poniedziałek, 30 marca 2015

Moja niedzielna przygoda z minimalizmem

W biurze potrzebny jest nam nowy komputer do demonstracji u klienta. Musi to być komputer nowy, pachnący fabryką, dobrze wyglądający, reprezentacyjny, przy czym bardziej przenośny i lekki niż duże pełnowymiarowe laptopy, które są u nas mocno wyeksploatowanymi koniami roboczymi, jednocześnie to nie ma być mały, kieszonkowy tablecik., ani nawet duży tablet 10,1” z permanentnie przecież ulepionym ekranem (od palców). Nawet jak tablet przetrzesz przed spotkaniem, to w czasie spotkania klienci ulepią ekran. Czy to takie reprezentacyjne?

Optymalna byłaby hybryda 12” (model popularnego producenta na S., który mi bardzo poleca Kolega grafik z "naszego" novelty cups umożliwiłby mi także nagranie Wam video bloga dobrej jakości) z touchpadem albo lekki ultrabook do 13,3”



Oglądam zatem sprzęty – zakup to mój obowiązek – sprzedawca pomaga mi dobrać wstępnego kandydata do zakupu, jest to mały, lekki laptop z Windows 8.1, przy czym całkiem dobrze wyglądający, Sprzedawca zaczyna temat... sam z siebie... a ja na czole nie mam wypisane „autor bloga o minimalizmie”...

  • Proszę Pana, ten laptop dobrze wygląda, modnie, ten sprzęt jest minimalistyczny – stwierdza młody, sympatyczny sprzedawca.
  • Tak? - pytam zaciekawiony – Skąd wiadomo, że jest on minimalistyczny?
  • Ponieważ ma obudowę z drapanego aluminium! - odpowiada sprzedawca.
  • Skąd pogląd, że drapane aluminium jest minimalistyczne – podkręcam młodego rozmówcę i jednocześnie jestem ciekaw jego poglądu.
  • Proszę zobaczyć samemu, o tutaj na ekranie!
    Mamy do dyspozycji terminal z katalogiem producenta, gdzie chwile wcześniej sprzedawca sprawdzał parametry,
  • O tutaj, niech Pan sam zobaczy. Producent jasno napisał. „Drapane aluminium – minimalistyczne”.
Z pewnością siebie i poczuciem własnej udowodnionej racji młody sprzedawca dalej zachęca mnie do kupna sprzętu....

Biorąc pod uwagę moje wszystkie wcześniejsze wpisy o markowych sprzętach elektronicznych, o minimalistycznym urządzeniu wnętrza, o posiadanych przedmiotach, spotykam się z autorytetem, który zdecydowanie podważa sens i logikę całej mojej twórczości. Jestem zdezorientowany, próbuję dojść do istoty minimalizmu, uczestniczę w ostrych dyskusjach, gdzie nawet sypią się iskry, próbuję odkryć minimalizm na nowo. Niepotrzebne jak widać. Tracę mój czas, szamoczę się w twórczych rozterkach blogera. Po co...


Mądrzejsi ode mnie specjaliści z marketingu wielkiej korporacji już dawno przecież zdecydowali czym jest minimalizm – pozbawiając sensu moje dalsze intelektualne poszukiwania – odpowiedź jest niepodważalnie prosta: Minimalizm jest drapanym aluminium...

Aktualizacja: szafka RTV autora...


...i super, ultra wypasiony „sprzęt audiowizualny”, który się na niej mieści został doinwestowany, znajdziecie tu pewne nowe "elementy". Co jak co, w świecie minimalistów także trzeba się trochę polansować (jak mi nie dawno uświadomiło wielu dyskutantów) i pokazać, że ma się sprzęcior lepszy niż koledzy.




Chcieliście, macie...super energooszczędn\y tryb, opcja 'show na żywo', abonament gratis...

czwartek, 26 marca 2015

Minimalizm powinien być harmonijną ewolucją, a nie dziką rewolucją

W jednej dyskusji oraz wpisie o e-bookach został poruszony problem „niedzielnych minimalistów” i/lub minimalistycznych neofitów, którzy moim skromnym zdaniem są chyba bardziej minimalistyczni niż Rybka Mini-Mini. Czysty ortodoksyjny minimalizm urzeka ich, kręci, porywa do działania...

Niedzielny minimalizm rodzi moim zdaniem pewne problemy. 

