sobota, 31 grudnia 2016

Sylwester to lekka ściema. Myśl samodzielnie i nie daj się "systemowi"

Niektórzy powiedzą, że znów prowokuję na blogu, ale to co piszę - piszę szczerze. Tak. Uważam, że ten cały pęd sylwestrowy to jest ściema i lekka psychomanipulacja. To tylko i wyłącznie data w kalendarzu, nic więcej. Data umowna, z resztą w różnych rdzennych kulturach nowy rok zaczyna się w zupełnie innym miesiącu...

Co robimy na Sylwka? Panie wydają krocie u kosmetyczek i kupują najnowsze kreacje, na które poza zazdrosnymi koleżankami żaden normalny, heteroseksualny facet nawet nie zwróci uwagi przez dłużej niż jakieś 1-2 sekundy. Facet poleci z kolegami robić alkokolowe wyścigi, a jeśli ma mocną głowę i starczy mu energii to ewentualnie pomyśli jak te kreacje najszybciej ze swojej damy zdjąć po powrocie do domu. Nic więcej. Żadnego z nas facetów szmatki i ciuchy nie obchodzą.



Panowie, jak pisałem, najczęściej idą w alkoholowe wyścigi z kumplami i robienie różnych głupich rzeczy, takich jak wydanie po kilkaset zł na petardy i fajerwerki. Straszy to tylko niepotrzebnie zwierzęta, w szczególności nasze ukochane psy. Finalny efekt jest taki, jakbyś podpalił 100-200-400 zł zapałką i patrzył jak płoną. To w sumie nawet lepszy pomysł niż fajerwerki, bo takie nietypowe, oryginalne i ekstrawaganckie, co nie? Na pewno zwrócisz na siebie uwagę w towarzystwie...

Wyjazdy, hotele, noclegi, imprezy. Płacimy tu co najmniej 3x większą stawkę za rzeczy, które normalnie kosztują racjonalne pieniądze. Przebity cenowe są czasem jeszcze większe - wszystko dlatego, że to ponoć specjalny wieczór (w czym specjalny? nie wiem doprawdy). 

Za cenę wydaną na jeden wieczór w Sylwestra możesz pojechać w jakieś fajne miejsce na cały tydzień w okresie poświątecznym, pomyśl o tym.

Skąd wiem? Myślisz, że nie zamieniłem "sylwka" na jakieś fajne wakacje za granicą? Hah!

Co zatem począć?

Uważam, że najsensowniejszym sposobem spędzenia Sylwestra jest domówka ze znajomymi, a naprawdę superanckim pomysłem jest spędzenie go ze starszymi członkami rodziny, z rodzicami, z dziadkami - on są wychowani w czasach kiedy to miało wielkie znaczenie i na pewno będzie im bardzo miło, że zdecydowaliśmy się tak "ważny" wieczór poświęcić im. Zrobić komuś przyjemność kosztem - powiedzmy sobie szczerze - całkiem nieistotnego dla minimalisty dnia w kalendarzu i drętwego pozerstwa - bezcenne. 

Tak. Spędź Sylwka z Rodziną - to najlepsze i najbardziej "dojrzałe" co możesz zrobić, a oszczędzone dzięki temu pieniądze wydaj mądrze. Jeśli ten scenariusz nie jest możliwy, zorganizuj przyjemną domówkę z gronem fajnych znajomych, która niech nie zamienia się w alkoholowy maraton czy przynoszące wstyd ekscesy.

To moje słowo na dziś.

Napisz jak jest u Ciebie czekam na komentarz! Pozdrawiam i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!


piątek, 30 grudnia 2016

Plastiki - samo zło

Dziś słowo o plastikach. W dużym skrócie, to jest coś, czego powinniśmy  unikać zarówno jeśli chodzi o zdrowie, przyrodę, jak i minimalistyczny styl. 

Co do tego pierwszego. Plastik niestety "puszcza" chemię. Jeśli ktoś nie wierzy - proszę dobie poszukać w Google. Internet jest pełen artykułów uświadamiających o szkodliwości plastiku, np. wody i napojów w butelkach PET, ja nie muszę tu nikogo uświadamiać, wystarczy, że skieruję waszą uwagę na odpowiednie tory.

Przyroda. Plastik wpuszczony do obiegu niestety często zabija zwierzęta, które mylą go z czymś do zjedzenia. Nawet skrawki worka foliowego, który nieopatrznie wrzuciłeś do morza, potrafią zapchać wnętrzności jakiegoś zwierzaczka, który pomyli go z meduzą. Zwierzaczek zdycha w cierpieniu...

Poza tym jak to wygląda - idziesz do podmiejskiego lasu na spacer by nadziać się na setki podartych foliówek i rzucone stare butelki w krzakach. Masakra.



Minimalistyczny styl. W sensie stylu - jak to słabo wygląda? Minimalista ssący kolorowy, sztuczny napój, czy wodę, z jednorazowej plastikowej butelki, która niszczy nam zdrowie i zaśmieca środowisko? Poza tym to jest właśnie konsumpcjonizm, który nam na pewno do stylu i filozofii nam nie pasuje. 

OK, no dobra i bez przesady, nie róbmy minimalistycznego Talibanu, raz na jakiś czas, spoko... natomiast codzienne zwyczaje związane z generowaniem dużej ilości plastikowych odpadów wypadałoby zmienić. Poza tym bardziej minimalistyczny jest termos, czy jakaś ładna szklana butelka/dzban, który kupisz raz a dobrze i nie musisz mnożyć bytów...

Lektura obowiązkowa:

Woda z kranu, czy z butelki?

 

Napoje gazowane to strata pieniędzy! Co w zamian?

 

środa, 28 grudnia 2016

Obecne Święta były dla mne dość "minimalistyczne" ;-)

Sukces. To mogę powiedzieć. Obiecałem sobie coś przed Świętami. Co mianowicie? 

Nie przeżerać się do poziomu brzucha pełnego jak balon, kiedy nie można się już ruszyć. Ograniczyć ciasta i słodycze. Ograniczyć alkohol, na który w Święta jest przecież "optymalny" okres.


Nie. Nie zakładałem żadnego ascetyzmu, po prostu raczej nie przekraczanie pewnych naturalnych barier, co robią nagminnie Polacy. Można powiedzieć, że dobrze sobie pojadłem, dużo pysznego jedzenia, z tym, że ze słowem STOP w pewnej chwili.

Właśnie odpuściłem dokończenie obiadu (jedzenie odgrzeje i dokończę na kolację), ponieważ czułem się już całkiem pełen i trudno, nawet jak ktoś krzywo popatrzy, że "nie dojadam" i pół zostawiłem, to jest przecież mój organizm i moje zdrowie.

