poniedziałek, 21 stycznia 2013

Minimalizm czy pozerstwo? Wożenie czterech liter po wypaśnych wczasach :)

Bardzo ciekawe pytanie dot. minimalizmu zadał mi kolega z grona autorów na głównym blogu. O co chodzi? Otóż generalnie od czasu do czasu wożę moje cztery litery po Europie. Hmm... cztery litery... nie jest to do końca precyzyjne określenie, bo obecnie tych liter jest dwanaście... dobra zostawmy tą arytmetykę...!



Klip, który wklejam nie ma nic wspólnego z minimalizmem! Po prostu jest fajny! Czaderska i rozgrzewająca muza na zimny wieczór!

Czy mój wypad na Kretę, który zapowiadam na głównym blogu jest minimalistyczny? Czy minimalistyczne są podróże po świecie, skoro można poprzestać na skromnym wypadzie w najbliższe miłe miejsce i oddać się refleksji?

Tak - zwiedziłem kawałek Europy, ale bynajmniej nie były to wakacje na full luksusie, tylko aby naprawdę zwiedzić, zobaczyć, powąchać tego o czym kiedyś można było tylko czytać w książkach.
 




Jestem minimalistą od kilkunastu lat, ale wciąż nie zawsze kumam o co w minimalizmie chodzi.


Miejsce gdzie teraz jadę to mała, skromna wioska na Krecie, apart-hotel o standardzie takiej lepszej agroturystyki, warunki proste i minimalistycznie, własne gotowanie, ale czysto i zadbane, z gwarancją pogody.

Myślę, że mam prawo sobie z rodziną na plaży posiedzieć, porobić zamki z piasku z dzieciakiem, a nie nad Bałtykiem iść w drożyznę i siedzieć kilka dni w deszczu gapiąc się w TV
.

Jedna z komentatorek na R-O powiedziała właśnie, że z jej drogiego 14 dniowego pobytu nad Bałtykiem 10 dni lało. To jest masakra.

Oszczędzanie, minimalizm.... hmm... to także musi mieć swoje granice i jakiś zdrowy punkt równowagi.


środa, 16 stycznia 2013

Donatan RÓWNONOC "Noc Kupały" Tede... a może noc kiedy ktoś zrobił kupę?

Dziś nietypowo, ale po okresie spokoju i grzeczności na blogu mam ochotę na "trochę pieprzu", a co? Człowiek musi się czasem wygadać. Dziś rzecz o Słowianach, klimatycznej słowiańskiej muzie, atmosferze festiwalu i rekonstrukcji...

Klimat ten jak widzę zwąchali producenci muzyczni i managerowie i zrobili coś takiego. A więc mamy Słowian, i co najbardziej sympatyczne piękne Słowianki, stroje, ogień, fajną rekonstrukcję i.... niestety rapera Tede!

Tede rzuca ku**wami, (Sorka, to niemodne od czasów klnących krasnoludów u Wiedźmina), wdzięczy się, rzuca ciałem, skrzeczy coś że chce coś pier*o*ić i wyjeżdża ludziom od skur****nów.


Tede jak dla mnie ma tyle wspólnego ze Słowiańszczyzną, kulturą, atmosferą zlotów i rekonstrukcji co wino owocowe marki Chateau de Yabol ze środowiskiem koneserów win czy miłośników klasycznego browarnictwa.

Rzucenie kilka razy "ku**a" czy "pier**lę" ma w słuchaczu wyzwolić zainteresowanie Słowiańszczyzną i dawną polską kulturą?

Żenada.

P.S. Kiedyś Rzeczpospolita była największym i najpotężniejszym państwem Europy. Był to czas chwały i naszej siły. Polskość była nie tylko elementem etnicznym, ale przede wszystkim kulturą, synonimem elity.

Dawni Słowianie podbili pół Europy od Peloponezu, po Karyntię, Łabę i Jutlandię, była to potęga, przed którą wszyscy drżeli i padali na kolana.

Dziś słowiańszczyzna i polskość ma być promowana słowami "ku**a" czy "pier**lę" i hip hopem, jak rozumiem naszą rdzennie etniczną muzyką? Nie... nie...coś tu jest nie tak.

P.S.#2 Dalej pozostaję fanem Percival Schuttenbach, czyli ekipy, która miała swój współudział w tym "arcydziele", rozumiem, że życie to nie je... bajka, rachunki trzeba opłacić, benzyna z kranu nie leci, a kasa w dorosłym życiu nie bierze się z konta tatusia-górnika z bankomatu...