Jednym z nich jest ortodoksja neofity i postrzeganie wszystkiego przez pryzmat nowej filozofii. Czy to, że jestem minimalistą musi znaczyć, że wszystko co mówię, robię i posiadam jest i musi być minimalistyczne? Według „niedzielnych minimalistów” chyba tak, ponieważ proste stwierdzenie, że uważam czytniki e-booków jak i znaczną część zaawansowanej i drogiej elektroniki użytkowej za nieminimalistyczne, zostało przez niektórych przyjęte z oburzeniem i podniosło temperaturę tu i owdzie. Bzdura! To ostatni artykuł tego Pana, który czytam... to chyba jedne z łagodniejszych wpisów na FB.

A przecież ja sam mam pewne przedmioty i rozwiązania, które nie są raczej minimalistyczne. Co więcej moi Czytelnicy, z którymi mam często także kontakt na priva, krytykują czasem moje blogi, moje pomysły, moje poglądy... i co z tego? I nic, bo czy ja – autor tego bloga - muszę być minimalistycznie koszerny w każdym calu? Skądże! To dopiero byłoby nudne!

Drugim problemem jest rewolucyjne i nieharmonijne podejście do wdrażania nowej filozofii w życie.

Niedzielnemu minimaliście czy minimalistce, jak pisałem ostatnio, wpadła w ręce jakaś książka od koleżanki – najczęściej typowej „Magdy - graficzki”. Jakiś minimalistyczny guru, którego zdjęcie ze świdrującymi oczkami straszy na okładce, wykłada w niej co i tak... Nasza nowo upieczona minimalistka, która chwilowo, po ukończeniu kursu „dyzajnu” i fotografii, czuje nudę i pustkę w swoim młodym życiu, akurat chwyta bakcyla i zaczyna się rewolucja. 

Ciuchy masowo wylatują na śmietnik. Książki z półek szybko trafiają do kubła na makulaturę (kupi się za to czytnik e-booków - była chyba promocja w GlebaMarkt). Bibeloty i kolorowe obrazki ze ścian w najbliższy wolny dzień są wyrzucane do kartonu i potem do piwnicy.

W tygodniu chłopak naszej minimalistki, z wywieszonym jęzorem maluje jej pokój na biało, bo jaśniejsze kwadraty po zdjętych obrazkach fatalnie wyglądają, a w kolejny weekend demontuje niemodną już komodę z Bodzia i składa minimalistyczną, gustowną szafkę z Indomo. (Wtaszczyć wszystkie meble na 4 piętro da radę sam... no nie? Na pewno sobie poradzi jeśli trenuje go mój kolega z Klubu Fitness Lubin)

Co prawda pieniędzy z limitu karty kredytowej ledwo starczyło na nowe meble, ale nasza nowa minimalistka, z dumą bierze na raty MacBooka (no bo przecież Magda – graficzka już go od dawna ma). Był za 3999 ale przecenili na 3749 zł! Co za okazja!

Lista zakupów się rozszerza, bo przecież do MacBooka trzeba dobrać markową torbę i oryginalną myszkę. 

Ponieważ minimaliści nie tylko posiadają sprzęt Apple, ale też często jeżdżą na rowerze (przynajmniej koleżanka Magda jeździ ze swoim chłopakiem) w oko naszej nowo upieczonej minimalistki wpada super markowy rower "trekingowy". To tylko kolejne kilka tysięcy zł, ale właśnie Pani z EnBanku dzwoniła z propozycją niskooprocentowanej pożyczki. Chyba trzeba wziąć, bo przecież sam rower to nie wszystko. Trzeba kupić akcesoria i markowe ciuchy termoaktywne oraz specjalne czarne leginsy w których pupa dobrze wygląda na ścieżce rowerowej. Co jak co - dużo znajomych tam jeździ lub uprawia "nordik łoking".

W trakcie kolejnego spotkania Magda mówi o wypadzie w góry za miesiąc, fakt – minimaliści często chodzą w góry – a dobry, drogi, markowy sprzęt turystyczny to podstawa. Trzeba się jakoś pokazać w schronisku.

Oj, cholercia, ile to się trzeba wykosztować, aby to wyglądało, że człowiek jest minimalistą i mu „nie zależy” na tym całym wyścigu szczurów. Trzeba będzie wziąć nadgodziny w pracy i dodatkowe zlecenia na najbliższe kilka weekendów. Ale chyba warto...

Minimalizm naprawdę wyzwala człowieka!

Mam nadzieje, że rozbawił was ten powyższy – opowiadający o fikcyjnych postaciach, zmyślony w każdym calu akapit – a skoro od czytania książek, rozpoczęła się poprzednia dyskusja to ja mam pewne spostrzeżenie: Rewolucja ma to do siebie, że „pożera własne dzieci”. Starsi i bardziej oczytani Czytelnicy, będą wiedzieć, co oznacza to stwierdzenie.

