czwartek, 21 lutego 2013

Pozbywam się zbędnych mebli.

Dziś sprzątałem i po dogłębnym przemyśleniu stwierdziłem, że jeden z mebli jest zupełnie niepotrzebny. Był to stary fotel, już dość zdezelowany. Elementy drewniane pójdą do kominka lub przydadzą się w ogrodzie u rodziny, siedzisko i oparcie trafi na śmietnik.


Mebel był nieużywany za często, zabierał dużo miejsca, za nim oraz pod nim gromadził się tylko kurz. Ale zawsze wzbraniałem się przed jego wyrzuceniem - bo może jeszcze się przyda, bo może się naprawi, bo coś się z nim zrobi.

Tak bez końca.

Dziś zapadła jednak konkretna decyzja - koniec z niepotrzebnym meblem!

Łatwo zagracić mieszkanie i stracić przestrzeń - trudno ją odzyskać.

wtorek, 19 lutego 2013

Sport w telewizji?

Oglądanie sportu w TV to dla mnie jak oglądanie zdjęć pięknych dziewczyn w internecie i twierdzenie, że to udana randka.

Uwielbiam pójść na osiedlową siłownię*, zmęczyć się, przypompować żelazem, poczuć że żyję. Uwielbiam jazdę na rowerze w dobrą pogodę.



Sport w TV jest jak to lizanie lizaka bez zdjęcia foliowego opakowania.

*Siłownia to wbrew lumpen-intelygenckiej opinii nie tylko miejsce dla durnych koksów i dresiarzy z osiedla, ale także szansa dla wielu nietypowych osób na jakikolwiek ruch i sport!!!

 

niedziela, 17 lutego 2013

Minimalizm technologiczny?

Zastanawiam się nad jednym. Kiedyś swoją przygodę z komputerem zaczynałem od Commodore 64, w końcu pojawił się pierwszy PC DX386... przy tych komputerach spędzało się godziny na rozrywce... i także było dobrze!


...rozmawiałem sobie wczoraj z kumplem o tych czasach. Czasach przed internetem, albo i przed posiadaniem komputera w ogóle.

Pamiętam także po prostu pisanie tekstów w zeszycie, ewentualnie przepisanie ich, przesyłanie do publikacji w fanzinach, czy udział w tworzeniu czegoś takiego samemu.

Czekało się z niecierpliwością na klubową gazetkę, którą przyniesie znajomy, czy na prenumeratę ulubionego pisma, tak jak i wypatrywało listonosza, czy pewna dziewczyna nie skrobnęła paru słów.

A teraz....  blip... blip... ding.... ding.... masz wiadomość, klik.. klik... i twój tekst jest na blogu. Cyk, cyk i cały świat może oglądnąć twoje zdjęcia... np takie jak pod tym linkiem:

Park dinozaurów w Szklarskiej Porębie oraz pogoda pod psem.

piątek, 15 lutego 2013

Mały biały domek...

...albo coś w tym stylu mam zamiar sobie wybudować.


Nie jestem wielkim samotnikiem więc i coś takiego zaakceptuję:


Miasto, gonitwa, komercha i cały ten lans.... mnie nie rajcuje.

wtorek, 12 lutego 2013

Dobrowolna Prostota

Ktoś niedawno sugerował mi, abym rzeczy o których piszę określał mianem "dobrowolna prostota", podoba mi się to określenie, jednak na razie hasło minimalizm pasuje mi bardziej.... jest jakieś krótsze....

Różnie definiowane są takie kwestie jak minimalizm, neominimalizm, czy dobrowolna prostota, jednak w przypadku tego drugiego rzecz jest zdaje się prostsza.

Minimalista, a właściwie - człowiek który się określa jako minimalista - może dążyć do posiadania małej liczny przedmiotów (słynne 100 przedmiotów słyszane po raz n-ty) jednak w tym samym czasie zafiksować się na ich punkcie i listę 100 zaczynać od iPoda, drogiego laptopa Apple czy innych fikuśnych gadżetów i luksusu.... nie ma w tym jakiejś prostoty.


Zatem siedzisz sobie w drogim penthousie, w pokoju w którym masz tylko bambusowe maty i japoński stolik i na swoim maku nadzorujesz postępy najnowszego projektu w swojej firmie, jednocześnie zerkając co się dzieje z twoim portfolio papierów wartościowych na giełdzie...

...i jesteś przecież minimalistą! No nie?

niedziela, 10 lutego 2013

Reklama na blogu minimalisty? Aaaa fuj.... a teraz serio o reklamie :)

Zakładając tego bloga długo nie umieszczałem tu żadnych reklam, nawet śladu komercji, potem zauważyłem, że inni minimaliści nie krępują się z umieszczeniem reklam na blogach i działalnością komercyjną i zdecydowałem się na umieszczenie reklam, mimo iż wedle niektórych w środowisku to kontrowersyjne.

W sumie jednak minimalista też musi opłacić internet, czy za coś kupić tą zieloną herbatę wypijaną przy klawiaturze. Nieee... reklamy nie budzą mojego sprzeciwu, a jednak...


...jednak dopiero co najpewniej zostałem oszukany przez polską firmę - pośrednika reklamowego, patrzyłem sobie też i analizowałem reklamy innego potentata i puszczane na moich blogach reklamy nie wydają się fair (jeśli zdecyduję się je jakimś cudem przywrócić - to tylko w formacie tekstowym). Wyrzuciłem je stąd.

Na tym blogu zdecydowałem się w przyszłości emitować reklamy innego typu.

- Zagoszczą tu reklamy firm minimalistów, wolnych strzelców oraz ludzi o alternatywnym podejściu do życia i pracy.

- Zagoszczą tu reklamy produktów -eko, zdrowej żywności, itp.

