks. :) W ogóle nie preferuję stylu działania typu: 1. Jakiś myśliciel napisał książkę (Autor MUSI pochodzić z USA , bo tylko tam bije źródło prawdziwej wiedzy tajemnej). 2. Ta książka jest modna bo jest modna. (Na tej samej zasadzie jak niektórzy celebryci są znani, z tego, że są znani.) 3.  Wypada przeczytać tę książkę, bo inaczej nie jesteś "trendy", nie jesteś prawdziwym X, prawdziwym Y czy innym prawdziwym minimalistą. Zamiast faszerowania się książkami-bibliami różnych *izmów wolę swoje własne przemyślenia, ich zastosowanie w praktyce, preferuję także czytanie blogów/wypo

Chamstwo w sklepie

Obraz
Mam mały dylemat, dziś zostałem w dość chamski sposób potraktowany przy innych ludziach przez pracownicę jednego ze sklepów (sieciowych), mniejsza o przyczyny, szczegóły i różnicę zdań (na pewno nie będę tu tego opisywał), ale sytuacja mocno przypomniała mi sytuację z czasów komuny, kiedy sprzedawczyni/ekspedientka miała władze i wpływy większe niż niejeden profesor, klient był natomiast śmieciem. I teraz mały dylemat - mając na uwadze oszczędzanie sobie nerwów i czasu odpuścić, zrezygnować i nie psuć sobie więcej krwi - czy interweniować u kierownika sklepu (nieobecnego podczas zajścia) lub nawet u właściciela. Z drugiej strony w placówce owej z pewnych przyczyn kupować będę nie raz i popuszczenie oznacza przyzwolenie na złe traktowanie mnie jako klienta, co podejrzewam także popuszczenie może spowodować większe rozzuchwalenie się chamskiej pracownicy i potencjalne szkody nie tylko dla mnie, ale i szczególnie dla w jakimś stopniu "słabszych psychicznie" osób. Ja po

Minimalizm a rezygnacja z kontaktów z ludźmi.

Obraz
Wczoraj w komentarzach rozwinęliście problem rezygnacji z kontaktów z ludźmi, sugerując, że to nie zawsze musi być takie złe i naganne (moralnie??!), dziś napiszę kilka słów co o tym myślę. Rozumiem po części rezygnowanie z tzw. toksycznych znajomości - a może nawet nie znajomości, tylko pewnych toksycznych praktyk - czyli np. rezygnację z wychodzenia z dawnym kolegą do pubu w czasie spotkań kilka razy w roku i zachlewaniu się na umór. Człowiek w którymś momencie dojrzewa i takie szczeniackie i niemądre zachowania przestają mu odpowiadać (zamiast "zalewania pały" woli kulturalną rozmowę w kawiarni) i w tym momencie jest pierwszy odruch - nie! towarzystwo Tomka mi już nie odpowiada - Tomek to ochlej i menel, tylko mnie ciągnie na złą drogę! Nie kontaktuję się z Tomkiem... Zaraz, zaraz! A może Tomek to samo pomyśli w którymś momencie o mnie czy o tobie?! Nie będę kontaktował się z R-O bo to menel, ochlej i zawsze jak się kontaktujemy - kończymy w pubie?! Przecież wcz

Minimalizm a relacje z ludźmi.

Obraz
Ten post dość mocno przeredagowałem, usuwając cytat, którego być może użyłem niepotrzebnie... mowa była o "wyrzucaniu ludzi" tak jak niektórzy wyrzucają zbędne przedmioty. ...ja nie piszę tutaj o jakichkolwiek ludziach, których moglibyście znać - piszę o pewnej grupie ludzi, których obserwuje w otoczeniu, czasem w bliskim otoczeniu, którzy nie mają skrupułów aby "wyrzucić człowieka" tak jak się wyrzuca niechcianą, lub niemodną rzecz. Nie wiem na ile te osoby są minimalistami. Cechą wspólną tych osób jest to, że są o kilka lat młodsze ode mnie. To po prostu osoby, które z dzieciństwa nie pamiętają tzw. komuny i PRLu, po prostu fizycznie nie mogły pamiętać tego okresu dzieciństwa, lub jeszcze się wtedy nie urodzili. Tamte realia były trudne i zahartowały ludzi, którzy się wtedy wychowywali. Jeśli chodzi o materializm i konsumpcjonizm właśnie w tej nieco starszej grupie częściej widzę osoby z trzeźwym dystansem do tego szaleństwa. Oczywiście pełen szacunek

Duży telewizor w małym pomieszczeniu.

