poniedziałek, 31 grudnia 2012

Sylwester minimalisty i alkohol.

Dziś wieczór sylwestrowy i okazja dla mnie do refleksji nad piciem alkoholu. Otóż lubię alkohol i piję go relatywnie często. Zwykle jest to dobrej jakości piwo, sporadycznie trunek wysokoprocentowy - częściej przy okazji chorób, lub jako "przyprawa" do gorącej herbaty z cytryną po jakimś sporym wymarznięciu.

Staram się jednak spożywać alkohol z dużym umiarem i kontrolować - ograniczać picie, szczególnie na imprezach w gronie znajomych czy rodziny.

Uważam, że warto wznieść symboliczny toast, wypić lampkę szampana czy innego trunku. (Przy okazji: Ja dziś noworoczny toast będę wznosił szampanówką pełną meksykańskiego piwa Corona. Wino jest dla mnie zbyt mocne.)

Uważam jednak, że nie warto uczestniczyć w alkoholowych maratonach, polewaniu na wyścigi, testowaniu kto ma mocniejszą głowę.


Większość znanych mi osób, pardon za wyrażenie będzie jutro zdychać w cierpieniach, suchość, mdłości, straszny ból głowy, osłabienie i humor 'pod psem' przez najbliższe kilka dni.

Co to za zaczynanie roku? Co mi to daje? Czemu służy?

Zabawa komu się prędzej film urwie i kto się bardziej skompromituje? Presja społeczna czy rówieśnicza? Nie wiem i nie chce wiedzieć.

Gardzę takimi zachowaniami.

Dziś wieczorem wypije 1-2 małe Corony, a rano obudzę się rześki, pełen energii i zapału na nowy rok. Będę miał rewelacyjny humor i będę cieszył się wolnym dniem, w którym mam nadzieje aktywnie wypocząć.


A jaki jest wasz plan?

P.S. Klimaty fitnessowe to nie przypadek, od około 11 lat prowadzę stronkę o zdrowiu i fitnessie, którą powoli przenoszę na bloggera: http://silownia-fitness.blogspot.com/

sobota, 29 grudnia 2012

Minimalizm i ekologia - post #2.


Z uwagi na problemy z łączem Play (pisałem o tym na blogu Korzystne Zakupy) i wybiórcze działanie elementów bloggera muszę odpowiedzieć na komentarze w formie posta pisanego w programie AbiWord i w kilku próbach wklejanego do bloggera.

Ekologia:

Niestety, według mnie, nie można przyjąć zasady o bezpośrednim oddziaływaniu na środowisko jako wyznacznik ekologii. Jak mówiłem, co ekologiczne dla Warszawiaka (tramwaj elektryczny), będzie truło Ślązaka (mieszkającego przy elektrowni węglowej).
Nie jestem w stanie uznać tego za ekologię.

Piszę to jako długoletni działacz ekologiczny.

Rower:

W przypadku roweru jest kilka utrudnień jeśli chodzi o pogodę, nie tylko temperaturę - deszcz często utrudnia jazdę - przy mocniejszych podjazdach niestety, ale człowiek jest mocno spocony - nie zawsze można się w miejscu docelowym odświeżyć po jeździe - a i spocone ubrania należy przepłukać, a najlepiej wyprać  i wysuszyć (to zużycie dodatkowych zasobów). Dojeżdżałem kiedyś do pracy rowerem i sprawdzało się to „warunkowo“ - napiszę kiedyś więcej.

Rozwiązaniem są rowery ze wspomaganiem elektrycznym i osobiście, gdybym nie miał tak blisko do pracy jak obecnie preferowałbym taki dojazd.

Piszę to wszystko jako miłośnik jazdy na rowerze i aktywista rowerowy (w czasach studenckich).


Transport publiczny - autobus:

Myślę, że podana przez Henryka pod poprzednim statystyka jest zbyt uproszczona.

Mój samochód pali 5-6 litrów paliwa ON i w ostatnim czasie przewozi ekwiwalent 4-5 osób, lub owe osoby. Mój samochód jeździ tylko kiedy musi, dość duży utobus jeździ non-stop bo taki ma rozkład jazdy, poza godzinami szczytu wożąc czasem „powietrze’, a z reguły kilku, max . kilkunastu pasażerów. Obserwuję to w moim mieście (znów nie aż tak małym).

