środa, 30 grudnia 2015

Anja Rubik jest brzydka? Minimalistyczne słowo o modzie

...a może nie tyle brzydka, co jest ewidentnym przykładem tzw. fashion victim, czyli ofiary mody. Dziś przesiedziałem w galerii handlowej pilnując dzieciaki w małpim gaju i naprzeciwko był plakat z tą "modelką". Patrzyłem się na Anje.. patrzyłem... i różne myśli przychodziły mi do głowy... głównie litość...


Popatrzmy na przykładowe zdjęcie, gdzie widać dużo starań w Photoshopie, ale nawet to nie pomaga. Anja jest niekształtna w stosunku do pewnej naturalnej fizjonomii dla tego typu dziewczyny. Patykowate nogi z pierwszymi oznakami zaniku tkanki mięśniowej, zaawansowany katabolizm zniszczył jej biodra, pupę i klatkę piersiową, zaburzone zostały naturalne, kobiece proporcje. Zapadła buzia... 

... mówią, że nie ma brzydkich kobiet, są natomiast kobiety mocno niezadbane i do takich należy nasza modelka. Pytanie kto do tego dopuścił i czy w jakiś zrzeszeniach "ludzi mody" nie powinno być jakiejś komisji lekarskiej, badającej parametry fizjologiczne modelek, odstępstwa (w dół) od prawidłowego BMI, aby dziewczyny nie były wykorzystywane w sposób negatywny.

Na pewno coś się powinno z tym fantem zrobić, tymczasem my jako konsumenci powinniśmy zbuntować się i odrzucić dyktat, co ja mówię... terror tzw. "kreatorów mody" i odesłać te całe środowisko tam gdzie jest jego miejsce... czyli w najlepszym razie do nocnego sprzątania ulic, z dala od kontaktów z ludźmi.



Z typu wysokich blondynek, znacznie zdrowszy jest już "typ urody" pokazany na zdjęciu powyżej. (Naprawdę nie ma aż takiej radykalnej różnicy... a te kilka kg więcej działa jednak na wizerunkowy plus.)


Albo chociażby nieco bardziej wysportowany typ...



Popatrzmy dalej...



Także jak widzimy, szczupłość nie musi oznaczać " potwornego zabiedzenia"...


Kobieta powinna mieć chociaż odrobię tego ciała, by mieć co przytulić... natomiast to, co proponują kreatorzy wizerunku Anji to już patologia i krzywdzenie tej dziewczyny.

Co bym zrobił gdybym spotkał Anje Rubik "na żywo"? Zaprosiłbym ją na jakieś porządne ruskie pierogi, gęstą, pożywną zupę brokułową a na finisz kupiłbym jej jakieś pełne jasne, kaloryczne piwo... albo dobrą kawę z czekoladą.

Po prostu...

pi-topCEED zamiast Mac'a... to jest prawdziwy, minimalistyczny hit!

Jak wiecie mam niekonwencjonalne poglądy w dziedzinie elektroniki użytkowej. Minimalizm w tej dziedzinie nie oznacza dla mnie jedynie gustownej obudowy, stonowanej stylistyki, przyciągającej oko całościowej kreacji marketingowej, czy pewnego "etosu" minimalistycznego. W samej istocie to nie jest jeszcze minimalizm, to zaledwie "wzornictwo przemysłowe".

Kilka miesięcy temu otwarcie krytykując szał na punkcie markowego, drogiego sprzętu wśród "minimalistów" nie spodziewałem się nawet 1/10 reakcji i dyskusji, jakie towarzyszyły moim wpisom, były to zachowania i dyskusje co najmniej kontrowersyjne, dlatego w tej cały zbiór "problemowych" wpisów jest dostępny jedynie w archiwum dla wtajemniczonych... a tak! Człowiek czasem musi odpocząć od nadmiaru dyskusji.

Tak czy inaczej rzuciłem kiedyś w minimalistyczny eter hasło "Apple nie jest minimalistyczny i nie ma nic wspólnego z minimalizmem"! Rozpętała się prawdziwa internetowa burza.

