piątek, 11 stycznia 2013

Minimalista-ekolog i rower.

Dziś mam ochotę na napisać co nieco o rowerze. Rower jest fajnym, rewelacyjnym wręcz środkiem transportu, którego jestem gorącym zwolennikiem, oczywiście w dyskusjach o motoryzacji uczciwie prezentuje słabe strony komunikacji rowerowej - zwłaszcza przy pogodzie którą mamy na zewnątrz.


Przez lata byłem działaczem ekologicznym i rowerowym - nie jednym z tych szaleńców - eko-anarchistów organizujących "masy krytyczne", uprzykrzających życie kierowcom i de facto bardzo szkodzącym zwykłym rowerzystom, ale członkiem organizacji rowerowej poważnej - nastawionej na współpracę z samorządami, lobbying, działanie na rzecz rozbudowy ścieżek oraz infrastruktury rowerowej. To było fajnie, konstruktywne działanie i w wielu miejscach w Polsce takie grupy zrobiły bardzo wiele dla rowerzystów i lokalnych społeczności.

Więc kiedy następnym razem przejedziecie gdzieś nową, ładną i zadbaną ścieżką rowerową, pomyślcie o działaczach ekologicznych - takich jak ja (szeregowy i skromny aktywista), chociażby, którzy lata temu walczyli o te ścieżki.

Tego nie wywalczyli eko-anarchiści blokujący ronda i skrzyżowania w wielkich miastach, czy przebijający opony terenówek (bo za dużo CO2 wydalają), lub wygłaszający gniewne mowy gdzieś na squacie.

To wywalczyli ludzie rozmawiający z władzą, samorządem, radami osiedli, współpracujący z organizacjami UE, lobbujący, mozolnie zbierający podpisy, wytyczającymi szlaki turystyczne.

Taka prawda, Wygrały mrówki, a nie koniki polne.

środa, 9 stycznia 2013

Mały biały domek... biuro w ogrodzie.


Jaki jest sekret "małego białego domku"? Myślę, że sekretem jest przestrzeń naokoło. Jesteśmy w stanie wytrzymać w relatywnie niewielkiej przestrzeni, jeśli zrekompensuje to nam możliwość ciągłego korzystania z ogrodu, werandy, itp...

Ta sama przestrzeń w miejskim blokowisku czy w biurowcu byłaby przeraźliwie mała.


W takim "garden office" natomiast, ogromne przeszklenia, duży taras, chyba przestrzenią przewyższający domek ogrodowy oraz przestrzeń otoczenia zrekompensuje nam niewygody.

Taki mały domek - osobną od głównego zabudowania pracownię wyobrażam sobie w mojej przyszłej rezydencji. Pisałem już o tym w cyklach artykułów na blogu głównym.

Fajny pomysł - no nie?

wtorek, 8 stycznia 2013

Mikro domek - minimalistyczne wnętrze.



Zapewne większość z was widziała w internecie mikro-domki i mikro-wnętrza. Co jak co, przy takiej powierzchni pewien "minimalizm" jest niejako wymuszony.

Zazwyczaj wszyscy dysponujemy o wiele większą przestrzenią niż na zdjęciu, ale nieziemsko ją marnujemy. Kiedyś już na ten temat pisałem - TUTAJ. Jak oszczędzić przestrzeń którą już mamy w mieszkaniach

Dziś jestem po sporej porcji wyrzucania tego i owego, tym razem niezbyt entuzjastycznie, ale inaczej się nie dało - trzeba było zrobić miejsce w kuchni. Mimo starań i długofalowego działania, wciąż mam wrażenie, że moje lokum jest zagracone.

Działam dalej.

P.S. Zapraszam:

OK... kupujemy... kupujemy... a co zrobić ze starymi rzeczami?

środa, 2 stycznia 2013

Refleksje po sylwestrze.

Dzisiejszy wpis jest inspirowany postem u Rafała na temat dziwnie wysokich cen imprez sylwestrowych. Relatywnie rutynowa potupaja 31 grudnia nabiera rangi balu sylwestrowego i kosztuje do 10x drożej niż w każdy piątek. Nie różni się jednak zbyt mocno, jeśli zastanowić się obiektywnie.

Prawda jest taka, że a te same pieniądze, które wydałbym na sylwestra mogę pojechać na dłużej, taniej i w atrakcyjne miejsce już po fakcie.

Kiedyś dogadałem się z dziewczyną, że dajemy spokój z sylwestrem i spędzamy go razem przy lampce wina i smacznej kolacji w domu - miałem jako student dużo spraw tuż po nowym roku, nie na tyle czasu by dochodzić do siebie przez kolejne kilka dni, no i nie szastałem kasą.

Trzy tygodnie później za mniej więcej te same pieniądze, które poszłyby na sylwestra spędziliśmy tydzień w Budapeszcie w dobrej klasy hotelu w centrum metropolii. Gwarantuję wam, że tamten tydzień dostarczył mi więcej wrażeń, niż krótka nietrzeźwa noc.

Nie namawiam do łamania tradycji oraz udawania że sylwestra nie ma i się nie liczy - może jednak zamiast mega-imprez i spłukania się z kasy, na relatywnie słabych balach-potupajach, czasem w przypadkowym towarzystwie i nieco na siłę, zastanowić się, przemyśleć i podjąć decyzję, która finalnie bardziej nas usatysfakcjonuje.

Świat jest większy i ciekawszy niż najbliższy klub, pub czy disco w naszej okolicy :)