środa, 25 marca 2015

Sypialnia w odcieniach szarości - męska oaza?


Nowoczesność połączona z elegancją i klasą - a jednocześnie miejsce, w którym równie dobrze można się odprężyć, jak i poszerzać swoje horyzonty. Czy zastosowanie szarości w męskiej sypialni może stać się nowym świętym graalem w dziedzinie wystroju?

Szarość nie jest dla każdego

O szarości można powiedzieć wiele - ale na pewno nie to, że reprezentuje przeciętność. A przynajmniej nie w dziedzinie farb i designu…
Szczerze - widzieliście kiedyś szarą sypialnię? Pastele, owszem. Jakieś słoneczne żółcie, owszem. Czerwień, jeżeli właściciel sypialni chce coś otwarcie zakomunikować, owszem. Ale odcienie naturalnego granitu, nuty grafitowe czy też barwy oddające potęgę i grozę burzowej chmury?
Szarość zdecydowanie wyróżnia pomieszczenie, zapewnia mu oryginalność - i to oryginalność nie popadającą w banał. Jeżeli jednak wydaje Wam się, że stanowi uniwersalny wyznacznik charakteru i unikatowości lokatora - to możecie się poważnie pomylić. Podobnie jak z garniturem czy eleganckim zegarkiem - aby osiągnąć doskonały efekt, należy dopracować i zgrać wszystkie szczegóły.


Szarość staje się modna

Co prawda bezkrytyczne podążanie za modą generalnie nie świadczy najlepiej o zdecydowaniu i guście mężczyzny - warto jednak zainteresować się trendami, które mają potencjał na stanie się ponadczasowymi. Nawet, jeżeli wiąże się to z jednym z najstraszliwszych wydarzeń w tegorocznej kulturze - w końcu 50 Shades of Grey to nie tylko bardzo zły film, ale też inspiracja - co świetnie wykorzystał Dulux.pl na Facebooku, łącząc "nośną" nazwę z naprawdę ciekawymi pomysłami. A jeżeli utrzymana w takim kontekście szarość sypialni może stać się dla kobiet ekscytującym synonimem zmysłowości - to dlaczego tego nie zaakceptować?

Jak okiełznać szarość?

Przede wszystkim szarość nie powinna być jedynym kolorem w sypialni. Już na etapie planowania musimy zdecydować, czy największy nacisk położymy na zestawienie kolorów ścian i sufitu, oryginalne wzory, dobór mebli - czy kilka wyrazistych i skupiających na sobie uwagę dodatków. Jeżeli jesteśmy pewni swojego gustu - możemy wszystkie te kwestie umiejętnie połączyć, w przypadku porażki ryzykujemy jednak uzyskaniem krzykliwego nadmiaru. A tego w przeciwieństwie do osłoniętej "zamiłowaniem do minimalizmu" pustki - już nie wytłumaczymy…

Jeżeli wybieramy inspirację kolorami i odcieniami, to warto dla dużych powierzchni użyć palety monochromatycznej. Głównym bohaterem pozostaje oczywiście szary, ale dużo uwagi możemy poświęcić świetlistej bieli (idealnie podkreśli wybraną część pomieszczenia lub sufit) oraz szlachetnej, głębokiej i intrygującej czerni (którą powinniśmy stosować ostrożnie - tak, by nie zdominowała całości). Jeżeli zastosujemy różne odcienie dla ścian, uzyskamy ciekawe złudzenia optyczne, a dzięki nim możliwość "korygowania" wielkości i kształtu pomieszczenia.

Bardzo interesujące będzie połączenie koloru szarego z paletą naturalnych odcieni brązu oraz naturalnego drewna - w zależności od użytych środków możemy tu osiągnąć zarówno surowy i kojarzący się z życiem na pograniczu efekt "chatki na skraju cywilizacji", jak i nowoczesną, ale pozwalającą na odcięcie się od uciążliwości samotnię.

Wykorzystanie wzorów, czy będą to różnobarwne pasy, czy bardziej skomplikowane ornamenty, także pozwoli na uzyskanie zróżnicowanych efektów. Od "zwykłej", optycznej zmiany postrzegania wnętrza, po umieszczenie w nim symboli, akcentów i nawiązań do Twoich cech osobowości lub ulubionych motywów… Ogólną zasadą ponownie powinien stać się umiar - barokowe zdobienia mogą bardzo łatwo wprowadzić do wnętrza chaos.