...ale artystycznie jest to błąd, do którego jak już marketingowy szał opadnie, będzie trzeba się przyznać. Różne szczeniaki i siusiumajtki - fani Tedego wyrosną i zapomną, że w ogóle coś takiego kiedyś było, niesmak wśród starych fanów pozostanie.

piątek, 11 stycznia 2013

Minimalista-ekolog i rower.

Dziś mam ochotę na napisać co nieco o rowerze. Rower jest fajnym, rewelacyjnym wręcz środkiem transportu, którego jestem gorącym zwolennikiem, oczywiście w dyskusjach o motoryzacji uczciwie prezentuje słabe strony komunikacji rowerowej - zwłaszcza przy pogodzie którą mamy na zewnątrz.


Przez lata byłem działaczem ekologicznym i rowerowym - nie jednym z tych szaleńców - eko-anarchistów organizujących "masy krytyczne", uprzykrzających życie kierowcom i de facto bardzo szkodzącym zwykłym rowerzystom, ale członkiem organizacji rowerowej poważnej - nastawionej na współpracę z samorządami, lobbying, działanie na rzecz rozbudowy ścieżek oraz infrastruktury rowerowej. To było fajnie, konstruktywne działanie i w wielu miejscach w Polsce takie grupy zrobiły bardzo wiele dla rowerzystów i lokalnych społeczności.

Więc kiedy następnym razem przejedziecie gdzieś nową, ładną i zadbaną ścieżką rowerową, pomyślcie o działaczach ekologicznych - takich jak ja (szeregowy i skromny aktywista), chociażby, którzy lata temu walczyli o te ścieżki.

Tego nie wywalczyli eko-anarchiści blokujący ronda i skrzyżowania w wielkich miastach, czy przebijający opony terenówek (bo za dużo CO2 wydalają), lub wygłaszający gniewne mowy gdzieś na squacie.

To wywalczyli ludzie rozmawiający z władzą, samorządem, radami osiedli, współpracujący z organizacjami UE, lobbujący, mozolnie zbierający podpisy, wytyczającymi szlaki turystyczne.

Taka prawda, Wygrały mrówki, a nie koniki polne.

czwartek, 10 stycznia 2013

Minimalizm - moje marzenie.

Jak powstał ten blog? Chcecie się tego dowiedzieć? Jesteście ciekawi? Minimalistą stałem się na długo przed uzmysłowieniem sobie faktu, że moje idee czy postępowanie wpisuje się w szeroko pojętą ideę jaką jest minimalizm.

Kiedyś byłem strasznym chomikiem, zbieraczem, osobą łasą na rzeczy materialne. Zmieniło się to stopniowo, po mojej wyprowadzce z domu rodzinnego i rozpoczęciu życia studenta - nomada. Życie zweryfikowało poprzednie praktyki.

Tyle, że zauważyłem, że mi się to podoba. Tak zostało.

Oczywiście staram się iść na kompromisy jeśli chodzi o moje poglądy. Chcę, aby były one moją siłą, a nie paraliżującym ciężarem.


Jak powstał ten blog? Powstał w dwóch etapach. Etap pierwszy to zamysł. Jako autor innego znanego i popularnego bloga tematycznego zacząłem odnajdywać się coraz bardziej na blogach minimalistów, jednak pewne różnice poglądów i chęć wypowiedzenia się sprawiła, że zacząłem potrzebować swojego miejsca w sieci. Pojawił się pomysł stworzenia tego bloga, mimo wszystko nie śpieszyłem się. Pomysł dojrzewał około roku.

W końcu uznałem, że dość rozmyślania, czas działać. Zrobiłem ten krok i oto macie efekt.

Jaki jest cel tego bloga?

Osobisty.

Nie chcę się wkręcać w "środowisko", stąd ostatnio moje komentarze na innych blogach minimalistów są mniej częste. Wolę 10x przemyśleć nim coś napiszę, albo wejdę w jakąś dyskusję. Milczenie jest złotem.

Nie chcę budować sobie jakiejś pozycji autora. Już ją mam jako autor Racjonalnego Oszczędzania i Korzystnych Zakupów.

Nie potrzebuje zatem więcej uznania, czy potwierdzania czegokolwiek.

Myślę, że prowadzę ten blog dla siebie. Oczywiście prowadzę też ten blog dla Was - dla czytelników. Tylko dla siebie, to wystarczyło by spisać parę myśli w notatniku i schować go gdzieś głęboko - co z resztą także rozpatrywałem jakiś czas.

