czwartek, 18 lutego 2016

Wyprzedaże rocznika – korzyści dla leasingobiorców

Wyprzedaże rocznika to doskonały moment na zmianę samochodu. Dzięki obniżonym cenom i atrakcyjnemu finansowaniu można zaoszczędzić nawet kilkanaście tysięcy złotych. Oprócz pokaźnych rabatów dealerzy coraz częściej oferują też w cenie auta dodatkowe pakiety usług lub ubezpieczeń. 


Zimowe wyprzedaże na dobre zagościły na rynku motoryzacyjnym. Dla dealerów to okazja do wyprzedania modeli z kończącego się roku, by zrobić miejsce dla nadchodzących „nowości”, zaś dla nabywców aut to źródło znacznych oszczędności. Nie tylko zapłacą mniej za nowy i dobrze wyposażony samochód, ale też mogą uzyskać atrakcyjny kredyt lub leasing na auto. Trzeba jednak pamiętać, że niższe ceny dotyczą zwykle wybranych modeli i wersji wyposażenia. 
 
Leasing samochodu z wyprzedaży rocznika
Wyprzedaże rocznika to gratka nie tylko dla klientów indywidualnych – korzystają na nich również przedsiębiorcy. Wymiana firmowej floty, szczególnie w większych przedsiębiorstwach, wymaga znacznego nakładu środków finansowych. Zakup aut na przełomie roku pozwala nie tylko zaoszczędzić pieniądze, ale też zyskać dodatkowe korzyści. Sprzedawcy chcąc wyprzedać auta wyprodukowane w kończącym się roku oferują np. przedłużoną gwarancję, pakiety serwisowe lub atrakcyjną cenę ubezpieczenia, z niektórych salonów można też wyjechać z dodatkowym zestawem opon
 
Upusty i dodatkowe korzyści
Poza niższą ceną, wyprzedaże rocznika kuszą promocyjnym finansowaniem samochodu. Atrakcyjne warunki kredytu coraz częściej umożliwiają zakup auta bez potrzeby angażowania znacznych środków własnych. Promocje obejmują m.in. dodatkowe rabaty za skorzystanie z dedykowanego danej marce leasingu, dostępnego na miejscu w salonie. Wybór leasingu z oferty dealera ma oprócz tego inne korzyści, np. coraz popularniejszy leasing z wysokim wykupem pozwala dopasować warunki kontraktu do potrzeb i możliwości firmy. Dzięki temu przedsiębiorca zyskuje nie tylko tańsze auto, ale też wygodne finansowanie
 
Dla kogo auto z wyprzedaży?
Kupując samochód z wyprzedaży rocznika trzeba się liczyć z nieco większą utratą jego wartości. Zakup auta na przełomie roku stanowi zatem opłacalne rozwiązanie dla osób planujących dłuższe użytkowanie (powyżej dwóch lub trzech lat). W innym przypadku pieniądze, które zaoszczędzimy przy zakupie zostaną utracone przy sprzedaży, rok produkcji samochodu jest bowiem jednym z głównych parametrów decydujących o jego wartości, zwłaszcza w pierwszych latach jego eksploatacji. 
 
W dłuższej perspektywie wybór samochodu z wyprzedaży może być korzystny zarówno dla prywatnych nabywców, jak i przedsiębiorców. Poszukiwania konkretnych modeli warto rozpocząć na samym początku wyprzedaży (listopad-grudzień), z kolei prawdziwe okazje można „upolować” w końcowej fazie, zwykle w okolicach marca. Informacji na temat wyprzedaży rocznika oraz aktualnych promocji warto szukać na oficjalnych stronach producentów i dealerów samochodowych.

niedziela, 14 lutego 2016

Walentynki - element społecznej tresury

Jak zapewne się domyślacie niechętnie patrzę na walentynki. Za dzieciaka nie było to aż tak bardzo nadęte i komercyjnie napompowane, gdzieniegdzie pojawiało się w mediach czy w gazecie zdanie "dzisiaj w USA obchodzi się powszechnie walentynki... jest to ciekawy obyczaj i..."

Po latach "amerykanizacji" zrobiło się tak. że czy chcesz, czy nie chcesz, czy masz romantyczny nastrój, czy wprost przeciwnie, kupę kłopotów i "amory" to ostatnia rzecz na którą masz ochotę, musisz ogolić "facjatę" i zasuwać z tą różą w zębach do swojej wybranki...

...w przypadku Pań trzeba koniecznie odwiedzić kosmetyczkę, manikurzystkę, kupić zmysłową bieliznę... no bo przecież przyjdzie "on" z kwiatami, winem, może i z jakimś prezentem i biletami do kina a wieczorem wypada wskoczyć "do wyra" i spełnić swój obywatelski obowiązek (trzeba pracować na te 500+, a przynajmniej trening się przyda). 

