niedziela, 31 maja 2015

Jestem za równouprawnieniem


W przedostatniej dyskusji pojawił się wątek tradycyjnych ról kobiety i mężczyzny i tutaj pokazałem Wam twarz konserwatysty. Zadajmy sobie jednak pytanie, czy pewien podział ról nie jest sensowny, po prostu naturalny? Nie widziałem jeszcze kobiety, która byłaby pasjonatką angielskich tłumaczeń nazw części maszyn górniczych, czy instalacji obiektów geotermalnych albo zastanawiała się w dyskusji z koleżankami w pubie jak najskuteczniej podeprzeć strop w kopalni. Nie, to są nasze typowe męskie sprawy. Czy ktoś zaprzeczy.


Z drugiej strony jestem całym swoim sercem, za daleko posuniętym równouprawnieniem kobiet. W sensie prawnym, a nawet w sensie zwyczajowym, tam gdzie podział ról nie jest uwarunkowany naturalnymi inklinacjami (czyli właściwie preferencjami samych Pań). Kobiety powinny mieć wstęp wszędzie, w sensie np. zawodowym. Uważam, że dziewczynka powinna mieć taką szansę kariery i rozwoju jak chłopak. Pytanie czy dziewczynka będzie chciała interesować się zakotwianiem platformy wiertniczej w dnie morskim i terminach w specjalistycznym j. angielskim z tym związanych, czy raczej architekturą wnętrz?

Kobieta za kierownicą?

Uważam, np. wbrew powszechnie panującym opiniom, że kobiety są np. świetnymi kierowcami. Wkurza mnie np. określenie „eeehhh, baba za kółkiem” bo pada z reguły ze strony facetów, z których tacy są macho-kierowcy jak z koziej d...y trąbka.

Kobiety i mężczyźni za kierownicą się naturalnie różnią. Kobiety mają częściej problem z nawigacją w terenie, ale na ogół są lepszymi kierowcami niż mężczyźni. Dlaczego? Bo one podświadomie czują, że komunikacja to jest system, system oparty na współpracy. Dla faceta droga to jest arena rywalizacji, konkurencji z innym kierowcą – a to niestety zakłóca system!

Proste pytanie – ilu z nas facetów jest skłonnych za każdym razem zatrzymać się i przepuścić przez przejście np. kobietę z wózkiem, która czeka na wąskiej wysepce między pasami ruchu? Z tego co widzę – jeszcze niewielu.

Dobra, dość przykładów, drogowych. My, Panowie, mamy niestety problem na drodze, na ogół z własnym ego, którego nie potrafimy kontrolować. Nieumiejętność samokontroli... ehh... niemęskie!


Jestem fanem kobiet...

...w biznesie, w pracy, wszędzie tylko, gdzie płeć piękna ma ochotę uczestniczyć w aktywnym życiu.

czwartek, 28 maja 2015

Ekologiczny mikrodomek vs nasze mieszkania w bloku

"Samowystarczalny mikrodom przyszłości. Posiada własne zasilenie i system zbierania wody deszczowej..." Czytam sobie o tym i myślę, no dobra, może trochę przesadzone, ale na pewno fajna rzecz jako domek letni dla pojedynczej osoby.... o ile go nikt nie ukradnie, tak jak auta, czy roweru ;-)

Nawet małe wnętrze nie wydaje się klaustrofobiczne jeśli jest mądrze urządzone i minimaistyczne. 

Czy wnętrze tej kapsuły nie jest przypadkiem wielkości niektórych pokoi w mieszkaniach w bloku? Pomyślmy jak zagracamy nasze "klitki" i czy nie możnaby pójść w nieco inną stronę, zyskując komfort i przestrzeń (w takim zakresie jak to tylko możliwe).

Wystarczy tylko zmienić swoje nawyki, przyzwyczajenia i zaniteresować się szeroko pojetym minimalizmem! ;-)




 

piątek, 22 maja 2015

Mniej używania samochodu!

Ostatnio pisałem o dylematach "minimalistycznych" odnośnie posiadania samochodu i dziękuję za wasze komentarze, ale to jeszcze nie koniec tematu. Samochód jak pisałem mam, używam i dostrzegam pewne niekorzystne zmiany w moim zachowaniu, w stosunku do okresu, kiedy auta nie posiadałem.

