poniedziałek, 30 listopada 2015

Prosta roleta zamiast żaluzji

Na jednym z okien od niepamiętnych czasów miałem żaluzję. Człowiek się przyzwyczaja, nie zwraca uwagi na takie drobnostki, a jednak. Żaluzja się już nie raz zacinała a na jej elementach bez przerwy zbierał się kurz. Czyszczenie było kłopotliwe. Słowem, wiele zachodu za może i ładną, ale zupełnie niefunkcjonalną rzecz.

Kiedyś zamontowałem tą żaluzję z jednego powodu. Przy tym oknie miałem biurko i można było tak ustawić żaluzję, że "zgarniała" maksymalną ilość dziennego światła, do tego mogłem włączyć lampkę i wciąż zachować dyskrecję (nie byłem widoczny z zewnątrz, a jakoś niespecjalnie lubię pracować i widzieć ciekawskich przechodni zaglądających w moje okno). Biurko już jednak tu nie stoi...



Prosta roleta zamiast żaluzji koszt ca. 80 zł i ok 30 minut pracy.


Żaluzja, nawet ustawiona optymalnie zabierała dużo światła z i tak ciemnego pomieszczenia, a w ten sposób mam teraz znacznie więcej dziennego światła, którego zwykle tak nam brakuje w okresie jesienno-zimowym.

4 sposoby na picie whisky

Kosztowanie różnego rodzaju napojów alkoholowych powinno sprawiać nam przyjemność i pozwalać rozkoszować się wyjątkowym smakiem oraz aromatem trunków. Jest to szczególnie istotne w przypadku whisky.

Eliksir młodości

Tradycje picia tego alkoholu sięgają VII wieku, kiedy to Irlandcy mnisi pędzili tak zwaną Aqua Vitae, czyli wodę życia. Trunek ten pełnił funkcję środka leczniczego, którego spożywanie miało zapewnić długowieczność oraz zwalczać nieco bardziej przyziemne dolegliwości, takie jak kolka, biegunka czy też ospa.




W wyniku upowszechnienia się wiedzy dotyczącej procesu destylacji alkohol ten zaczęto produkować również i w Szkocji, co doprowadziło do zażartej rywalizacji na Wyspach Brytyjskich o pierwszeństwo odkrycia trunku i prym w jego sprzedaży, nawet pomimo tego, że procedury tworzenia whisky są w tych krajach odmienne. Różnice można zauważyć także w smaku, a nawet innej pisowni - w Irlandii obowiązuje bowiem nazwa "whiskey".

Innymi miejscami produkcji alkoholu są USA i Japonia. Biorąc więc pod uwagę kryterium kraju pochodzenia, wyróżnić możemy whisky szkocką, irlandzką, amerykańską oraz japońską. Regionalne odmiany tego alkoholu znajdziemy również w Walii, Indiach czy też Kanadzie.

Typologia

Klasyfikacji trunku dokonać możemy również w oparciu o rodzaj zboża użytego przy produkcji. Wyszczególniamy wówczas trzy podstawowe typy:

  • single malt - produkowana wyłącznie ze słodu jęczmiennego, w jednej destylarni,
  • grain, czyli zbożowa, w skład którego wchodzą jęczmień, pszenica, żyto oraz kukurydza,
  • blended - mieszana, powstająca w wyniku łączenia różnych odmian tego alkoholu.

Dla początkujących

W zależności od naszych indywidualnych preferencji oraz upodobań możemy pić ten trunek na kilka sposobów. W każdym z nich chodzi głównie o czerpanie przyjemności ze smakowania alkoholu. Dlatego jeśli coś nam nie odpowiada, warto zmienić metodę spożywania niż katować się utartymi konwenansami.

Intensywny smak tego trunku może odstręczać. Kiedy więc dopiero zaczynamy przygodę z whisky, warto sięgnąć po aromatyczne drinki - w ten sposób oswoimy się nieco ze smakiem. Dobrym rozwiązaniem jest wówczas wybór whisky blended, która doskonale komponuje się z innymi alkoholami, owocami czy też sokami. Posiada łagodny smak oraz aromat, dzięki czemu nie dominuje w drinku i nie przytłacza innych składników, tworząc z nimi harmonijną całość.

