niedziela, 31 lipca 2016

Minimalizm a przedmioty... 7 punktów głównych


Dziś mowa o przedmiotach. Poniżej kilka puntów - minimalistycznych propozycji (szczególnie dla nowych minimalistów).


1. Nie wyrzucaj przedmiotów (jeśli nie musisz). Ewentualnie podaruj je potrzebującym, albo nawet zanieś do piwnicy na przechowanie.

Narzędzia "po dziadku" teraz się nie przydadzą, ale może za kilka lat będziesz chcieć uprawiać własne warzywa nie pryskane chemią dla swojego dziecka? One się nie połamią tak szybko jak te nowe, kupione w supermarkecie.

Wyrzucanie (u większości ludzi) na ogół prowadzi do... kupienia nowych przedmiotów w zamian. Minimalista unika wyrzucania przedmiotów.

Przeczytaj ten wpis: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2015/07/poczatkujacy-minimalista-jak-prawidowo.html


 2. Stosuj recykling (jeśli tylko możesz). Pomyśl o ekologii, o oszczędnościach. Znajdź dla przedmiotów nową funkcję i nowe życie, napraw jeśli możesz.

Zobacz tutaj: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2014/03/nowe-zycie-starych-przedmiotow.html




3. Nie kupuj (jeśli nie jest potrzebujesz). Nie kupuj bo robią to inni, bo wypada coś mieć, bo jest promocja w supermarkecie.

...albo coś jest minimalistyczne: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2015/03/moja-niedzielna-przygoda-z-minimalizmem.html






4. Oszczędzaj i racjonalizuj (jeśli to nie jest wielkie wyrzeczenie). Oszczędzanie może być dosyć proste i przyjemne. Wystarczy trochę systematyczności i rozsądku...


Zaglądnij tutaj: http://oszczedzanie.info.pl/

 



5. Nie zbieraj nowych "minimalistycznych" przedmiotów (zbieraj raczej nowe doświadczenia). Wiedzy, doświadczenia i swoich przeżyć nie stracisz. Przedmioty mogą paść łupem złodzieja...

Podróże wzbogacają perspektywę: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2015/08/przedmioty-markowe-w-zyciu-minimalisty.html




6. Marka i cena nie stanowią o wartości przedmiotu (o tym decyduje jego użyteczność). Logiem nie ochronisz się przed deszczem, tylko wodoodpornym płaszczem. Marką nie wbijesz gwoździa, tylko młotkiem...

Przeczytaj to: http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2012/11/znaczenie-marki-i-eleganckiego-wygladu.html




7. W kwestii przedmiotów słuchaj swojego zdrowego rozsądku (nie dopasowuj się na siłę do określonego stylu i filozofii). Znana książka o minimalizmie powie ci, co było dobre dla jej autora, niekoniecznie co może być dobre dla Ciebie.

Kontestacja zasad... jest dobra: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2015/02/10-inspiracji-dla-minimalisty.html

Masz swoje "zasady" i propozycje? Zapraszam do dodania ich w komentarzach.


piątek, 29 lipca 2016

KomeRRRRcja na blogu minimalistycznym

Włączam dziś mojego fejsa i co widzę, post sponsorowany (czyli ekstra płatny) na minimalistycznym blogu, na który kiedyś często zaglądałem... sponsoring, komercja, marketing... konkurs marki sponsorującej bloga...

...o jejciu! o zgrozo! koniec świata! minimalistyczny blog??? Ooooo!

Zerknijcie sami:




No i co w związku z tym?

No i zupełnie nic.

Nie mam absolutnie nic przeciwko temu, aby bloger, czy blogerka, która deklaruje się w necie jako minimalista/minimalistka, żyła sobie z pasji, czerpała korzyści ze swojego pisania i współpracowała z firmami wspierającymi finansowo bloga.

Prowadzenie blogów zajmuje dużo czasu, przydaje się wsparcie finansowe np. na czynności tak banalne jak opłacenie domeny, serwera i transferów (jeśli ktoś bloguje poza Blogspotem), czy wreszcie człowiek chce kupić sobie porządny aparat do zdjęć dla Czytelników, lub lepszy sprzęt do nagrać audio-video.

Warto to sobie uzmysłowić.

Wiem jednakże, że kiedy ja raz na jakiś czas wrzucę na bloga jakiś post sponsorowany (mimo, że są to drobne korzyści dla bloga... ale jednak) niektórzy kręcą nosem z oburzenia. Niektórzy mnie nawet powyrzucali ze spisów linków, udają że nie znają, itp.

Tacy z nich minimaliści.

Patrzę na przykład na popularny agregatów blogów minimalistycznych z cytatami "mondrych ludziów"  i widzę, że po jednym z wpisów o sushi, z poleceniem firmy dobrego kumpla, mnie tam już nie ma...

No cóż, dla niektórych mój blog jest niewystarczająco koszerny.



