piątek, 21 października 2016

Minimalistyczna kawa

Co jest bardziej minimalistyczne a co nie? Takie pytania często podejmowałem na tym blogu, dla jednego Czytelnika minimalistyczny jest fikuśny ultrabook z drapanego aluminium w "szpitalnym klimacie" zimnego wnętrza biura, dla innego papierowy notatnik i ołówek oraz spisywanie tam swoich myśli siedząc na ławce w parku, nad malowniczym stawem...

Kawa...

Czy nie najbardziej minimalistyczna jest kawa rozpuszczalna? Mała saszetka gotowej mieszanki, kubek gorącej wody, zamieszać i pijemy. Nic nie trzeba, minimum.

 
Ja chyba nie jestem minimalistą w tej kwestii.

Idę do sklepu i wybieram ziarna, przedostatnio mała paczka brazyliskiej arabiki za 8 zł, teraz paczka ziaren palonych pod "espresso" z pewnej znanej poznańskiej palarni.

Do tego trzeba mieć młynek, dodatkową puszkę na zmielone ziarna, bo przecież nie będę mielił przed każdą filiżanką, po mieleniu trzeba oczyścić młynek, wszędzie fusy, kupę zachodu w porównaniu z gotowcem z saszetki...

...dodatkowo dodaje czasem korzenie (np. topinambur z przyprawami korzennymi). Kolejne pudełka, kolejne saszetki. Uff... ale zabawy.

Pisząc ten wpis kończę filiżankę świeżo zmielonej i świeżo zaparzonej kawy. Szkoda, że nie czujecie tego zapachu.

Tylko czy to jest minimalistyczne?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA! Wszelkie komentarze wyglądające na reklamę oraz zawierające linki komercyjne zostaną skasowane!