wtorek, 10 stycznia 2017

Mróz i zima... niech Cię w domu nie trzyma!

Wielu moich znajomych obecnie "hibernuje". Ciepłe łóżko czy kanapa, koc, kubek czegoś ciepłego i telewizja, ew. laptop na kolanach... tak zlatują zimowe wieczory. 

Senność, wieczne zimno, permanentne nastroje depresyjnie spowodowane niedoborem światła...

Ja dzisiaj z pewną przekorą mówię: Mróz i zima... niech Cię w domu nie trzyma! Nie hibernuj! Nie zawijaj się w kocyk jak kanapowa klucha.


Jeśli jest jeszcze wcześnie, wypij porządną, mocną kawę (jeśli już wieczór - polecam kakao), ubierz się ciepło (ale najlepiej na cebulę), jeśli jesteś zmarźlakiem, to weź sobie do plecaka jeszcze ciepłej herbaty, kakao, kawy, itp. w termosie i rusz na spacer w śnieg i mróz. Polecam pobliski park, ale nawet i pobliski deptak, czy po prostu ulice miasta.

Postaraj sobie zapewnić fajne towarzystwo, a jeśli nie to słuchawki i fajna muzyka na uszy i korzystaj z zimowej pogody.

Gwarantuję Ci, że przy intensywnym spacerze Twoje ciało się przyjemnie rozgrzeje, krew przyjemnie zacznie krążyć w żyłach, a Twój humor poprawi się o 300%.


Nie kiś się jak ogórek w zaduchu i w ciepłej pościeli, przy odkręconych na max. grzejnikach, rusz się a zyskasz hektolitry pozytywnej energii. Masz noworoczne postanowienie? Nie trzeba drogiego karnetu na siłownię, wystarczy na początek intensywny spacer, marsz (może w przyszłości marszobieg albo nawet jogging).

Rusz się ;-) ...a na początek zrób chociaż coś w domu:

Korzystaj z zimy w domowych porządkach: Oszczędne czyszczenie tkanin, pranie dywanów, itp.


niedziela, 8 stycznia 2017

Miasto jako pierścień, czyli inaczej o urbanizacji

Czy potraficie sobie wyobrazić miasto zupełnie inne niż te które znamy? Czy schemat miasta z centrum, mający swój początek w epoce brązu, albo i jeszcze wcześniejszej musi być przez nas bezmyślnie powtarzany? Powtarzany ze skutkiem katastrofalnym, ponieważ nie umiemy wyzwolić się i zacząć myśleć kategoriami epoki krzemu, hi-tech i nowoczesnej cywilizacji?



Wyjdźmy poza nasze skostniałe przekonania i pomyślmy o innym układzie urbanistycznym niż układ centralny!

W sumie obiektywnie jest biorąc - jaki jest powód dla którego mamy mieszkać i pracować w centrach miast, a nie TYLKO na obrzeżach - może model miasta jako dużego pierścienia z systemem dróg łączących koncentrycznie położone dzielnice byłby matematycznie, ekonomicznie i funkcjonalnie bardziej uzasadniony?



Czy miasto nie mogłoby wyglądać jak to koło? Z całą infrastrukturą mieszkalną na jego obręczy. W środku tylko węzeł komunikacyjny łączący w sobie poszczególne kategorie transportu - niebieski - samochodowy - czerwony transport masowy - żółty - transport wolny, czyli. rowerowy/hybrydowy rowerowo-elektryczny.

Co pomiędzy szprychami? Zieleń, oddychające płuca miasta, obszary rekreacyjne, zbiorniki wodne, infrastruktura uzdatniania wody pitnej, przeróbki i recyklingu a nawet infrastruktura 'zielonej' energii i produkcji żywności.

Centra administracyjne, biznesowe, edukacyjne mogłyby być lokowane na węzłach - tam gdzie taka "szprycha" wchodzi w koło.


Czy mamy jako społeczeństwo po wieczność użerać się z korkami, śmierdzącym powietrzem, miejskim hałasem, zapoconym i wiecznie zatłoczonym transportem publicznym, pełnymi przestępczości i zatłoczonymi centrami?

Czy może znajdzie się wreszcie wola, aby to zmienić?

Pomyślcie o tym co mówię, schematy takiego eko-miasta pierścienia rysowałem już jako dzieciak ze 20 lat temu, jakby ktoś chciał podyskutować - piszcie :)

Zapraszam także na post:

Czy lepiej mieć pracę w centrum czy na obrzeżach miast? Gdzie najlepiej lokować firmę? Dlaczego siedziby korporacji są zwykle w centrach dużych miast?

sobota, 7 stycznia 2017

Reset bloga

Całkowicie zmieniłem pierwotną treść tego wpisu, na skutek rozmów z Wami... najpierw była tu odpowiedź na pewien hejt w komentarzach... po przemyśleniu jest to, co Wam chcę finalnie przekazać.

Kilkanaście miesięcy temu pewna osoba zainspirowała mnie do dyskusji oraz zakwestionowania pewnych prawd podawanych często w środowisku minimalistów, ale także pewnych zwyczajów, trendów, a nawet mody panującej w środowisku minimalistów (np. jakie smartfony, czy czytniki e-booków kupują często minimaliści i dlaczego).

Chwyciłem temat. Zacząłem pisać ochoczo na ten temat, dyskutować na forach, anegdotycznie i zadziornie zadawać pytania, w końcu kwestionować pewne rzeczy (np. ogromną modę na posiadanie smartfonów, czy komputerów pewnej specyficznej i dość drogiej firmy).

Nie spodziewałem się aż takich reakcji, tylu komentarzy negatywnych, tylu emocji, tyle zażartej "walki" i obrony pewnych wizji "minimalizmu", pisanych i niepisanych praw. Długo można pisać... w skrócie mówiąc - sam się w to wkręciłem. 

Z perspektywy czasu widzę, że było to i jest nadal ogromną stratą czasu i zasobów, które można wykorzystać gdzie indziej. Nie ważne, czy ma się racje, czy nie - podejmowanie pewnych rzeczy w polskim internecie, na FB, blogosferze, itp. kończy się zawsze podobnie.

Nie na darmo różni "kołcze" i doradcy do spraw wizerunku radzą: Nie podejmuj nigdy w internecie tematów polityki, osobistych przekonań, światopoglądu. Takie dyskusje pozostaw sobie dla własnego, zaufanego grona dobrych znajomych.

Ze wspomnianej "wielkiej polemiki" sukcesywnie wychodzę, zostawiając sobie poletko do poważnej i dojrzałej dyskusji właśnie w zaufanym gronie prywatnym.

Swoisty reset bloga do stanu sprzed wielkiej dyskusji o minimalizmie i "minimalistycznych sprzętach", porządki w archiwum, odświeżenie atmosfery, to jest to, czego mi tu potrzeba na początek roku 2017.

Pozdrawiam i wszystkiego dobrego!

P.S. Jako dobry i pozytywny efekt uboczny "trudnych" dyskusji powstała blogowa grupa na FB - pt. minimalizm - polska grupa, która rozwija się całkiem dobrze. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.