sobota, 26 marca 2016

Hotele kapsułowe w Japonii

Znajomy bloger Jacek Kobus wracał sobie kiedyś z USA i w ty czasie doszedł do takiego wniosku - cytuję:

...nie pojmuję, jaki to konserwatyzm, jaka to obawa (...) powstrzymuje linie lotnicze i producentów samolotów przed zastosowaniem (...) rozwiązania wypróbowanego już w japońskim hotelarstwie (...) zmieściłoby się ze trzy razy więcej pasażerów, więc bilet mógłby być tańszy...

Istotnie, pomysł przedni. Ileż to razy sam musiałem się nasiedzieć w dalekobieżnych autobusach, pociągach czy samolotach. Ponieważ jestem wysoki nogi oraz część ciała, na której przychodzi nam siedzieć, mi odpadały. Japońskie rozwiązanie wydaje się być wygodne i oszczędne.

A jak to wygląda w praktyce? Jak wygląda kapsułowy hotel?

3802048963_271832db8d_z

11106738186_d031a25f77_o

188028435_5df7985a86_z

2786481890_820c3a6eeb_z

5228942292_a06714e0ed_z

3989155351_47276134a7_z

P.S. Zapraszam do lektury tekstu wspomnianego autora:

Konie dla faceta. O jeździectwie, kobietach i koniach


P.S. Kolega Roman mi kiedyś podpowiedział, że jakoby w Chinach, nocne autobusy długodystansowe są właśnie „sypialne”.

Filozofia minimalistyczna kontra styl "minimalistyczny" we wzornictwie przemysłowym i sztuce...

W ostatnim poście zebrałem najważniejsze moim zdaniem argumenty (sprzed roku) za tym, że czytniki e-booków mogą być zgodne z filozofią minimalistyczną, a przynajmniej stanowić fajny i pozytywny sprzęt dla minimalisty. Po co to zrobiłem? Przecież wiecie, że większości elektroniki użytkowej tak naprawdę nie uważam za "minimalistyczną"?

Otóż uważam, że przestrzeń dyskusyjna dla minimalistów nie musi być ideowym monolitem i nie jest powiedziane, że nie może być tutaj miejsca dla zupełnie różnych poglądów.

Z drugiej strony też blogosfera (w szerszym rozumieniu) nie musi podążać za jednym, według mnie, dominującym trendem ugrzecznionego minimalizmu. Z resztą na tym blogu od początku kwestionowałem różne rzeczy, kategorycznie i zdecydowanie wypowiadałem swoje zdanie na wiele spraw oraz buntowałem się...


Wy też możecie i powinniście zdecydowanie wyrażać WŁASNE zdanie, poszukiwać go i nie podążać za gotowymi rozwiązaniami podawanymi na tacy przez "autorytety". Wcale nie trzeba się skradać, czaić, przekazywać różnych kwestii delikatnie i zawsze starać się "nie urazić" większości i nie trzeba tak pisać, aby nie "stracić" Czytelników...

Piszmy wprost i odważnie! Postaw odważnych teraz nam właśnie potrzeba (mowa o Polsce i Europie).

A teraz podejmijmy kwestię tytułową.

Filozofia minimalistyczna to jest zupełnie coś innego, głębszego i bardziej wielowymiarowego niż posiadanie bialutkich mebli w pokoju i pozbycie się kilku regałów z książkami na rzecz czytnika e-booków. Możesz mieszkać w "minimalistycznym" mieszkanku, jeździć "minimalistycznym", bialutkim Smartem i przeglądać ten blog na "minimalistycznym", bialutkim tablecie, a do bycia minimalistą będzie Ci tak daleko jak od Karpacza do Suwałk.

Bowiem z filozofią minimalistyczną nie koreluje się jakoś szczególnie styl "minimalistyczny" we wzornictwie przemysłowym i sztuce. Owszem, taki styl może być się minimaliście podobać, owszem, czasem nawet taki styl minimalista może przyjąć, ale między jednym, a drugim trudno znaleźć jakiś głębszy i trwały związek. Prawdziwy minimalista bynajmniej nie będzie się silił na podążanie za jakimkolwiek stylem i modą, ani na polowanie na gadżety w określonym stylu.

Niezrozumienie tego oczywistego faktu i różnicy między tymi dwoma pojęciami jest także powodem wzburzenia i negatywnych reakcji na pewne dyskusje, które prezentują niektórzy dyskutanci w internecie.



Ale Ty skoro jeszcze czytasz ten blog i miałeś/aś na tyle wytrwałości by dotrzeć do tego miejsca w moim wpisie, chyba masz na tyle rozumu, by rozróżnić filozofię życia a stylistykę białego biurka. 