Popularne zestawienie

Miłośnikom kultury masowej z pewnością przypadnie do gustu klasyczne już połączenie whisky z colą, lodem i cytryną. Drink ten, dzięki dużej popularności na całym świecie, zyskał miano wręcz kultowego. Drink ten piją gwiazdy szklanego ekranu, politycy czy też ludzie biznesu. Dodatek napoju gazowanego łagodzi gorycz alkoholu, neutralizując w pewnym stopniu jego intensywny smak, pozwalając jednocześnie zachować charakter trunku.

Tradycyjne podejścia

Dużą grupę miłośników whisky stanowią tradycjonaliści, którzy piją ten alkohol jedynie z dodatkiem kilku kostek lodu, mających na celu lekkie schłodzenie trunku. Jednak i ten sposób picia whisky u niektórych osób budzi kontrowersje. Uważają bowiem, że lód całkowicie zamraża kubki smakowe, znajdujące się na języku, co sprawia, że nie da się wyczuć wszelkich subtelności smaków, charakterystycznych dla tego alkoholu. Preferowaną przez nich metodą spożywania jest więc dodanie nieco źródlanej wody, co wyostrza doznania smakowe.

niedziela, 29 listopada 2015

Nie lubię gołębi

Nie lubię gołębi, chociaż może powinienem napisać, że nie lubię gołębi w miastach, a konkretnie wszechobecnych gówien, spadających znienacka, z góry, gówien, gówien na parapetach i gzymsach... nie lubię hord tych "latających szczurów" kłębiących się wszędzie, nie lubię trucheł gołębi walających się po podwórku - bo są tak upasione już, że nie mają siły uciec przed kotem...

Winne oczywiście nie są same ptaki, ale babcie gołębiary i przeróżni menele nurkujący w śmietnikach, dokarmiający te ptaki ponad wszelką przyzwoitość wygrzebanymi ze śmietników resztkami chleba.

Jaka jest motywacja tych ludzi? Z pewnością osoby starsze, wychowane jeszcze za PRLu czy na wsi nie znoszą. kiedy chleb się marnuje, zatem lepiej rzucić ptakom (w dzieciństwie to były kury na podwórku) niż pozwolić zgnić...

...tak czy inaczej winna jest cywilizacja nadmiaru - cywilizacja rozbuchanej konsumpcji która mówi - kup więcej, jedz więcej, a jak nie dasz rady zjeść, to i tak kup więcej i co najwyżej wyrzucisz. 


Gdy tylko zbliżam się do śmietnika, podlatuje horda ptaków, rosnąca z sekundy na sekundę. Ptaki albo biorą mnie za menela, którzy zaraz wygrzebie im resztki chleba z kubła, albo wyczuwają we mnie dobre serce...

...i jak tu tę hordę odstraszyć? Na dobry początek piszę post pod tytułem "Nie lubię gołębi"!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Anna sugeruje, że jestem fanatykiem minimalizmu? Cóż.. to jest prawda...

Do napisania tej notki zainspirował mnie komentarz na grupie minimalistów na FB.

Anna  ...już dawno nauczyłam się, żeby nie czytać postów Remigusza i ignorować to co pisze, bo on wydaje się być jakiś taki... fanatyczny? (...)
 
Cóż, to jest prawda, taki jest fakt. Jestem fanatyczny jeśli chodzi o minimalizm!

W czym zasadzają się moje fanatyczne poglądy? Lecimy w 3 punktach.

Punkt 1.

Uważam, że minimalistą możesz być nawet jeśli nie posiadasz markowej, minimalistycznej elektroniki modnej w "środowisku".


a) Nie musisz naśladować Kolegów i Koleżanek "minimalistów", którzy na raty kupują markowy telefon z jedynym słusznym logo na obudowie... ja mam stary, wysłużony telefon, gdzie bateria trzyma mi nawet 7 dni... i żyję.

b) lanserski "minimalistyczny" laptop z tymże samym logo za kilka tysięcy zł jest niepotrzebny do bycia prawdziwym minimalistą... kup sobie używany, zadbany laptop poniżej 1000 zł, postaw jakiś minimalistyczny, estetyczny system, np. Linux, klon ChromeOS... to moje hobby, pomogę, doradzę...

c) Nie musisz wyrzucać swojej ukochanej kolekcji książek, aby się przypodobać środowisku i przechodzić na markowy czytnik e-booków. Pod ręką mam kilka fajnych. papierowych książek... nie muszę ich wyrzucać i kupować Kindla, by się jeszcze bardziej "zminimalizować"!