I tak jestem teraz wśród minimalistów "zagorzałym AntyApplowcem nr. 1", który MacBookami pali w piecu a inne "jabłka" piecze nadziane na patyk nad ogniskiem z podstępnym uśmiechem na ustach. Cóż, chyba zasłużyłem sobie na taką etykietkę ;-)

Każdy student - niedzielny minimalista, który odmawia sobie dobrego piwka, czy wyjazdu w Bieszczady z przyjaciółmi, by starczyło kasy na spłatę ciężkich rat za wypasionego, minimalistycznego MacBooka patrzy teraz na mnie ze złością....  Rozumiem, na pewno boli uświadomienie sobie, że człowiek chciał być jak "król" Leo, a tu przyszedł gościu z Realnego Minimalizmu i powiedział głośno "Patrzcie... król jest nagi!"

Nie! Apple nie był, nie jest i nigdy nie będzie minimalistyczny, mimo ciekawego wzornictwa przemysłowego, z uwagi na szereg negatywnych wartości jakie z sobą niesie. Te wartości to: 
  • wysoka cena (kolejna droga rzecz o którą trzeba się niepotrzebnie zamartwiać), 
  • bagaż wszechobecnego inwazyjnego marketingu (lokowanie produktu w każdym filmie z Hollywood), 
  • marka typu premium będąca nie tyle symbolem komercjalizmu, co prawdziwym pomnikiem
  • to w końcu elitaryzm i gdzieniegdzie nadgorliwe fanbojstwo, obciążone jakimś negatywnym uczuciem w stosunku do Samsungowców, czy PCtowców (miałem tego niezbity dowód w dawnych dyskusjach). 


"Kultura" Apple to coś, czego każdy prawdziwy minimalista chce raczej unikać.

Czy są jednak produkty elektroniczne, które łączą w sobie minimalistyczną stylistykę, bardziej "egalitarny" model cenowy i "pakiet wartości" bliski sercu minimalisty?

Tak!

Moją uwagę przykuwa od dawna ekosystem budujący się wokół minikomputera RaspberryPi2, stworzonego przez fundację społecznościową, w modelu OpenSource, dostępnego za stosunkowo niewielkie pieniądze (35$ za główny moduł). 



Chociażby nadchodzący komputer pi-topCEED, który będzie dostępny w cenach od 100 do 135$, czyli za cenę dziesięciokrotnie mniejszą niż najtańszy Apple.


Komputer jest modułowy, co umożliwia budowanie na jego bazie różnych rozwiązań edukacyjnych, fanowskich, geekowskich.





Co powiecie na przykład na budowę własnego OpenSourcowego laptopa za nie więcej niż 300$ razem z dzieckiem?

Czy pozwolilibyście 7-latkowi na rozkręcenie MacBooka, aby ten mógł na własne oczy przekonać się co kryje w środku?


Oczywiście RPi2 to nie jest produkcyjny kombajn gigaherców i gigabajtów (ale tak samo nie są kombajnami wielokrotnie droższe najnowsze ultrabooki Apple) i także jest to coś zupełnie innego niż PC-ty z systemem Windows. (Dominującym systemem jest tu Linux, czyli tak samo jak w "jabcu" coś z rodziny Unix).


Sam kompletny moduł "stacjonarny" RPi2 (wielkości mniej więcej pudełka po papierosach) dostępny jest już od ok. 50-60$... sam mam w bliskich planach budowę stacji roboczej zasilanej energią słoneczną...



Ok, na razie wystarczy, za chwilę wracam do pisania "podróży i kawy"... na razie jeszcze porównuje ten ciekawy ekosystem do głównonurtowego sprzętu dla ludzi "lansujących się", nie ponieważ chcę Was przekonać do zmiany waszych sprzętów, ale ponieważ chcę Wam pokazać, że jak się chce to można. 