Pomysł z pogranicza filozofii i estetyki...


Instalacja uBlock i AdBlock dla systemu Android




środa, 23 marca 2016

E-booki to świetne rozwiązanie dla minimalisty


Dokładnie rok temu podjąłem dyskusję i wyraziłem swoje zdecydowane zdanie przeciw temu, że za sprawą intensywnego "product placement" i wpisów sponsorowanych na blogach minimalistów, różne smartfony czy czytniki e-booków są obecnie kojarzone z minimalizmem. Wpis przypomniałem ostatnio pod linkiem:

E-booki nie są minimalistyczne


W tym poście z roku 2015 zebrałem kilka Waszych argumentów za e-bookami w kolekcji minimalisty, skoro poświęciście swój czas na dyskusję u mnie - to wypada, abym uhonorował Wasze wypowiedzi w sposób lepszy niż te mało czytelne komentarze w systemie Disqus, który ostatnio tak nawiasem nieco mnie zawodzi...

...ale o przeróżnych przebudowach bloga i doborze systemu komentarzy kiedy indziej, a dziś "przywracam" wasze argumenty sprzed roku:


trf:
Zupełnie nie mogę się zgodzić. (...) to mój zakup życia ostatnio. Czytam na nim wszystko:
- artykuły przesyłane po wifi za pośrednictwem instapaper a zatem bez reklam i niepotrzebnych treści zaśmiecających odbiór (minimalistycznie!);
- książki niedostępne w Polsce lub bardzo trudno dostępne czy mega drogie w wersji papierowej;
- pdf'y z raportami potrzebne mi do pracy.
Do wszystkiego co czytam mogę sobie robić notatki a do tego przy okazji uczyć się języków, bo K**** ma wbudowany słownik, który do tego służy.
Na K**** mam też np. ostatnie wyniki badań do pokazania lekarzowi, zatem nie muszę ich drukować i marnować mnożyć papierowych śmieci.
Nie mam pojęcia jak Ci się to kłóci z ideą minimalizmu. Jak patrzę na moją tradycyjną biblioteczkę i myślę o czekającej mnie przeprowadzce to jest mi słabo. Jak myślę o tym, że na najbliższe wakacje mogę zabrać jedno małe urządzenie, zamiast książek ważących kilogramy, to od razu mi lepiej.
I nie, nie mam smartfona ani najnowszego komputera. Nie jestem gadżeciarą. Mam super praktyczny przedmiot, na którym świetnie się czyta. (...)

Nikodem Jan:
(...) Sam jestem posiadaczem czytnika od 3 lat, i mimo, że wtedy czytniki były droższe, uważam, że to najlepiej wydanie pieniądze. W pamięci mam 450 książek. To nie jest bałagan tylko zorganizowana biblioteczka.


Kasia:
Od 2 tygodni jestem szczesliwa posiadaczka (...) i mam zupelnie inne zdanie niz Ty. Nie byl bardzo drogi, 400 zl to duzo mniej niz za smartfon czy tablet. Nie obawiam sie wiec kradziezy. A poza tym kradziez czytnika nie spowodowalaby straty ksiazek, ktore sa w chmurze. Nie mam do niego zadnej ladowarki, to ta sama co do telefonu. Nie mam nawet kabelka do przerzucania ebookow bo wysylam wszystkie przez wifi. Nie ma do niego zadnego pinu, hasla, nic nie trzeba pamietac. Zajmuje malo miejsca w torebce, ksiazki zawsze bardzo niszcza mi sie w torebkach. Moge czytac w nocy w ciemnym pokoju, nie musze zapalac swiatla gdy dziecko spi. Czytam sporo codziennie i dopiero dzisiaj pierwszy raz go ladowalam. Myslalam ze bedzie mi brakowac papierowych ksiazek, ale wcale tak nie jest:) Podsumowujac, uwielbiam mojego k***** i nie jest to komentarz sponsorowany (...)


Kasia#2:

Moim zdaniem minimalizm nie polega na tym, żeby mieć jak najmniej rzeczy. Polega na tym by mieć to co się potrzebuje ale unikając nadmiaru. Polega na optymalizacji tego co się posiada, na zastanowieniu się czy ta rzecz jest mi potrzebna, czy może mogę zastąpić ja czymś co już posiadam.
Zastanawiam się jak dużo czytasz? Ja od dziecka czytałam bardzo dużo, już w podstawówce potrafiłam przeczytać książkę w 1 dzień, lubię też wracać do książek, czasem wielokrotnie. Preferuje książki papierowe ale mam też czytnik. Mam czytnik (...), kupiony rok temu, używany, z małym uszkodzeniem na ekranie za 100 zł, do tego pokrowiec za 10 zł i kabelek microUSB. I to wszystko. Jest lekki i ma podświetlenie ekranu. Nie boję się, że go zgubię lub uszkodzę. Wielokrotnie spał ze mną w łóżku lub spadał na podłogę, czytałam na nim podczas kąpieli w wannie i nic mu nie jest. Jedyne na co zwracam uwagę to to, żeby odkładać go ekranem do dołu. Codziennie spędzam 2 godziny w ciągu dnia w pociągu i poświęcam ten czas na czytanie. W ten sposób czytam 1-3 książki tygodniowo. Czasami czytam książki papierowe i w te dni moja torebka jest wyraźnie cięższa. Zapewniam Cię też, że czytanie w zatłoczonym pociągu, gdy jedną ręką trzymasz kurtkę, torebkę + ewentualnie inny bagaż, a w drugiej masz czytnik z możliwością zmiany strony jednym dotknięciem kciuka jest nieporównywalny z czytaniem książki papierowej w tych warunkach (zwłaszcza jeśli czytasz długie książki. Ja np. ostatnio przypominam sobie Tołstoja).
(...) Piszesz o ekologii. Mam używany czytnik i nie zamierzam go zmieniać dopóki nie odmówi posłuszeństwa. Mam nadzieję, że będzie działał jeszcze przez wiele lat i przeczytam na nim setki książek. Czy książka papierowa jest ekologiczna? Na papier potrzebne są drzewa, przemysł papierniczy nie jest obojętny dla środowiska, produkcja farby drukarskiej też. Więc moim zdaniem jest to sprawa dyskusyjna.
Co do pytań, które zadałeś. Książki kupuję głownie internecie, na aukcjach, w antykwariacie, taniej książce. (...) Korzystam też z biblioteki i pożyczam książki znajomym i od znajomych. Niestety nie wszystkie do mnie wracają.
Nie mam tabletu ani smartfona, konta na fejsie i żadnym innym portalu społecznościowym. Mam 10-letniego laptopa (kupiony poleasingowy) i 8-letni telefon komórkowy (który służy mi do rozmawiania, smsów i jako budzik). Pozdrawiam. Kasia

Jak widzicie na moim blogu jest miejsce na kulturalnie wyrażone zdanie, odmienne od mojego.

Przy okazji, papierowa książka, np. z autografem autora może okazać się, w przeciwieństwie do e-booka, świetną inwestycją kolekcjonerską, ale o kolekcjach tutaj...


Inwestycje alternatywne – zarabianie dzięki kolekcji


wtorek, 22 marca 2016

Warto zdecydowanie wyrażać własne zdanie!

Kilku Czytelników, zarówno rok temu, przy dyskusjach sprzętowych, jak i przy nowych tematach dot. sprzętu, mody i stylu minimalisty napisało mi, że rażące jest dla nich wypowiadanie przeze mnie własnego zdania w sposób kategoryczny... 

Robię tak, dlatego, że uważam, że warto zdecydowanie wyrażać własne zdanie!

Dlaczego?

Polacy to naród skrzywdzony. Polacy, którzy kiedyś byli dumnym narodem, tak długo byli pod zaborami, potem pod zbrodniczym jarzmem hitlerowców, a potem "komuny",  gdzie własne zdanie "wybijano z głowy kijem"...

Za własne zdanie przez ostatnie wieki w Polsce groził Sybir, groził stalinowski Łagier lub niemiecki obóz koncentracyjny. 

Teraz nikt nas nie zamyka w obozach, ale za własne zdanie można nie raz trafić pod sąd i otrzymać srogą karę pieniężną...

Własne zdanie wybito z nas, Polaków, najpierw przemocą i gwałtem, potem korporacyjnym praniem mózgu! 

W drodze tej hodowli selektywnej większość z nas po prostu boi się wyrażać własne zdanie, to co myślą naprawdę, ale także czuje podskórny strach, przed osobami w swoim otoczeniu posiadającymi własne, zdecydowane zdanie na dane sprawy.

Stąd czasami te wasze odczucie, że moje zdanie jest "rażące..."

Warto dokonać tutaj dekonstrukcji lęku przed własnym zdaniem, możecie wznieść się ponad pewne emocje i zarówno wyrażać własne zdanie w sposób prosty, kategoryczny i zdecydowany, jak i jednocześnie TOLEROWAĆ wyraziste zdanie innych osób.

Z tą prawdziwą tolerancją to też jest w Polsce problem... ale to temat na inną dyskusję...



To co robię na tym blogu jest działaniem zdecydowanie pożytecznym. Myślę, że zachęcę tym Was do bardziej otwartej i pozbawionej kompleksów dyskusji!

