niedziela, 1 listopada 2015

Zwolnij tempo życia...

"Zwolnij tempo życia" - ten, czy w podobnym stylu tytuł wieńczył artykulik w jakiejś prasie kobiecej, który wpadł mi w ręce. Autorka ubolewała jak to szybko żyjemy, jakie to szalone tempo ma świat naokoło, ile tracimy przez to, że uczestniczymy w wyścigu szczurów... 

Następnie autorka podsumowuje i proponuje remedium. Usiądź na chwilę gdzieś i wypij kawę, pijąc delektuj się i miej chwilę zadumy. Jeśli gdzieś pędzisz to usiądź chwilę na ławce, weź oddech i odpocznij....

Na tym lista porad się niestety kończy, choć boję się, co by było, gdyby ta lista została przedłużona... wejdź do toalety z dobrą książką....?

Bzdura!

- Jak... kurczę pieczone... może zwolnić tempo życia mój znajomy spędzający 2-4h dziennie na dojazdach do pracy (w nerwach, w korkach, wiecznie na styk)...

- Jak może zwolnić tempo koleżanka, która robi podstawowy etat, ale po godzinach zaraz leci do następnej pracy (dorywczej), dzielna kobieta w biegu zdąży jeszcze zrobić zakupy i ugotować coś na szybko dla dzieci.

- Jak może zwolnić tempo student, którego rodzice nie są na tyle zamożni, by zapewnić pieniądze na studia, który łączy pełen etat z nauką na trudnym kierunku.

- Jak może zwolnić tempo właściciel firmy, na którego głowie....

Nie ważne.... na pewno nie jest właściwa porada, jak pijesz kawę to miej chwilę zadumy, czy usiądź na ławce jak się gdzieś śpieszysz.

Cały konstrukt, cały paradygmat, cała organizacja czasu ludzi, o których wspomniałem zmusza do morderczego tempa. Młody student nawet to lubi, ludzie kilka lat starsi już się z tym męczą. Tylko że w ich przypadku nie da się....

...chyba, że zmieni się całe dotychczasowe życie, prace, itp.... ale jak?! I kto wtedy np. spłaci zobowiązania wobec banku, albo zarobi na jedzenie dla dzieci?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA! Wszelkie komentarze wyglądające na reklamę oraz zawierające linki komercyjne zostaną skasowane!