Nie mam jednak większego parcia na szkło, zupełnie nie przeszkadza mi jednak, jeśli ktoś z grona ma. Powoli weryfikuję sobie takie pojęcia jak "blog minimalistyczny" i "blogerzy minimaliści".

Zatem zaczynam się zastanawiać, nad umieszczeniem tu jakiejś porcji reklam - przynosi to drobne, ale po jakimś czasie odczuwalne korzyści autorowi bloga - w końcu oglądają je tylko ci którzy chcą. Minimaliści radykalni instalują sobie w przeglądarce taki specjalny plugin, co reklamy wycina więc jaki problem? Żaden.

Tyle przemyśleń na dziś, idę odetchnąć na chwilę od komputera. Pozdrawiam Was serdecznie!

środa, 9 stycznia 2013

Mały biały domek... biuro w ogrodzie.


Jaki jest sekret "małego białego domku"? Myślę, że sekretem jest przestrzeń naokoło. Jesteśmy w stanie wytrzymać w relatywnie niewielkiej przestrzeni, jeśli zrekompensuje to nam możliwość ciągłego korzystania z ogrodu, werandy, itp...

Ta sama przestrzeń w miejskim blokowisku czy w biurowcu byłaby przeraźliwie mała.


W takim "garden office" natomiast, ogromne przeszklenia, duży taras, chyba przestrzenią przewyższający domek ogrodowy oraz przestrzeń otoczenia zrekompensuje nam niewygody.

Taki mały domek - osobną od głównego zabudowania pracownię wyobrażam sobie w mojej przyszłej rezydencji. Pisałem już o tym w cyklach artykułów na blogu głównym.

Fajny pomysł - no nie?

Blog minimalisty? Promocja i reklama?

W poprzednim  poście, gdzie pisałem o wątpliwościach co do zgodności popularyzowania i promocji bloga z samą ideą minimalizmu napisałem o osobach zakładających fanpage oraz promujących się w inny sposób jako minimaliści - nie pisałem jednak o nikim z imienia i nazwiska, czy z nicku - pisałem dość ogólnie, opisując zjawisko, a jeśli już mamy wskazać palcem, konkretnego autora, to będę nim ja sam.


Zastanawiam się bowiem nad tym blogiem i moje przemyślenia wahały się od zamrożenia bloga, po dodanie mu właśnie FB, itp., choć nie wiem czy by mi się chciało np. udzielać wywiadów RTV w związku z tym blogiem. (Odnośnie telewizji, którą mimo wielu dylematów jednak mam - jest nowy wpis tutaj.)

Odezwała się jednak Ajka, którą chcąc nie chcąc, moje słowa dosięgły - jest ona bardziej znana w świecie minimalizmu niż ja i myśli nawet o napisaniu książki. Cóż mogę powiedzieć koleżance, oczywiście, że interesuje mnie co robią inni autorzy - natomiast co do elementów promocji na blogu. Reklamy ja tutaj mam, małe, dyskretne, ale jednak są i nie jestem anty-reklamowym ascetą, co do reszty - zobaczymy, natomiast co do książki i reszty to mogę zrobić jedno:

Polecam wam wszystkim odwiedzić blog koleżanki - TUTAJ - zapraszam. Znajdziecie jej adres wpisane na stałe w moim blorgollu na panelu po prawej.

Druga sprawa, miło mi, że zawitał i w to miejsce kolega autor z blogu http://mojetrafienia.blogspot.com/, który też polecam odwiedzić.

Tyle mogę zrobić. Swoje czasem mogę powiedzieć i skrytykować jakieś zjawisko, ale cieszę się z waszego sukcesu koleżanki i koledzy autorzy - i jeśli będę mogł to każdego ciekawego bloga polecę i sam także poczytam w wolnej chwili.


wtorek, 8 stycznia 2013

Mikro domek - minimalistyczne wnętrze.



Zapewne większość z was widziała w internecie mikro-domki i mikro-wnętrza. Co jak co, przy takiej powierzchni pewien "minimalizm" jest niejako wymuszony.

Zazwyczaj wszyscy dysponujemy o wiele większą przestrzenią niż na zdjęciu, ale nieziemsko ją marnujemy. Kiedyś już na ten temat pisałem - TUTAJ. Jak oszczędzić przestrzeń którą już mamy w mieszkaniach

Dziś jestem po sporej porcji wyrzucania tego i owego, tym razem niezbyt entuzjastycznie, ale inaczej się nie dało - trzeba było zrobić miejsce w kuchni. Mimo starań i długofalowego działania, wciąż mam wrażenie, że moje lokum jest zagracone.