Obraz
Kiedyś uległem powszechnej manii telewizyjnej i chęci posiadania dużego telewizora - w pewnym sensie kina domowego. Kupiłem do stosunkowo małego salonu telewizor 32" oraz podłączyłem do niego wieżę i dwie kolumny. Na początku cieszyło mnie to, robiło wrażenie, filmy oglądało się fajnie. Stopniowo jednak rezygnowałem z oglądania TV, bywały miesiące kiedy w ogóle nie włączałem TV. Zdałem sobie sprawę, że male pomieszczenie zupełnie przytłacza duży czarny prostokąt. Mimo nieużywania TV było to element dominujący w pomieszczeniu. Przestało mi się to podobać. Zauważyłem także, że bardzo wiele osób do małych pomieszczeń na siłę wpycha duże telewizory, często znacznie większe niż mój 32". Na dłuższą metę jest to męczące (choć nadal imponuje kolegom). Telewizora nie chciałem pozbyć się zupełnie, po pierwsze z uwagi na otoczenie, gości i rodzinę (nie narzucam nikomu swojej filozofii, ona jest po pierwsze dla mnie) po drugie sam lubię czasem sobie coś oglądnąć, najczęściej j

Minimalizm czy racjonalne zarządzanie inwestycją? Coś o naszych mieszkaniach.

Obraz
Ile kosztuje m2 mieszkania w mieście? Duuużo, kilka tysięcy minimum, jednak te cenne metry kwadratowe są tym co często chętnie i beztrosko marnujemy! Zagracając cenne m2 mieszkania - to tak jakbyśmy bezproduktywnie marnowali kolejne tysiące zł! Zgadza się?! Za ciężkie pieniądze kupujemy większe mieszkanie, po czym na nowo zagracamy je do granic przyzwoitości! Ja niedawno przemeblowałem salon - okazało się, że zupełnie niepotrzebny jest jeden ze stolików kawowych, fotel, podnóżek-stołek, stare krzesełko. Oczywiście wszystkie te przedmioty wydawały się niezbędne. W praktyce funkcjonalnie nie zauważam ich braku - zyskana przestrzeń to ok. 2,5 - 3 m2. Ile to oszczędzonych tysięcy zł?

Białe ściany

Obraz
Lubię białe ściany, nie lubię dzikości kolorów w miejscu, w którym wypoczywam i pracuję. Jak pisałem wystarczy mi prowadzenie kolorowych blogów, na ścianach lubię mieć 'spokój'. Oczywiście w praktyce większość pomieszczeń mam w delikatnych, naturalnych kolorach, które nie męczą oczu, swój gabinet jednakże za chwilę maluję białą farbą - sufit żywą bielą, ściany bielą matową, wchodzącą prawie w kremowy. Niektórzy mówią, że biel jest nudna i sterylna. Nie zgadzam się! Na żadnym innym kolorze tak swobodnie nie da się operować dodatkami w rożnych kolorach. Biel jest praktyczna, element zabrudzenia wystarczy zetrzeć i zamalować (najlepiej odrobina farby zostawionej w rezerwie), biel łatwo przemalować, o wiele łatwiej niż kolorami, zwłaszcza na styku barw. Biel jest minimalistyczna ;>

Serwisy ogłoszeniowe w praktyce oraz ekologiczne jabłka.

Obraz
Henryk na Drodze Minimalisty zawsze promował kupowanie bezpośrednio od producentów, produktów ekologicznych, wolnych od chemii i dobrej jakości, najlepiej z lokalnego rynku. Ja osobiście także uważam, że należy wspierać lokalny rynek i lokalnych producentów wysokiej klasy produktów, więc aby nie być gołosłownym (ten blog to... przemyślenia praktyczne) polecam wam coś z rynku dolnośląskiego: Jabłka ekologiczne, klasyczne, smaczne odmiany. Tym samym (jeśli zapoznacie się z linkiem) wracamy do praktycznego zastosowania serwisów ogłoszeniowych) - jeśli ktoś z was ma trochę zdolności do modyfikowania kodu.... no... tak naprawdę i kopiuj/wklej wystarczy... można sobie zmajstrować gadżet Tablica.pl na swoją stronę internetową, czy blog: Ładowanie Ładowanie

Pozbywanie się rzeczy. Gdzie sprzedać rzeczy niepotrzebne i używane?

