Absurdy reklamy #2. Skrajności...
Dziękuję za komentarze do wpisu pt.
Absurdy reklamy
Nie ze wszystkimi się zgadzam, ale i zgodności nie oczekuję od Was. Powtarzam jednakże, że jestem wrogiem filozofii ALBO-ALBO w tym temacie, jak i w wielu innych dziedzinach życia, czy też minimalistycznej filozofii.
Czy blogerzy przyjmując kilka bannerów z AdSense sprzedają się za waciki, jak argumentował jeden z dyskutantów? Czy reklama na blogu, np. w postaci przyjęcia tekstu sponsorowanego, jest obciachem?
Nie. Wg mnie. Znacznie większym obciachem dla mnie jest obecna na blogosferze wszechobecna autopromocja, autoreklama, lans.
W robieniu z siebie nadętego autorytetu, jaśnie panny czy innego księcia na białym koniu upatruję większego obciachu, niż z kilku, nawet nietrafionych postów reklamowych na blogu.
Jestem blogerką - jestem ekspertką. Jestem blogerem - jestem mentorem. Te właśnie tezy wypowiadane wprost, lub nie wprost przez osoby zainteresowane, są dla mnie żenujące.
Jeśli do tego dodamy dobieranie sobie "blogowego towarzystwa" i robienie kółka wzajemnej adoracji takich "ekspertów i mentorów", dodaje to przysłowiowej wisienki na torcie śmieszności.
Wiele bowiem rzeczy na blogosferze JEST REKLAMĄ, poczynając od promowania własnego bloga na linkach w komentarzach, po nadmierne pompowanie własnej reputacji na blogach.
Myślę, że wyraziłem się jasno. Po prostu nie popadajmy w skrajności!
Na zakończenie dzisiejszej notki, kolejny absurd reklamowy, co najmniej dziwny, jeśli nie zniesmaczający, tj. jeżdżąca reklama autokarowych wycieczek do Auschwitz w wykonaniu czeskiego biura podróży. Patrzę na to i mnie zatyka... po prostu nie mam żadnych komentarzy...
Źródło: Dziennik Narodowy