W przypadku mebli zasadniczo istnieją dwa główne nurty - klasyka, oznaczająca drewno i ponadczasowe kształty, oraz nowoczesność - dyskretna i funkcjonalna, a jednocześnie wykorzystująca pełną gamę dostępnej technologii w celu wywołania określonego wrażenia - na przykład przez umiejętne zastosowanie oświetlenia LED czy subtelny dodatek chromu czy szczotkowanej stali.

Pozostają najtrudniejsze w oswojeniu, ale potencjalnie najbardziej skuteczne w działaniu dodatki. Wyraziste, oryginalne, skupiające uwagę, a jednocześnie dopasowane do wnętrza i właściciela, będą ukoronowaniem utrzymanej w odcieniach szarości sypialni, dzięki czemu stanie się ona naszym symbolem i wyrazem dążenia do perfekcji - oraz lepszego życia.

poniedziałek, 23 marca 2015

Liście kalarepy... są jadalne?

Dzisiejszy post zainspirowany jest dyskusją na grupie „Poszukiwacze roślin”, gdzie dowiedziałem się, że zazwyczaj wyrzucane przez nas liście kalarepy są... jadalne. Czy to nie prawdziwie minimalistyczna potrawa? Zatem liście kalarepy starannie umyłem.



Pokroiłem na mniejsze kawałki.


Oraz zacząłem smażyć – jak szpinak – na oleju rzepakowym, z dużą ilością curry oraz z dodatkiem czarnuszki. Lubię na ostro.



W trakcie przygotowania potrawy czułem, że goryczka jest zbyt duża, zarówno z liści kalarepy jak i z dodanej czarnuszki, dodałem odrobinę pomidora, mleka i sera żółtego, co zdecydowanie poprawiło smak.


Nie miałem czasu na dłuższe duszenie liści, a to zdecydowanie poprawiłoby konsystencje potrawy, liście były bowiem nieco „al dente”, uważam, że zdecydowanie należy zblanszować liście kalarepy przed takim eksperymentem jak mój.



Co mógłbym powiedzieć na koniec? W potrawie brakowało mi, podsumowując, zblanszowania liści przed smażeniem, 1-2 cebul i może pół ząbka czosnku. Jednak jaki jest finalny wynik mojego minimalistycznego eksperymentu? Widać na załączonym obrazku.... potrawa nie była w 100% perfekcyjna, ale... zjadłem ją jak wściekły królik... mniam.



niedziela, 22 marca 2015

Jaką rolę powinien spełniać autor bloga o minimalizmie?

Jaką rolę na blogosferze powinien spełniać autor/autorka bloga minimalistyczego? Ostatnio uważam, że ta rola powinna być nieco większa niż pisanie tylko o sobie, o nowo zakupionej białej szafie, o wymianie galerii plakatów na ścianie na skromny obrazek z azjatyckim motywem lub o wyrzuceniu 50% ubrań z zeszłego sezonu. To nawet może i sympatyczne, ale to trochę za mało.


Uważam bowiem, że mimo pozornego dobrobytu, żyjemy w świecie bardzo brutalnym, bezwzględnym bardzo nakierowanym „na mieć”, na więcej i więcej zamiast „na żyć”, lepiej i szczęśliwie.

Prawda jest taka, że niemal wszyscy ulegamy presji społecznej „na mieć”. Czy niedawno pisałem o zakręceniu pokolenia 90+? Kiedy ja spotykam się w gronie moich starych znajomych ze szkoły tematem rozmów numer jeden jest... praca, awans, zarobek, kupno domu, ja już wziąłem kredyt i się buduje... czy ty także już wziąłeś kredyt na nieruchomość, zainwestowałeś ostatnio...

Uwierzcie mi, na nieczęsto w towarzystwie mówię, że prowadzę także blogi finansowe, bynajmniej rozmowy nie wynikają z mojego blogowego hobby. (Ja oczywiście lubię finanse i inwestycje – ale to jest rodzaj „gry komputerowej”, hobby, ale nie naczelny cel mojego życia.) Tematy finansowe „na pierwszym miejscu” są po prostu naturalne dla pokolenia urodzonego w latach 70/80.

To jest lekka po prostu schiza.

Pisałem o tym trochę w artykule o szale inwestycyjnym i amoku brania kredytów na konsumpcje.
Moje pokolenie w rozmowach porównuje swoje domy, porównuje swoje samochody, rozmawia tylko o pracy... a dzieci... je najlepiej oddać do modnej, prywatnej szkoły w okolicy, która zapewnia pełne i bezobsługowe 'przechowanie' potomka od 7.00 do godziny 16.00. Ostatnio na lekcjach sympatyczny , choć nieco za bardzo rozbrykany, chłopaczek z podstawówki (u Kolegi z firmy Angielski Lubin) chwali się nauczycielowi na zajęciach, że tatuś kupił mu nowy telefon za ca. 3600 zł...