Punkt 2.

W ogóle nie musisz wyrzucać żadnych przedmiotów! Pozwól przedmiotom dojść do ich naturalnego końca technicznego życia. Nie wyrzucaj, nie marnuj! Raczej jak coś, to podaruj komuś, myśl o innych ludziach, nie o własnych 4 literach.

Nie jest w ogóle potrzebna rewolucja i niedzielny szał wyrzucania, nie licz do 100...

Na przyszłość po prostu nie kupuj za dużo. Podejdź spokojnie do sprawy, przedmioty nie muszą nad tobą panować (nawet jeśli jest to minimalistyczny modny, bialutki mebel, za którym piszczą Koleżanki... nie musisz lecieć z wywieszonym językiem i od razu kupować...)

Punkt 3.

Nie musisz się obnosić z nową filozofią, nie musisz się starać przypodobać komukolwiek w gronie minimalistów, nie musisz kupować książek o minimalizmie, nie musisz zakładać bloga z "theme" w kolorze białym, nie musisz się lansować...

Nie musisz być politycznie poprawnym. Masz prawo twierdzić, że osoba która:
  • nie należy do snobującej się "złotej wielkomiejskiej młodzieży" 
  • nie leci za modą na "komercyjny minimalizm" i nie wyrzuciła całej starej zawartości swojej szafy - zamieniwszy ją na kilka markowych wdzianek w stylu "straight edge"...
  • nie podąża ślepo za idolami minimalizmu, itd.
....jest minimalistą/minimalistką. Ma prawo do identyfikacji się z tą filozofią, ma prawo do bycia szczęśliwym minimalistą/minimalistką.


.... i oczywiście uważam, że moje zdanie i pogląd jest słuszne.  I koniec!



Jestem dumny z moich fanatycznych poglądów na temat minimalizmu!


poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozwój osobisty, motywacja, szkolenia... a może idiotyzm?

Nieustanny "rozwój osobisty", motywacja, różne dziwne szkolenia... uważam, że to może w końcu przerodzić się w uzależnienie psychiczne, chorobę i obsesję. Na słabsze, bardziej wpływowe osoby pewne działania mogą mieć działanie destrukcyjne, a pewne grupy "rozwoju" osobistego mogą zamienić się w grupy "rozboju" osobistego...

...po prostu w sektę...

Jako minimalista prowadzę dość niszowy blog motywacyjny... jego adres internetowy to: http://zarabianiepieniedzy.eu/ ...staram się jednak zachować dużą dozę sceptycyzmu i dystansu do rzeczywistości w przekazywanych tam treściach.

Z resztą już mnie znacie - sceptycyzm, dystans i wielopłaszczyznowe podejście to mój znak firmowy.

Czy różni guru rozwoju osobistego wiedzą co to znaczy wielopłaszczyznowe podejście do zagadnienia? Najwyraźniej nie.

Na załączonym filmie: rozwój osobisty i ćwiczenie pewności siebie w czasie zajęć jednego z kół studenckich na "elytarnej" SGH w Warszawie.  

Strach pomyśleć jak będzie traktować przyszłych pracowników kadra managerska mająca swój rodowód na tej uczelni. Oglądając te zdrowo popieprzone działania "edukacyjne" cieszę się, że skończyłem AE Poznań, a nie "esgieha", nie mam się teraz czego wstydzić.


niedziela, 1 listopada 2015

Nie podoba mi się mieszanie polityki do minimalizmu...

Kiedy kilka dni temu zobaczyłem na grupie "minimalizm" link do peanu na cześć lewicowych działaczy od Zandberga lekko się zdziwiłem, ale cóż... może moderator przegapił to, bo nie ma czasu pilnować grupy... cóż, nie wiem. Wyraziłem jednak swoją negatywną opinię na temat tego typu materiałów na grupie - mam nadzieję, że Wy także podzielacie niechęć do mieszania polityki do minimalizmu.