Uważam, że najbardziej ekologiczna w mieście, z transportu publicznego, jest po prostu taksówka i systemy car sharing, które funkcjonują za granicą, ew. wypożyczanie auta, ale tutaj przynajmniej w moich stronach jest to dalej problematyczne.

Byłbym osobiście zwolennikiem relatywnie lekkiego (jeśli chodzi o masę), transportu opartego na zasilaniu CNG, bądź skompresowanym biogazem odzyskiwanym z miejskich wysypisk i oczyszczalni ścieków. Na wydzielonych dla autobusów, taksówek i służb publicznych bus-pasach.

Transport kolejowy/tramwajowy w miastach nie jest ekologiczny, z uwagi na punkt pierwszy oraz marnotrawstwo cennego miejsca w metropoliach, globalnie zużywając ogromne rezerwy energii i zasobów (jakoś dziwnym trafem pomijane w statystykach).

piątek, 28 grudnia 2012

Minimalizm i ekologia.


Henrykowi Minimaliście obiecałem jakiś czas temu post o „systemie“ i odniesienie się do kilku popularnych na minimalistycznych blogach tematów. Słowa te nie będą jednak zbyt optymistyczne, czy motywujące dla minimalistów. Będą one krytyczne dla pewnych minimalistycznych sloganów i mody, ale nie wobec minimalizmu samego w sobie.

Transport masowy - kolej

W ostatnim poście wykazałem, że masowy transport kolejowy nie jest ekologiczny, a przynajmniej nie bardziej ekologiczny niż używane samochodów. Dziś dodam także, że transport kolejowy nie jest aż tak bezpieczny jak się wydaje, zarówno pod kątem wypadkowości, jak i pod kątem bezpieczeństwa osobistego - napadów, kradzieży, wymuszeń. Zetknąłem się z tym w swoim otoczeniu.

Samochód może być całkiem „ekologiczny“

W ostatnim poście wykazałem także, że podróż koleją w moim przypadku nie byłaby w żadnym stopniu minimalistyczna -  o wiele prostsze, bardziej oszczędne  i ekologiczne jest poruszanie się i przewożenie bagażu samochodem z bardzo ekonomicznym i wydajnym silnikiem.

Brak samochodu to czyste powietrze? Elektryczny samochód i transport miejski.

Niestety nie. Mówienie że oparty na elektryczności transport - komunikacja miejska - czy samochód z silnikiem elektrycznym zapewnia czyste powietrze to nieporozumienie. Aby uzyskać elektryczność w elektrowni węglowej musi być spalony węgiel. Filtry i ograniczenia zanieczyszczeń przemysłowych są faktem, jednak prawdą jest że elektryczny tramwaj truje - nie truje Warszawiaka co prawda, ale truje na przykład Ślązaka. Zanieczyszczenie powietrza jest, tyle że nie widząc go w okolicy tramwaju czy pociągu łatwo twierdzić o czystości tych środków transportu.
Energia odnawialna to na razie margines marginesu. Niestety.

Rower?

Poruszanie się rowerem jest zdecydowanie zdrowe i w pewnym sensie ekologiczne. Ale... jest dużo „ale“. Nasza strefa klimatyczna skutecznie eliminuje używanie roweru jako poważnego i masowego środka transportu przez dużą część roku. Ja osobiście kiedyś jeździłem rowerem w zimie, ale... prawdą jest że bardzo chciałem, nie było to jednak szczytem wygody i funkcjonalności.

Rower jest także w pewnym aspekcie zależy od ropy i paliw kopalnych. Opony roweru to produkt ropopochodny, to samo plastiki, lakiery. Ścieżka rowerowa to na ogół asfalt - czyli przetworzona ropa naftowa. Tekstylia i oporządzenie roweru to produkty ropopochodne. Rower na ogół został przywieziony z Chin statkiem napędzanym ropą, a  jeśli nie cały rower, to większość jego komponentów.


Podsumowując. Nie widzę tu prostych rozwiązań i prostych odpowiedzi na skomplikowane kwestie. „System“ jest bardziej skomplikowany niż się nam wydaje a łańcuch współzależności dość mocno spleciony i nie da się według mnie mówić prostymi hasłami w stylu: komunikacja zbiorowa jest ekologiczna, samochód jest niefajny czy elektryczny transport to czyste powietrze.