...a co robi Twój tata? – no cały tydzień jest poza domem, jeździ po oddziałach firmy, głównie mieszka w Warszawie, widzę go czasem w weekend.

Czy oby na pewno o to chodzi?

Długo by pisać...


Myślę, że autor bloga minimalistycznego powinien uświadomić ludziom, że niezależnie od tego ile zarabiają zawsze będą mogli na raz spać tylko w jednym łóżku i jeść tylko trzy główne posiłki dziennie a góra kasy na koncie nie zawsze zapewni im szczęście i zdrowie oraz wolny czas, który mogą spędzić z dziećmi... autor powinien pokazać, co się liczy, a co jest tylko picem na wodę.

Autor bloga minimalistycznego powinien uczciwie napisać swoje, nawet jeśli części Czytelników to się nie spodoba.



Na koniec fragment mojej rozmowy z Kol. Romanem, gdzie dziwiłem się dość histerycznej reakcji „młodych minimalistów” na moje posty o markowych komputerach i gwałtowne „odrzucenie” mojej teorii, że raczej nie się one zbyt minimalistyczne. Roman mi odpowiada:

Dla mnie Mac - jeśli już do tego przykładu się odnieść - jest komputerem i jeśli byłby on najlepszym wyborem po prostu kupiłbym go i używał (...) 

Dla nich Mac jest "sposobem na prezentację ich postawy życiowej" i nie potrafią znieść, że "oni tak bardzo się starają, a ja tego nie doceniam" :) 

Czy teraz obrażą się na mnie Czytelnicy, moi znajomi i rowieśnicy, że nie doceniam ich gonitwy za nowym samochodem, nowym domem, nowym sprzętem na raty, prywatną szkołą, która bezkontaktowo przechowa dziecko i do 18.00, itp.?

czwartek, 19 marca 2015

Liście rzodkiewki...

Ostatnio coraz więcej uwagi poświęcam takim kwestiom jak racjonalna dieta i oczywiście jest to dieta obfitująca w warzywa. Nie jestem wegetarianinem, ale staram się, aby w miejsce niezdrowych i drogich przekąsek w stylu: chipsy, snacki, kabanosy o przedłużonej trwałości, naładowane konserwantami i cała galerią E-cośtam na moim biurku zagościły owoce i warzywa.

Oszczędniej, taniej, zdrowiej...

Jeśli chodzi o tytuł dzisiejszej krótkiej notki, to od Kolegi zainteresowanego dietą i sportem dowiedziałem się interesującego faktu o liściach rzodkiewki. Normalnie je wyrzucamy, tymczasem to warzywo liściaste tak samo smaczne i cenne jak np. szpinak czy botwinka. Dlaczego je wyrzucać i marnować?



Dziś zjadłem oddzielone i umyte liście rzodkiewki w potrawie (cebula, pomidory smażone na oleju + curry), w której przedtem gościł szpinak... tak smaczne, że nawet nie pomyślałem o tym, aby zrobić fotkę i pokazać Wam, że można... zostały tylko rzodkiewki do przekąszenia potem...

środa, 18 marca 2015

Hodowla zwierząt domowych a minimalizm?


Czy hodowla zwierząt domowych pasuje do minimalisty? Nie wiem, nie jestem wyroczną minimalizmu - za to jak zwykle - zadaję dużo pytań... Zwierzak domowy... Z jednej strony to cały dodatkowy majdan terrariów, akcesoriów, karm... no i o samego zwierzaczka trzeba dbać, poświęcać mu czas i uwagę. Mnóstwo dodatkowego czasu.



Drugiej strony to odskocznia od świata elektroniki, wirtualnego lansu, wirtualnych emocji, wirtualnych rozmów...

autor podczas pisania jednego z postów
autor podczas pisania jednego z postów

To także pretekst, aby z „młodym pokoleniem” spędzić czas inaczej niż na wspólnej konfiguracji tableta z Androidem.


Co Ty na to?


P.S. Znaczenie slowa "wirtualny" wg PWN:

«wykreowany na ekranie komputera, telewizora, ale tak realistyczny, że wydaje się rzeczywisty»

niedziela, 15 marca 2015

Domek minimalisty


Spójrzmy za „minimalistyczny” domek pokazany na obrazku... jak myślisz... na ile on jest minimalistyczny i co decyduje o „minimalizmie” tego rozwiązania. Przyjęło się szeroko brać „na wiarę”, że takie rozwiązanie architektoniczne jest minimalistyczne... czy tak jest naprawdę? Pobawmy się razem w detektywów architektury.