Trochę komercji zastosowanej z umiarem nikomu nie zaszkodzi. 
Modelka - wersja skrajnie minimalistyczna po lewej, 
oraz trochę mniej minimalistyczna po prawej.


Cóż. Myślę, że w blogowaniu należy zachować równowagę i spokój. Kiedy trzeba można na jakimś blogu tolerować umiarkowaną komercję (jeśli pomaga to w jakiś sposób jego autorowi), kiedy trzeba, należy skrytykować jakąś komercyjną manię (co często tu robię) zakrawającą o zachowania patologiczne, tak jak kult ugryzionego owocu, chorobliwe uzależnienie od smartfonów, czy innych "mediów" internetowych...



Równowaga i spokój moi drodzy! Równowaga!

środa, 27 lipca 2016

Ubezpieczenie samochodowe a kradzież samochodu za granicą


Wakacje mają być czasem beztroski i odpoczynku. Trzeba jednak pamiętać, że wakacyjna wyprawa samochodem niesie za sobą ryzyko wystąpienia awarii, kolizji, a nawet kradzieży, stąd tak ważne jest odpowiednie ubezpieczenie samochodowe. Przykrym niespodziankom wynikającym ze zdarzeń losowych, które mogą spotkać nas na zagranicznym wyjeździe, można zapobiec już na etapie planowania podróży.
Wakacje to czas urlopów, więc również wyjazdów zagranicznych. Część z nas na zagraniczne wakacje wyjeżdża własnym autem. Choć sama podróż trwa dłużej niż samolotem, to samochód na miejscu daje większą niezależność, nie musimy też martwić się o restrykcyjne przepisy odnośnie rozmiarów bagażu – co z pewnością docenią rodziny z dziećmi.
Przygotowując się do takiej podróży, nie można jednak zapomnieć o podstawowej kwestii, jaką stanowi ubezpieczenie samochodowe. Przed wyjazdem należy sprawdzić ważność posiadanych polis oraz ich zakres obowiązywania na terenie innych państw. Warto też zapoznać się z procedurą zgłaszania szkody oraz wyposażyć się w numery kontaktowe do ubezpieczyciela.

Ubezpieczenie na wypadek kradzieży samochodu

 

Czasami radość z wakacyjnego wyjazdu przysłonić mogą przykre przygody. Odwiedzając różne zakątki świata, nie zawsze musimy spotkać się z miłym przyjęciem. Pozostawiając auto na ulicy lub niestrzeżonym parkingu, ufamy, że po powrocie zastaniemy je w tym samym miejscu, w nienaruszonym stanie. Niestety, podobnie jak w kraju, tak i za graniczą możemy paść ofiarą złodziei samochodów, dlatego warto zainwestować w dodatkowe ubezpieczenie AC, gwarantujące wypłatę odszkodowania za utracony samochód. W przypadku aut zakupionych na kredyt, środki z polisy w pierwszej kolejności pokrywają zobowiązania wobec instytucji finansującej zakup.

Ubezpieczenie samochodowe – zakres ochrony

 

Posiadacze polisy autocasco wyjeżdżający za granicę, mogą spać spokojnie tylko pod warunkiem, że wybrany przez nich wariant ubezpieczenia chroni auto także poza granicami Polski. Taki zapis nie zawsze znajdziemy jednak w podstawowym pakiecie. Na szczęście zazwyczaj zakres ochrony można rozszerzyć w trakcie okresu ubezpieczenia AC, na czas pozostały do zakończenia umowy.
Za każdym razem o tym, czy należy nam się wypłata odszkodowania, decydują zapisy ogólnych warunków ubezpieczenia (OWU). Z tego względu przed wyjazdem z dużą uwagą prześledźmy m.in. listę wyłączeń – można tam znaleźć informację np. o wyłączeniu z zakresu ubezpieczenia kradzieży samochodu na terenie m.in. Rosji, Białorusi lub Ukrainy.

Zgłoszenie kradzieży samochodu za granicą

 

Procedura zgłoszenia kradzieży samochodu powinna odbywać się według zasad określonych w OWU towarzystwa ubezpieczeniowego, z którym zawarliśmy umowę ubezpieczenia AC. W przypadku różnych ubezpieczycieli ścieżka postępowania może się różnić, chociażby w zakresie terminów, jednak pewne elementy są zbieżne.
Za każdym razem pierwszym krokiem po zauważeniu zniknięcia samochodu powinno być powiadomienie policji. Bez względu na to, czy do zdarzenia doszło w kraju, czy za granicą, zaświadczenie o złożeniu zawiadomienia jest jednym z dokumentów wymaganych przy likwidacji szkody. Kolejną czynnością powinno być zgłoszenie kradzieży ubezpieczycielowi, na przykład za pomocą infolinii – nie powinniśmy z tym zwlekać do powrotu. Następnie zostaniemy poproszeni o przekazanie kompletu kluczyków oraz dokumentów. Nabywcy aut korzystający z zewnętrznego finansowania powinni również pamiętać o powiadomieniu banku lub firmy leasingowej.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Minimalizm i równowaga

Od początku mojej bytności na blogosferze minimalistycznej jestem niejako poza główną falą, poza głównym nurtem tego, co akurat zwie się minimalizmem, trochę buntowniczo można powiedzieć.