Konsekwentnie odmawiam większości ciast i słodyczy. Nie na 100%, ale powiedzmy na 95%. Moje całe kilka dni Świąt to zaledwie mały kawałek sernika i kilka czekoladek. Cały wypity alkohol to dwie małe lampki wina (i do tego prosiłem nalewać pół lampki, nie całą). Wystarczy dla towarzystwa.

Jak się czuję? Dobrze, o wiele lepiej, niż dawno temu, kiedy wciągałem wszystko jak odkurzacz (bo dobre). Czuję się lżej.

Jak było u ciebie? Napisz!

Jeśli sobie pofolgowałeś/aś, to przed nami Sylwester oraz za chwilę długi weekend 3 Króli. Kolejne spotkania, posiedzenia, alkohol i jedzenie. Jeszcze jest czas by wyhamować. Powiedzieć STOP i nie robić ze swojego żołądka odkurzacza z turboszczotką.

Trochę bardziej minimalistycznie - trochę bardziej aktywnie i przyjemnie.

Pozdrawiam!

P.S. A jeśli już masz wyrzuty sumienia - to zapraszam na wpis Kolegi:

Jak zimą zadbać o sylwetkę i pozbyć się kilku kg tłuszczu?

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Wycieczki zagraniczne... klimaty plażowe... tęsknię już za latem...

Niedawno zacząłem szukać wycieczek zagranicznych w tańszej opcji "first minute". Oglądam hotele, oglądam położone przy nich plaże, na street view z daleka widzę, że na plaży leży jakaś dama, co mi tam... powiększę bardziej... aaaa.... eeehhh... sami zerknijcie.


Dobra, street view to nie był dobry pomysł, by pooglądać atrakcje lokalne. Zerkam na fotki z trip advisora, oooo.... ooo... kliknijcie sami...


Ale co to... żona mi zagląda przez ramię i opieprza mnie, że się za panienkami oglądam... nie no... Kochanie... gdzie ja się tam za kimś oglądam... tylko wakacje dla Ciebie wyszukuję...


...co nie? ;-)

A czy Ty też tęsknisz już za latem?

 

P.S. W zupełnie innym - choć też gorącym - klimacie... zapraszam:
Automata (2014) - recenzja

wtorek, 29 listopada 2016

Styl skandynawski – idealny wystrój wnętrz dla minimalistów


Minimalizm to dla niektórych po prostu ciekawy sposób na wykończenie mieszkania, dla innych – zasada, którą kierują się w całym życiu. Niezależnie od tego, która z tych postaw jest Ci bliższa, jeśli chcesz minimalistycznie udekorować Twój dom, przeczytaj, na czym polega styl skandynawski.
Skandynawia uznawana jest przez niektórych za kolebkę minimalizmu w architekturze i wystroju wnętrz. Nieskomplikowane, funkcjonalne projekty, naturalne materiały i stonowane kolory to najbardziej typowe cechy skandynawskiego designu. Jeśli zastanawiasz się nad wprowadzeniem zmian w Twoim mieszkaniu, najlepiej bez zbędnych ozdobników, za to z wieloma sprytnymi rozwiązaniami, postaw na styl skandynawski. Przeczytaj, na czym polega i jak wprowadzić północny minimalizm do Twojego domu.

Styl skandynawski – kolory i materiały


Jak napisaliśmy przed chwilą, skandynawski minimalizm to przede wszystkim stonowane kolory. Ściany w tak wykończonym mieszkaniu powinny być jasne, a barwy – naturalne. Najlepiej sprawdzą się tam beże i brązy, a przede wszystkim – szarości i biel. Taka gama kolorystyczna powoduje, że wnętrze wydaje się większe i pełne światła. Warto również pokusić się o połączenie kilku barw – jedną ze ścian możemy pomalować na ciemniejszy odcień szarości (np. grafit) lub brązu. Innym pomysłem może być nałożenie na ścianę (lub wydobycie spod tynku) cegły i przemalowanie jej na biało.
Mówiąc z kolei o materiałach, które wykorzystuje styl skandynawski, w pierwszej kolejności wspomnieć musimy o drewnie. W minimalistycznym wnętrzu drewniane mogą być zwłaszcza podłogi i meble, takie jak komody lub stoły. Ceniony jest zwłaszcza naturalny kolor drewna – ewentualnie może ono wystąpić w wersji bielonej lub całkowicie pomalowanej na biało. Na meblach może pojawić się także dowolny odcień szarości. Podłogę z kolei warto pokryć naturalnym olejem albo matowym lakierem, aby ochronić ją przed rysami i innymi uszkodzeniami.

Jakie dodatki umieścić w skandynawskim wnętrzu?


Jeżeli chcemy jednak, aby nasze mieszkanie w stylu skandynawskim było bardziej przytulne, możemy zdecydować się na umieszczenie w nim określonych dodatków. Mowa tu o poduszkach i narzutach. Dla kontrastu, niektóre z tego rodzaju ozdób mogą mieć jaskrawy, żywy kolor, ale również one powinny być pokryte naturalnymi materiałami, takich jak len, bawełna lub wełna.
Naturalne materiały mogą pojawić się we wnętrzu także jako abażury albo całe lampy – papierowe, metalowe lub szklane, o różnorodnych, ale prostych kształtach. Mówiąc o oświetleniu, pamiętajmy o znaczeniu światła słonecznego. Zwykle w stylu skandynawskim nie zakrywa się okien firanami lub zasłonami – ich miejsce ewentualnie mogą zastąpić rolety. Jeśli nie wyobrażamy sobie mieszkania bez zasłon, zadbajmy o to, by były one uszyte z lekkich surowców, takich jak len.
Rozmaite kształty, charakterystyczne dla lamp w skandynawskich wnętrzach, cechują także ozdoby takie jak wazony, świeczniki lub ramki na zdjęcia. Innym sposobem na wyróżnienie takich przedmiotów na tle całego pomieszczenia są wspomniane już intensywne, krzykliwe barwy.

sobota, 29 października 2016

Halloween nie jest świętem dla minimalisty...

Święto Halloween to zwyczaj w gruncie rzeczy ohydny, niezgodny z naszą Tradycją i wartościami, niezależnie od tego, czy jesteśmy religijni czy też nie za bardzo. 

Przebieranie się za trupy, demony, wampiry to podświadome, mentalne wystawianie się na zło, cierpienie i smutek.

Latarnia-dyniok, tak popularny emblemat Halloween, to symbol Jacka'o'Lantern'a, upiora błąkającego się po mrocznych pustkowiach między Piekłem a Niebem, skazanego na wieczne cierpienie.

