poniedziałek, 14 października 2013

Minimalista... 10 lat później.

Fajnie było być minimalistą w czasie studiów. Całe życie można było zmieścić w plecaku i dwóch torbach... z czego jedna to byly książki... potem doszedł komputer stacjonarny (laptopy wtedy były jeszcze za drogie) oraz rower.


Mieszkałem w Poznaniu w kolejnych wynajętych pokojach urządzonych po mojemu. Białe ściany z kilkoma obrazkami, kilka gadżetów w stylu orientalnym, papierowy lampion i rolety, Karimata (zdarzyło mi się raz spać ponad pół roku na karimacie) i jakieś skromne meble. Żadnego TV, ewentualnie muzyka, głównie z radia.

Można było wtedy mówić o minimalizmie, o rowerach, rezygnacji z samochodu, o ekologii, udzielać się w organizacjach studenckich i społecznych.

Ale jak długo można żerować na rodzicach i bezproduktywnie konsumować przelewy wysyłane przez ojca?

Trzeba porzucić beztroskę, zacząć pracować, któregoś dnia zamiast na spotkanie organizacji studenckiej pójść na zlecenie, by zarobić trochę grosza. Aby dowieść towar, bądź serwisowany sprzęt do klienta potrzebny staje się samochód. (Nie mówiąć o tym, że jest np. potrzebny aby dowieźć np. kogoś z rodziny do lekarza). W którymś momencie kończy się ten minimalizm w stylu japońskim, a zaczyna mieszkanie z dziewczyną... potem z rodziną.

O ile jesteś freelancerem bez rodziny (a przynajmniej bez dzieci) mieszkającym w dużym mieście, możesz utrzymać wiele z tego minimaistycznego stylu. Trudniej jest jeśli nie mieszkasz w metropolii, zakładasz rodzinę, która powoduje wywrócenie twojego dotychczasowego bytu o 180 stopni. Stykasz się z realnymi problemami, o których wcześniej raczej teoretyzowałeś...

No własnie.

I o tym jest moj blog i moja pisanina tutaj. Nie zawsze zgodna z nurtem tego co się dzieje w świecie minimalistów, zgodna natomiast z tym co realnie dzieje się w moim życiu.

To było takie przemyślenie w ten piątkowy poranek.

A czy wy macie jakieś swoje przemyślenia?


niedziela, 13 października 2013

Ekologiczny domek Hobbita... do rozbiórki!

Pewna młoda para zbudowała sobie z naturalnych i ekologicznych materiałów domek Hobbita... niestety nie dopełnili formalności... i teraz domek należy wyburzyć decyzją urzedników...



Jak widać dzielni urzędnicy ścigają szkodliwą społecznie samowolę budowlaną i dzielnie walczą z naudżyciami nie tylko w Polsce...

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2382684/Charlie-Hague-Megan-Williams-told-pull-hobbit-home-entirely-natural-materials.html

A co Wy o tym myślicie?

P.S. Aldona, dzięki za naświetlenie sprawy.

poniedziałek, 7 października 2013

Jak tanio kupić ubranka dla dzieci?

Dziś temat dzieci. Pierwsza myśl... wczoraj poszedłem i przyniosłem dziecku worek świeżych kasztanów. Była niezła zabawa z robieniem ludzików i zwierząt z kasztanów.

Według mnie ludzie teraz zapominają o takich prostych zabawach, fundując dziecku kolejne PlayStation czy Xbox, sami kładąc się na kanapie i siedząc przez TV. To do niczego nie prowadzi. Jesteśmy zmęczeni zarabianiem pieniędzy, ale pieniądze nie zastąpią osobistego kontaktu z dzieckiem.

Odnośnie dóbr materialnych jest jednak dalsza część postu - jest to wpis sponsorowany, który wklejam w związku z pracą - mam nadzieję, że jednak się wam spodoba i będzie użyteczny....



Jak tanio kupić ubranka dla dzieci?
Każdy kto ma dzieci wie, że ich utrzymanie sporo kosztuje. Stąd też warto wiedzieć, jakie są metody na zaoszczędzenie kilku groszy choćby w takich prozaicznych kwestiach jak odzież dziecięca. W tym artykule znajdziesz kilka takich porad.
  1. Kupowanie odzieży używanej
W secondhandach i aukcjach internetowych bez problemu znajdziemy mnóstwo używanych ubrań w dobrym stanie, które są znacznie tańsze niż w sklepie. Małe dzieci rosną bardzo szybko więc często świeżo kupiona odzież jest na nie za mała już po kilku miesiącach. Tymczasem, takie za małe ubranko może z powodzeniem służyć dla kolejnych pokoleń.
  1. Działy z odzieżą dziecięcą w sieciówkach i supermarketach
Właśnie szybki wzrost naszych pociech jest główną przyczyną, dla której nie trzeba wydawać fortuny na wytrzymałe ubranka drogich firm. Zdecydowanie wystarczy, jeżeli odzież dla dziecka będzie pochodziła z tańszej sieciówki czy supermarketu. Warto jednak unikać podejrzanych miejsc takich jak bazary, gdyż sprzedawane tam ubrania z dalekiego wschodu mogą być szkodliwe.
  1. Podarunki od rodziny i znajomych
Często świetnej jakości ubrania możemy dostać od… znajomych, którzy mają nieco starsze dzieci. Wystarczy z nimi porozmawiać, w ten sposób my dostaniemy dobre ubranka, a oni pozbędą się kłopotu z szafą zapełnioną zbędnymi rzeczami.