Oczywiście rozróżniajmy kategoryczne i zdecydowane zdanie danych osób od chamstwa. Dla przykładu (żywe przykłady z ostatnich dyskusji u mnie).

Przykład 1. 
Jesteś głupkiem, bo myślisz, że e-booki...

Przykład 2.
Nie masz racji. Ja myślę, że e-book pomaga...

Przykład 1 to chamstwo wyrażone przez jakiegoś netowego buraka. Przykład 2 to sposób, w jaki powinno się wyrażać własne zdanie w cywilizowanym towarzystwie.

A ty? Czy umiesz dyskutować i jesteś fajną, pewną siebie osobą?


poniedziałek, 21 marca 2016

Minimalizm jest filozofią otwartą

Rok temu zainspirowany przez pewną sympatyczną koleżankę postanowiłem podjąć na blogu tematy stylu i marki w życiu minimalisty. Czy "wzorowy" minimalista powinien się pokazywać w Starbucksie, z MacBookiem oraz "ajfonem", najlepiej ostrzyżony "na drwala" i w obowiązkowych rurkach? 

Czy może minimalista powinien mieć dystans od mody i trendów, jako do czegoś sztucznie narzuconego z zewnątrz?

Według mnie jak najbardziej, minimalista powinien w pewnym sensie odseparować się od "głównego nurtu", prawdziwy minimalizm zawiera bowiem wdrukowany "bunt" przeciwko komercji i traktowaniu człowieka w zależności od tego, jak drogie i modne rzeczy posiada.

W naszej filozofii jak najbardziej chodzi o wolność od przymusu posiadania określonych przedmiotów i trendów w modzie.

Na moim blogu, zatem zobaczycie oczywistą krytykę "ajfoniarstwa" czy innego "drwalowania" w towarzystwie, jako zachowań wręcz żenujących z perspektywy minimalisty.

Z oczywistych względów marki takie jak Ap**e oraz inne pop-kulturowe marki segmentów premium nie są i nie mogą być minimalistyczne. To jest po prostu lans i kwintesencja czystego konsumpcjonizmu. No chyba średnio rozgarnięty uczeń, może jeszcze nie gimnazjum, ale na pewno już liceum, jest w stanie zauważyć, że konsumpcjonizm i minimalizm nie do końca do siebie przystają... 

Minimalista świadomy swojej własnej wysokiej wartości jest gotowy zejść na nieco niższy "level" jeśli chodzi o rzeczy materialne, ale za to ma możliwość wejść na wyższy poziom jeśli chodzi o osobistą wolność, elastyczność, pewne elementy niematerialne i kanon wyznawanych wartości.

Nie rozumiem zatem wielu dość emocjonalnych reakcji w "środowisku" na moje wpisy, zarówno rok temu jak i wczoraj, na jednej z grup na FB, po nowej edycji wpisu:

E-booki nie są minimalistyczne


Moi Drodzy Czytelnicy. Czy jest jakikolwiek powód aby się aż tak denerwować? Jak to było rok temu pod starymi wpisami u mnie (musiałem je usunąć, bo po tej fali hejterstwa nawet ja wolałem odpocząć), albo na jednej z grup FB, gdzie rzekomo gromadzą się minimaliści i gdzie rzuciłem temat?

Minimalizm jest filozofią otwartą, minimalizm nie ma charakteru absolutnego! Słowa "E-booki nie są minimalistyczne" wcale nie oznaczają, że Twój czytnik e-boków jest zły. 

Stwierdzenie faktu, że iPhone oraz MacBook nie są minimalistyczne, nie oznacza wcale, że Twój z trudem spłacony smartfon, czy laptop jest zły. Oczywiście, ten sprzęt nijak nie pasuje do stylu minimalisty... ale z całą pewnością nie jest zły.


Nawet Lord Vader nie jest do końca zły!

OK. Zaimponowała Ci na pewnym etapie moja filozofia, ale w międzyczasie kupiłeś niektóre przedmioty, które zupełnie nie pasują do minimalistycznego stylu i kiedy o tym pisze, masz pewien dyskomfort. Puszczają ci nerwy i doszukujesz się u mnie treści, których tu nie ma. Komentujesz. Dajesz się podkręcić hejterom, fanbojom, których nigdzie nie brakuje... 

Absolutnie... to nieprawda, że minimalistyczne = dobre a nieminimalistyczne = złe! Nie postrzegaj rzeczy w ten sposób, nie rozumuj w ten sposób, nie daj się zapędzić w jakiś ekstremalny nurt filozofii życiowej!

Nie reaguj emocjonalnie na wpisy o stylu, modzie i przedmiotach, nie gardłuj na Facebooku i nie obrażaj się "o rację", bo nie ma to żadnego sensu.