Można stworzyć innowacyjny produkt informatyczny, który opiera się na:
- minimalizmie w filozofii i stylistyce
- egalitaryzmie i powszechnej dostępności
- otwartości i dostępności rozwiązań
- edukacji i kreatywności

W mojej minimalistycznej "filozofii sprzętowej" jest przede wszystkim miejsce na skromność (materialną), pomysłowość, coś "z jajem" i prawdziwy "fun", jak wtedy, kiedy w dzieciństwie dostałem pierwszy zestaw klocków Lego czy pierwszy komputer.

Jeśli jako minimalista chciałbym się czymś "lansować", to właśnie oryginalnością i poczuciem przygody, wolnością emocjonalną, finansową i tym, że w pracy mogę chodzić bez krawata, a nie tym, że mnie stać na Apple! 

Pozdrawiam i przy okazji życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

wtorek, 15 grudnia 2015

Piję kawę... i myślę o tatuażu

No proszę, jak tylko napisałem, że to w sumie dobrze, kiedy Was na Facebooku jest mniej - to się oczywiście Was zrobiło więcej. Czyżby tak z przekory?

Z Facebookiem to jest dla mnie tak jak z kawą - kiedyś zapierałem się Facebooka, nie, nie dla mnie - nigdy tam nie wejdę i nie lubię - a właśnie jestem w trakcie pracy przy kampaniach reklamowych na FB i popijam sobie kawę...


...z kawą było tak samo. Miałem odrzut, miałem paruletni kawowy post, co możecie przeczytać pod powyższym linkiem, wróciłem jednak do picia kawy (aczkolwiek umiarkowanego).

Jeden z Kolegów mnie utwierdza w przekonaniu, że umiarkowane picie kawy jest dla nas dobre i wydłuża życie... no dobra Roman, razem podenerwujemy ZUS...

Po prostu tak to według mnie jest, że nie warto się w życiu zapierać, bo za pół roku, za rok, może być to życie zupełnie inne, takie, jakiego się nie spodziewaliśmy...


Z tego samego powodu nie zrobiłbym raczej sobie tatuażu, po prostu to, co mi się strasznie podoba dziś, może zupełnie nie podobać mi się za dwa lata, co więcej, może mnie nawet denerwować.... i co wtedy?

Kiedyś przecież nie byłem minimalistą... a teraz widzicie sami!



czwartek, 10 grudnia 2015

Drodzy Czytelnicy... im Was mniej... tym lepiej!

Jak pewnie zauważyliście nie jestem minimalistą papuśnym, słodziutkim, milutkim i "do rany przyłóż". Nie zamierzam robić tu autokreacji autorskiej, nie zamierzam budować image'u minimalisty, wprost przeciwnie... chcę zakwestionować dogmaty, chcę przedyskutować kontrowersyjne sprawy... chce się z Wami trochę podrażnić...

Jedną z tych spraw jest kwestia Facebooka. Wiem, że niektórych wkurzę moja deklaracją, ale dla mnie to jest potworna strata energii, wielki inwigilator, wysysacz naszego portfela i cennego czasu, który moglibyśmy poświęcić rodzinie, albo chociażby na spacer w parku.

Drodzy Czytelnicy... im Was mniej na Facebooku... tym lepiej!

Ja FB mam, bo mam, bo wypada... bo się bawię marketingiem w internecie i dość dziwne byłyby aby nie miał... ale unikam tam jak ognia np. wchodzenia w sprawy osobiste, publikowania zdjęć rodziny...

...choć zdarzy mi się np. jakaś "publiczna" degustacja sushi... 


...w romantycznej scenerii...


...ale zero osobistych spraw na FB... zbytni ekshibicjonizm? nie dziękuję...

...i minimum taki osobisty bojkot Facebooka polecam Wam!

Hmm... jeśli Was i tak nie przekonałem i mimo wszystko nie dacie się odessać od Facebooka, no to z pewną taką nieśmiałością podaje Wam moje dane FB:
Oczywiście wcale nie namawiam do lajkowania i dołączenia, w końcu im Was tam mniej tym, na gruncie naszej minimalistycznej filozofii, lepiej... nieprawdaż ;-)

PS. Znalezione na fejsie;

Wiedziałem, że już go kiedyś gdzieś widziałem!