Pierwszy powód to wrodzona chęć do zadawania pytań i kwestionowania podanej na tacy (czyli w książkach i na blogach o minimalizmie) prawdy. Nie mam po prostu satysfakcji w bezkrytycznym przyjmowaniu poglądów, wizji i stylu, który jest akurat "na fali". Człowiek po to ma rozum, by rozumować... i tyle.

Drugi powód jest taki, że obecny głównonurtowy minimalizm po prostu nie koncentruje się na człowieku. On koncentruje się na przedmiotach. Koncentruje się na stworzeniu sobie takiego "układu" przedmiotów, który wpisywałby się w pewien trend. 

Podążać za innymi, być takim/taką jak znany minimalista/minimalistka. Kupić takie i takie przedmioty, jakie mają minimaliści, wyrzucić te i tamte rzeczy, bo tak ktoś zasugerował. Zyskać akceptacje otoczenia.

To wszystko czasem kosztem prawdziwego siebie.


Kiedy ten głównofalowy minimalizm nie koncentruje się na przedmiotach to koncentruje się na modzie, byciu trendy, skupia się także na lansie i autopromocji niektórych osób, które podają się za blogerów minimalistycznych.

To też jest niegdysiejszy powód założenia tego bloga, chęć zyskania przestrzeni do rozmawiania o minimalizmie bez cenzury ideologicznej. Bo tu - na tym blogu cenzury ideologicznej nie ma. Owszem, jest "filtr wulgaryzmów", jest zakaz argumentów ad personam typu "jesteś taki i owaki", tępię zdecydowanie spam i komercje, ale cenzury w dyskusji tu nie zobaczysz.

Możesz sobie nawet udowadniać, że ten blog nie jest minimalistyczny a ja z minimalizmem nie mam nic wspólnego. Wszelkie argumenty tego tupu tu przejdą, do chwili kiedy nie wejdą w zwyczajne chamstwo i epitety osobiste.

Trochę więcej luzu...


Tak, blogosfera minimalistyczna jest po prostu miałka, słaba, spięta, cienka jak chusteczka higieniczna. Skoncentrowana wokół modelu: ja - bloger minimalista - specjalista - przyszły autorytet. Będę blogował/a tak jak inni, aż w końcu zaproszą mnie do tefałenu i może wydam książkę. Zrobię karierę....

Tak... dobrze powiedziane: "Karierę". Gonitwa za wpływami, pieniędzmi, albo chociażby, poczuciem bycia ważnym i w centrum "towarzystwa" dawno przyćmiła to, o co powinno tu chodzić...

...przyćmiła minimalizm.


środa, 13 lipca 2016

Jarek, który ma najnowszego Samsunga...

Jarka poznałem parę miesięcy temu na siłowni, też ma własną firmę, jak ja, czyli mnóstwo wspólnych tematów, do obgadania przy piwie.

Coraz częściej gdzieś wyskakiwaliśmy razem... a właściwie dalej wyskakujemy, choć już znacznie, ale to znacznie mniej... bo mnie Jarek zaczyna wkurzać, szczególnie swoim najnowszym, super Samsungiem S6 czy S7 (już zapomniałem jaki to model, szczerze mówiąc).

Nie chodzi tu, że Jarek wydał ok. 3 tysiaki na nowego fona, że ma on super obudowę, lansersko zakrzywiony ekran, itp. a mi gul skacze, włos się jeży i spalam się z zazdrości, bo ja mam wciąż starego, odrapanego samsunga....

Chodzi o to, że jak Jarek miał wcześniej jakiegoś starego, prehistorycznego smartfona z pękniętą szybką to dało radę z nim normalnie wyjść, wypić piwo, pogadać...

Teraz on ma na smarftonie pełen pakiet netu, ma fejsbuka, założył instagrama i non stop mu coś pika... rozmawiamy sobie, a tu pik... pik... sorry zerknę na moment... i gościu odpływa na 5 minut w inny świat...


Rozmawiamy sobie dalej, tu znowu ding... ding... sorry raz jeszcze, to taka koleżanka jedna, wiesz.... ważne... Jarek wkleja się znów na kilka minut w ekran...

Siedzimy razem i znów... pik... pik.. Jarek zerka na ekran... kurcze, co ta wariatka mi pisze na fejsie... wiesz na moment muszę przedzwonić i przy okazji zapalę... Jarek idzie za pub palić i gadać i nie ma go 10 minut.