Minimalizm to tylko jedna z wielu dróg. Wcale nie musi być tak, że zawsze i wszędzie idziesz tylko jedną wydeptaną ścieżką.

Powtarzam. Minimalizm jest filozofią otwartą i elastyczną, zatem nie wymaga od minimalisty czy minimalistki "prowadzenia się" w sposób 100% minimalistyczny. Nikt z nas nie musi ograniczać się i nagle rezygnować z posiadania przedmiotów, które są definitywnie "nieminimalistyczne".

Można za to bardzo spokojnie, w drodze długotrwałej ewolucji, starać się ograniczać rzeczy "nieminimalistyczne" i starać się bardzo powoli dążyć do otaczania się przedmiotami, które pasują do wyznawanej filozofii i stylistyki. Nie ma się czym przejmować, to tylko rzeczy...

Jest wiele rzeczy nieminimalistycznych, które są dla wielu ludzi dobre i fajne. Rzeczy, które są przydatne i spełniają swoją funkcje dobrze. Przykładem są także wymienione przeze mnie gadżety elektroniczne, takie jak K**dle, które jest tak przydatne np. dla Czytelniczki o nicku Kasia.

Dobre na pewno nie jest nadużywanie elektroniki użytkowej...

Zatem duży spokój i więcej luzu! Na przykład Kolega R. może twierdzić, że moje biuro jest nieminimalistyczne, a ja mogę stwierdzić, że nieminimalistyczny jest jego laptop. Takie stwierdzenia nie są i nie mogą być obraźliwe dla dwojga dorosłych, zdrowych na umyśle ludzi, bo w gruncie rzeczy nie mają żadnego wielkiego znaczenia. Każdy ma prawo do swoich poglądów.

Możemy sobie nawzajem powytykać, kto co ma minimalistycznego, albo nieminimalistycznego, poćwiczyć się w zapomnianej już sztuce kulturalnej dyskusji... pośmiać się potem, wypić dobrą kawę.

A czy Ty rozumiesz to?

niedziela, 20 marca 2016

Obudźcie się z Matriksa!


Zajmujecie się non stop swoimi smartfonami w mojej obecności.... (Wy, czyli ogół znajomych, ludzi, którzy mają ze mną coś wspólnego... Czytelników) Na przykład: Spotykam się ze znajomymi na piwo i o ile to młodsi znajomi (im młodsi tym bardziej) to co chwile wlepiacie się w świecący ekran swojego okna na świat. Przez chwilę nic dla was nie istnieje, poza pikającym Messengerem, poza najnowszym powiadomieniem z Instagrama, itp.


Kuriozalna sytuacja...

Ostatnio w pubie wychodzę do toalety, wracam do stolika i patrzę... każdy Kolega bez wyjątku siedzi, nie odzywa się i twarz wlepiona w ekranik smartfona, każdy coś pisze, uśmiecha się, reaguje... ale nie na dowcipy kolegów obok, tylko na to co dzieje się w jego osobistym Matriksie. Zatrzymuje się trochę przy barze, zanim barman poda piwo zerkam na stolik, sytuacja trwa. Cała ekipa pogrążona w e-letagu.

Wracam i budzę towarzystwo do rzeczywistości. Na takie spotkania zabieram bowiem klasyczny, prosty telefon. Hej, obudźcie się... odłączamy Matriksa!!! Klikać na Fejsie będziecie w domu.

Sytuacja się powtarza... czekam gdzieś z którymś z Was... i wy non stop nos w ekran. Pik... pik... bzz... bzz... i już Was nie ma. Jeśli nie pika to sami z siebie bierzecie smartfona i szukacie interakcji w necie.

Nie potraficie się skupić na dłużej na rzeczywistości. Odpływacie w Matrix...

Może czas się odłączyć?


sobota, 19 marca 2016

E-booki nie są minimalistyczne

Zauważyłem, że cały czas w przeróżnych dyskusjach "ideowych" mi ktoś pisze, że "prawdziwy minimalista" posiada e-booki, słyszę że przeróżny iSprzęt jest mały, zgrabny i minimalistyczny "jak cholera" (cytat dosłowny)... to wszystko, ten cały szał na elektronikę użytkową, to jednak dla mnie nie jest minimalizm, to tylko konsumeryzm w miłej dla oka otoczce. Komercyjna manipulacja typu "kup więcej", zwykła moda, której nie powinniśmy mieszać do naszej filozofii życiowej.