środa, 9 grudnia 2015

Wegetariański hot dog ;-)

Dziś zapraszam do kącika kulinarnego z wege hot-dogiem w roli głównej. Za bazę posłużyła klasyczna parówka sojowa znanej firmy na P., ale nie będziemy iść w komercję i ich specjalnie promować, zwłaszcza, że nie są tanie - koszt około 6,70 zł za 4 parówki zachęca raczej do kupienia tańszych, mięsnych parówek obok.

Wegetariańscy parówkożercy nie mają lekko!



Wegetariańskie parówki gotowałem około 15 minut, wtedy smakują znacznie lepiej, niż robione ekspresowo.

Parówki naprawdę pachną dobrze, co powinno skusić nawet zagorzałego mięsożercę (wszyscy wiemy, że tanie, byle jakie parówki mięsne potrafią zajeżdżać jak kalosze wujka Tadzia... nikt tak naprawdę nie wie jakie części zwierzaków do nich mielą)

Do tego jak widać na załączonym obrazku ser (załóżmy, że w wersji wege) i keczup. Jestem zwolennikiem pieczywa razowego, ale tym razem klasyczna biała bułka...



Bułka podpieczona w mikrofalówce, choć następnym razem uruchomię toster, by było prawie tak, jak na stacji benzynowej.

Nie jestem wegetarianinem, ale urozmaicam dietę potrawami jarskimi kiedy tylko mogę. Polecam spróbować ;-)


niedziela, 6 grudnia 2015

Wegetarianizm? Czy ryby to też zwierzęta?

Dzisiejszy wpis dedykuję walczącym wegetarianom w moim otoczeniu, którzy twierdzą. że ryba to nie zwierze i nie mięso. No, może ryba z hodowli to nie jest całkiem OK, ale ryba złowiona dziko, to już jest mniejsze zło dla wegetarianina.

Ja twierdzę,  że ryba to jednak zwierzę i mam mały pokaz slajdów dot. ryb...


To są moje pyszne. świeżo usmażone dzikie rybki...


O ile mi wiadomo z rzeki Odry....


....ładnie obtoczone przed smażeniem w mące...


...a jeszcze wcześniej w przyprawach...


...jednak zanim nastąpiła ta przyjemna faza kulinarna, było niestety zabijanie tych ryb i takiemu faktowi trudno zaprzeczyć. Te piękne tuszki nie wzięły się przecież z powietrza? No nie? No bo skąd się bierze np. ten gustowny plasterek tuńczyka w eleganckim sushi?

Przygotowywanie ryb to nic przyjemnego, ale ktoś musi zrobić co trzeba, aby domownicy mieli pyszny obiad.

Tak czy inaczej ryba to jak najbardziej żywe i czujące zwierzę, nie ważne, czy dzika, czy z hodowli... i dziś się o tym ponownie przekonałem.

(Następnym razem zrecenzuję Wam lepiej kotlety sojowe mojej roboty...)

piątek, 4 grudnia 2015

Jak naprawdę wygląda Święty Mikołaj?

Zastanawialiście się jak wygląda  Święty Mikołaj? Otóż wygląda tak. To jest przykładowy wizerunek  Świętego, jaki jeszcze dominował w okresie mojego dzieciństwa.


Można i nieco bardziej klasycznie:


Wizerunek otyłego, rubasznego dziada z czerwonym nosem, przypominający pana Mariana spod Żabki przebranego dla hecy w krasnoludka jest zupełnie nieprawidłowy a wziął się stąd...



Obecny popularny wizerunek – czerwony płaszcz i czapka – został spopularyzowany w 1930 roku przez koncern Coca-Cola, dzięki reklamie napoju, które  pomogła utrwalić w powszechnej świadomości ten kostium (...)  czerwona czapka z białym pomponem, stała się jednym z komercyjnych symboli świąt Bożego Narodzenia.