O co chodzi?

Otóż uważam, że w miejskich warunkach samochód na ogół nie jest optymalnym środkiem transportu dla człowieka. Jest wygodnym środkiem transportu, ale nie optymalnym?

Dlaczego?

Człowiek nie został stworzony do 8h siedzenia przed biurkiem, potem do siedzenia przed ekranem komputera, lub TV, ani do wożenia pupy samochodem! Człowiek został stworzony by pokonywać dziennie 30km przez sawannę w pogoni za zwierzyną, biegać, gonić, być aktywnym, nasze ciała nie są ewolucyjnie przystosowane do siedzącego trybu życia!

Samochód naprawdę "wspomaga" ten niekorzystny, siedzący tryb życia. Człowiek, mimo, że ciało ma przystosowane do ogromnego wysiłku jest bowiem z natury leniwy! Jeśli możesz w mieście podjechać, szybko i wygodnie, podjedziesz gdzieś i tyle.

Co staram się robić?

Staram się świadomie zastępować część aktywności, część wyjść na miasto, gdzie normalnie użyłbym samochodu, udaniem się pieszo do celu. W monitorowaniu mojej aktywności pomaga mi małe, niedrogie urządzonko - krokomierz. (Powiedzmy sobie szczerze - taka samokontrola i pomiar wzmaga motywację.)


Wolę taki prosty, niedrogi krokomierz niż smartfon z aplikacjami monitorującymi aktywność, ale jeśli ktoś już ma smartfona, może i w taki sposób spróbować.

Czasem łączę załatwianie spraw pieszo z de facto treningiem marszowym, o którym napisałem kiedyś na blogu sportowym, jeśli interesują cię optymalne parametry marszu - kontynuuj czytanie pod linkiem:

Krokomierz – czy warto kupić? Intensywne marsze jako trening.


Wracając do tematu - fajna pogoda na wiosnę sprzyja temu, aby część aktywności samochodowych zastąpić ruchem fizycznym.

Pomyśl o tym! ;-)


wtorek, 19 maja 2015

Minimalista i samochód?

Skoro staram się bawić w kategoryzowanie niektórych przedmiotów i ich funkcji zadajmy sobie pytanie: Czy samochód jest czymś minimalistycznym? Chyba większość osób podświadomie czuje, że niekoniecznie. 


  • samochód to spory wydatek, rzecz, która szybko traci na wartości, 
  • samochód to konieczność opłat za ubezpieczenia, 
  • paliwo kosztuje, miejsce parkingowe kosztuje,
  • kilka razy w roku muszę tracić czas by pojawiać się w warsztatach, klima, wymiana opon, eksploatacja - to kosztuje i zabiera czas
  • samochód to częste zmartwienie o samą możliwość zaparkowania, nawet w mniejszym mieście to coraz częściej problem
  • samochód hałasuje, kopci, smrodzi


Mimo wszystko, jako osoba zainteresowana minimalizmem jako filozofią posiadam ten nieminimalistyczny przedmiot i w fakcie posiadania go nie widzę nic zdrożnego. W małym mieście samochód to po prostu konieczność. Gdybym mieszkał w centrum np. Wrocławia inaczej rozpatrywałbym tę kwestię, postawiłbym na rower i dostępny transport publiczny, transport międzymiastowy.



Na prowincji jednak jest jak na wsi - masz samochód - masz swobodę ruchu - nie masz auta - siedzisz "w chałupie", chyba, że ktoś cię łaskawie podwiezie. W moim mieście nie ma połączeń kolejowych, jest problem z autobusami, komunikacja miejska jest, ale w niektórych godzinach jest nieużywalna.  

Wracając do faktu posiadania przeze mnie "nieminimalistycznego" auta. Gdzie jest powiedziane, że minimalista musi posiadać wszystko w 100% minimalistyczne? Czy minimalista musi za wszelką cenę dążyć do 100% minimalistycznego ideału, a jeśli tak kto wyznacza ten ideał?

Przechodząc do meritum - mój samochód minimalistyczny nie jest i nie będzie - nie złoszczę się jednak, kiedy ktoś wskazuje na ten oczywisty fakt To po prostu jakaś tam konieczność, o której staram się jak najmniej myśleć.