Dyniok to nie jest zabawa dla dzieci, to symbol cierpienia, grozy, czarnej, złej energii, której przecież nie chcemy w naszych domach.


Dla minimalisty najbliższe Święta to czas spokojnej zadumy, uroczystego zapalenia znicza Przodkom, spotkania się z rodziną, poświęcenia swojego czasu zarówno Zmarłym, jak i starszym członkom naszej rodziny.

Minimalista nie powinien małpować amerykanów, nie powinien przebierać dzieci za trupy, nie powinien także zalewać się na umór i robić innych głupot.

To czas na oddanie honoru Przodkom, czas pewną medytację nad własnym życiem, dorosłe i godne zachowanie.

Tyle mam do powiedzenia.


Życzę Wam miłych rodzinnych spotkań w najbliższe dni a przede wszystkim bezpiecznej podróży, w którą uda się wielu z Was. Pozdrawiam.

niedziela, 23 października 2016

Miasto idealne?

Miasto idealne w XXI wieku? Obserwując niektóre dyskusje kolegów urbanistów wydaje mi się, że chcieliby powrócić do koncepcji miasta średniowiecznego, czy renesansowego. Miasta - tętniącego życiem ośrodka akademickiego, biznesowego, z pieszymi alejkami, pełnymi kafejek, pasaży...

Oczywiście taka koncepcja natrafia na pewien problem - samochód. Nie da się utrzymać centralnych ośrodków o dużej gęstości zaludnienia, jednocześnie zapewniając każdej rodzinie dostęp do chociażby jednego samochodu.

Osobiście transportu publicznego po prostu za bardzo nie lubię (jako pasażer) i nie wyobrażam sobie życia bez wolności przemieszczania się po Polsce, czyli bez samochodu, stąd dla mnie może lepszym byłoby miasto ogród (https://pl.wikipedia.org/wiki/Miasto_ogr%C3%B3d) z ruchem "uspokojonym", ale jednak z dostępnością samochodowej infrastruktury komunikacyjnej.



Palmanova, przykład renesansowego miasta idealnego

Jakie miałoby być idealne miasto dla Ciebie i czy takie istnieje?

Polecam też: 

Miasto jak z filmu science-fiction, w którym nikt nie chce mieszkać

 

piątek, 21 października 2016

Minimalistyczna kawa

Co jest bardziej minimalistyczne a co nie? Takie pytania często podejmowałem na tym blogu, dla jednego Czytelnika minimalistyczny jest fikuśny ultrabook z drapanego aluminium w "szpitalnym klimacie" zimnego wnętrza biura, dla innego papierowy notatnik i ołówek oraz spisywanie tam swoich myśli siedząc na ławce w parku, nad malowniczym stawem...

Kawa...

Czy nie najbardziej minimalistyczna jest kawa rozpuszczalna? Mała saszetka gotowej mieszanki, kubek gorącej wody, zamieszać i pijemy. Nic nie trzeba, minimum.

 
Ja chyba nie jestem minimalistą w tej kwestii.

Idę do sklepu i wybieram ziarna, przedostatnio mała paczka brazyliskiej arabiki za 8 zł, teraz paczka ziaren palonych pod "espresso" z pewnej znanej poznańskiej palarni.

Do tego trzeba mieć młynek, dodatkową puszkę na zmielone ziarna, bo przecież nie będę mielił przed każdą filiżanką, po mieleniu trzeba oczyścić młynek, wszędzie fusy, kupę zachodu w porównaniu z gotowcem z saszetki...

...dodatkowo dodaje czasem korzenie (np. topinambur z przyprawami korzennymi). Kolejne pudełka, kolejne saszetki. Uff... ale zabawy.

Pisząc ten wpis kończę filiżankę świeżo zmielonej i świeżo zaparzonej kawy. Szkoda, że nie czujecie tego zapachu.

Tylko czy to jest minimalistyczne?


wtorek, 18 października 2016

Polskie piekiełko

Cytuję mail Kolegi (oczywiście, za jego zgodą, bo wszystko co mi piszecie i wysyłacie prywatnie, nigdy nie zostanie upublicznione bez Waszej zgody):



Taki "obrazek nienawiści" :)

Coś co spotkało mnie kilka dni temu, a co doskonale pasuje do kilku Twoich ostatnich wpisów o rosnącej agresji w naszym życiu...

Wjeżdżam na parking przed jakimś centrum handlowym w Koszalinie i widzę, że ktoś próbuje wycofać z miejsca postojowego, ale nie może, bo ciągle mu samochody przejeżdżają.


Zatrzymałem sie więc i mrugnąłem długimi - a co tam, niech sobie bez stresu wycofa...

Wycofał i jedzie w moją stronę. A jak już był przy mnie zatrzymał się i "grzecznie podziękował" słowami:

"No i co mrugasz baranie?!"

Facet w moim wieku, całkiem fajny samochód, on w garniturze...

Zgłupiałem na moment, ale tylko na moment i nie dając się wkręcić w jego "styl", uśmiechnąłem się i stwierdziłem, że:

"Mrugnąłem, żeby pan wiedział, że może spokojnie wyjeżdżać, bo ja poczekam. Warto tak od razu doszukiwać się złych intencji u innych? Miłego dnia, do widzenia"


I nie czekając, pojechałem...

Finał?

Mam nadzieję, że choć na moment się zreflektował, a jeśli nie to trudno: jego życie, jego sprawa, jego "ciśnienie" i jego "żyłka" która maże od tego napinania się pęknąć...

Ja tam czuję się fajnie, bo nie dałem się "wkręcić" :)

poniedziałek, 17 października 2016

Zakup samochodu na kredyt – gotówka czy kredyt celowy?


Planujesz zakup samochodu na kredyt? Będziesz musiał dokonać wyboru: skorzystać z kredytu samochodowego czy wziąć tradycyjny kredyt gotówkowy. Która z opcji jest korzystniejsza? To zależy m.in. od Twojej sytuacji finansowej czy wieku auta. Sprawdź, kiedy i dlaczego lepiej wybrać pierwszą, a kiedy drugą z tych opcji. 