1. Domek ma płaski dach, mimo, że położony jest na mocno zadrzewionej działce. Przynajmniej połowa domku jest mocno obsadzona drzewami. Płaski dach sprawi, że na domku będą się gromadzić, zbierać i gnić liście. W sezonie jesiennym właściciel co chwile będzie musiał wchodzić i sprzątać dach. Jeśli nie liście zaczną gnić i zbierać wodę, a ta stojąca na płaskim dachu zawsze znajdzie choćby mikroskopijny kanalik do wnętrza – liście szybciej niż się wydaje zatkają odpływy. Czy odstawianie co chwile tańców i pracochlonne sprzątanie dachu non stop jest minimalistyczne?

2. Po nagich drzewach i typie roślinności wiemy, że domek jest zlokalizowany w strefie klimatycznej, gdzie są zimne jesienie i zimne zimy. Domek jednak nie posiada odpowiedniej izolacji od spodu, a przeszklone ściany, nawet wykonane w najlepszej technologii, znacznie pogłębia straty ciepła. Będzie w nim zimno jak w stodole, a rachunki będą bić rekordy – nawet jeśli domek jest używany tylko jako studio. Domek jest ekstremalnie nieekologiczny i nieenergooszczędny. Czy to jest minimalistyczne?

3. Znam osoby, które pokusiły się na takie „minimalistyczne” rozwiązanie, czyli wielkie przeszklone okna gdzieś na uboczu, na dużej działce. Uwierzcie mi, że większość z nich w końcu podejmuje działania aby te przeszklenia ograniczyć – szczególnie wieczorem, kiedy potrzeba ciepła i przytulności, każdy człowiek czuje się jak rybka w akwarium. Taki koncept nadaje się na studio, ale nie do zamieszkania. Zaczyna się więc cudowanie z roletami, dodatkowe montaże, kombinacje, aby zyskać trochę intymności. Czy to aby na pewno takie minimalistyczne?

Odpowiedz sobie na te wszystkie pytania.

Na blogu który czytasz ja zazwyczaj odważnie zadaje pytania, choć wielu osobom niekoniecznie sie to podoba. Powiada się, że prawdziwa cnota krytyki się nie boi, czy zatem zakwestionowanie i ponowne przemyślenie rzeczy, które uznajemy za minimalistyczne jest działaniem negatywnym, czy pozytywnym?

Według mnie to działanie dobre. Odważmy się podważać raz przyjęte dogmaty minimalizmu i dyskutować. Do odważnych świat należy!



P.S. Zalożyliśmy własnie dwa konta Twitter dla blogów:

Droga do prostego życia: https://twitter.com/Wystarczy_mniej

Realny Minimalizm: https://twitter.com/BlogMinimalizm

Uważam, że Twitter bardziej się wpasowuje w estetykę minimalistyczną niż Facebook, gdzie obecnie dominuje dawna gimbaza, która masowo przeszła na FB z Naszej Klasy. Zdjęcia egzaltowanych nastolatków, wszechobecny Bronek vel. "Choć tu Szogunie", selfie, durne memy.... zaczynają mnie denerwować. Nie wiem jak Was. Twitter jest spokojniejszy, bardziej zwięzły. Za pomysł zalożenia kont dziekuję Sergiuszowi z marketingu Yard Cups, który ostatnio zasila mnie tysiącem ciekawych pomysłów. Pozdrawiam.




sobota, 14 marca 2015

Komercja a minimalizm?


Ten gościu zarabia na blogach... wyrzucicie go z grupy FB... albo ja odejdę w proteście” - taki komentarz znalazłem niedawno pod jednym ze swoich wpisów na Facebooku i zamierzam się do niego odnieść. Oczywiście, jeśli brać pod uwagę przepływy finansowe netto, jak najbardziej zarabiam na blogach! To jest całkowita prawda! Mam formalnie rzecz biorąc parę groszy z reklam, z linków... jeśli jednak wciąć pod uwagę uzyskiwane na polskiej blogosferze dochody, jest to po prostu śmiech.

Z „dochodów” wystarczy mi na kartę mobilnego netu, po roku "zarabiania kokosów", starczyło mi raptem na kamerkę, dzięki której będę mógł wkrótce nagrać dla Was audycję na YT, cóż za postęp finansowy, no nie?!

