sobota, 9 września 2017

Zmiejsz ilość urządzeń WiFi w domu

Dziś chciałbym zwrócić uwagę na problem WiFi, promieniowania komórkowego, radiowego, itp. - tak zwanego smogu elektromagnetycznego. 

WiFi szkodzi, czy nie szkodzi? Telefony szkodzą, czy nie szkodzą? To przedmiot wielu gorących dyskusji i spekulacji.

Jedno jest pewne, rośliny doniczkowe ustawione w pobliżu routera WiFi zamierają lub przynajmniej karłowacieją i degenerują się, nawet pomimo dobrego nawożenia, podlewania i naświetlenia. Lepszych dowodów mi nie potrzeba. Jesteśmy częścią tej samej przyrody i działa to na nasze komórki i narządy podobnie.

Rozdrażnienie, depresje, nerwice czy przypadki bezsenność (nie mówiąc już o nerwobólach, czy bólach migrenowych) nie biorą się też z niczego. Nasz mózg działa jak biologiczny komputer - pole elektromagnetyczne zakłóca jego funkcjonowanie (...jak myślisz dlaczego w samolotach jest zakaz używania komórek?).

Znajomym uświadamiam ten problem i namawiam na używanie np. komputerów stacjonarnych, albo laptopów z wyłączonym WiFi na klasycznym połączeniu przewodowym. 

 
Jeśli jesteś w sieci radiowej czy komórkowej, postaraj się oddalić główny nadajnik ile się da od miejsc gdzie śpisz i od pokojów dziecięcych, wyłączyć w routerze opcję WiFi a internet dociągnąć kablem do pokoi. (Wiem, że to trudne - ale przy okazji kolejnego remontu można zrobić instalację).

Na pewno używasz telefonu komórkowego. Wyłącz w nim sieć WiFi oraz "dane komórkowe", na pewno przeżyjesz bez FB, Instagrama czy Snapa przeglądanego non stop gdzie popadnie, mimo, że na początku odwyk jest trudny. Same fale elektromagnetyczne GSM są już wystarczająco szkodliwe.

Jeśli jesteś w domu, czy w firmie, odłóż telefon na drugi koniec biurka, jak najdalej od ciała, od szczególnie wrażliwych narządów (mózg, jądra, jajniki, itp.). Znaczenie tu mają nawet centymetry. Przypomnij sobie lekcje fizyki, lekcje o promieniowaniu EM, kwadrat odległości, itp.

Programy telewizyjne typu "Plotkowanie na śniadanie" czy poradniki modowe mówią o tym, że obciachem jest w restauracji czy w innym towarzystwie wyciąganie telefonów na stół. Nie słuchaj ignorantów i bufonów, którzy tak mówią. Jeśli masz taki zwyczaj - dobrze robisz - jest to zwyczaj jak najbardziej pożądany i zdrowy. Wyciągnij smarfton z kieszeni i odłóż w zasięgu ręki, lub dalej.

Postaraj się też jak najczęściej "odpocząć od telefonu", laptopa, tabletu. Nie wszędzie musisz mieć tel. oraz net ze sobą, a świat się nie zawali, jeśli przez jakiś czas pozostaniesz poza siecią.

Choćby czasowe odłączenie od Matriksa będzie nie tylko zdrowe dla twojego organizmu, ale też da ci porcję psychicznego odpoczynku, relaksu i nie zamartwiania się sprawami całego świata.

Wszystko z umiarem! Pozdrawiam!



piątek, 8 września 2017

Żródło minimalistycznej inspiracji...

Na FB zauważam czasem pytania początkujących minimalistów dot. źródla minimalistycznej inspiracji. Jakie blogi czytać, do jakich grup na FB się zapisać i jakie profile śledzić? Co oglądnąć na YouTube w celu poszukania minimalistycznej inspiracji?

Mam dla Was sugestię.


Wyłączcie komputer. Wyłączcie opcje "dane komórkowe" czyli internet na swoich smartfonach. Nic nie czytajcie, nic nie szukajcie, na żadnym "minimalistycznym" FB nie siedźcie.

Weźcie butelkę z piciem (ja np robię sobie herbatę do szklanej butelki), ew. jakiś mały prowiant i zafundujcie sobie długi spacer po lesie. Może to być jakiś bardziej rozległy park, dolina rzeki, itp. Ważne aby nie było tłoczno, ani hałaśliwie. Niech to będzie miejsce pełne drzew, przyrody, ew. z jakimś ładnym krajobrazem. Dobrze się tam wyciszyć, odizolować od blogów, internetu, e-booków. Dobrze się tam zrelaksować, oderwać choć na chwilę od codzienności.

To jest dla mnie świetne źródlo mojej minimalistycznej inspiracji, o ile nie najlepsze.

czwartek, 7 września 2017

Jem wolniej, bez TV i smartfona pod ręką...

Powiem Wam, że nauczyłem się jeść wolniej. Od czasów studenckich byłem nauczony jeść na szybko, wiecznie gdzieś gonić, czy to na kolejne zajęcia, czy do pracy i tak mi zostało do czasów obecnych.

Człowiek się jednak starzeje, choć trudno to przyznać przed sobą i otoczeniem. Za studenta mogłem praktycznie połknąć całego hamburgera, na szybko i gonić dalej, hamburger wszedł idealnie. Teraz tego typu praktyka zaczęła coraz częściej doprowadzać mnie do niestrawności, zgagi, poczucia dyskomfortu. To samo ze zjedzonym na szybko obiadem. Na szybko, bo trzeba gonić i jakąś sprawę załatwić...

Zero przyjemności, poza tym wszyscy piszą, że to niezdrowe (a ja zaczynam już to czuć).


Ale zaraz, zaraz pszczółki moje, kto mnie tak goni, kto mnie tak pędzi do pracy, że muszę pospiesznie połykać kanapki jak pelikan ryby? Nikt, ja sam. Jestem swoim "własnym szefem".

Zwolniłem i dalej staram się zwolnić. Jem staranniej, dłużej przeżuwam posiłek, nie łykam wielkich kawałków. Zapewniam sobie więcej czasu na posiłek niż kiedyś.

Wyeliminowałem też czynniki, szczególnie przy śniadaniu, które jest najważniejszym posiłkiem, sprawiające, że człowiek rozprasza się i pędzi dalej z jedzeniem, czyli telewizję przy posiłku oraz smartfon (w moim przypadku większy tablet).

Kiedy jem - to jem, a nie siedzę na fejsie. Kiedy delektuję się pysznym śniadaniem nie włączam TV z programami typu "Kłamanie na śniadanie", które nie dość, że przeszkadzają w skupieniu na posiłku, to na ogół negatywnie nakręcają człowieka na zwiększenie konsumpcji...

Polecam to też Tobie! Pozdrawiam!