Współcześnie, ze względów komercyjnych, wizerunek św. Mikołaja jest używany przez handlowców, a okres wręczania prezentów rozciągnął się od imienin Mikołaja do Nowego Roku. Jako postać reklamowa św. Mikołaj jest popularny w okresie świątecznym także w krajach Azji, dokąd trafił z USA. Towarzyszy kończącym rok handlowym promocjom nawet w Chinach (...)


Także jeśli, tak samo jak mi, nie podoba Ci się agresywna komercjalizacja Świąt Bożego Narodzenia i sprowadzenie ich do nadmiernego picia, forsownego obżarstwa i rewii zakupoholizmu to "witaj w klubie".

poniedziałek, 30 listopada 2015

Prosta roleta zamiast żaluzji

Na jednym z okien od niepamiętnych czasów miałem żaluzję. Człowiek się przyzwyczaja, nie zwraca uwagi na takie drobnostki, a jednak. Żaluzja się już nie raz zacinała a na jej elementach bez przerwy zbierał się kurz. Czyszczenie było kłopotliwe. Słowem, wiele zachodu za może i ładną, ale zupełnie niefunkcjonalną rzecz.

Kiedyś zamontowałem tą żaluzję z jednego powodu. Przy tym oknie miałem biurko i można było tak ustawić żaluzję, że "zgarniała" maksymalną ilość dziennego światła, do tego mogłem włączyć lampkę i wciąż zachować dyskrecję (nie byłem widoczny z zewnątrz, a jakoś niespecjalnie lubię pracować i widzieć ciekawskich przechodni zaglądających w moje okno). Biurko już jednak tu nie stoi...



Prosta roleta zamiast żaluzji koszt ca. 80 zł i ok 30 minut pracy.


Żaluzja, nawet ustawiona optymalnie zabierała dużo światła z i tak ciemnego pomieszczenia, a w ten sposób mam teraz znacznie więcej dziennego światła, którego zwykle tak nam brakuje w okresie jesienno-zimowym.

4 sposoby na picie whisky

Kosztowanie różnego rodzaju napojów alkoholowych powinno sprawiać nam przyjemność i pozwalać rozkoszować się wyjątkowym smakiem oraz aromatem trunków. Jest to szczególnie istotne w przypadku whisky.

Eliksir młodości

Tradycje picia tego alkoholu sięgają VII wieku, kiedy to Irlandcy mnisi pędzili tak zwaną Aqua Vitae, czyli wodę życia. Trunek ten pełnił funkcję środka leczniczego, którego spożywanie miało zapewnić długowieczność oraz zwalczać nieco bardziej przyziemne dolegliwości, takie jak kolka, biegunka czy też ospa.




W wyniku upowszechnienia się wiedzy dotyczącej procesu destylacji alkohol ten zaczęto produkować również i w Szkocji, co doprowadziło do zażartej rywalizacji na Wyspach Brytyjskich o pierwszeństwo odkrycia trunku i prym w jego sprzedaży, nawet pomimo tego, że procedury tworzenia whisky są w tych krajach odmienne. Różnice można zauważyć także w smaku, a nawet innej pisowni - w Irlandii obowiązuje bowiem nazwa "whiskey".

Innymi miejscami produkcji alkoholu są USA i Japonia. Biorąc więc pod uwagę kryterium kraju pochodzenia, wyróżnić możemy whisky szkocką, irlandzką, amerykańską oraz japońską. Regionalne odmiany tego alkoholu znajdziemy również w Walii, Indiach czy też Kanadzie.

Typologia

Klasyfikacji trunku dokonać możemy również w oparciu o rodzaj zboża użytego przy produkcji. Wyszczególniamy wówczas trzy podstawowe typy:

  • single malt - produkowana wyłącznie ze słodu jęczmiennego, w jednej destylarni,
  • grain, czyli zbożowa, w skład którego wchodzą jęczmień, pszenica, żyto oraz kukurydza,
  • blended - mieszana, powstająca w wyniku łączenia różnych odmian tego alkoholu.

Dla początkujących

W zależności od naszych indywidualnych preferencji oraz upodobań możemy pić ten trunek na kilka sposobów. W każdym z nich chodzi głównie o czerpanie przyjemności ze smakowania alkoholu. Dlatego jeśli coś nam nie odpowiada, warto zmienić metodę spożywania niż katować się utartymi konwenansami.