No i od czasu kupienia nowego Samsunga tak jest stale.

Generalnie teraz to mogę do Jarka zadzwonić, pójść z nim na transmisję meczu do pubu, by sam nie siedzieć, ale głównie człowiek patrzy na ten mecz, a nie na Jarka wlepionego w swojego Samsunga.

Gościu mi się zepsuł jako znajomy i tyle. Został samsungowcem...


A jak Ty używasz swojego smartfona?


wtorek, 12 lipca 2016

Nie ma żadnej wegańskiej populacji na świecie!

W temacie wege- ostatnio sobie dyskutowałem z moim imiennikiem Romanem i postanowiłem Wam szerzej przedstawić jego zdanie, ponieważ wydało mi się interesujące. Po pierwsze w temacie radykalnych wege- dyskusji ostatnich dni. Roman pisze do mnie (i także do Was):

Słowo od wegetarian czyli... "Mam nadzieję, ze cierpiał"


"wege" bywają strasznie fanatyczni, zwłaszcza ci będący "świeżo nawróconymi"...

"Prawda objawiona" tak mocno ich (...) kopnęła, że teraz mają zapał nawrócenia całego świata w 10 minut na swoją ideologię :)

Dawno temu na forum "wege" na gazeta.pl byłem i do dziś pamiętam te "przekrwione oczy zapału" :)

I nie rozumieją, że taka agresja zniechęca ludzi do wegetarianizmu chociażby...


...jak widzicie, rozmawiałem sobie także z Romanem  na temat różnic między wegetarianizmem, a weganizmem.



A co do niejedzenia mięsa...

Wegetarianizm jest OK, zwłaszcza ten podstawowy bez eliminacji nabiału...
Natomiast weganizm uważam za dietę nienaturalną dla człowieka. Raz z powodów biologicznych; jesteśmy zbudowani jako wszystkożercy, dwa z powodów antropologicznych.

Nie ma i nie było w historii ludzkości żadnej społeczności dla której dieta wegańska byłaby dietą naturalną, wielopokoleniową.

Znaczy jest to dieta na tyle niezdrowa, że na przestrzeni pokoleń społeczności takie wymierały (i to na tyle skutecznie, że nie ma dziś dowodów iż w ogóle istniały), albo też nie chciano ryzykować.

Jak weganie udowodnią, że takie społeczności istniały lub istnieją od co najmniej kilku pokoleń to zmienię zdanie.


Sprawdziłem to - istotnie, są nawet całe regiony na świecie, oficjalnie wegetariańskie, ale jednak nie wegańskie - np. pewne stany Indii.




I co na to powiedzą moi drodzy wege? Ciekawy fakt, natury nie oszukacie!

poniedziałek, 11 lipca 2016

Minimalizm i tatuaże

Środowisko minimalistów jest podzielone co do kwestii tatuaży. Czy jest to ozdoba zgodna z duchem minimalizmu, czy też zbędna, droga i do tego bolesna fanaberia.

Co ty o tym myślisz? Napisz w komentarzu...


Zerknijmy tymczasem w świat tatuaży. Filozofia i głębokie przemyślenia... Co można wyrazić tatuażem...


Odwaga...

Braterstwo....


Bycie w porządku wobec siebie...

Piękno...


Motoryzacyjne hobby...


Zadziorność...


...albo i poważniejsze deklaracje.

Tatuaż? Czy tatuaż byłby czymś dla mnie? Chyba nie... wydaje mi się, że to co ja chce przekazać łatwiej mogę Wam przekazać przy użyciu mojego bloga, niż mojego tatuażu.

...a przecież minimalista wybiera najczęściej proste rozwiązania!

niedziela, 10 lipca 2016

Słowo od wegetarian czyli... "Mam nadzieję, ze cierpiał"

Chciałem dzisiaj w poście powiedzieć, że jestem pozytywnie nastawiony do wegetarian... coś więcej, że sam przygotowuję bardzo dużo potraw jarskich i promuję je na swoich blogach... chciałem to napisać... ale nie napiszę tego.

Rano na Fejsie wyskoczył mi news o śmierci torreadora zamieszczony na jednej z wege-grup... i od razu pojawiły się nienawistne komentarze wegetarian.

Torreador wykonuje zawód jaki wykonuje, jest to część starożytnej kultury Półwyspu Iberyjskiego, kultury zupełnie odmiennej niż nasza, której nie rozumiemy... i ja nie zamierzam piętnować i oceniać człowieka... nie jestem w "jego butach"... a na Hiszpana czy Latynosa także nie wyglądam...


