Rezygnacja z „toksycznych” kontaktów.

Zakładając kiedyś bloga ze słowem 'minimalizm' w nazwie spodziewałem się wejść w szeroko pojęte grono ludzi zainteresowanych pewną filozofią, trendami z życiu, wzornictwie, sztuce, podejściu do spraw konsumenckich i móc swobodnie się na ten temat wypowiadać. Czy wielkim jednak zdziwieniem było odkrycie, że środowisko blogerów podlega takim samym prawom społecznym jak inne dziedziny ludzkiej aktywności ... a więc z miejsca robi się nam pewna „polityka personalna” - kto, kogo i z kim... Może zdarzać się (na przykład) dzielenie kto jest bardziej autentycznym minimalistą przez większe M, a kto nie do końca. Mogą zdarzyć się jakieś dziwne komentarze u mnie czy reakcje różnego typu, Może zdarzyć się, że samo wejście mojej osoby na czyjś blog i relatywnie neutralny komentarz wystarcza do podjęcia jakiejś potyczki ideowej... Wreszcie, czy jakimś zaskoczeniem jest fakt, że ludzie lubią obrażać się o poglądy? Zaczynając blogowanie mocno wierzyłem, że mogę z kolegą X czy koleżank...