niedziela, 31 sierpnia 2014

Rezygnacja z „toksycznych” kontaktów.

Zakładając kiedyś bloga ze słowem 'minimalizm' w nazwie spodziewałem się wejść w szeroko pojęte grono ludzi zainteresowanych pewną filozofią, trendami z życiu, wzornictwie, sztuce, podejściu do spraw konsumenckich i móc swobodnie się na ten temat wypowiadać.

Czy wielkim jednak zdziwieniem było odkrycie, że środowisko blogerów podlega takim samym prawom społecznym jak inne dziedziny ludzkiej aktywności... a więc z miejsca robi się nam pewna „polityka personalna” - kto, kogo i z kim... Może zdarzać się (na przykład) dzielenie kto jest bardziej autentycznym minimalistą przez większe M, a kto nie do końca. Mogą zdarzyć się jakieś dziwne komentarze u mnie czy reakcje różnego typu, Może zdarzyć się, że samo wejście mojej osoby na czyjś blog i relatywnie neutralny komentarz wystarcza do podjęcia jakiejś potyczki ideowej...

Wreszcie, czy jakimś zaskoczeniem jest fakt, że ludzie lubią obrażać się o poglądy? Zaczynając blogowanie mocno wierzyłem, że mogę z kolegą X czy koleżanką Y mieć skrajnie różne poglądy na dany temat, ale szanować się nawzajem i prowadzić czystą dyskusję. To jednak fikcja, bo na ogół ludzie jednak w końcu obrażają się o poglądy i zmieniają relacje, kiedy się okaże, że lubisz nieco inną opcję ideową niż on czy ona. Eskalacja różnic poglądowych na inne dziedziny życia jest niemal pewna.

To wszystko naturalne i tego nie zmienimy.

Czy warto się jednak tym obciążać i na siłę „trzymać” stare kontakty?

  • Niedawno zacząłem jednak bardziej zdecydowanie oczyszczać podręczny zbiór blogów w zakładkach przeglądarki, blogów na których (jako konkurencja) nie jestem szczególnie entuzjastycznie mile witany. Przestałem także je odwiedzać.
  • Zaczynam czyścić sobie kontakty na mediach społecznościowych np. FB – po co mi widzieć aktualizacje osób, z którymi relacji już nie utrzymuję, lub które działają mi coraz częściej na nerwy.
  • Oczyściłem listy kontaktów na poczcie e-mail, wywalając dawno już nieaktualne korespondencje z tym czy innym osobnikiem?


Internet i blogi ogółem.

Internet jest dziwnym medium kontaktowym – dystans sprawia, że niektóre kurczaczki nagle dostają kogucich piór i zaczynają się reakcje, które w normalnym życiu, przy rozmowie twarzą w twarz nigdy by nie wystąpiły. Internet ośmiela nieśmiałych i daje poczucie siły intelektualnym słabeuszom. Jak radzić sobie z takimi reakcjami?

Niedawno przeprowadziłem dwie ciekawe rozmowy ze znajomymi autorami na temat hejterstwa:

  • Jedna sympatyczna koleżanka mówi, aby te komentarze puszczać i się do nich ustosunkowywać – dzięki sprawnej i rzeczowej reakcji na hejterskie zagrywki mógłbym 'zyskać' jako bloger w oczach Czytelników.
  • Inna osoba sugeruje, aby z toksycznych relacji (ja rozciągam to także na niepotrzebne dyskusje hejterskie) po prostu zdecydowanie wyjść i nie tracić swojego cennego czasu, nie angażować emocji, skupić się na czymś innym.

Które podejście zasługuje na praktyczne zastosowanie?




P.S. Proszę NIE mylić kwestii opisanych w artykule z przetasowaniami na moich listach blogów i blogrollu tutaj. Przy usuwaniu reklam AdSense straciłem także (kaprysy i błędy Blogspota) wiele komponentów w układzie bloga, które musiałem odtworzyć na nowo. Jeśli czyjś link niesłusznie zniknął – proszę o kontakt w celu naprawienia blogrolla.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Przerwy reklamowe w TV.


Jak wspomniałem wcześniej, nie jestem jakimś radykałem minimalizmu i posiadam telewizor, oglądam go głównie w niedzielę, ewentualnie w jakieś luźniejsze poranki i późnym wieczorem, kiedy nie mam już chęci na inne rozrywki intelektualne, w tym blogowanie i jest to głównie treść na kanałach typu National Geographic, ewentualnie jakiś kanał filmowy...

...i szczególnie z tymi kanałami filmowymi jest problem. Przerwy reklamowe. Oglądam coś, potem jest przerwa reklamowa, długa przerwa, na chwilę w tym czasie wychodzę, zaparzam sobie coś do picia, koniec przerwy. Film? Nie... jakieś zapowiedzi filmowe, potem kolejna przerwa reklamowa. Po tych 15 minutach... a właściwie już w międzyczasie przełączam się na inny kanał, zaczynając oglądać coś innego, zapominam nawet o pierwotnie oglądanej treści.