Ja należę jednak do Cywilizacji Słowiańskiej, która kieruje się wyższymi normami moralnymi i dla mnie niedopuszczalne jest takie zachowanie, nawet jeśli ofiara byłaby moim ideologicznym wrogiem. U nas, u Polaków - Słowian, nawet żołnierze zbrodniczego Wehrmachtu mają swoje groby, które się szanuje i nie bezcześci. Mimo, że byli to nasi zażarci wrogowie, my okazujemy spokój w miejscach ich pamięci i wyższą kulturę mówiąc o ich zmarłych.

Do jakiej cywilizacji należą wegetarianie oraz najradykalniejsza ich frakcja, czyli weganie? Popatrzcie na screenshot i sami oceńcie.


Ostatni komentarz nie zmieścił mi się w ekranie... Pani Róża kończy swój wpis słowami... "Mam nadzieję, ze cierpiał"


Czy Ty masz jakiś komentarz do tych słów?

sobota, 9 lipca 2016

Wakacje minimalisty... Kreta...

Ostatnio trochę za dużo było tu kontrowersyjnych i dyskusyjnych tematów, kiedy większość z nas jest w błogim nastroju wakacyjnym. Ja jeszcze na moje wakacje nie wyjechałem i wciąż dopinam pewne sprawy w życiu osobistym oraz w pracy, ale właśnie jestem w trakcie przeglądania swojego foto-archiwum z komórki i wracają letnie wspomnienia... Powspominacie ze mną?


W necie pojawiły się głosy, że skoro nie mam (i nie polecam minimalistom kupna) drogich, lanserskich laptopów, ultrawypasionych smartfonów oraz czytników e-booków, to mnie na pewno bolą 4 litery i nic w swoim ascetycznym życiu nie robię, tylko zazdroszczę 27h/7 ich posiadaczom. 

Skądże... ja wszelkim gadżeciarzom gratuluję wspaniałej jakości sprzętu... tylko ja wolę swoje pieniądze wydać inaczej... na przykład na zabranie rodziny na Kretę... na zdjęciu powyżej... jedziemy...


Port w Chani, na Krecie... gorąco... ale i tak jakoś pozytywnie ;-)


Wzburzone morze... wciąż czuję ten zapach...


Widok z balkonu w hotelu #1. Na gzymsie leży sobie hotelowy pies...



Widok w drugą stronę... niczego sobie...



I wreszcie to co misiaczki lubią najbardziej... plaża...



...bajerancki zachód słońca.



Zakupy... nawet minimalista też musi coś czasem kupić.... no nie?



Po zakupach czas na jakiś lunch... ale co to... mam towarzysza...



No nie, ludzie, bez jaj... kolejny kandydat do opitolenia mojego gyrosa... to ja już stąd lecę czym prędzej...



Pozdrowionka i miłych wakacji!!!

Królik pomoże... zamiast myśleć destrukcyjnie...


Dzisiaj czekając bezczynnie w serwisie samochodowym, by zupełnie nie tracić czasu, przeglądałem gazety wystawione dla klientów i natknąłem się na fajny cytat.


Gdy byłem mały, dziadkowie akurat hodowali króliki i potwierdzam pozytywne przesłanie, zawarte w cytacie...

...aczkolwiek to było szare i biedne czasy PRLu i nie było zmiłuj... o weganiźmie i takich tam nikt wtedy nie słyszał, a problemem było zdobycie jakiegokolwiek lepszej jakości pożywienia... nikt się zatem nie rozczulał... króliczki, jakie by nie były słodziaste i milutkie kończyły w piekarniku...


Trudno nie docenić wysokiej jakości króliczego mięsa dla niemowląt i małych dzieci, osób chorych, w czasie rekonwalescencji, albo cierpiących na różnej maści alergie. Jest to produkt najlepszy z najlepszych i warto go docenić. Niech tu przypadkiem nie marszczą mi nosa osoby z kręgu wege... osoby młode, po okresie dojrzewania, zdrowe i w pełni sił, którym białko zwierzęce w sumie nie jest potrzebne do szczęścia.


Tak czy inaczej skupmy się na tym drugim - nie spożywczym pozytywie obcowania z tymi wspaniałymi zwierzątkami.


Króliki w wersji "nie-hodowlanej" ale jako domowe miniaturki są fajnymi zwierzątkami domowymi. Kolega ma takiego królika, który bryka po domu, dokazuje ile wlezie i zjada ładowarki do telefonów (mała cena za wspaniałe towarzystwo).



Króliczki, które widzicie na zdjęciach, biegają sobie beztrosko w zagrodzie w Parku Wrocławskim w Lubinie, a ja wcinam małe co nieco w barze tuż obok (Co myślisz? Czy można powiedzieć, że wnętrze jest minimalistyczne?).

Zainspirowany porannym cytatem postanowiłem z rodziną odwiedzić zwierzaki...


...i od razu czuje się 10x bardziej pozytywnie nastawiony do życia. A jak Ty spędzasz weekend?

środa, 6 lipca 2016

Minimalizm czy nie minimalizm... porozmawiajmy na luzie...