- Przyjmę reklamy agroturystyki, rękodzieła, rzemiosła.

- Przyjmę reklamy osób, marek i firm z branż które lubię (sport, turystyka, siłownia, fitness, wellness) pod warunkiem, że te osoby uszanują moje podejście (jestem "bezmarkowcem" który kiedyś kupował wojskowe bojówki i glany w sklepie harcerskim i ma total olew na lans)

- Będą tu reklamy niektórych fundacji, itp.

Niektóre reklamy przyjmę za barter, a nawet nieodpłatnie, zależnie jak będę miał ochotę, kasa nie jest moim priorytetem w życiu (aczkolwiek jestem w niezbędnym stopniu nastawiony na kasę - nikt mi rodziny za piękne słowa nie wyżywi).

Wszystkie reklamy przyjmuję osobiście, bez pośredników, jeśli trzeba wystawię fakturę.

To by było na tyle, jeśli chodzi o komercję.

czwartek, 7 lutego 2013

"Minimalistyczne" lata 80-te oraz 90-te.



Niektórzy się urodzili w latach 80-tych, a niektórzy w tym czasie zachwycali się produkcjami takimi jak...




Tak czy inaczej czasy to były "minimalistyczne" z konieczności...

wtorek, 5 lutego 2013

...bo jestem minimalistą przez małe "m"

Ten tytuł dedykuję tym, którzy zrozumieli nutkę ironii w poprzednim poście, do tej refleksji podpuściła mnie osoba o nicku toya, której jednakże złośliwe komentarze usuwam stąd jak i z blogu głównego...

...miałem to za drobną uszczypliwość, po dzisiejszym komentarzu na R-O widzę, że tu leży jakiś głębszy problem psychologiczny...

Wiesz, co... toya, idź stąd, trollować gdzie indziej... good bye and good night! Nie po to piszę blogi, by użerać się z trollami, piszę je dla rozrywki mojej i osób które nadają na podobnych falach.

Wykorzystując mój poprzedni komentarz -  tak - staram się, aby moja twórczość nie miała wiele wspólnego z "Minimalizmem". Tym komercyjnym i snobistycznym "Minimalizmem" który jest teraz modny i robi furorę w necie!

Bo jest "Minimalizm" i po prostu minimalizm.... taki małą literą i bez fajansiarstwa... ten prawdziwy, wynikający z natury człowieka i bycia w zgodzie z samym sobą! I tego się będę trzymał.




Wielu z minimalistów, czy ludzi zainteresowanych tematem marzy o karierze e-nomada czy innego wolnego specjalisty, być może zarabiającego dzięki twórczości w necie.

Wydaje mi się to łatwiejsze przy posiadaniu kilku blogów tematycznych i odpowiadaniu na różne potrzeby czytelników.

Mi się udaje porozmawiać i nawiązać kontakt z jedną firmą, czy drugą uzyskać jakieś drobne korzyści, np. wsparcie bloga sportowego przez lokalny klub: http://silownia-fitness.blogspot.com/

Przy czym pozostaje w zgodzie z samym sobą i nie zmieniam poglądów - promując klub i sklep sportowy nie stałem się nagle zwolennikiem prestiżowych marek turystycznych i sportowych, które klub/sklep sprzedaje i nie gromię osób "niemarkowych" - a wierzcie mi, mógłbym się teraz cały od stóp do głów ubrać w prestiżowe fatałaszki i robić lans w "środowisku", rzucając kąśliwe uwagi "w czym ty się chłopie pokazujesz".

Mam to jednak gdzieś, robię swoje i nie sprzedam się "komercji", współpracuję ze światem komercji, ale jestem sobą i ubieram się w co ja zechcę - jeśli to będzie akurat marka - nie będę miał dylematów. Marka bowiem nie jest moim wrogiem, ale "złośliwcy" i lanserzy zafiksowani na jej punkcie. (To odpowiedź dla Rafała pytającego o co mi chodzi z tą marką.)

niedziela, 3 lutego 2013

Dlaczego nie jestem "Minimalistą"?

Dziś, krótko i zwięźle postaram się wyjaśnić dlaczego nie jestem "Minimalistą" i gdzie leży tego przyczyna. Rozumiem, że niektórzy oczekują ode mnie propagowania prawdziwego "Minimalizmu", ale to nie jest takie łatwe.

No dobra... dlaczego nie jestem "Minimalistą"? Nie jestem nim, bo:



1. Nie posiadam iPhone, iPoda, iPada ani żadnego Mac'a, które dumnie rozpoczynałyby moją listę max. 100 przedmiotów. W ogóle nie mam żadnego i-gadżetu, nawet niefirmowego. Nie mam nawet jakiegoś smarkfona, który by w towarzystwie jeszcze jakoś uszedł.



2. Nie posiadam żadnych markowych ciuchów turystycznych, górskich czy sportowych, nie posiadam roweru jakiejś ekskluzywnej rowerskiej marki, ani innych sportowych gadżetów. Sorry, nie pokażecie się ze mną w towarzystwie ani schronisku, itp.



3. Nie mam co najwyżej 100 przedmiotów, mam ich znacznie więcej, i w ogóle po tym jak pewien socjalista stwierdził, że "każdy Polak powinien umieć liczyć tylko do 100" mam ogólną niechęć do tej koncepcji.

Takie to widzicie, są przyczyny, dla których do elitarnego grona z etykietką "Minimalism" się nie zaliczam i o pewnych rzeczach mogę sobie pomarzyć. Żadnego certyfikatu licencjonowanego minimalisty nie mam, i nie mam na razie szans otrzymać :-)


P.S. Oczywiście dalej zachęcam do głosowania na mnie w oszczędnościowym konkursie - proszę przeczytajcie post poniżej! Pozdrawiam i dobrego wieczoru! :-)