Obraz
Na wielu blogach, gdzie tematem wiodącym jest minimalizm mówi się o pozbyciu się nadmiaru rzeczy. Dziś sobie głośno przemyślę jak to zrobić. Zaznaczę, że jest to ciąg dalszy przemyśleń z przedostatniego posta. Allegro - system aukcyjny, gdzie niestety muszę płacić za wystawiony przedmiot, tryb sprzedaży podlega określonym regułom - nie lubię tego. Tablica.pl / Gumtree i inne - tu korzystam z DARMOWYCH ogłoszeń, skuteczność jest na pewno mniejsza niż na Allegro, zaletą jest niesformalizowany tryb sprzedaży - mogę po prostu się z klientem spotkać twarzą w twarz przy odbiorze towaru i ponegocjować szczegóły. Portale lokalne - to nawet jeszcze lepsze źródła kontaktów, jeśli nie chcemy wysyłać sprzedawanych przedmiotów pocztą. Ogłoszenia lokalne w supermarkecie - darmowa tablica - tu możemy dotrzeć do klientów starej daty, nie używających internetu - jeśli umiesz starannie przygotować ogłoszenie klasyczne - dlaczego nie? Zaznaczam, że od razu tych ogłoszeń warto przygotować kilk

Wyrzucanie zbędnych przedmiotów.

Obraz
...a właściwie wystawienie pod śmietnik, skąd zostały szybko zabrane przez potrzebujących zrobiło mi trochę więcej wolnego miejsca w mieszkaniu, nie było tego dużo, zaledwie jeden niepełny karton, ale były to rzeczy, bibeloty, uszkodzone i nieużywane już zabawki, które - wierzcie mi - zabierały dużo miejsca. Nie jestem Matką Teresą i oczywiście przede wszystkim niechciane rzeczy staram się sprzedać, co i wam polecam. Pieniądz, nawet niewielka ilość czasem bywa potrzebny, rachunki, choćby za internet (czyli miedzy innymi to pisanie dla was Moi Drodzy) trzeba czasem popłacić. Wystawienie niechcianych rzeczy w internecie, najlepiej na darmowych portalach, aby nie mnożyć sobie kosztów jest dobrym pomysłem. Popieram to. Zatem moi drodzy - do dzieła - zróbmy sobie więcej przestrzeni w naszych domostwach, której to na ogół jest za mało.

Czytanie książek.

Obraz
Przyznam, że jako osoba blogująca mam wiele dylematów i w żadnym razie nie jest tak, że ja wiem wszystko o wszystkim oraz znam optymalne rozwiązania każdego problemu. Wracając do czytania ja mam dylemat, nierozwiązany dylemat czy wybierać książki i pisma papierowe - które jednocześnie zawalają moje małe mieszkanie, zabierają przestrzeń, kurzą się. Z drugiej strony nie ma nic przyjemniejszego niż czuć książkę w ręku, mieć swobodę obcowania z papierem, z klasyczną książką... a e-booki? Heh.... A teraz wkleję jeden z moich komentarzy z Boskiej Woli, z dyskusji gdzie ubolewam nad stopniem czytelnictwa (i czytania ze zrozumieniem w Polsce), który może kogoś zaciekawi: ....u mojego Dziadka i Babci, którzy mnie po części wychowali i którym zła sytuacja rodziny, potem wojna brutalnie przerwały edukacje... czytali swoim dzieciom... czyli moim rodzicom i wujostwu co więcej w domu były także książki rosyjskie, w oryginale, po rosyjsku - także czytane - mimo że nikogo w rodzinie z Ru

Rezygnacja z kawy i kofeiny - Niech żyje kawa!