 
Zakup samochodu na kredyt – co wybrać?
Biorąc pod uwagę końcowy koszt lepszym rozwiązaniem jest kredyt samochodowy, ze względu na niższe oprocentowanie. Powód? Auto jest zabezpieczeniem udzielonego kredytu, poprzez przewłaszczenie, zastaw rejestrowy, depozyt karty pojazdu czy cesję praw z polisy AC. W ten sposób bank zapewnia sobie gwarancję odzyskania zainwestowanych pieniędzy, gdy nie wywiążesz się z umowy lub nieodwracalnie zniszczysz samochód. Dzięki temu mniej zapłacisz za udzielenie kredytu, jednak do chwili całkowitej spłaty zobowiązania posiadanie samochodu dzielić będziesz, przynajmniej formalnie, z instytucją finansową.
Dla kogo kredyt samochodowy?
Jeżeli już wiesz jakiego samochodu potrzebujesz i jesteś zdecydowany na konkretny model, sięgnij po kredyt samochodowy. Tego typu rozwiązania oferowane są przez dealerów w salonach, często w bardzo atrakcyjnej formie stworzonej specjalnie pod konkretną markę samochodów. Tak działa m.in. Volkswagen Financial Services, zajmujący się finansowaniem wszystkich marek należących do Grupy Volkswagen. Oprócz korzystnych warunków kredytu możesz otrzymać dodatkowo pakiet ubezpieczeń czy pakiet serwisowy. Ponadto wszystkie formalności jakie generuje zakup samochodu na kredyt załatwisz podczas jednego spotkania ze sprzedawcą.
Kiedy lepszy jest kredyt gotówkowy?
Kredyt gotówkowy jest dobrą alternatywą, gdy nie masz jeszcze upatrzonego auta lub jego wiek uniemożliwia uzyskanie kredytu samochodowego. Banki chętniej finansują zakup samochodów nowych, niż używanych. W przypadku tych drugich stawiają szereg dodatkowych warunków, w tym ograniczenia wiekowe. Z reguły unikają finansowania pojazdów, których wiek w chwili spłaty zobowiązania będzie przekraczał 10 lat. Wraz z wiekiem samochodu często wzrasta też oprocentowanie kredytu. Z tego względu na zakup „kilkulatka” lepszy może okazać się kredyt gotówkowy. W dodatku pozyskane w ten sposób środki można przeznaczyć na doposażenie lub remont zakupionego samochodu. Jeśli zależy Ci na swobodzie, wybór takiej formy zakupu samochodu na kredyt pozwala Ci samodzielnie decydować o tym, kiedy i na co przeznaczysz pieniądze. Jeśli już dokonasz zakupu auta, jesteś też jego jedynym właścicielem.

piątek, 14 października 2016

Gdynia...

Gdynia... widok z lotu ptaka... zdecydowanie jedno z miast w Polsce, które mi się najbardziej podobają. Jeszcze nie minimalizm w wystroju/projekcie/urbanistyce miasta... kilkadziesiąt lat temu minimalizmu jeszcze chyba nie było... ale już na pewno modernizm!

WP_20160812_15_07_05_Pro

WP_20160812_15_07_09_Pro

WP_20160812_15_06_32_Pro

WP_20160812_15_04_38_Pro

WP_20160812_15_05_34_Pro

WP_20160812_14_33_47_Pro

Ostatnie zdjęcie, przedstawia jeden z gdyńskich murali... jak myślisz, co on oznacza?

wtorek, 20 września 2016

Standardy społeczności Facebooka #2

Edycja:

Wpis usuwam, komentarze zostawiam. Zdjęcia których dotyczył temat są szokujące nawet po gruntownej reedycji, a nie chcę, by z mojego bloga zrobiło się bagienko. Kto miał się wypowiedzieć - już się wypowiedział, a ja kończę temat i przechodzę dalej.


Poprzedni wpis:

Standardy społeczności Facebooka



niedziela, 18 września 2016

Standardy społeczności Facebooka

Facebook jest dnem. Gdybym nie był zobowiązany do prowadzenia kilku stron czy nadzorowania/administracji grup, zlikwidowałbym po prostu konto. 

Facebook nie wydaje mi się przyjaznym miejscem dla osoby zainteresowanej minimalizmem, alternatywnym stylem życia.

To złe emocje i nieustanny chłam, nie mówiąc o ludziach skaczących sobie do gardeł z byle powodu.

Nie jestem na pewno przykładem osoby obnoszącej się ze swoimi przekonaniami religijnymi/duchowymi itp., ale wkurza mnie po prostu chamstwo i kiedy widzę na fejsie coś, co wg mnie narusza zasady dobrego wychowania i kultury - szczuje na siebie ludzi - w przypadku moich stron oraz grup - przywalam delikwentowi banem - w przypadku grup niezależnych - korzystam z opcji zgłoszenia wpisów do administracji.

Standardy społeczności Facebooka?

Jeśli nie obrażasz tzw. uchodźców - w zasadzie możesz na FB robić co chcesz. Im większe prostactwo i chamstwo, im więcej drastycznych obrazków - tym lepsza atencja tej "społeczności". To nie wszystko...


Powyżej typowy przekaz modny ostatnio u licealistek i gimnazjalistek na FB. Młoda dziewoja pokazuje swoje nogi, opięte krocze czy dekolt i napawa się swoją świeżo zdobytą popularnością w sieci. To nic, że połowa komentujących wyzywa ją od prostytutek... ale jest popularność i lans przed koleżankami. To przecież ona jest dziś gwiazdą grupy liczącej 20 tys. osób.

Drodzy Rodzice - zerkajcie na to, co wasze pociechy robią na laptopach czy smartfonach, kontrolujcie to, bo pewnego dnia możecie się bardzo zdziwić...

Facebook... eeeeh...

Wnioski co do tej społecznościówki pozostawiam Tobie. Co o tym myślisz?


środa, 31 sierpnia 2016

Aborcja, czyli jak niewiele wystarczy by Polacy rzucili się sobie do gardeł!

Szlag mnie trafia ostatnio gdy włączam komputer. Nie mogę wytrzymać głupoty ludzi, a szczególnie głupoty polskich polityków.

Jesteśmy, jako kraj w przededniu załatwienia ważnych dla nas kwestii gospodarczych, jednych z kluczowych dla naszego gospodarczego być albo nie być. To nie jest blog o polityce i gospodarce, zatem jeśli chcesz wiedzieć o co mi chodzi poszukaj w wyszukiwarce haseł: CETA i TTIP

Gospodarka... po pierwsze gospodarka... 
...ile mam Wam tłumaczyć?!


Zamiast zrobić coś ważnego, zamiast uspokoić i tak już skłóconych i spolaryzowanych ludzi rzuca się nam hasło ABORCJA, ABOOORCJA, ABOOOOOOORCJAAAA.

Tak wiele i tak niewiele zarazem wystarczy by Polacy rzucili się sobie do gardeł! 

Ludzie w necie kłócą się, wyzywają, znajomi na społecznościówkach z jednej strony anty-aborcjoniści rzucają drastyczne zdjęcia abortowanych płodów - ich przeciwnicy odpowiadają jeszcze bardziej szokującymi zdjęciami i memami, z przypadków gdy przez ideologię aborcji zaniechano...