Nie da się i tyle.

wtorek, 25 grudnia 2012

Prawdziwy minimalizm a (nie)posiadanie samochodu.

Wśród minimalistów panuje moda na nieposiadanie samochodu. Rower jest rzekomo lepszy, chodzenie pieszo zdrowe, a komunikacja miejska wygodna. Samochód to problemy i wydatki. Minimalista wybierze pociąg i taksówkę... hmm... nie bardzo mi się to wszystko widzi. Nie kupuję tego.

Weźmy prosty przykład, a jest nią moja sytuacja rodzinna. Załóżmy, że nie posiadam auta.

Podróż do rodziny na Święta bez auta oznaczałaby podjęcie następujących czynności.

1. część rzeczy, które normalnie przewozimy należałoby przesłać kurierem (a owszem, posiadam rzeczy/przedmioty które przewozi się tam i z powrotem)

2. oprócz tego walizki i niezbędny bagaż musiałbym zabrać ze sobą w długą podróż

3. musiałbym poprosić kogoś znajomego lub z rodziny o transport samochodowy na dworzec autobusowy, ew. zamówić TAXI, potem czekać na autobus

4. musiałbym przejechać autobusem do miejscowości R. w długiej i męczącej podróży powolnym autobusem po krętych wiejskich drogach, nie sam, z całą rodziną

5. w miejscowości R. dworzec autobusowy mieści się na przeciwległym końcu miasta niż dworzec kolejowy, konieczność wzięcia drugiej taksówki, parukilometrowej podróży i długiego czekania na pociąg na śmierdzącym dworcu pełnym meneli

6. podróż kolejowa do miejscowości T., czasem z przesiadką w P., przesiadka to albo wariactwo i przebiegnięcie na drugi koniec wielkiego dworca w ciągu 5-10 minut (nierealne z dzieckiem), albo długie czekanie na dworcu

7. w miejscowości T do wyboru - dzwonienie po rodzinie, aby ktoś nas odebrał samochodem (z uwagi na odległość konieczność "odwdzięczenia się", albo Taxi za około 200 zł w 1 stronę)

8. jeśli wariant 7. nie powiedzie się konieczność kolejnej jazdy rozklekotanym ciasnym śmierdzącym i niedogrzanym busem lub lokalnym pociągiem oraz i tak wzięcie TAXI, tyle że na krótki dystans...

Całość tej gigantycznej podróży w obrębie kraju to minimum kilkanaście godzin, a zapewne około doby w podróży...


Pełne ciekawych argumentów posty, które czytam gdzieniegdzie można sobie w tym przypadku włożyć między różne eko-bajki. Ciekawie się to czyta, ale to jest nierealne.


Punkt widzenia vs punkt siedzenia.

Ja rozumiem, że na przykład mieszczuch z Warszawki z pracą i rodzicami prawie na miejscu oraz teściami dajmy na to w Krakowie szybko odkryje, że Taxi na dworzec nie jest takie drogie, połączenie Intercity między głównymi metropoliami jest szybkie i wygodne, łapią się na to jakieś miejscowości tranzytowe... a po całkiem wygodnej podróży ma miejscu czeka stęskniona rodzina z własnym autem albo kolejna niedroga taksówka...

Ale ile jest takich osób?

Na ogół jednak bajanie o dogodnej komunikacji publicznej, wygodzie PKP i poruszaniu się rowerem pozostaje tylko bajaniem.


Transport publiczny jest wysoce nieekologiczny.

Polska nie składa się z Warszawy, Poznania, Krakowa, itp., transport masowy jest niewygodny i niebezpieczny, nie ma także nic wspólnego z ekologią, co jest w stanie zrozumieć przeciętny gimnazjalista, o ile nie uczeń podstawówki...

Prowokuję? A skądże!

...proszę sobie policzyć masę lokomotywy, masę całego składu PKP, pasażerów i bagażu - energię na rozpędzanie tego i wyhamowywanie, straty na przesyłach energii z trakcji, niewydajne turbiny elektrowni węglowych...

Proszę sobie policzyć masę całkowitą ekwiwalentu - kilkudziesięciu aut osobowych (nie wyjdzie więcej niż sama lokomotywa) i prędkość zoptymalizowaną do potrzeb podróżnych oraz spalanie paliwa bezpośrednio w miejscu zapotrzebowania (silnik).