Interesuję się zdrową żywnością i kulinariami, nie tylko ja. Mam w otoczeniu znajomych podzielających moje zainteresowania, z którymi nie raz dyskutuję.

Oj mamy mnóstwo wspólnych tematów i nie raz uczestniczę w żywiołowej dyskusji. Czy na przykład kawa to zdrowy napój, zdrowa żywność dająca pozytywne efekty czy wprost przeciwnie, rodzaj legalnego narkotyku, który zmienia percepcję i podkręca organizm ponad normę.

Czy piwo bezalkoholowe może być zaliczone do zdrowej żywności, czy też to śmieć dietetyczny i zastrzyk zbędnych węglowodanów.

Kategoryzujemy, spieramy się. Tak, twierdzi Kolega, kawa jest zdrowa - nie, twierdzę ja z drugiej strony, kawa to raczej nie jest zdrowa żywność, to używka.

Pada deszcz argumentów, dyskusja rozkręca się...

...i co? I nic. Na ogół każdy z niej wychodzi i tak przekonany o swojej racji, a nawet jeszcze bardziej w niej utwierdzony, ale nie zaburza to koleżeńskich relacji dorosłych ludzi.

Ot, normalna rzecz, każdy ma swoje przekonania, każdy ma prawo je głosić, dyskutować. To, że nie zgadzam się z jednym Kolegą w kwestii piwa bezalkoholowego nie znaczy, że mamy zrywać relacje, wprost przeciwnie... jest to okazja do kolejnego spotkania i uprawiania sztuki dyskusji.


Telefon z jabłkiem na obudowie... 
wersja minimalistyczna... ;-)

Ciekaw jestem dlaczego inaczej jest w środowisku minimalistycznym?

Na forum publicznym leci na przykład mój klasyczny wpis o tym, że uważam pewne  gadżety elektroniczne i marki za nieminimalistyczne.... i co?

Pada od różnych przypadkowych ludzi mnóstwo argumentów personalnych, w stylu: Jesteś taki i owaki. Jesteś zakompleksiony, zazdrościsz, jesteś głupi, jesteś !##$^, twój blog to g..., masz ból d... bo masz tylko szajsunga...

Ostatnio taki deszcz hejtu zauważyłem wczoraj na FB.

Trudno mi zrozumieć takie skrajne reakcje i to, że gównoburza nad moim blogiem nie ustaje. Ciekawi mnie mechanizm, niemal religijnego kultu, jakim rzekomi minimaliści (najczęściej ci z FB) darzą niektóre marki, szczególnie telefony i laptopy z owocem na obudowie i czytniki e-booków.

Czy im naprawdę chodzi o minimalizm?

Może przeprowadzimy kolejny eksperyment myślowy? Czy jeśli teraz napiszę  u siebie, że klasyczny, stalowy włoski czajniczek do kawy wydaje mi się bardziej minimalistyczny niż bezprzewodowy, plastikowy czajnik elektryczny marki Philips, zlecą mi się z hejtem fani Philipsa, a ta część z was, która na Philipsy w domu obrazi się śmiertelnie?

To zabawne, to dziecinada.

Dziecinadą są dla mnie pełne oburzenia komentarze z fejsa, że ja śmiem w ogóle kategoryzować, dzielić rzeczy na minimalistyczne i nie. Dlaczego jednak mam tego nie robić i komu to przeszkadza?

Jak pisałem, jestem fanem zdrowej żywności i nie raz ze znajomymi kategoryzujemy produkty a nawet marki spożywcze pod kątem "zdrowotności", taka selekcja jest naturalna dla sympatyka jakiejś idei, lub stylu.

Tak, kategoryzowanie, selekcja, dążenie do spójności indywidualnego stylu jest czymś 100% naturalnym. Także normalne jest wybieranie, który gadżet jest bardziej minimalistyczny i będzie bardziej pasował do salonu, urządzanego w duchu prostoty i minimalizmu.

Nie widziałem jednak, aby np. zwolennicy mleka koziego tak skakali do gardeł zwolennikom mleka niskolaktozowego, jak to się dzieje na minimalistycznej facebookosferze.

To wszystko jest bardzo zastanawiające i chyba pokazujące prawdziwą naturę nas - minimalistów - czy nie za bardzo lubimy się kłócić? Zupełnie niepotrzebnie... porozmawiajmy na luzie...


wtorek, 5 lipca 2016

Czy muzyka Disco Polo jest minimalistyczna?

Disco Polo, muzyka pogardzana w czasach mojej młodości, my licealiści, potem studenci z miasta gardziliśmy prostotą, wsią, sielskością i prostymi tanecznymi rymami.

Wszystko musiało być ambitne, na poziomie, poważne... po latach stwierdzam, że aż za poważne... niemal z kijem w gardle.