Z jednej strony lecą obrazki obrażające i poniżające Kościół, z drugiej strony deszcz materiałów kompromitujących organizacje pro-kobiece.

Szczerze mówiąc to rzygać się chce zarówno od argumentów jednych, jak i drugich, od całego tego nakręcenia, napuszczenia na siebie ludzi bez próby jakiegokolwiek kompromisu (Ty także masz takie odczucia?).

 Facebook? Jaki kurna... Facebook?
To jakiś wirus?

wtorek, 30 sierpnia 2016

Battlestar Galactica... czyli co może człowiek?

Battlestar Galactica... kolejny, pełen odniesień filozoficznych, kultowy film, co ja mówię, cała seria odcinków telewizyjnych, pełnometrażowych filmów, spin-offów i prequeli mająca miejsce w uniwersum BSG, które... jak się finalnie okazuje ściśle i bezpośrednio splata się z naszą obecną rzeczywistością...

...ale na tym kończę spoilerowanie i zachęcam ludzi, którzy, którzy lubią filmy SF (oraz jednocześnie moje minimalistyczne przemyślenia) do zapoznania się z BSG.



Do czego jest zdolny człowiek dla chciwości? Do czego jest zdolna korporacja dla osiągnięcia zysków? (Prequel: Caprica)

Czy ludzie będą starali się zniewolić innych ludzi... a jeśli to się nie uda... stworzyć nową rasę "niewolników"... byle tylko zarobić więcej hajsu?



Co się stanie, jeśli ci niewolnicy podniosą bunt przeciwko panom? Jak się skończy ta historia...

Gdzie zaczyna się i kończy bycie człowiekiem?

Nie lubię anglicyzmów na polskich blogach ale...

All Of This Has Happened Before And Will Happen Again

Odpalać sprzęt i oglądnąć proszę... koniecznie!

niedziela, 28 sierpnia 2016

Gwiezdne Wojny i filozofia...

"Jedi powinien żyć w pokoju ze swoimi emocjami i nie dawać się im kierować. Powinien dążyć do poszerzania swojej wiedzy. Powinien unikać przywiązań, które uniemożliwiają mu pełne oddanie się słuchaniu Mocy. Powinien również strzec życia innych istot, w szczególności tych rozumnych."

Ostatnio napisałem o kilku ciekawych produkcjach SF, które mogą (choć nie muszą) być inspiracją dla minimalisty. Fantastyka naukowa bowiem daje szerokie pole manewru w kreacji fikcyjnych światów, utopijnych wizji i filozofii, odmiennych od powszechnego wyścigu szczurów i dążenia do więcej... więcej... i jeszcze więcej...


Gwiezdne Wojny to seria produkcji wpasowujących się w ten nurt, o sile tak wielkiej, że zainspirowała realnie istniejący ruch filozoficzno-religijny, mianowicie Religię Jedi.


Do opisu ciekawych filmów SF i przesłania w nich zawartych wrócę na pewno, daje to niesamowite pole do pofilozofowania, także o minimalizmie... Tymczasem artystyczna wizja (nieznanego mi graficiarza) do podziwiania!

Pozdrawiam!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Cargo (2009) / Ładunek

Czyta mnie jakaś ambitna osoba? No chyba… ;-)

Przypomnijmy sobie razem jak to było, w szkole się zakuwało by dostać się na upragnione studia i wyjechać z prowincji do większego miasta, tam miał być raj.

Studia oznaczały jednak jeszcze więcej pracy oraz mieszkanie w hałaśliwym akademiku, po 4 sztuki w małym pokoju, czy po wynajętych od emerytów zapluskwionych stancjach lub innych norach...  ciągły brak pieniędzy i ewentualne dorywcze prace poniżej kwalifikacji.

Po skończeniu studiów, ktoś cię miał wreszcie docenić, miała zacząć się upragniona dobra praca, pieniądze, cykl awansów, droga fura, wypasione lokum… niestety rzeczywistość okazała się trochę inna.

Kiedy po latach siedzisz w obecnej pracy, gdzie ciągle musisz się wnerwiać, w obecnym lokum sąsiedzi są psycholami, do tego nad głową wisi kredyt, a to tylko mała cząstka problemów zadajesz sobie różne dziwne pytania….

Dobrą filmową metaforą tej rzeczywistości jest film...



Cargo (2009)... czyli po naszemu “Ładunek”...

...to kolejna hardkorowa produkcja SF, powiedzmy wprost - na pewno nie dla fanów serialu "Plebania" - zimny kosmos (dosłownie), zdezelowane, zatłoczone stacje orbitalne, ponure maszyny, mrok i bieda. To jest nędzna przyszłość większości populacji ludzkiej.



Młoda lekarka zatrudnia się na transportowcu, w nadziei na to, że po długoterminowym rejsie uzbiera pieniądze na ostatnią ratę na bilet do kolonii Rhea. Jedynym miejscu, gdzie najbogatszym wybrańcom udaje się żyć w “ludzkich warunkach”. Tam już jest część jej rodziny, której udało się wygrać na loterii i kupić upragniony bilet.



Po perypetiach nasza bohaterka dociera wreszcie na Rhea, co więcej dociera tam z zakochanym w niej facetem u swojego boku.


Czeka ich nowe, bezproblemowe życie w luksusowej kolonii czy “4 litery i kamieni kupa”?

sobota, 20 sierpnia 2016

Absurdy reklamy #2. Skrajności...

Dziękuję za komentarze do wpisu pt.

Absurdy reklamy


Nie ze wszystkimi się zgadzam, ale i zgodności nie oczekuję od Was. Powtarzam jednakże, że jestem wrogiem filozofii ALBO-ALBO w tym temacie, jak i w wielu innych dziedzinach życia, czy też minimalistycznej filozofii.

Czy blogerzy przyjmując kilka bannerów z AdSense sprzedają się za waciki, jak argumentował jeden z dyskutantów? Czy reklama na blogu, np. w postaci przyjęcia tekstu sponsorowanego, jest obciachem?

Nie. Wg mnie. Znacznie większym obciachem dla mnie jest obecna na blogosferze wszechobecna autopromocja, autoreklama, lans.

W robieniu z siebie nadętego autorytetu, jaśnie panny czy innego księcia na białym koniu upatruję większego obciachu, niż z kilku, nawet nietrafionych postów reklamowych na blogu. 

Jestem blogerką - jestem ekspertką. Jestem blogerem - jestem mentorem. Te właśnie tezy wypowiadane wprost, lub nie wprost przez osoby zainteresowane, są dla mnie żenujące.