Działam dalej.

P.S. Zapraszam:

OK... kupujemy... kupujemy... a co zrobić ze starymi rzeczami?

niedziela, 6 stycznia 2013

Wielka Orkiestra Świątecznej Niemocy.

Niniejszy tekst nie jest kpiną z Owsiaka i jego inicjatywy - to jest kpina z polskiego rządu, to jest także jednak krytyka przeciwnikow WOŚP.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra i pomaga to fakt, natomiast w związku z tym mam parę przemyśleń, które nie każdemu się mogą spodobać. I dobrze, nie piszę tego bloga dla półgłówków, ale dla ludzi inteligentnych.

Punkt pierwszy - sam fakt istnienia czegoś takiego jak WOŚP w Polsce jest przejawem patologii. Za gigantyczne pieniądze które oddajemy w podatkach rządowi opieka medyczna powinna być na najwyższym poziomie, sprzęt najnowocześniejszy, kolejek brak, wszystko zapięte na 100%. A nie tak, że ludzie czasem umierają na schodach szpitala, bo ten nie podpisał kontraktu z NFZ. W normalnym kraju WOŚP by nie istniała. Nie musiałaby.

Że co? Że to niemożliwe? Możliwe, tylko niech rząd nie kupuje Tuskom i ministrom kolejnych helikopterów, a niech kupią za to np. helikopter ratownictwu medycznemu. Kwestia strumienia dochodów.

A Tuski i inne "ministry"? Niech stoją w korkach na bramkach autostradowych, jak ja czy ty. Co się nad nimi litować - mieliście wybudować drogi - sami z nich korzystajcie - z takich jakie są.


Bo rząd i jego potrzeby są ważne? Gdzie tam?

Obecnie kiedy większość prawa, decyzji, kompetencji władzy i tak przejęła stolica federacji (UE), czyli Bruksela, w naszej polskiej prowincji nie jest już potrzeba ta cała fasada urzędnicza. Właściwie należałoby radykalnie zredukować populację urzędniczo-warszawską, prezydenta, itp.  i poprosić Brukselę o nadanie nam gubernatora. Taniej, a na to samo politycznie wychodzi. Może by starczyło kasy na helikopter na Ratownictwa Medycznego? Co?



Z innej strony barykady są rożni ideolodzy, którzy odżegnują Owsiaka od czci i mówią, że nie dadzą na WOŚP ani grosza, bo to złe, bo zniekształca przepływy pieniężne w państwie, bo nieetyczne, bo na przystanku Woodstock są sekciarze...

Gwarantuję wam, przeciwnicy Owsiaka, że przestalibyście pleść jak nawiedzeni, gdyby wasze dziecko zostało w szpitalu odratowane sprzętem WOŚP (tak jak np. moje).

Koniec tematu.

Na WOŚP jak od lat dam, nie będą to duże pieniądze, ale zdecydowanie parę groszy dam.

Nie trzeba dużo, po prostu gdyby choć trochę dał każdy, byłoby dobrze. Efekt kumulacji. Jeśli możecie zatem, złapcie choć garść drobnych zakamuflowanych gdzieś w domu i wrzućcie do puszek. Nie jest to wielki wysiłek i wyrzeczenie.

sobota, 5 stycznia 2013

Jaki jest sens prowadzić blog o minimalizmie?

Kiedyś zastanawiałem się nad fenomenem tzw. blogów minimalistycznych. Z reguły autorzy z zapałem rozpoczynają pisanie, niektórzy nawet zdobywają popularność, następnie ni z gruszki ni z pietruszki znikają, przestają publikować, niektórzy kasują blogi, niektórzy pozostawiają je w stanie "ukończenia".


Teoretycznie po co minimalista ma coś publikować w necie? Nawet jeśli chodzi o promowanie jego/jej filozofii? Co jest minimalistycznego w głoszeniu wszem i wobec swoich poglądów na temat minimalizmu?

W sumie minimalisty nie powinno to ani grzać, ani ziębić, liczy się przede wszystkim własny minimalistyczny kąt, osobisty spokój, chwila wyciszenia, oderwanie się od bodźców z otoczenia.