Nasze pokolenie - ambitnych studentów i licealistów z przełomu wieków - jednak wyrosło, przynajmniej po części, z ambitnej twórczości muzycznej i zajęło się codziennym życiem za minimalną krajową, wychowaniem dzieci, wiązaniem końca z końcem... albo wykładaniem towaru na półki w Tesco w Anglii. 

Gdzieś się po drodze rozmyła ta duma i teraz nawet pojawia się pogląd, że to co z polskiej wsi jest dobre, a nawet lepsze niż zagraniczne, czy to swojskie jadło od gospodarza, czy to wczasy na agroturystyce, czy to muzyka..

Disco Polo przestało być na cenzurowanym.


Kiedy teraz pytam bardzo młodą osobę z miasta, co sądzi o Disco Polo odpowiada - to bardzo fajna muzyka, taka prosta i skoczna.

Skoro my - minimaliści - lubimy prostotę - warto abyśmy polubili Disco Polo, a przynajmniej nie strzelać facha, kiedy słyszymy tę muzykę.


Jak wspomniałem dziś w jednej z dyskusji na fejsie... Współcześnie gonimy tylko za kolejnym smartfonem z najnowszej kolekcji, chwalimy się drogim zegarkiem, nowym tabletem, itp. mało który kolega pochwali mi się tym, że był w stanie wygospodarować sobie dzień na wyjazd na wieś, nad jezioro, poleżenie na trawie i wieczorne ognisko, a to mi właśnie imponuje w tym zaganianym, pełnym stresów życiu...

...kiedy ja się spotykam z kolegami ze wsi, jest relaks, jest słońce i piwko a w tle leci muzyka, którą oni na wsi lubią, najczęściej Disco Polo. Zupełnie mi to nie przeszkadza, a nawet fajnie uzupełnia wiejską, relaksującą  atmosferę.

Więcej luzu Moi Drodzy, zarówno w życiu, jak i w tych Waszych dyskusjach na FB.


poniedziałek, 4 lipca 2016

Minimalizm snobistyczny

Reedycja wpisu:


Pierwotnie napisałem tu o sprawach dot. starej i nowej grupy minimalistów na FB, w tym o "polityce banowania". Wpis zmieniam, ponieważ na tę chwilę, po przemyśleniu, temat przestał mnie już interesować.

Zostawiam natomiast wyjaśnienie dot. nowej grupy:

Nowa grupa "minimalizm - styl życia" powstała ponieważ miałem pewne zupełnie prywatne zastrzeżenia do moderacji starej grupy np. lekki brak obiektywizmu i opieszałość w moderacji, przez co dyskusje nie były tak "jakościowe" jakby się chciało, natomiast nie były to żadne grubsze sprawy, czy jakieś spięcie z moderacją z mojej strony.

Nowa grupa powstała, jako miejsce spokojniejsze, z trochę bardziej rygorystyczną moderacją (brak zezwolenia dla spamu, argumentacji "ad personam", itp.), obok starej grupy, jako jej uzupełnienie, a nie w żadnej opozycji.




I jeszcze wyjaśnienie dot. moich poglądów na naszą filozofię:

Uważam, że minimalizm ma wiele twarzy i wiele odsłon. Każdy ma prawo do głoszenia swojej wersji tej filozofii.

Dla mnie minimalizmem nie jest na ten przykład tzw. snobistyczny, niedzielny minimalizm, czyli minimalizm gadżeciarski, "robiony" pod zyskanie akceptacji w otoczeniu.

Niedzielny minimalista czyta w weekend jedną, dwie książki o minimalizmie i doznaje życiowego olśnienia, odkrywa nową drogę życia. W kolejny weekend zaczyna się gorączkowa wymiana garderoby w szafie, przemalowywanie mieszkania, kupowanie białych mebli, wyrzucanie przedmiotów.

Oczywiście pewne rzeczy są wyrzucane i oddawane, na fali entuzjazmu minimalistycznego, ale - jak to kiedyś jedna z Czytelniczek zauważyła - dziwnym trafem blogerzy i środowisko minimalistyczne "wspiera" w zamian kupienie ubrań, sprzętu oraz smartfona i komputera wybranych marek - tak się jakoś dziwnie składa, że elitarnych, ekskluzywnych i drogich.

Oczywiście mało kto Ci powie wprost i od razu, koniecznie kup turystyczne ciuchy marki X, dobre, minimalistyczne meble kupisz z salonu Y, książki zamień na czytnik e-booków marki K... a jak będziesz wymieniać smartfon i komputer, to weź koniecznie ten "z owocem na obudowie".

Dyskretnie i stopniowo jednak taka "indoktrynacja" pod płaszczykiem minimalizmu się dokonuje, a człowiek już urobiony, dołącza do grupy niedzielnych snobów, którzy przypisują sobie miano "minimalistów"...