Intensywny smak tego trunku może odstręczać. Kiedy więc dopiero zaczynamy przygodę z whisky, warto sięgnąć po aromatyczne drinki - w ten sposób oswoimy się nieco ze smakiem. Dobrym rozwiązaniem jest wówczas wybór whisky blended, która doskonale komponuje się z innymi alkoholami, owocami czy też sokami. Posiada łagodny smak oraz aromat, dzięki czemu nie dominuje w drinku i nie przytłacza innych składników, tworząc z nimi harmonijną całość.

Popularne zestawienie

Miłośnikom kultury masowej z pewnością przypadnie do gustu klasyczne już połączenie whisky z colą, lodem i cytryną. Drink ten, dzięki dużej popularności na całym świecie, zyskał miano wręcz kultowego. Drink ten piją gwiazdy szklanego ekranu, politycy czy też ludzie biznesu. Dodatek napoju gazowanego łagodzi gorycz alkoholu, neutralizując w pewnym stopniu jego intensywny smak, pozwalając jednocześnie zachować charakter trunku.

Tradycyjne podejścia

Dużą grupę miłośników whisky stanowią tradycjonaliści, którzy piją ten alkohol jedynie z dodatkiem kilku kostek lodu, mających na celu lekkie schłodzenie trunku. Jednak i ten sposób picia whisky u niektórych osób budzi kontrowersje. Uważają bowiem, że lód całkowicie zamraża kubki smakowe, znajdujące się na języku, co sprawia, że nie da się wyczuć wszelkich subtelności smaków, charakterystycznych dla tego alkoholu. Preferowaną przez nich metodą spożywania jest więc dodanie nieco źródlanej wody, co wyostrza doznania smakowe.

niedziela, 29 listopada 2015

Nie lubię gołębi

Nie lubię gołębi, chociaż może powinienem napisać, że nie lubię gołębi w miastach, a konkretnie wszechobecnych gówien, spadających znienacka, z góry, gówien, gówien na parapetach i gzymsach... nie lubię hord tych "latających szczurów" kłębiących się wszędzie, nie lubię trucheł gołębi walających się po podwórku - bo są tak upasione już, że nie mają siły uciec przed kotem...

Winne oczywiście nie są same ptaki, ale babcie gołębiary i przeróżni menele nurkujący w śmietnikach, dokarmiający te ptaki ponad wszelką przyzwoitość wygrzebanymi ze śmietników resztkami chleba.

Jaka jest motywacja tych ludzi? Z pewnością osoby starsze, wychowane jeszcze za PRLu czy na wsi nie znoszą. kiedy chleb się marnuje, zatem lepiej rzucić ptakom (w dzieciństwie to były kury na podwórku) niż pozwolić zgnić...

...tak czy inaczej winna jest cywilizacja nadmiaru - cywilizacja rozbuchanej konsumpcji która mówi - kup więcej, jedz więcej, a jak nie dasz rady zjeść, to i tak kup więcej i co najwyżej wyrzucisz. 


Gdy tylko zbliżam się do śmietnika, podlatuje horda ptaków, rosnąca z sekundy na sekundę. Ptaki albo biorą mnie za menela, którzy zaraz wygrzebie im resztki chleba z kubła, albo wyczuwają we mnie dobre serce...

...i jak tu tę hordę odstraszyć? Na dobry początek piszę post pod tytułem "Nie lubię gołębi"!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Anna sugeruje, że jestem fanatykiem minimalizmu? Cóż.. to jest prawda...

Do napisania tej notki zainspirował mnie komentarz na grupie minimalistów na FB.

Anna  ...już dawno nauczyłam się, żeby nie czytać postów Remigusza i ignorować to co pisze, bo on wydaje się być jakiś taki... fanatyczny? (...)
 
Cóż, to jest prawda, taki jest fakt. Jestem fanatyczny jeśli chodzi o minimalizm!