No i koleżanki będą pytać jak spędziłaś walentynki, czy było dobrze, itepe... Nie ważne, że kończysz w ten weekend ważny (już spóźniony) raport dla firmy, albo ostatni rozdział pracy magisterskiej, że boli cię głowa, a i może nawet 4 litery... 

...to przecież minie po kilku drinkach.

Masz się "walentynować" bo musisz, bo tak każą ci w TV, bo wszyscy mówią o walentynkach, bo koleżanki mówią o walentynkach i jak wspomniałem, jutro będą o nie pytać....

Bo komercja, media, producenci marnych komedii romantycznych strasznie "pompują" walentynkowy szał i Twoje poczucie winy, jeśli się wyłamiesz z tego społecznego rytuału....

Idzie taki podświadomy przekaz, że jak nie masz nikogo, to przecież chociaż na ten magiczny weekend trzeba kogoś znaleźć... a jak naprawdę nie masz nikogo to masz po prostu przerąbane, wyłącz telefon i zaszyj się z butelką alkoholu w mieszkaniu, nie pokazuj się lepiej ludziom ;-P

Walentynki są po prostu elementem społecznej tresury, urabiania "nowego człowieka" według amerykańskiej modły. Za komuny trzeba było stać na baczność na apelu, świętować dzień przyjaźni polsko-radzieckiej, albo "dobrowolnie przecież" maszerować w pochodzie na 1 maja... teraz mamy nieco inne, amerykańskie, święta, ale ideał tresury i zniewolenia człowieka pozostał w gruncie rzeczy ten sam.



Oczywiście nie mówię. aby zrezygnować z kupienia drugiej połowie kwiatów, fajnego prezentu, czy pójścia razem do kina. Tylko niekoniecznie trzeba robić to na komendę kiedy "władza każe", a może po prostu, kiedy mamy na to szczerą ochotę i nastrój.

Miłość "na komendę" ma tyle wspólnego z romantyzmem co świnka morska z Peru z dziką świnią z Puszczy Białowieskiej.
 

sobota, 13 lutego 2016

Poczucie winy z powodu posiadanego telefonu

Niedawno kupowałem smartfona, jak wiecie jestem zagorzałym zwolennikiem klasycznych rozwiązań, czyli prostych, topornych telefonów używanych do dzwonienia, gdzie nie muszę się przez co najmniej parę dni martwić o stan baterii i wciąż jako głównego aparatu używam klasycznego telefonu.

Po co mi więc smartfon? Raczej w roli mikro-tabletu niż głównego aparatu, ponieważ bieg moich ostatnich spraw nieco wymusił bycie on-line. Do tego jakiś sensowny pakiet internetowy by wydawać jak najmniej i jazda w miasto.

Ponieważ wcześniej nie tyle nie używałem smarftona, co otrzymane np. przy przedłużeniu umowy tego typu wynalazki, po krótkiej chwili namysłu i bez wgłębiania się w szczegóły, oddawałem rodzinie, powracając do klasycznego telefonu, zacząłem robić sobie sondę w otoczeniu, ale także mniej lub bardziej przypadkowego grona dalszych znajomych, którzy śmigali mi smartfonami przed nosem.

Pytania w stylu... wiesz co... kupuje swój pierwszy smartfon (tu wielkie zdziwienie)... no i...
Czy lepiej się Ci używa 4, 5 cali, a może większy?
Jak długo trzyma Ci bateria?
Czy robisz nim zdjęcia?
itp... itp...

Co zauważyłem w wielu przypadkach u moich rozmówców? Ewidentne poczucie winy z powodu posiadanego telefonu, poczucie jakiegoś wstydu... nie wiem jak to nazwać

Odpowiedzi:

No wiesz, ja mam tylko taki słaby, niemarkowy telefon, bo... cośtam cośtam...
Nieeee... nie mam nic szczególnego, naprawdę słabo...
No ja tylko taki zwykły, skromny telefon mam, ale wiesz...

Tutaj jakieś "umniejszanie" posiadanego aparatu, tłumaczenia się, że on czy ona tylko taki posiada, bo coś tam. Widzę autentycznie, w oczach, że niejednej osobie jest głupio z powodu posiadanego telefonu - w opinii tej osoby zbyt słabego i wstydliwego.

Po  czym delikwent, czy delikwentka wyciąga mi całkiem przyzwoity parametrowo i wcale nie tak zupełnie tani aparat (choć rzeczywiście nie z grupy "premium", po prostu nie z najwyższej półki i nie najmodniejszego producenta).

Im głębiej się nad tą obserwacją zastanawiam, tym jestem bardziej zadziwiony, jak społeczeństwo dało się wpędzić w ambicjonalny wyścig szczurów, w chorobliwy konsumpcjonizm i co gorsza prawie wszyscy uważają, że to jest coś normalnego, a ci, którzy odstają od wzorca podawanego nam w TV, filmach i serialach mają na dodatek autentyczne poczucie bycia gorszym.

Forma współczesnego emocjonalnego niewolnictwa?