niedziela, 16 lipca 2017

Pochwała "parawaningu"

Wszystko zaczęło się od jakiś facebookowych czy twitterowych wpisów wątpliwej jakości celebrytek, (panienek-pustaków, znanych z tego, że są znane), na siłę szukających "problemu" do podjęcia. Nagle wakacje nad polskim morzem stały się "złe", passe, nieinstagramowe, nieblogerskie... (no bo przecież nie można się pochwalić na profilu czymś gorszym niż Dubaj albo chociaż Malediwy).

Symbolem "obciachowych" wczasów nad polskim morzem stał się parawan. "Parawaning" dla tzw. "warszawki" stał się niemalże czymś na miarę faszyzmu.

Moim zdaniem taki pogląd jest niesłuszny. Nasz Bałtyk ma swój urok, przebywanie nad morzem może być wspaniałą formą spędzenia czasu, a sam "demoniczny" parawan jest w gruncie rzeczy czymś bardzo pozytywnym, co powinno spodobać się minimaliście! 

...i ja mam na to argumenty!


Niestety, nie mamy w kraju plaż o 150 metrowej szerokości, jest tłoczno i tutaj parawan jest pewnym pozytywnym rozwiązaniem...

Kiedy jestem na plaży w Grecji, np. na szerokich, piaszczystych plażach Kos możemy z rodziną odejść nieco w bok od hotelowych parasoli, w miejsce, gdzie przyjeżdżają "lokalesi"  i rozłożyć się dobre 15-20 metrów od najbliższych plażowiczów. Daje to pewne poczucie intymności, przestrzeni, prywatności - nad Bałtykiem, nawet w średnio popularnych miejscach - to jest trudne.


Pamiętam rok, czy dwa lata temu, plażowaliśmy w Gdańsku. Na wąski kawałek plaży, który pozostał między nami, a jakimiś "sąsiadami", wpakował się Pan w średnim wieku ze swoją żoną. Nasz gentelman wpakował swoje stopy (z braku miejsca) tuż przed nasz koc, a jego dama zaległa na brzuchu, rozszerzyła nogi i  zaczęła się opalać eksponując swoje krocze dosłownie tuż przed mój nos.  Normalnie dama z łasiczką, czy co... ;-)

Humorystyczne dla niektórych czytelników, ale jednak trochę krępujące, nieprawdaż?

Parawan daje tu ten wydzielony kawałek przestrzeni (oczywiście WAŻNE! zachowajmy kulturę i pamiętajmy o pozostawieniu miejsca, tak by inni mogli przejść obok). Dzięki parawanowi nie muszę zaglądać w krocze "damy z łasiczką" obok, podziwiać struktury stóp pana Tomasza z Gdańska


Parawan daję tę możliwość, że jednak zyskujemy trochę intymności, prywatności w warunkach, które normalnie temu nie sprzyjają - owszem, niektóre osoby, szczególnie część dziewczyn, o osobowości "celebryckiej" nie tyle nie potrzebują intymności, co wręcz wyeksponowania swoich walorów całemu otoczeniu. To może być przyjemne dla nastolatka czy studenta, jednak to wbrew pozorom może być odrobinę "niewygodne" np. dla młodego ojca z żoną i dzieckiem... facet pozostanie facetem, a plaża to jednak takie miejsce "demokratyczne"... dla wszystkich. Pamiętajmy o innych ludziach.

Parawan wreszcie może mieć znaczenie zupełnie praktyczne. Po pierwsze osłania przed wiatrem np. dziecko, które dopiero co wyszło z kąpieli, a Bałtyk to jednak chłodne morze, pozwala lepiej "upilnować" mniejsze dzieci, mające tendencje do rozłażenia się poza "wyznaczony obszar", do tego częściowo zasłania (optycznie) nasz dobytek, np. torebkę z pieniędzmi i dokumentami przed niepożądanym elementem, który także znajdzie się na plaży.