W czym zasadzają się moje fanatyczne poglądy? Lecimy w 3 punktach.

Punkt 1.

Uważam, że minimalistą możesz być nawet jeśli nie posiadasz markowej, minimalistycznej elektroniki modnej w "środowisku".


a) Nie musisz naśladować Kolegów i Koleżanek "minimalistów", którzy na raty kupują markowy telefon z jedynym słusznym logo na obudowie... ja mam stary, wysłużony telefon, gdzie bateria trzyma mi nawet 7 dni... i żyję.

b) lanserski "minimalistyczny" laptop z tymże samym logo za kilka tysięcy zł jest niepotrzebny do bycia prawdziwym minimalistą... kup sobie używany, zadbany laptop poniżej 1000 zł, postaw jakiś minimalistyczny, estetyczny system, np. Linux, klon ChromeOS... to moje hobby, pomogę, doradzę...

c) Nie musisz wyrzucać swojej ukochanej kolekcji książek, aby się przypodobać środowisku i przechodzić na markowy czytnik e-booków. Pod ręką mam kilka fajnych. papierowych książek... nie muszę ich wyrzucać i kupować Kindla, by się jeszcze bardziej "zminimalizować"!


Punkt 2.

W ogóle nie musisz wyrzucać żadnych przedmiotów! Pozwól przedmiotom dojść do ich naturalnego końca technicznego życia. Nie wyrzucaj, nie marnuj! Raczej jak coś, to podaruj komuś, myśl o innych ludziach, nie o własnych 4 literach.

Nie jest w ogóle potrzebna rewolucja i niedzielny szał wyrzucania, nie licz do 100...

Na przyszłość po prostu nie kupuj za dużo. Podejdź spokojnie do sprawy, przedmioty nie muszą nad tobą panować (nawet jeśli jest to minimalistyczny modny, bialutki mebel, za którym piszczą Koleżanki... nie musisz lecieć z wywieszonym językiem i od razu kupować...)

Punkt 3.

Nie musisz się obnosić z nową filozofią, nie musisz się starać przypodobać komukolwiek w gronie minimalistów, nie musisz kupować książek o minimalizmie, nie musisz zakładać bloga z "theme" w kolorze białym, nie musisz się lansować...

Nie musisz być politycznie poprawnym. Masz prawo twierdzić, że osoba która:
  • nie należy do snobującej się "złotej wielkomiejskiej młodzieży" 
  • nie leci za modą na "komercyjny minimalizm" i nie wyrzuciła całej starej zawartości swojej szafy - zamieniwszy ją na kilka markowych wdzianek w stylu "straight edge"...
  • nie podąża ślepo za idolami minimalizmu, itd.
....jest minimalistą/minimalistką. Ma prawo do identyfikacji się z tą filozofią, ma prawo do bycia szczęśliwym minimalistą/minimalistką.


.... i oczywiście uważam, że moje zdanie i pogląd jest słuszne.  I koniec!



Jestem dumny z moich fanatycznych poglądów na temat minimalizmu!


poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozwój osobisty, motywacja, szkolenia... a może idiotyzm?

Nieustanny "rozwój osobisty", motywacja, różne dziwne szkolenia... uważam, że to może w końcu przerodzić się w uzależnienie psychiczne, chorobę i obsesję. Na słabsze, bardziej wpływowe osoby pewne działania mogą mieć działanie destrukcyjne, a pewne grupy "rozwoju" osobistego mogą zamienić się w grupy "rozboju" osobistego...

...po prostu w sektę...

Jako minimalista prowadzę dość niszowy blog motywacyjny... jego adres internetowy to: http://zarabianiepieniedzy.eu/ ...staram się jednak zachować dużą dozę sceptycyzmu i dystansu do rzeczywistości w przekazywanych tam treściach.

Z resztą już mnie znacie - sceptycyzm, dystans i wielopłaszczyznowe podejście to mój znak firmowy.

Czy różni guru rozwoju osobistego wiedzą co to znaczy wielopłaszczyznowe podejście do zagadnienia? Najwyraźniej nie.