Jeśli do tego dodamy dobieranie sobie "blogowego towarzystwa" i robienie kółka wzajemnej adoracji takich "ekspertów i mentorów", dodaje to przysłowiowej wisienki na torcie śmieszności.

Wiele bowiem rzeczy na blogosferze JEST REKLAMĄ, poczynając od promowania własnego bloga na linkach w komentarzach, po nadmierne pompowanie własnej reputacji na blogach.

Myślę, że wyraziłem się jasno. Po prostu nie popadajmy w skrajności!

Na zakończenie dzisiejszej notki, kolejny absurd reklamowy, co najmniej dziwny, jeśli nie zniesmaczający, tj. jeżdżąca reklama autokarowych wycieczek do Auschwitz w wykonaniu czeskiego biura podróży. Patrzę na to i mnie zatyka... po prostu nie mam żadnych komentarzy...

Źródło: Dziennik Narodowy

czwartek, 18 sierpnia 2016

Absurdy reklamy

Moje stanowisko wobec reklam wyjaśniałem wielokrotnie. Chyba w przeciwieństwie do większości minimalistów, generalnie akceptuje reklamy, nie boczę się na blogi, które mają w sobie elementy komercyjne, akceptuję blogerów. którzy puszczają u siebie posty sponsorowane, co więcej sam wyświetlam reklamy u siebie.

Moim Czytelnikom jednak szczerze polecam wtyczki blokujące te reklamy typu AdBlock oraz uBlock ponieważ wychodzę z założenia, że te reklamy powinien oglądać ten, kto ma na to ochotę.

Polecam:

Instalacja uBlock i AdBlock dla systemu Android


Reklama niechciana jednak denerwuje... jeszcze bardziej denerwuje reklama bezsensowna, umieszczona w złym kontekście.



Powyżej reklama, która mi wyskoczyła dzisiaj na komputerze bez AdBlocka przy okazji dość smutnej lektury o niemieckim obozie Auschwitz. Na obrazku tytułowym są kraty i druty kolczaste...

...no i wyskakuje reklama firmy produkującej między innymi ogrodzenia i kraty. Pies uwięziony za kratami w reklamie robi mocne wrażenie na tle obozu śmierci...

Mam mieszane uczucia co to takiej reklamy... a jak Ty?

czwartek, 4 sierpnia 2016

Chciałbym zrezygnować ze smartfona

Witajcie, dzisiaj puszczam Wam film Kolegi, który jak ulał pasuje do tematyki mojego bloga! Mam nadzieję że Wam się spodoba, zapraszam do dyskusji na przedstawiony temat!

 


Mało tych dobrych poleceń? Jeśli chodzi o alternatywę zapraszam...

Jak stworzyć realne pieniądze z niczego – prosty sąsiedzki system waluty czasowej



niedziela, 31 lipca 2016

Minimalizm a przedmioty... 7 punktów głównych


Dziś mowa o przedmiotach. Poniżej kilka puntów - minimalistycznych propozycji (szczególnie dla nowych minimalistów).


1. Nie wyrzucaj przedmiotów (jeśli nie musisz). Ewentualnie podaruj je potrzebującym, albo nawet zanieś do piwnicy na przechowanie.

Narzędzia "po dziadku" teraz się nie przydadzą, ale może za kilka lat będziesz chcieć uprawiać własne warzywa nie pryskane chemią dla swojego dziecka? One się nie połamią tak szybko jak te nowe, kupione w supermarkecie.

Wyrzucanie (u większości ludzi) na ogół prowadzi do... kupienia nowych przedmiotów w zamian. Minimalista unika wyrzucania przedmiotów.

Przeczytaj ten wpis: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2015/07/poczatkujacy-minimalista-jak-prawidowo.html


 2. Stosuj recykling (jeśli tylko możesz). Pomyśl o ekologii, o oszczędnościach. Znajdź dla przedmiotów nową funkcję i nowe życie, napraw jeśli możesz.

Zobacz tutaj: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2014/03/nowe-zycie-starych-przedmiotow.html




3. Nie kupuj (jeśli nie jest potrzebujesz). Nie kupuj bo robią to inni, bo wypada coś mieć, bo jest promocja w supermarkecie.

...albo coś jest minimalistyczne: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2015/03/moja-niedzielna-przygoda-z-minimalizmem.html






4. Oszczędzaj i racjonalizuj (jeśli to nie jest wielkie wyrzeczenie). Oszczędzanie może być dosyć proste i przyjemne. Wystarczy trochę systematyczności i rozsądku...


Zaglądnij tutaj: http://oszczedzanie.info.pl/

 



5. Nie zbieraj nowych "minimalistycznych" przedmiotów (zbieraj raczej nowe doświadczenia). Wiedzy, doświadczenia i swoich przeżyć nie stracisz. Przedmioty mogą paść łupem złodzieja...

Podróże wzbogacają perspektywę: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2015/08/przedmioty-markowe-w-zyciu-minimalisty.html




6. Marka i cena nie stanowią o wartości przedmiotu (o tym decyduje jego użyteczność). Logiem nie ochronisz się przed deszczem, tylko wodoodpornym płaszczem. Marką nie wbijesz gwoździa, tylko młotkiem...

Przeczytaj to: http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2012/11/znaczenie-marki-i-eleganckiego-wygladu.html




7. W kwestii przedmiotów słuchaj swojego zdrowego rozsądku (nie dopasowuj się na siłę do określonego stylu i filozofii). Znana książka o minimalizmie powie ci, co było dobre dla jej autora, niekoniecznie co może być dobre dla Ciebie.

Kontestacja zasad... jest dobra: http://realny-minimalizm.blogspot.com/2015/02/10-inspiracji-dla-minimalisty.html

Masz swoje "zasady" i propozycje? Zapraszam do dodania ich w komentarzach.


piątek, 29 lipca 2016

KomeRRRRcja na blogu minimalistycznym

Włączam dziś mojego fejsa i co widzę, post sponsorowany (czyli ekstra płatny) na minimalistycznym blogu, na który kiedyś często zaglądałem... sponsoring, komercja, marketing... konkurs marki sponsorującej bloga...

...o jejciu! o zgrozo! koniec świata! minimalistyczny blog??? Ooooo!

Zerknijcie sami:




No i co w związku z tym?

No i zupełnie nic.

Nie mam absolutnie nic przeciwko temu, aby bloger, czy blogerka, która deklaruje się w necie jako minimalista/minimalistka, żyła sobie z pasji, czerpała korzyści ze swojego pisania i współpracowała z firmami wspierającymi finansowo bloga.