...ale minimalistami nie są i nigdy nie będą. Za pół roku, najdalej za rok, na fali nowej mody przerzucą się na paleoweganizm czy ekohipsteryzm.

Podsumujmy.

Niedzielny, snobistyczny minimalizm nie jest minimalizmem, to tylko inna odmiana gadżeciarstwa, skoncentrowania na marce i przedmiotach, tylko po prostu z innej, modnej strony.


Oczywiście Ty możesz dalej twierdzić, że snobistyczny minimalizm jest minimalizmem, możesz założyć na Facebooku grupę pt. "Niedzielny minimalizm" i szczerze mówiąc poparłbym taką decyzję, ale jeśli nie jesteś zwykłym snobem, zapraszam po prostu do mojej grupy, grupy dla normalnych ludzi.

niedziela, 3 lipca 2016

Absurdy minimalizmu: Lubin ściąga gacie

W tygodniu cały Kraj zelektryzowała wiadomość, która przyćmiła Brexit, prezydent mojego pięknego miasta w trosce o estetykę miasta zgodnie z duchem minimalizmu zapowiedział walkę z reklamą wielkoformatową i billboardami, co samo w sobie jest tematem na niezłą dyskusję, ale jakby tego było mało zapowiedział (na całkiem serio) akcję pt. "ściągaj gacie" - dlaczego, bo gacie nie pasują do widoku XIX miasta.



Gacie szpecą Panu Prezydentowi nasze miasto, gdy suszą się na balkonach. W nowoczesnym mieście takiego widoku nie powinno być.

Cóż, ja jako obyczajowy konserwatysta, jestem skłonny bronić majtek, nie tylko tych na modelce powyżej, ale także suszących się na balkonie.
  

Mój balkon - moja gacie - moja własność - moja wolność.

Nikt Pana Prezydenta nie zmusza do podchodzenia pod mój balkon i wpatrywania się w moją bieliznę, zwłaszcza, że w mieszkaniu w bloku problemów jest znacznie więcej, niż tylko brak miejsca do suszenia bielizny...

...o czym przeczytacie tu:

Mieszkanie w bloku – oszczędzanie miejsca



A co Ty na ten temat myślisz? Napisz w komentarzach poniżej!

piątek, 1 lipca 2016

Zasady tego bloga

Witam. Ponieważ widzę, że tego najwyraźniej na tym blogu brakowało, to w kilku słowach sprecyzuję założenia i zasady tego bloga, tak aby to było jasne dla wszystkich jego użytkowników.
  

1. Ja autor - nie uważam się za... oraz nie jestem naczelnym autorytetem w sprawie minimalizmu, stąd przedstawionych tu treści nie należy traktować jako prawdy absolutnej, a jedynie jako temat do przemyślenia, zachętę do kulturalnej dyskusji. Zawsze traktuj tego bloga z dużym (filozoficznym) luzem...


2. Uważam, że minimalizm ma wiele oblicz oraz wiele interpretacji, jednak to co właśnie czytasz, to jest MOJE WŁASNE miejsce w sieci i na pewno nie zamierzam przypominać Tobie w każdym poście, że prezentowane poglądy "są głównie moje prywatne" czy "w zasadzie według mnie" - zapamiętaj ten oczywisty fakt raz na zawsze i go zaakceptuj. 

Nie zamierzam także pisać tak postów aby były łatwe w odbiorze, poprawne politycznie, modne i przyjemne dla większości... jak podkreślam, to jest moje własne miejsce w sieci, zupełnie prywatna odskocznia od innych tematów. Jeśli Ci się to podoba - jesteś tu mile widziany/a ;-)


3. Wszelka krytyka i dyskusja mile widziana... jednak tutaj prosty instruktarz:

  • "ty jesteś totalnym głupkiem... a ja mam rację..." - BAN i do widzenia
  • "myślisz niekonwencjonalnie, inaczej niż większość, a ja myślę, że..." - odpowiedź prawidłowa


  • "jesteś debilem, bo..." -  BAN i do widzenia
  • "myślę, że nie masz racji bo..."  - komentarz prawidłowy


  • "jesteś sfrustrowanym człowiekiem z kompleksami, zazdrościsz i boli cię d..., bo ja mam ajfona, a ty starego szajsunga" - BAN i do widzenia
  • "rozumiem, że wystarczy Ci prosty telefon, ale większość użytkowników desperacko potrzebuje smartfona z fejsem oraz instagramem 24h/7, czy to na sedesie, czy podczas snu..." - komentarz akceptowalny


Chyba nie muszę podawać więcej przykładów, bo dla każdej osoby, która była na tyle mądra, by doczytać do tego momentu wpisu, są one jasne.




Wpis trafia na stałe do zakładek, a Tobie życzę miłej zabawy podczas lektury tego bloga.


A jak ewentualnie masz jakieś spięcie - to posłuchaj sobie fajnej muzyki i się wyluzuj...