Jeśli mowa o pieniądzach, to któraś z kolei osoba mi poradziła, że zamiast prób zarabiania na blogu, lepiej przejść się rano i zebrać na osiedlu puszki do skupu – wyjdzie się czasowo i finansowo lepiej niż pisząc bloga! Skończmy zatem raz na zawsze z komedią, pt. „Autor Realnego Minimalizmu zarabia na blogu”, bo to ani śmieszne, ani nawet żałosne....

Jeśli chodzi o "jakieś" reklamy na tym blogu to one były, są i będą! Pisałem już kiedyś o tym. Jeśli komuś się to nie podoba  – nie mój problem. Co zatem tu reklamuję i uważam za szczególnie warte promowania?!


Po pierwsze wszystkie Wasze "minimalistyczne" interesy i przedsięwięcia stanowiące odskocznię od wielkiego świata „korpo” zasługują na uwagę. Wszystkie alternatywne agroturystyki, rękodzieła, szalone projekty pozytywnie zakręconych ludzi... takie jak chociażby ten projekt powyżej...

Oczywiście, jeśli wzywałeś/aś mnie od ascetycznych psycholi na FB, to już zamknąłeś/aś sobie drogę do promocji tutaj (buntowniczym wobec minimalistycznego mainstreamu, ale czytanym blogu). Jednak jeśli zachowujesz się w stosunku do mnie OK i akceptujesz to, że ktoś może nie "przyjmować na wiarę" współczesnego, zaklinowanego na marce i powierzchownym lansie postrzegania świata... Jest tu miejsce na Twoją promocję.

Żyjemy w kapitalizmie, w świecie pieniądza... i właśnie w tym świecie to ja wybieram produkt godny polecenia na moim własnym blogu, ja tu jestem decydentem, a nie wielka korporacja dyktująca jak mam myśleć, czego pragnąć, jak postępować. Proste?

niedziela, 8 marca 2015

Ascetyzm i minimalizm - siła prostego życia


Po części wychowałem się u Dziadków na przedmieściu małego miasteczka. Warunki wiejskie. Nie było ogrzewania (trzeba było sobie przynieść węgiel i drewno), posiłki gotowało się na piecu, nie było bieżącej wody, trzeba było sobie przynieść wiadro, ciepłą wodę podgrzać na piecu – potem trochę ciepłej, trochę zimnej zmieszać w misie. Kąpiele w „starożytnej” balii należały do normalności. Nie było toalety – za potrzebą trzeba było sobie wyjść na zewnątrz...

Kto by wtedy pomyślał o 700 kanałach w TV oraz internecie? Facebooku i dyskusjach o minimalizmie?

Takie życie do pewnego wieku pamiętam, nie było to jednak życie pełne wyrzeczeń, nie było to życie ascetyczne. Niektóre rzeczy po prostu zajmowały więcej czasu. Dzisiaj sięgam ręką do grzejnika i zwiększam „z dwójki na trójkę”, kiedyś trzeba było wyjść, przynieść węgiel, dorzucić do pieca...

  • Nie było to jednak życie ubogie, właściwie nigdy niczego nie brakowało (materialnie, żywieniowo).
  • Nie było to życie ubogie duchowo. W szafce u Dziadków mogłem znaleźć cenne i interesujące książki.
  • Nie było to życie nieszczęśliwe – wprost przeciwnie – to był najlepszy okres w moim życiu.

Ciekawi mnie, jakby funkcjonowały niektóre osoby z FB, szczególnie „sztandarowi minimaliści”, gdyby je umieścić w takich warunkach na dłużej. Jak by wtedy zdefiniowały swój minimalizm. Czy bez MacBooka, Facebooka, smartfona, wygodnego ogrzewania, TV Sat... byłyby dalej sobą, czy może ich ego zmieniłoby się na wzór tego balonika, z którego zeszło całe powietrze.


Asceza? Nie wiem. Widzicie jednak – Moi Drodzy – doświadczenie trudniejszych warunków zdefiniowało mnie jako człowieka o wysokim poczuciu własnej wartości, jednak tej wartości nie tworzy dla mnie logo na sprzęcie elektronicznym, markowe ciuchy, designerski zegarek... sekret jest gdzie indziej.

Przyjmuję do wiadomości istnienie silnego oddziaływania lansu, pozorów, marki... szczególnie na nieco skomercjalizowane pokolenie wychowane po 1990 r., oczywiście świadomie wykorzystuję lans i markę w temacie takim jak zarabianie pieniędzy, w gruncie rzeczy jednak, w głębi mając do tego stosunek a'la wesoły „tumiwisizm”.