Na razie tyle... a to i tak nie wszystkie fakty :)

niedziela, 23 grudnia 2012

Jak dużo można zjeść w czasie Świąt?

Wydaje mi się, że można zjeść konia z kopytami, wypić całe jezioro i kupić całego TIRa prezentów. Tylko po co?


Ostatnio na głównym blogu pisałem o Świątecznych postanowieniach, przypomnę jedno z nich.

W czasie Świąt nie będę żarł, będę jadł. Umiarkowanie a nawet skromnie, rodzina nie skusi mnie na słodkości, ciasta, tony przekąsek - nie będzie żadnego "ale tylko spróbuj". Będę stanowczy (już jestem). Nie zjem więcej niż normalnie, na co dzień.

Jak na razie trzymam się tego postanowienia, starając się nie przesadzać, a nawet jeść mniej niż zwykle. Rodzina jest ustawiona, wiedzą, że tak postanowiłem i próby wciskania mi jedzenia siłą jak tuczonej gęsi nie odbieram jako uprzejmości, a wprost przeciwnie. Myślę, że w większości moje podejście do jedzenia jest zaakceptowane.

Rodzina wie, że może zaproponować mi sałatki warzywne, kaszę gryczaną czy jęczmienną i finał. Ciasta nie tknę, poza kilkoma wiśniami w czekoladzie słodkości nie jem.

I czuję się z tym lepiej - psychicznie i fizycznie. Czuję się lżej i mam więcej energii, niż leżąc z brzuchem napchanym jak śnięta ryba.

Pozdrawiam i Wesołych Świąt!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Prezenty na Święta - problem minimalisty.

Prezenty dla takich osób jak ja to nie jest atut Świąt, jest to niestety udręka. Robić zakupy w sposób umiarkowany i rozsądny lubię, co wiedzą wszyscy czytelnicy, nurkować w rozgorączkowanym przepychającym się tłumie w centrach handlowych nienawidzę.

Nie lubię przepychać się przez podekscytowany tłum w otoczeniu upstrzonym do granic przyzwoitości mikołajami i choinkami zalanym głośnym rzępoleniem pseudo-kolędowym (najczęściej trzeciego sorta, słabymi a nawet agresywnymi wykonaniami anglojęzycznymi, uff głowa pęka).

I weź tu skup się na kupieniu czegoś sensownego, co jeszcze się akurat spodoba obdarowanemu. To kupowanie na siłę, bo trzeba i wypada, a nie przyjemność.



Święta zostały skomercjalizowane do granic przyzwoitości, a z drugiej strony wszyscy już mają wszystko. Dosłownie i w przenośni.

W mojej szeroko pojętej rodzinie naprawdę kupienie wszystkim prezentów, które by im odpowiadały było wielka zagadką logiczno-logistyczna. Nie raz miałem tego dość.

Może jednak ktoś z rodziny ukradkiem przewertował któryś ze starych blogów, gdzie dyskusje świąteczne się już odbywały i zaproponował pomysł, aby prezenty kupować tylko dzieciom, a dorośli niech cieszą się tylko swoim towarzystwem, przy filiżance kawy i czymś słodkim. Pomysł się przyjął.

Uff... ulżyło mi.

wtorek, 4 grudnia 2012

Co zrobić jak nie masz koncepcji na rozwój bloga.

To pytanie nęka wielu autorów, niemoc twórcza doskwiera jak ukąszenie komara okleja umysł niczym lepka maź, paraliżuje... Co zrobić kiedy się przytrafi? Jak myślicie?
Na to pytanie jest oczywista odpowiedź. Skoro nie wiesz co robić - dokonaj zmian na blogu, zmień szatę graficzną, zmień układ gadżetów, pokaż czytelnikom, że jeszcze żyjesz i działasz!
Tym którzy jeszcze nie zorientowali się, że powyższe dywagowanie jest w pewnym sensie żartem z mojej strony chciałbym polecić, odświeżoną zimową szatę graficzną bloga Korzystne Zakupy, a i tutaj zobaczycie parę zmian, szczególnie w kwestii kolorystyki bloga i elementów społecznościowych... bo jak inaczej... po to człowiek pisze coś w necie aby się podzielić z czytelnikami.