Posiadanie na przykład tableta używanego w charakterze czytnika e-booków, albo dodatkowo dedykowanego czytnika, to nie jest żaden minimalizm. Ok... Drogi Czytelniku/Droga Czytelniczko, posiadaj sobie, używaj jak chcesz, ok, jak najbardziej możesz lubić swoje rozliczne elektroniczne gadżety i mieć satysfakcje z zabawy nimi, tylko nie przekonuj nikogo, że to ma coś wspólnego z minimalizmem.

Dlaczego nie? 

Po pierwsze posiadając choćby duży smartfon czy tablet posiadasz tak naprawdę wiele zbędnych przedmiotów. Sam tablet + zasilacz, kabel USB do komputera, etui lub specjalną torebkę, czasem ładowarkę awaryjną, dodatkową kartę SIM, dodatkowy abonament na net. Trochę tego jest...


Jeśli chodzi o przestrzeń wirtualną to założę się, że posiadasz szereg niepotrzebnych programów na nim, oraz kilka kont i haseł, które musisz pamiętać. Niby niepotrzebne, ale i tak je posiadasz. Więcej i więcej aplikacji. Zawsze się znajdzie dodatkowa, niezbędna.

Jeśli chodzi o przestrzeń „emocjonalną” masz poczucie wartości przedmiotu, pewien lęk przed tym, że smartfon, tablet lub czytnik e-booków upadnie na kafelki i przestanie działać. Lęk utraty pieniędzy i gwarancji. Taki sprzęt, szczególnie jeśli pochodzi z drogiej budzi ponadto obawy o to, że zostanie skradziony. Z tym sprzętem wiąże się wiele niepotrzebnego ładunku emocjonalnego.



Posiadanie kilku wybranych, tradycyjnych papierowych książek zamiast ich e-wersji jest lepsze. Książki nie potrzebują prądu i ładowarki, można je położyć gdziekolwiek, książki na ogół nie reprezentują wielkiej wartości finansowej, zawsze cię na nie stać, nigdy nie są kradzione przez złodziei – jeśli zostawię książkę na kocu i pójdę pływać w morzu, to gdy wrócę ona tam będzie – a jeśli to samo zrobię z tabletem?


Książki są proste i skromne, a prostota jest największym przyjacielem minimalisty.

Książki nie muszą zajmować wiele więcej miejsca niż sprzęt elektroniczny, a jeśli ich masz za dużo możesz je zawsze komuś podarować i się wymienić.

Papierowe książki są lepsze, są bardziej „minimalistyczne”.

iPhone, iPad czy inny smartfon, tablet, czytnik e-booków to nie jest rozwiązanie minimalistyczne. Elektronika tak pasuje do prawdziwego minimalisty marzącego o prostym, nieskomplikowanym i wolnym życiu, jak kotlet schabowy do wegetariańskiej kuchni. Zatem odłącz się od Matriksa - wybierz prawdziwą książkę!

Koniecznie przeczytaj także:

Książki papierowe czy e-booki… czyli nic nie zastąpi prawdziwej książki. 10 pomysłów na oszczędzanie na książkach.


niedziela, 13 marca 2016

Siatkówka, piłka ręczna... komu ma kibicować minimalista?

Kibolstwo, chuliganka, rytualna nienawiść do kibiców przeciwnej drużyny z sąsiedniego miasta, szarpaniny z policją, czy wreszcie bluzgi osób siedzących obok na trybunie i wulgarne przyśpiewki całych stref kibica na stadionach? 

Czy to zachęca do aktywnego udziału w imprezach sportowych? Młodym chłopakom, których roznosi adrenalina to wszystko nie przeszkadza, o ile nawet nie zachęca do udziału w kibicowaniu, jednak czy osobie o minimalistycznych zapatrywaniach na życie ten cały syf, agresja i wyzwiska może imponować?

Nie za bardzo.

Osobiście lubię imprezy sportowe i kibicowanie w sportach, najlepiej na żywo, gdzie obowiązują zasady fair play i gentelmańskie zasady oraz kultura między kibicami. 

  • Czy można siedzieć na trybunach koło siebie, bez kordonu ochroniarzy oddzielających sektory? 
  • Czy dzieciaki kibiców obu drużyn mogą razem bawić się i biegać naokoło boiska? 
  • Czy można wychodzić z meczu bez asysty policji?
  • Czy "fanatyków" w przeciwnej drużyny można po meczu zaprosić do pubu?


Można, tylko na chwilę obecną nie w piłce nożnej, na szczęście równie widowiskowe dyscypliny, takie jak piłka ręczna czy siatkówka (jeśli wiecie o innych - komentujcie) dają taką możliwość!

Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć nasz wczorajszy mecz piłki ręcznej. Kibicowałem swojej drużynie (Zagłębie Lubin)...