4. Inwestycja w polskie ubranka dziecięce i niemowlęce dobrej jakości. Znajomy producent odzieży dziecięcej produkuje ciuszki z dobrej jakości materiałów polskich producentów. Myślę, że watro czasem zainwestować w produkt, który się może przydać przy kolejnym dziecku, albo zostać przekazany bliskiej rodzinie i przyjaciołom. W ten sposób podsumowując wydamy mniej pieniędzy. Warto rozpatrzyć także tę opcję.

Jak widać, kupno ubrań dla dziecka może być dużo tańsze niż się wydaje, wystarczy odrobinę pokombinować.

Problematyczna współpraca autorów blogów.

Ten wpis w poprzedniej wersji zawierał informację na temat postępowania pewnych ludzi na blogosferze.

Z pewnymi praktykami się gorąco nie zgadzam i mam o nich negatywne opinie. Sam reprezentuję "starą szkołę", gdzie liczą się pewne zasady, nie podoba mi się ich łamanie.

Kto potrzebował - ten poprzedni wpis przeczytał i wnioski wyciągnął. Szkoda mi jednak miejsca na moim blogu na takie rzeczy. Było, minęło. Dla mnie pewne sprawy są definitywnie skończone i idę dalej.


Jeśli ktoś byłby ciekawy moich wniosków na przedstawione wcześniej tematy, zapraszam, do lektury.

Tajniki blogowania - bajka z morałem oraz trochę praktyki. Integracja grona autorów blogów i współpraca.

 

niedziela, 6 października 2013

Restauracja McDonald's vs język polski. Moja opinia.

Tak się zastanawiam nad brzmieniem słów w naszej polskiej mowie i dziwne refleksje się nasuwają. W telewizji czy nawet reklamach na YT leci sobie klip, który reklamuje Restauracje McDonald's... wchodzę sobie zatem do McDonald's siadam przy stoliku.... czekam...

...no jakaś słaba ta restauracja, czekam, czekam, a obsługa się nie kwapi zupełnie, kelnera się nie można doczekać, olewka klienta...

...rozglądam się szerzej, patrzę, a tu gawiedź źre paluchami jakąś karmę, no i do tego z papierowych worków i pudełek, czegoś takiego w restauracjach w żadnym kraju nie widziałem!


...oczywiście żartuję, wiem, że jednak nie znajdujemy się w restauracji, ale w pospolitym barze z fast foodem... dobre to wiemy, ale czy kogoś także tu śmieszy nazywanie tego przybytku restauracją McDonald's?

No i dlaczego McKanapki na folderach reklamowych i zdjęciach wyglądają 3x lepiej i bardziej soczyście niż te zawinięte w papier mikrokanapki, biedne i ściśnięte jakby przed chwilą wujek Zenek przez pomyłkę usiadł na nie swoim opasłym tyłkiem.

czwartek, 3 października 2013

Zaplanowane miasta.

Co by nie powiedzieć, przyznacie sami, że idea zaplanowania miast oraz ludzkich osiedli pozwoliłaby wyeliminować wiele wad ówczesnych miast....

Koncepcje są różne... koleżanka Kira proponuje aby utworzyć...

.....szereg wsi-miasteczek. W kształcie koła. ;)

Koło ma promień o długości sto metrów. Jeśli skrócimy liczbę Pi z 3,14 do 3 (ot, takie zaokrąglenie), to pole koła wyniesie:

P = Pi razy r kwadrat
P = 3 x 10000 = 30000 m kwadratowych

A obwód koła:
O = 2 Pi razy r
O = 6 x 100 = 600 metrów

W samym kole są wyłącznie (!) budynki użyteczności publicznej, sklepy, poczta, firmy. Mieszkania, a właściwie to działki, zaczynają się ZA kołem.

Okrąg jest bowiem podzielony na odcinki o długości - dajmy na to - trzech metrów. Czyli na 200 odcinków. Od tego rozchodzą się "promieniście" działki.

Oto rysunek, oczywiście nie z dwustoma, lecz z zaledwie paroma odnogami:




Całkiem ciekawa koncepcja.

Planowane miasta były już jednak realizowane - chociażby stolica Australii jest tego przykładem:



Można? Jasne, że można.

No i można planując nowoczesne miasto i osiedle wdrożyć tu wiele idei związanych z minimalizmem. Zgadza się?