Prowadzenie blogów zajmuje dużo czasu, przydaje się wsparcie finansowe np. na czynności tak banalne jak opłacenie domeny, serwera i transferów (jeśli ktoś bloguje poza Blogspotem), czy wreszcie człowiek chce kupić sobie porządny aparat do zdjęć dla Czytelników, lub lepszy sprzęt do nagrać audio-video.

Warto to sobie uzmysłowić.

Wiem jednakże, że kiedy ja raz na jakiś czas wrzucę na bloga jakiś post sponsorowany (mimo, że są to drobne korzyści dla bloga... ale jednak) niektórzy kręcą nosem z oburzenia. Niektórzy mnie nawet powyrzucali ze spisów linków, udają że nie znają, itp.

Tacy z nich minimaliści.

Patrzę na przykład na popularny agregatów blogów minimalistycznych z cytatami "mondrych ludziów"  i widzę, że po jednym z wpisów o sushi, z poleceniem firmy dobrego kumpla, mnie tam już nie ma...

No cóż, dla niektórych mój blog jest niewystarczająco koszerny.



Trochę komercji zastosowanej z umiarem nikomu nie zaszkodzi. 
Modelka - wersja skrajnie minimalistyczna po lewej, 
oraz trochę mniej minimalistyczna po prawej.


Cóż. Myślę, że w blogowaniu należy zachować równowagę i spokój. Kiedy trzeba można na jakimś blogu tolerować umiarkowaną komercję (jeśli pomaga to w jakiś sposób jego autorowi), kiedy trzeba, należy skrytykować jakąś komercyjną manię (co często tu robię) zakrawającą o zachowania patologiczne, tak jak kult ugryzionego owocu, chorobliwe uzależnienie od smartfonów, czy innych "mediów" internetowych...



Równowaga i spokój moi drodzy! Równowaga!

środa, 27 lipca 2016

Ubezpieczenie samochodowe a kradzież samochodu za granicą


Wakacje mają być czasem beztroski i odpoczynku. Trzeba jednak pamiętać, że wakacyjna wyprawa samochodem niesie za sobą ryzyko wystąpienia awarii, kolizji, a nawet kradzieży, stąd tak ważne jest odpowiednie ubezpieczenie samochodowe. Przykrym niespodziankom wynikającym ze zdarzeń losowych, które mogą spotkać nas na zagranicznym wyjeździe, można zapobiec już na etapie planowania podróży.
Wakacje to czas urlopów, więc również wyjazdów zagranicznych. Część z nas na zagraniczne wakacje wyjeżdża własnym autem. Choć sama podróż trwa dłużej niż samolotem, to samochód na miejscu daje większą niezależność, nie musimy też martwić się o restrykcyjne przepisy odnośnie rozmiarów bagażu – co z pewnością docenią rodziny z dziećmi.
Przygotowując się do takiej podróży, nie można jednak zapomnieć o podstawowej kwestii, jaką stanowi ubezpieczenie samochodowe. Przed wyjazdem należy sprawdzić ważność posiadanych polis oraz ich zakres obowiązywania na terenie innych państw. Warto też zapoznać się z procedurą zgłaszania szkody oraz wyposażyć się w numery kontaktowe do ubezpieczyciela.

Ubezpieczenie na wypadek kradzieży samochodu

 

Czasami radość z wakacyjnego wyjazdu przysłonić mogą przykre przygody. Odwiedzając różne zakątki świata, nie zawsze musimy spotkać się z miłym przyjęciem. Pozostawiając auto na ulicy lub niestrzeżonym parkingu, ufamy, że po powrocie zastaniemy je w tym samym miejscu, w nienaruszonym stanie. Niestety, podobnie jak w kraju, tak i za graniczą możemy paść ofiarą złodziei samochodów, dlatego warto zainwestować w dodatkowe ubezpieczenie AC, gwarantujące wypłatę odszkodowania za utracony samochód. W przypadku aut zakupionych na kredyt, środki z polisy w pierwszej kolejności pokrywają zobowiązania wobec instytucji finansującej zakup.

Ubezpieczenie samochodowe – zakres ochrony

 

Posiadacze polisy autocasco wyjeżdżający za granicę, mogą spać spokojnie tylko pod warunkiem, że wybrany przez nich wariant ubezpieczenia chroni auto także poza granicami Polski. Taki zapis nie zawsze znajdziemy jednak w podstawowym pakiecie. Na szczęście zazwyczaj zakres ochrony można rozszerzyć w trakcie okresu ubezpieczenia AC, na czas pozostały do zakończenia umowy.
Za każdym razem o tym, czy należy nam się wypłata odszkodowania, decydują zapisy ogólnych warunków ubezpieczenia (OWU). Z tego względu przed wyjazdem z dużą uwagą prześledźmy m.in. listę wyłączeń – można tam znaleźć informację np. o wyłączeniu z zakresu ubezpieczenia kradzieży samochodu na terenie m.in. Rosji, Białorusi lub Ukrainy.

Zgłoszenie kradzieży samochodu za granicą

 

Procedura zgłoszenia kradzieży samochodu powinna odbywać się według zasad określonych w OWU towarzystwa ubezpieczeniowego, z którym zawarliśmy umowę ubezpieczenia AC. W przypadku różnych ubezpieczycieli ścieżka postępowania może się różnić, chociażby w zakresie terminów, jednak pewne elementy są zbieżne.
Za każdym razem pierwszym krokiem po zauważeniu zniknięcia samochodu powinno być powiadomienie policji. Bez względu na to, czy do zdarzenia doszło w kraju, czy za granicą, zaświadczenie o złożeniu zawiadomienia jest jednym z dokumentów wymaganych przy likwidacji szkody. Kolejną czynnością powinno być zgłoszenie kradzieży ubezpieczycielowi, na przykład za pomocą infolinii – nie powinniśmy z tym zwlekać do powrotu. Następnie zostaniemy poproszeni o przekazanie kompletu kluczyków oraz dokumentów. Nabywcy aut korzystający z zewnętrznego finansowania powinni również pamiętać o powiadomieniu banku lub firmy leasingowej.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Minimalizm i równowaga

Od początku mojej bytności na blogosferze minimalistycznej jestem niejako poza główną falą, poza głównym nurtem tego, co akurat zwie się minimalizmem, trochę buntowniczo można powiedzieć.

Pierwszy powód to wrodzona chęć do zadawania pytań i kwestionowania podanej na tacy (czyli w książkach i na blogach o minimalizmie) prawdy. Nie mam po prostu satysfakcji w bezkrytycznym przyjmowaniu poglądów, wizji i stylu, który jest akurat "na fali". Człowiek po to ma rozum, by rozumować... i tyle.