Wreszcie - dzięki parawanom jest po prostu estetycznie, kolorowo i wesoło. Parawan nad Bałtykiem był zawsze, nawet za głębokiego PRLu, to część naszej plażowej tradycji... pozytywna część, którą warto po prostu zaakceptować.

Kiedy jesteś nad Bałtykiem, to jesteś nad Bałtykiem, ze wszystkimi jego kaprysami i pogodą w kratkę, zaakceptuj to, ciesz się i nie "udawaj", że jesteś na plaży w Dubaju czy na Dominikanie. 


Polub parawan, parawan jest czymś fajnym i takim "naszym"!

Polecam wpis:


Plażing, smażing, parawaning…

 

poniedziałek, 10 lipca 2017

Most w Tczewie

Często na moich blogach pokazuje Wam różne ciekawe miejsca, małe lokalne atrakcje i inne pomysły na spędzenie wolnego czasu inaczej niż wydając duże pieniądze na nie wiadomo jakie cuda i ekskluzywne wojaże.

Podróżując po Europie nie raz stwierdziłem, że super-hiper miejsce wychwalane w przewodnikach to niestety, zwykła kamieni kupa, w dodatku strasznie zatłoczona, bo każdy turysta chce zobaczyć.

 
Nie będę się licytował, że konkretne miejsce X w Gdańsku jest o niebo lepsze niż miejsce Y w Chani na Krecie*, nie o to mi chodzi, każdy z nas ma własne poczucie estetyki, jednak chce tu przytoczyć przysłowie "Cudze chwalicie - swego nie znacie".


Na zdjęciach most w Tczewie i obszar wypoczynkowy-spacerowy nad Wisłą. Można kliknąć i zobaczyć.


Pogody specjalnej nie było w momencie robienia zdjęć, ale pierwsza część dnia była słoneczna.


Mimo wszystko, dzięki lekkiemu zachmurzeniu, zrobiłem chyba najciekawsze ujecie dnia. Co jak to - fajna lokalna wyprawa "za kilka groszy" i fajnie spędzony dzień.

...a jak Ty spędzasz wakacje?


*link:

Co warto kupić w Grecji (na Krecie) i przywieźć do Polski?

 

wtorek, 2 maja 2017

Pośpiech w codziennym życiu

Przestaje mi się podobać nieustanny pośpiech w codziennym życiu.

Śpieszymy się rano do pracy, po pracy śpieszymy się, by na czas odebrać dziecko ze szkoły, potem tylko krótka chwila na obiad, potem trzeba gonić ile sił w nogach na zajęcia pozalekcyjne dziecka, czas ucieka, korki na drogach.

Potem śpieszymy się do domu, bo trzeba ogarnąć rzeczy domowe a z pracy jest sterta dodatkowych raportów, które też trzeba szybko przejrzeć przed jutrzejszym spotkaniem, ok, może się uda przed wieczornym treningiem, na trening gonitwa, dosłownie na ostatnią sekundę, potem znów gonitwa, bo jeszcze małe zakupy a za chwilę zamkną osiedlowy market... w pośpiechu wciskamy pin i zielony... i szybko do domu.

Pośpiech przez cały dzień.



Ten pośpiech zaczyna się nie tylko kiedy założymy rodzinę, ze studiów pamiętam nieustanne śpieszenie się z budynku do budynku, bo przerwa między zajęciami nie jest długa. Śpieszenie się na przystanek, by złapać tramwaj na uczelnię, potem pośpiech z przystanku do budynku B, czy tam C, bo lektor strasznie się wkurza, jak ktoś się spóźni.

Pośpiech z dostaniem się na zajęcia sportowe na drugim końcu miasta, pośpiech by szybciej wrócić do domu, by zdążyć ogarnąć temat X czy Y przed egzaminem, itp.

Nie było i nie ma nawet czasu myśleć, byle szybciej, byle do przodu...



W pośpiechu rano dokonujemy codziennej toalety, jemy w pośpiechu posiłek, w pośpiechu robimy kawę, pośpiesznie jedziemy samochodem, byle szybciej na czas.

Czy ta gonitwa kiedyś ustanie?

Co o tym myślisz?