Radość po wygraniu przez nas meczu i wyborna rozrywka, znacznie lepsza niż siedzenie przed telewizorem, albo przed komputerem! A co Ty o tym myślisz?


niedziela, 6 marca 2016

Styl drwala rozłożony na czynniki pierwsze

Moda - rzecz uważana przeze mnie za kolejne ogniwo łańcucha, który nas krępuje. Kolejna zbędna rzecz kreowana przez tzw. "kreatorów mody" jedynie po to, aby wywołać w nas pragnienie, aby dostosować się do stada i przez to kupić więcej... coraz więcej, mimo, że stare ubrania, akcesoria, itp. są jeszcze dobre, jednak skoro w tym sezonie się tego nie nosi...


Niezmiennie popularny jest wciąż tzw. "styl drwala", który jednak z prawdziwym stylem drwala nie ma nic wspólnego.... 


....natomiast kreuje wśród mężczyzn popyt na usługi barberów, odżywki do brody i włosów, żele...  (bardzo to męskie, hah!).


Prawdziwy styl drwala to zupełnie inne elementy. 

Po pierwsze wykluczony jest tzw. "zaczes", a żelowanie włosów, o ile może wzbudzić pogardę kolegów z grupy roboczej, to przede wszystkim nie przejdzie (rozklei się pod obowiązkowym kaskiem).

Drwal na zdjęciu jest zupełnie "prywatnie" na zawodach, w praktyce za brak kasku dostał by ostry opiernicz od brygadzisty a może i obcięcie premii, ale dzięki temu widać charakterystyczny element prawdziwego stylu drwala - krótką, schludną, męską fryzurę.

Jakakolwiek grzywka wchodząca na oczy przy pracy z piłami i siekierami jest wykluczona.


Kolejną charakterystyczną cechą prawdziwego stylu drwala jest bycie bezwzględnie dokładnie ogolonym. Jeśli ktoś ma ochotę na zrost dopuszczalna jest krótka bródka w okolicach ust i/lub krótki przystrzyżony wąsik.


Mniej więcej to co widać na obrazku to maksymalny dopuszczalny zarost drwala, przy założeniu, że okolica jest bezwzględnie gładko ogolona. Z tego co mi wiadomo, za nieprzestrzeganie tego standardu w większości brygad w większości cywilizowanych krajów są po prostu konsekwencje dyscyplinarne.

Wymóg bycia ogolonym jest podyktowane dość niebezpieczną pracą prawdziwych drwali. Nie może być na twarzy "żadnej przeszkody" w ewentualnej akcji ratunkowej, reanimacji bądź nałożenia maski aparatu tlenowego (w razie reanimacji, bądź ewakuacji w przypadku pożaru).

Prawdziwy styl drwala to po prostu dość minimalistyczne, męskie straight-edge.

Zatem czy tzw. pseudo-styl drwala kreowany przez media ma w ogóle coś wspólnego z drwalami? Z drwalami nie, natomiast dziś rano widziałem człowieka wyjmującego puszki i butelki ze śmietnika i zacząłem zastanawiać się, co mi właściwie przypomina jego "stylizacja"...


piątek, 4 marca 2016

Czy blog Realny Minimalizm jest celową prowokacją?

Do napisania tego postu skłonił mnie komentarz Koleżanki pod moim wpisem o Walentynkach, która sugeruję, że w jakiś sposób na blogu prowokuję ludzi. Czy tak jest w rzeczywistości? Cóż, odpowiedź jak zwykle nie będzie prosta i jednowymiarowa.

Zadaję sobie czasem pytanie, po co ja w ogóle założyłem i utrzymuję ten blog? Otóż w dawnych czasach na moim głównym blogu o oszczędzaniu bardzo często wchodziłem na tematykę filozofii, którą wyznaje. W nieunikniony sposób pojawiały się pytania.

  • Czy naprawdę musimy popadać w skrajny konsumpcjonizm?
  • Czy naprawdę musimy zapożyczać się do granic możliwości, by mieć coraz więcej i więcej?
  • Czy ambicjonalne parcie do "mieć więcej" sprawia, że jesteśmy szczęśliwi?
  • Czy naprawdę naszym życiowym priorytetem ma ma być finansowy sukces i kariera (ile za to płacimy zdrowiem i relacjami z bliskimi)?

Te i wiele pytań sprawiło, że w pewnym okresie wytworzyła się przestrzeń wspólna dla mnie i kilkoro ludzi, będących bądź moimi czytelnikami (o zapatrywaniach minimalistycznych) oraz za co najmniej kilkorga ludzi prowadzących blogi o minimalizmie. 