Drugi powód jest taki, że obecny głównonurtowy minimalizm po prostu nie koncentruje się na człowieku. On koncentruje się na przedmiotach. Koncentruje się na stworzeniu sobie takiego "układu" przedmiotów, który wpisywałby się w pewien trend. 

Podążać za innymi, być takim/taką jak znany minimalista/minimalistka. Kupić takie i takie przedmioty, jakie mają minimaliści, wyrzucić te i tamte rzeczy, bo tak ktoś zasugerował. Zyskać akceptacje otoczenia.

To wszystko czasem kosztem prawdziwego siebie.


Kiedy ten głównofalowy minimalizm nie koncentruje się na przedmiotach to koncentruje się na modzie, byciu trendy, skupia się także na lansie i autopromocji niektórych osób, które podają się za blogerów minimalistycznych.

To też jest niegdysiejszy powód założenia tego bloga, chęć zyskania przestrzeni do rozmawiania o minimalizmie bez cenzury ideologicznej. Bo tu - na tym blogu cenzury ideologicznej nie ma. Owszem, jest "filtr wulgaryzmów", jest zakaz argumentów ad personam typu "jesteś taki i owaki", tępię zdecydowanie spam i komercje, ale cenzury w dyskusji tu nie zobaczysz.

Możesz sobie nawet udowadniać, że ten blog nie jest minimalistyczny a ja z minimalizmem nie mam nic wspólnego. Wszelkie argumenty tego tupu tu przejdą, do chwili kiedy nie wejdą w zwyczajne chamstwo i epitety osobiste.

Trochę więcej luzu...


Tak, blogosfera minimalistyczna jest po prostu miałka, słaba, spięta, cienka jak chusteczka higieniczna. Skoncentrowana wokół modelu: ja - bloger minimalista - specjalista - przyszły autorytet. Będę blogował/a tak jak inni, aż w końcu zaproszą mnie do tefałenu i może wydam książkę. Zrobię karierę....

Tak... dobrze powiedziane: "Karierę". Gonitwa za wpływami, pieniędzmi, albo chociażby, poczuciem bycia ważnym i w centrum "towarzystwa" dawno przyćmiła to, o co powinno tu chodzić...

...przyćmiła minimalizm.


środa, 13 lipca 2016

Jarek, który ma najnowszego Samsunga...

Jarka poznałem parę miesięcy temu na siłowni, też ma własną firmę, jak ja, czyli mnóstwo wspólnych tematów, do obgadania przy piwie.

Coraz częściej gdzieś wyskakiwaliśmy razem... a właściwie dalej wyskakujemy, choć już znacznie, ale to znacznie mniej... bo mnie Jarek zaczyna wkurzać, szczególnie swoim najnowszym, super Samsungiem S6 czy S7 (już zapomniałem jaki to model, szczerze mówiąc).

Nie chodzi tu, że Jarek wydał ok. 3 tysiaki na nowego fona, że ma on super obudowę, lansersko zakrzywiony ekran, itp. a mi gul skacze, włos się jeży i spalam się z zazdrości, bo ja mam wciąż starego, odrapanego samsunga....

Chodzi o to, że jak Jarek miał wcześniej jakiegoś starego, prehistorycznego smartfona z pękniętą szybką to dało radę z nim normalnie wyjść, wypić piwo, pogadać...

Teraz on ma na smarftonie pełen pakiet netu, ma fejsbuka, założył instagrama i non stop mu coś pika... rozmawiamy sobie, a tu pik... pik... sorry zerknę na moment... i gościu odpływa na 5 minut w inny świat...


Rozmawiamy sobie dalej, tu znowu ding... ding... sorry raz jeszcze, to taka koleżanka jedna, wiesz.... ważne... Jarek wkleja się znów na kilka minut w ekran...

Siedzimy razem i znów... pik... pik.. Jarek zerka na ekran... kurcze, co ta wariatka mi pisze na fejsie... wiesz na moment muszę przedzwonić i przy okazji zapalę... Jarek idzie za pub palić i gadać i nie ma go 10 minut.

No i od czasu kupienia nowego Samsunga tak jest stale.

Generalnie teraz to mogę do Jarka zadzwonić, pójść z nim na transmisję meczu do pubu, by sam nie siedzieć, ale głównie człowiek patrzy na ten mecz, a nie na Jarka wlepionego w swojego Samsunga.

Gościu mi się zepsuł jako znajomy i tyle. Został samsungowcem...


A jak Ty używasz swojego smartfona?


wtorek, 12 lipca 2016

Nie ma żadnej wegańskiej populacji na świecie!

W temacie wege- ostatnio sobie dyskutowałem z moim imiennikiem Romanem i postanowiłem Wam szerzej przedstawić jego zdanie, ponieważ wydało mi się interesujące. Po pierwsze w temacie radykalnych wege- dyskusji ostatnich dni. Roman pisze do mnie (i także do Was):

Słowo od wegetarian czyli... "Mam nadzieję, ze cierpiał"


"wege" bywają strasznie fanatyczni, zwłaszcza ci będący "świeżo nawróconymi"...

"Prawda objawiona" tak mocno ich (...) kopnęła, że teraz mają zapał nawrócenia całego świata w 10 minut na swoją ideologię :)

Dawno temu na forum "wege" na gazeta.pl byłem i do dziś pamiętam te "przekrwione oczy zapału" :)

I nie rozumieją, że taka agresja zniechęca ludzi do wegetarianizmu chociażby...


...jak widzicie, rozmawiałem sobie także z Romanem  na temat różnic między wegetarianizmem, a weganizmem.



A co do niejedzenia mięsa...

Wegetarianizm jest OK, zwłaszcza ten podstawowy bez eliminacji nabiału...
Natomiast weganizm uważam za dietę nienaturalną dla człowieka. Raz z powodów biologicznych; jesteśmy zbudowani jako wszystkożercy, dwa z powodów antropologicznych.

Nie ma i nie było w historii ludzkości żadnej społeczności dla której dieta wegańska byłaby dietą naturalną, wielopokoleniową.

Znaczy jest to dieta na tyle niezdrowa, że na przestrzeni pokoleń społeczności takie wymierały (i to na tyle skutecznie, że nie ma dziś dowodów iż w ogóle istniały), albo też nie chciano ryzykować.

Jak weganie udowodnią, że takie społeczności istniały lub istnieją od co najmniej kilku pokoleń to zmienię zdanie.


Sprawdziłem to - istotnie, są nawet całe regiony na świecie, oficjalnie wegetariańskie, ale jednak nie wegańskie - np. pewne stany Indii.




I co na to powiedzą moi drodzy wege? Ciekawy fakt, natury nie oszukacie!