Inna kwestia, z innej strony "fenomenu minimalizmu w internecie". Co z minimalizmem ma wspólnego stanie się "popularnym minimalistą", założenie profilu na Facebooku, aby być jeszcze bardziej popularnym, czy z innej beczki udzielanie się w mediach, w TV, w Radiu stając się minimalistycznym celebrytą.

Czemu to służy? Czy ktoś wie?

czwartek, 3 stycznia 2013

Heyah - nowa kampania reklamowa obraża Polaków i łamie polskie prawo.


Ten blog jest poświęcony minimalizmowi, jednak jest to także mój blog osobisty i w chwili kiedy zobaczę coś wymagającego interwencji, a to jest taka okazja - zamierzam, wykorzystując popularność tego bloga zaprotestować.

Otóż nie jest dla mnie akceptowalna najnowsza reklama sieci Heyah, pomijając to, że w oczywisty sposób łamie artykuł 256 kodeksu karnego zakazującej promowanie symboliki nazistowskiej i komunistycznej.

Czy Deutsche Telekom właściciel PTC (T-Mobile) i sieci Heyah pozwalając na przywołanie Lenina i symboli komunistycznych w kampanii reklamowej pokazuje swój stosunek do nas - Polaków - swoich klientów? Czy Deutsche Telekom w ogóle o tym wie? Jaki jest cel tego podłego poniżania nas - wiernych klientów Heyah (ja, siostra i mój Ojciec)? Dlaczego to robicie?

Może mi odpowie reprezentant firmy?

Lenin i komunizm przyniósł nam Polakom tylko śmierć. W większym stopniu niż Hitler i swastyka.


Ludobójstwo dokonane przez czerwonych na Polakach, to nie tylko tysiące polskich oficerów zmordowanych w Katyniu, to także ponad milion Polaków zamordowanych i zagłodzonych na śmierć na Syberii w Kazachstanie, itp..


Na wschodzie zginęła duża cześć mojej rodziny - jestem potomkiem tych co przeżyli realny komunizm, reprezentowany przez czerwoną gwiazdę i Lenina.


Marketingowcy z sieci Heyah!

Komunizm nie jest dla nas żartem, komunizm nie jest ikoną reklamową, ikona Lenina i czerwona gwiazda nie może zachęcać kogokolwiek zdrowego na umyśle w naszym Kraju do skorzystania z waszych usług.

Komunizm to śmierć, cierpienie i ludobójstwo. Czerwona gwiazda i Lenin to symbol zagłady, cynicznego ludobójstwa i zabijania niewinnych ludzi, tylko za to, że mówili po polsku.

Moje stanowcze NIE, przeciwko takim praktykom!

Managerowie z Deutsche Telekom/PTC właściciele Heyah oraz T-Mobile!

Czy w Izraelu reklamujecie swoją firmę ikoną Hitlera i swastyki? Dlaczego analogiczną rzecz robicie w Polsce?

środa, 2 stycznia 2013

Refleksje po sylwestrze.

Dzisiejszy wpis jest inspirowany postem u Rafała na temat dziwnie wysokich cen imprez sylwestrowych. Relatywnie rutynowa potupaja 31 grudnia nabiera rangi balu sylwestrowego i kosztuje do 10x drożej niż w każdy piątek. Nie różni się jednak zbyt mocno, jeśli zastanowić się obiektywnie.

Prawda jest taka, że a te same pieniądze, które wydałbym na sylwestra mogę pojechać na dłużej, taniej i w atrakcyjne miejsce już po fakcie.

Kiedyś dogadałem się z dziewczyną, że dajemy spokój z sylwestrem i spędzamy go razem przy lampce wina i smacznej kolacji w domu - miałem jako student dużo spraw tuż po nowym roku, nie na tyle czasu by dochodzić do siebie przez kolejne kilka dni, no i nie szastałem kasą.

Trzy tygodnie później za mniej więcej te same pieniądze, które poszłyby na sylwestra spędziliśmy tydzień w Budapeszcie w dobrej klasy hotelu w centrum metropolii. Gwarantuję wam, że tamten tydzień dostarczył mi więcej wrażeń, niż krótka nietrzeźwa noc.

Nie namawiam do łamania tradycji oraz udawania że sylwestra nie ma i się nie liczy - może jednak zamiast mega-imprez i spłukania się z kasy, na relatywnie słabych balach-potupajach, czasem w przypadkowym towarzystwie i nieco na siłę, zastanowić się, przemyśleć i podjąć decyzję, która finalnie bardziej nas usatysfakcjonuje.

Świat jest większy i ciekawszy niż najbliższy klub, pub czy disco w naszej okolicy :)