Siłą, rzeczy wskoczyłem w minimalizm, jednak z typowym sobie sceptycyzmem i tendencją do rozkładania rzeczy na czynniki pierwsze (to samo robię np. z komputerami) zacząłem prześwietlać ten "instytucjonalny" minimalizm, który zdaje się, najczęściej dominuje na blogach, zacząłem dostrzegać w tym "mainstreamowym" minimalizmie pewne luki. Pojawiły się pytania.

Ideologiczne:

  • Czy ograniczanie liczby przedmiotów za wszelką cenę ma sens?
  • Czy nagminne naśladowanie innych, bardziej znanych, minimalistów ma sens?
  • Czy rezygnacja z posiadania samochodu (bo to modne w środowisku) z pominięciem wymiaru praktycznego, ma sens?
  • Czy minimalizm ma polegać na tym, że co prawda wyrzucę dużo przedmiotów, starych rzeczy z szafy, starych sprzętów elektronicznych, ale czym prędzej w to miejsce zakupię kilka nowych - tym razem droższych, najlepiej słusznej marki (promowanej na zasadzie product-placement przez czołowych minimalistów)?
  • Czy jeśli pozbędę się kolekcji kilkudziesięciu starych, wartościowych książek, ale w zamian kupię markowy czytnik e-booków i wrzucę w pamięć kilkaset modnych pozycji książkowych, to czy de facto zmniejszyłem, czy też zwiększyłem liczbę "przedmiotów" (i chaosu związanym z połapaniem się, tym co mam)? 
  • Czy rower który posiadam musi być drogi i markowy (jak to się przyjęło w środowisku), czy też może to być zwykły "rower z piwnicy" do podjechania na działkę, czy do lasu?
  • Czy muszę wymieniać meble na modne, bialutkie i minimalistyczne? 
  • Co jeszcze muszę zrobić i jak się prezentować, by zyskać akceptację "w środowisku"? (I w ogóle po co?)


  Personalne:

  • Dla kogo piszesz swojego bloga? Dla siebie i przepracowania różnych dyskusyjnych spraw, czy są tu jakieś inne przesłanki?  
  • Czy tworzysz bloga aby przypodobać się innym (bo minimalizm JEST modny)?
  • Czy może robisz bloga aby stworzyć sobie platformę dalszego rozwoju kariery zawodowo-finansowej? (Autor/ka znanego i popularnego bloga, specjalista/tka zapraszana do TV, autor/ka książek, coach, trener/ka rozwoju osobistego, organizator/ka kursów minimalizmu?)
  • Czy wysilona promocja mojego/twojego/jego/jej minimalistycznego bloga, nawet za cenę pewnych koleżeńskich relacji, czy przedmiotowego traktowania innych ludzi/blogerów ma sens?
Nie moi drodzy czytelnicy, blog Realny Minimalizm nie jest celową prowokacją, on jest raczej zdrową reakcją na aberracje pojawiające się na tzw. blogosferze minimalistycznej, próbą autora znalezienia sobie własnego miejsca w temacie minimalizmu oraz miejscem, gdzie mniej lub bardziej można zadać pytania/przedyskutować pewne kwestie, których nie znajdziecie w wysoce skomercjalizowanej, nastawionej na lans i autopromocję mainstreamowej minimalistycznej blogosferze.

Blog jest robiony bez jakiejkolwiek "spiny", bez planu kontynuacji, bez planu marketingowego, bez planu autopromocji autora, czyli mojej skromnej osoby. Blog istnieje skoro daje mi jakąś 'filozoficzną' odskocznię, może poistnieje sobie jeszcze 3 lata, a może tylko 3 dni. Szczerze mówiąc nie dbam o to.

Do chwili, kiedy Ty, Drogi Czytelniku/Droga Czytelniczko akceptujesz to miejsce wygłaszania poglądów autora i bawi cię lektura tekstów tu wklejanych, oczywiście zapraszam, ale jeśli masz się spinać i nie spać po nocach przez fakt, że twierdzę, że np. smartfon modnej firmy za ponad 3000 zł nie jest "minimalistyczny", a wyrzucanie cennych książek na rzecz czytnika e-booków, też mi minimalizmem nie pachnie... i tak dalej. To zapewne nie jest to miejsce dla Ciebie.

Blog Realny Minimalizm celowo nie prowokuje, blog "zadaje" pytania, które zapewne nie pojawią się w innych "minimalistycznych" miejscach w sieci, z uwagi na interesy/wizerunek ich autorów, więc jeśli Ty nie tchórzysz i nie boisz się czasem "przepracować" pewnych elementów własnej filozofii, preferencji, poglądów... albo i kulturalnie nie zgodzić się ze mną, jako autorem twierdzącym. że to nie marka/lans/moda czyni wartość człowieka, ale coś więcej...

...zapraszam serdecznie ;-)