Ostatnio nawet to staje się coraz trudniejsze bo nadawcy synchronizują przerwy reklamowe, tak że coraz trudniej uciec od blogu reklamowego, w efekcie oglądam TV coraz mniej. Dają jeszcze radę blogi kanałów dokumentalno-przyrodniczych, bo tam znajduję zawsze coś ciekawego, ale i tu mnie zaczyna szlag trafiać.

Niedawno odwiedziła mnie rodzina i była w szoku. Gdzie w salonie jest telewizor? Mówię – nie ma, wystarcza mi opcja tunera TV w monitorze komputerowym. Konsternacja. Jakże to tak...

Będzie większa konsternacja jeśli i ten tuner TV zniknie, np. przy wymianie monitora na bardziej profesjonalny (potrzeby zawodowe), bo widzę coraz mniej sensu, by go w ogóle posiadać.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Nie oglądam wiadomości.

Nie oglądam wiadomości – dokładnie tak jak w tytule. Parafrazując hasło z reklamy środka antynikotynowego - bez wiadomości w TV lub czytanych na portalach poranna kawa smakuje znacznie lepiej!

...o chyba, że komuś przeszkadza fakt, że jest to u mnie kawa bezkofeinowa albo zbożowa ;-)

Wracając do tematu. Kiedyś gdzieś nawet kiedyś nadziałem się na dyskusję, gdzie autor szumnie udowadniał, że osoby nie czytające Gazety Wyborczej, nie oglądające TVN24 czy Polsatu, to ubodzy duchem ignoranci. Ja takim „ubogim duchem” zjadaczem chleba zostałem, bo bynajmniej nie mam potrzeby „wzbogacania” swojej diety o informacyjną sieczkę, psychomanipulacyjny crap i medialny shit dobierany tak by maksymalnie odwrócić moja uwagę od prawdziwego życia, a przykuć do ekranu TV. 

Czy znaczy to, że nie wiem co się dzieje? Skądże! Wystarczy mi jednak szybkie zerknięcie na wiadomości dotyczące interesującej mnie branży i czasem szybkie przeglądnięcie ogólnych newsów na jakimś portalu (których 99% nie czytam i tak).


Wracając do śniadania – co przy nim robię? Najczęściej nic. Nie oglądam jedząc śniadanie TV, nie słucham radia, nie siedzę na internecie w tym czasie. Czasami, w dniach kiedy mogę sobie pozwolić na dłuższe poranne lenistwo oglądnę jakiś program przyrodniczy, czy dokument o czyimś życiu (nie jestem minimalistycznym radykałem – mam monitor komputerowy z tunerem TV). Jednak na ogół podczas posiłku nie robię nic, poza tym, że po prostu jem.


niedziela, 17 sierpnia 2014

Jak zmienić się z sowy w skowronka?

Czy jeśli zespół opóźnionej fazy snu jest stwierdzony naukowo jako zaburzenie psychiczne, to czy osoba, która na nie cierpi może mieć jakieś ulgi w pracy? Niestety nie. Zobacz jak wyleczyć się z późnego, a co za tym idzie krótszego i mniej zdrowego snu.

Choroba czy lenistwo?

Jak wyjaśnia Ośrodek Medycyny Snu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie zespół opóźnionej fazy snu powstaje w wyniku braku zgodności pomiędzy biologicznie preferowanym przez człowieka rytmem snu, a rytmem narzuconym przez normy społeczne.

Istotą zaburzenia jest opóźnienie wewnętrznego zegara biologicznego, regulującego pory snu, o co najmniej kilka godzin w stosunku do średniej w społeczeństwie. Niestety nawet tak naukowe podejście do tego zagadnienia nie zmieni tego, że do pracy trzeba wstawać rano i szef nie potraktuje nas w sposób uprzywilejowany, ponieważ nie potrafimy zasypiać przed północą. Należy więc nauczyć się być skowronkiem.



Wczesnemu wstawaniu, zawdzięczać będziemy nie tylko punktualne stawianie się w pracy, a także, jak twierdzi Doktor Joerg Huber w wiosennym wydaniu czasopisma „Zdrowie ma sens”: zdrowszy tryb życia, lepszą realizację w pracy oraz co najważniejsze, z punktu widzenia pracodawcy, lepsze zarządzanie czasem, o którym więcej informacji można znaleźć na www.grafton.pl/strefa-kariery/zarzadzanie-czasem/. Ale zanim zaczniemy zarządzać czasem, najpierw musimy zacząć dzień.

Kładź się spać z kurami

Nikogo chyba nie zdziwi stwierdzenie, że aby wcześnie wstać, trzeba odpowiednio wcześnie wybrać się do łóżka. Położenie się z laptopem lub przed telewizorem się nie liczy. Należy wyłączyć wszystkie sprzęty, które mogą nas rozpraszać i dopiero wtedy się położyć. Przed snem można czytać książkę, rozmyślać, ćwiczyć oddech. Ważne aby ta czynność wyciszyła nas po całym pracowitym dniu.

Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje

Ważne jest, aby wstawanie zaczęło być dla nas czymś przyjemnym. Ustawmy melodię budzika na łagodniejszą, aby już od samego rana mieć powód do uśmiechu.

Nie zaczynajmy dnia od sprawdzenia telefonu czy włączenia komputera, dajmy sobie chwilę czasu, aby spokojnie zastanowić się, co dobrego może nam się dziś przydarzyć. Takie myślenie pozwoli nam wchodzić dzień z pozytywnym nastawieniem, to natomiast jest potrzebne aby móc spokojnie zasnąć wieczorem.

Weekendy nie są po to, by spać

Pamiętajmy też, aby nie odsypiać całego tygodnia w trakcie weekendu, ponieważ to, że w dni wolne śpimy znacznie dłużej i w zupełnie innych godzinach rozregulowuje nasz cały tryb, który wypracowaliśmy sobie w ciągu pięciu dni roboczych.


Pamiętajmy, że praca nad własnym zegarem biologicznym to długie i mozolne przedsięwzięcie. Jego skutki mogą być jednak bardzo opłacalne.


wtorek, 5 sierpnia 2014

Przedmioty markowe w życiu Polaków...

Przez jakiś czas na blogu zrezygnowałem z kontrowersyjnych tematów, a te, które wywołały zbytnie dyskusje zarchiwizowałem do dalszego przeredagowania w przyszłości, tak aby po ponownej publikacji budziły mniej skrajnych reakcji, mniej hejtu. Czy bowiem nie można pewnych przemyśleń przedstawić w sposób łagodniejszy, cukierkowy i delikatny dla przeciętnego czytelnika?

Nie w tym jednak leży problem, a w samym podjęciu i kontestacji pewnych tematów. Co bym nie napisał o marce - i tak wzbudzi to poruszenie i bunt! Dlaczego?

Polacy są narodem głęboko zakompleksionym. Tak - to prawda - widać to na każdym kroku, jeśli człowiek choć trochę odpocznie za granicą bez osób z Polski w otoczeniu, bez polskich mediów.

Moje pokolenie jest pokoleniem głęboko zakompleksionym, choć ta trauma rozniosła się, kto wie, czy nie o wiele skutecznej na pokolenia młodsze (ci z gimbazy). Wchodziliśmy w dorosłość w tzw. "Wolnej Polsce" w latach 90-tych i 2000-ych przekonani, że teraz możemy, Yes - we can!, jak to powiedział pewien "rewolucjonista"... ale to pokolenie ostro trzepnęło głową o mur.

Okazało się, że wymarzonej pracy nie ma, albo w ogóle, albo bez mocnych znajomości i trzeba się zadowolić byle czym... albo emigrować, do pracy poniżej kwalifikacji. Pieniędzy nie ma tyle ile by się chciało i nie jest lekko nawet jeśli się bawisz w racjonalne oszczędzanie w swoim domu. Przeciętny człowiek z mojego pokolenia jest na niższym materialnie poziomie niż by chciał!

W Grecji np. powszechnie używa się starych pojazdów, o ile są sprawne techniczne - pojechanie takim motorkiem nie jest powodem głębokich kompleksów - tak jak w Polsce.

Marka leczy kompleksy! Ekskluzywny smartfon z modnym logo na obudowie oraz inne marki z grupy "premium" w otoczeniu petenta - podnosi ego. Marka buduje pewien mikroświatek, pewien wizerunek rodem z cukierkowej komedii polskiej "made by TVN", gdzie dynamiczni dwudziestolatkowie tuż po studiach jeżdżą autami cabrio za 200 tys. zł, mają duże lofty w modnym miejscu w "stolycy" i budują karierę młodych managerów w oszklonych biurowcach. Dlaczego, do cholery, moje życie wygląda inaczej? Dlaczego oni JUŻ mogą, a ja JESZCZE mieszkam z rodzicami i dopiero staram się o stanowisko młodszego stażysty?!

No niestety, ja ci nie powiem dlaczego. Podświadomość i ukryte kompleksy każą jednak postępować według pewnego modelu zachowań. Otoczenie, reklama, rozbuchane pragnienia.... każą starać się! Np. zapożyczać się, poświęcać inne ważniejsze rzeczy, aby tylko osiągnąć cel - np. pokazać wśród znajomych, że ma się przedmioty marki premium! Pokazać, choć przez krótką chwilę, że wygląda się na zamożniejszego i bardziej zaradnego niż w rzeczywistości.

Ja zadaje otwarte pytania na temat tego mechanizmu, co budzi bunt wśród wielu Czytelników. Co mi uświadomił kol. Roman. No bo jak to... ja się tak staram, a on - autor RM - tego nie docenia.

Trudno, pewne tematy trzeba tu przepracować i pewien powierzchowny lans pozbawić piórek.

Ja powtarzam swoje tezy:

1. Polacy są narodem głęboko zakompleksionym.

2. Przeciętny człowiek z naszego pokolenia jest na niższym materialnie poziomie niż by chciał.

3. Marka leczy kompleksy, dlatego Polacy szczenięcą miłością kochają marki.