Obraz
Kilka miesięcy temu na blogu głównym chwaliłem się rezygnacją z kawy i kofeiny (w ogólności), zatem nie tylko zrezygnowałem z kawy, ale też z coli, mocnej yerba mate pitej z bulwy, napojów energetycznych, red bulli, itp. Obecnie do kawy (kofeiny) wróciłem, ale już na zdrowych, powiedzmy nawet - minimalistycznych zasadach. Już piszę o co chodzi. Pewnego pięknego dnia w biurze spojrzałem na półkę, koło kosza, gdzie odkładałem butelki po napojach, puszki, itp. Na półce stało pięć puszek po red bullach i innych tego typu wynalazkach. Zdałem sobie sprawę także z tego, że rano wypiłem mocną kawę, a na koniec dnia byłem umęczony, znużony pozbawiony energii i podświadomie pragnę zahaczyć po drodze do domu o Żabkę i kupić sobie puszkę Mountain Dew. Około roku wcześniej rozpędziłem się z tymi napojami, robiliśmy remonty biura z kolegą, który pił te wynalazki nałogowo (i tak lepsze to niż popijanie alkoholu przy pracy budowlanej), wziąłem jedną puszkę, potem drugą - rozsmakowałem się - a p

Minimalista i jego pulpit na komputerze.

Obraz
Na blogach polskich minimalistów brakuje mi czasem pokazania, jak ich minimalizm wygląda w praktyce, dlatego sam przełamię ten impas i pokażę wam swój pulpit. Mam tylko to co niezbędne. Plik dokumentu, który chcę mieć pod ręką, ikonę przeglądarki, której używam najczęściej oraz dwie ikonki lokalizacji managera plików. Niedługo zostaną tylko dwie ikony jak znam życie - przeglądarka i manager plików. Szarość? Tak! Poza tym, że jest to domyślny pulpit systemu, którego używam, taki zestaw kolorów nie męczy oczu i sprawdza się, kiedy mam ochotę poklepać w klawisze późnym wieczorem, kiedy rodzina idzie spać, a mnie jeszcze nosi, aby coś zrobić. Ładne, gustowne i sprawdza się. P.S. Niedawno na jednym z moich blogów tematycznych omawialiśmy taką kwestię jak:  Windows XP minimalisty , zapraszam.

Wstęp - minimalizm

Obraz
Pomysł na wydzielenie tego bloga pojawił się dosyć dawno, do tej chwili jednak nie śpieszyłem się, czekałem aż ta decyzja dojrzeje do realizacji. Dlaczego minimalizm? Ci z was którzy mnie znają z blogów tematycznych wiedzą, że relatywnie często podejmuję temat minimalizmu, ponieważ jednak staram się zachować porządek i klarowność mojej twórczości, chciałbym tym tematem zajmować się w jednym, konkretnym miejscu. W przeciwieństwie do niektórych osób blogujących, mających dylematy pt. 'Czy jestem minimalistą?' lub 'Czy jako minimalistka mogę....?" ja bez żadnego skrępowania uważam się za minimalistę, minimalistę racjonalnego promującego swoją pisaniną realny minimalizm, w przeciwieństwie do ascetycznej i "świątobliwej" ekstremy. Grubo ponad 10 lat temu byłem autentycznym minimalistą ze śpiworem, karimatą, plecakiem oraz.... ....komputerem w dużym pudle (laptopów praktycznie wtedy nie było) a także wielką jak cegła komórką (smartfonów praz iPhonów takż

Minimalizm - blogi. Logika blogowania i minimalizm ascetyczny.

Obraz
Obserwuję od dawna modę szerzącą się na blogach minimalistów i jestem lekko zaskoczony. Każdy minimalistyczny blog wygląda tak samo, niczym prawie pusta kartka A4, co ma odzwierciedlać przywiązanie autora do idei jaką jest minimalizm, ot jakieś logo albo fotka też się znajdzie czasem. Szanując oczywiście zdanie i wybór tych autorów, ja się po prostu czasem w tej pustce gubię, brak mi wyrazistości, odróżnienia się, czegoś "z jajem" po prostu. Brak mi także po prostu typowych nawigacyjnych elementów tych blogów, jak blogroll albo zgrupowanie linków, które autora ustawia w jakimś 'otoczeniu' blogowym... tutaj na pewno wprowadzę więcej elementów nawigacyjnych w miarę rozwoju bloga.... dobra... logiki estetycznej wystarczy.... Kiedyś w jednym z postów minimalistycznych na Racjonalnym Oszczędzaniu wykazywałem, że "minimalizm" ze 100 przedmiotami, z iPhonem, laptopem i matą w ascetycznym pomieszczeniu, jest trochę fikcją i ułudą. Rzeczywistość oraz infrastru