Lubię demaskować jednakże powierzchowność tego wszystkiego, płyciznę „komercjalizmu”, słabość argumentów apogletów „estetycznego minimalizmu” podawanego nam jako papu w telewizji śniadaniowej, który coraz śmielej wysuwa macki, aspirując do równoważnika poważniejszej filozofii minimalistycznej.

Asceza? Osądźcie sami – gdzie jest asceza. Czy w satysfakcjonującym - wolnym życiu, czy w byciu niewolnikiem markowego komputera, markowych ciuchów, markowych butów... byciu niewolnikiem pieniądza, życia na raty....

Pozdrawiam!

niedziela, 1 marca 2015

Minimalizm i dziadowanie

Dopiero co jedna komentatorka-minimalistka zarzuciła, że minimalizm, który tu prezentuję – a więc wolność od lansu, wolność od uwielbienia marki, wolność od supermarketowo-galeryjnej gonitwy za najnowszymi designerskimi gadżetami, itp... to samoograniczenie, brak cieszenia się życiem i dziadowanie.


Sytuacja#1

Na myśl właśnie mi przyszła migawka z moich wakacji.

Pewnego razu w pewnym ciepłym kraju zapakowałem w reklamówkę butelkę wody, paczkę sucharów pełnoziarnistych, książkę, ręcznik i matę plażową i poszedłem się delektować morzem, słońcem i plażą.

Rozłożyłem matę, zdjąłem moje niemarkowe szorty, niemarkową koszulę, niemarkowe laczki i poszedłem pływać. Pływałem długo, rozkoszując się ciepłą wodą, potem niedaleko brzegu dosłownie położyłem się na falach (bardzo słona woda wypiera mocno) i odpłynąłem w absolutny relaks.


Potem wróciłem na plażę – moje niemarkowe klapki dalej tam były, tak jak i reszta niemarkowych rzeczy, moja książka leżała na macie, tak jak je zostawiłem. Ani razu nie pomyślałem o tych rzeczach, o ich zostawieniu, ani razu nie zaniepokoiłem się tym, że mogą zginąć – zresztą dopiero teraz zastanawiam się nad tym. Co więcej podobny manewr powtórzyłem miesiąc później już nad Bałtykiem. (pracowałem sobie zdalnie nad zleceniem od Novelty Cups) Kolejna książka i moje rzeczy leżały sobie spokojnie – tak jak je zostawiłem na publicznej plaży – tym razem przed długim spacerem na bosaka brzegiem Bałtyku.



Popatrzcie sami na zdjęcia. Dla mojej Czytelniczki moje postępowanie to dziadowanie, samoograniczenia, rezygnacja z życia z klasą. Szczegolnie to będzie widać na kolejnym zdjęciu - w końcu to dziadowskie zakupy w niemarkowym sklepie.

Sytuacja#2

Zastanówmy się jednak.

Zamieniam się, co zapewne postuluje koleżanka w „modnego minimalistę” na mojej torbie plażowej, tak jak i na ciuchach widnieje znaczek modnej, sportowej firmy, wszystko, nawet klapki biją po oczach swoim logiem i markowością (bo przecież rzeczy trzeba mieć mało - ale muszą być dobrej marki). „Modny minimalista” nie czyta papierowych książek, on ma 500 e-booków w cloudzie i czyta je na swoim Kindlu, albo iPadzie, dlatego zabieram ze sobą drogie elektroniczne urządzenie i tak je zostawiam na plażowej macie.


Czy będę w stanie zostawić drogie, bijące marką po oczach rzeczy, tak jak to zrobiłem w wariancie pierwszym? Czy jeśli to zrobię, po powrocie (przynajmniej na bałtyckiej plaży) nie okaże się, że mój modny minimalistyczny e-book wyparował a do hotelu muszę wracać na bosaka, o ile nie bez spodni?

Czy pływając w morzu – nawet na tym beztroskim, słonecznym południu Europy – nie będę co chwilę nerwowo zerkał w stronę „dobytku” zostawionego na publicznej plaży, gdzie różnego „narodu” kręci się co niemiara?


Zastanówmy się...

W którym przypadku mam większą wolność od trosk, w której sytuacji mogę bardziej cieszyć się życiem i czerpać radość z morza, spaceru, pływania? W której sytuacji jestem naprawdę wolny jako minimalista, a w której ograniczony, jako tzw. „fashion victim” - ofiara mody?


Dla mojej koleżanki minimalistki sytuacja#1 – rezygnacja z marki – to, przytaczając komentarz, promocja dziadowania, brak klasy i stylu, który wśród Polaków trzeba zmienić... Czy dla ciebie też?