Dziś spadłem jednak z krzesła. Na agregatorze blogów minimalistycznych pojawił się artykuł "znanego minimalisty" na blogu kojarzonym jako minimalistyczny...

Co to ma być? Gościu (myślałem dotąd, że sympatyczny) robi lewicowy coming out w gronie minimalistów?  Odpowiedziałem, między innymi:

(...) na moim blogu o minimalizmie unikam jak ognia tematów politycznych – to ma być bowiem miejsce przyjazne – bez agresji cechowanej politycznie, religijnie.
(...)Jeszcze raz – to twój blog – robisz na nim co chcesz, ale to blog kojarzony przez wiele osób jako minimalistyczny – wprowadzanie polityki i nienawiści na taki blog jest złą decyzją.


Jestem już zmęczony wyborami i polityką (a jak Ty), chciałbym politykę i emocje związane z wyborami odsunąć teraz jak najdalej od siebie  Rozumiem, że kilku ziomków o ekstremistycznych poglądach może mieć nerwy, że lewica teraz w ogóle nie dostała się do polskiego parlamentu - ale te złe emocje można wyładować poza blogosferą minimalistyczną - pójść na siłownię - pojeździć po lesie na rowerze (pogoda dopisuje) - pomóc komuś w swoim otoczeniu, zrobić coś dobrego.


Przy okazji. Powyższe zdjęcie gry mojego dziecka wykonałem parę dni przed wyborami.

To wszystko jest przesadą. Atak "politycznej agresji" na wszystkich frontach...

...nie chciałbym politycznych wojen w gronie minimalistów. Wygląda na to jednak. że ktoś nacisnął czerwony przycisk i odpalił bombę...

Nie dobrze!

Jeszcze raz: MÓWIĘ NIE DLA POLITYCZNEGO GNOJU W GRONIE MINIMALISTÓW!



Zwolnij tempo życia...

"Zwolnij tempo życia" - ten, czy w podobnym stylu tytuł wieńczył artykulik w jakiejś prasie kobiecej, który wpadł mi w ręce. Autorka ubolewała jak to szybko żyjemy, jakie to szalone tempo ma świat naokoło, ile tracimy przez to, że uczestniczymy w wyścigu szczurów... 

Następnie autorka podsumowuje i proponuje remedium. Usiądź na chwilę gdzieś i wypij kawę, pijąc delektuj się i miej chwilę zadumy. Jeśli gdzieś pędzisz to usiądź chwilę na ławce, weź oddech i odpocznij....

Na tym lista porad się niestety kończy, choć boję się, co by było, gdyby ta lista została przedłużona... wejdź do toalety z dobrą książką....?

Bzdura!

- Jak... kurczę pieczone... może zwolnić tempo życia mój znajomy spędzający 2-4h dziennie na dojazdach do pracy (w nerwach, w korkach, wiecznie na styk)...

- Jak może zwolnić tempo koleżanka, która robi podstawowy etat, ale po godzinach zaraz leci do następnej pracy (dorywczej), dzielna kobieta w biegu zdąży jeszcze zrobić zakupy i ugotować coś na szybko dla dzieci.

- Jak może zwolnić tempo student, którego rodzice nie są na tyle zamożni, by zapewnić pieniądze na studia, który łączy pełen etat z nauką na trudnym kierunku.

- Jak może zwolnić tempo właściciel firmy, na którego głowie....

Nie ważne.... na pewno nie jest właściwa porada, jak pijesz kawę to miej chwilę zadumy, czy usiądź na ławce jak się gdzieś śpieszysz.

Cały konstrukt, cały paradygmat, cała organizacja czasu ludzi, o których wspomniałem zmusza do morderczego tempa. Młody student nawet to lubi, ludzie kilka lat starsi już się z tym męczą. Tylko że w ich przypadku nie da się....

...chyba, że zmieni się całe dotychczasowe życie, prace, itp.... ale jak?! I kto wtedy np. spłaci zobowiązania wobec banku, albo zarobi na jedzenie dla dzieci?