Na załączonym filmie: rozwój osobisty i ćwiczenie pewności siebie w czasie zajęć jednego z kół studenckich na "elytarnej" SGH w Warszawie.  

Strach pomyśleć jak będzie traktować przyszłych pracowników kadra managerska mająca swój rodowód na tej uczelni. Oglądając te zdrowo popieprzone działania "edukacyjne" cieszę się, że skończyłem AE Poznań, a nie "esgieha", nie mam się teraz czego wstydzić.


niedziela, 1 listopada 2015

Nie podoba mi się mieszanie polityki do minimalizmu...

Kiedy kilka dni temu zobaczyłem na grupie "minimalizm" link do peanu na cześć lewicowych działaczy od Zandberga lekko się zdziwiłem, ale cóż... może moderator przegapił to, bo nie ma czasu pilnować grupy... cóż, nie wiem. Wyraziłem jednak swoją negatywną opinię na temat tego typu materiałów na grupie - mam nadzieję, że Wy także podzielacie niechęć do mieszania polityki do minimalizmu.



Dziś spadłem jednak z krzesła. Na agregatorze blogów minimalistycznych pojawił się artykuł "znanego minimalisty" na blogu kojarzonym jako minimalistyczny...

Co to ma być? Gościu (myślałem dotąd, że sympatyczny) robi lewicowy coming out w gronie minimalistów?  Odpowiedziałem, między innymi:

(...) na moim blogu o minimalizmie unikam jak ognia tematów politycznych – to ma być bowiem miejsce przyjazne – bez agresji cechowanej politycznie, religijnie.
(...)Jeszcze raz – to twój blog – robisz na nim co chcesz, ale to blog kojarzony przez wiele osób jako minimalistyczny – wprowadzanie polityki i nienawiści na taki blog jest złą decyzją.


Jestem już zmęczony wyborami i polityką (a jak Ty), chciałbym politykę i emocje związane z wyborami odsunąć teraz jak najdalej od siebie  Rozumiem, że kilku ziomków o ekstremistycznych poglądach może mieć nerwy, że lewica teraz w ogóle nie dostała się do polskiego parlamentu - ale te złe emocje można wyładować poza blogosferą minimalistyczną - pójść na siłownię - pojeździć po lesie na rowerze (pogoda dopisuje) - pomóc komuś w swoim otoczeniu, zrobić coś dobrego.


Przy okazji. Powyższe zdjęcie gry mojego dziecka wykonałem parę dni przed wyborami.

To wszystko jest przesadą. Atak "politycznej agresji" na wszystkich frontach...

...nie chciałbym politycznych wojen w gronie minimalistów. Wygląda na to jednak. że ktoś nacisnął czerwony przycisk i odpalił bombę...

Nie dobrze!

Jeszcze raz: MÓWIĘ NIE DLA POLITYCZNEGO GNOJU W GRONIE MINIMALISTÓW!



Zwolnij tempo życia...

"Zwolnij tempo życia" - ten, czy w podobnym stylu tytuł wieńczył artykulik w jakiejś prasie kobiecej, który wpadł mi w ręce. Autorka ubolewała jak to szybko żyjemy, jakie to szalone tempo ma świat naokoło, ile tracimy przez to, że uczestniczymy w wyścigu szczurów... 

Następnie autorka podsumowuje i proponuje remedium. Usiądź na chwilę gdzieś i wypij kawę, pijąc delektuj się i miej chwilę zadumy. Jeśli gdzieś pędzisz to usiądź chwilę na ławce, weź oddech i odpocznij....

Na tym lista porad się niestety kończy, choć boję się, co by było, gdyby ta lista została przedłużona... wejdź do toalety z dobrą książką....?

Bzdura!

- Jak... kurczę pieczone... może zwolnić tempo życia mój znajomy spędzający 2-4h dziennie na dojazdach do pracy (w nerwach, w korkach, wiecznie na styk)...

- Jak może zwolnić tempo koleżanka, która robi podstawowy etat, ale po godzinach zaraz leci do następnej pracy (dorywczej), dzielna kobieta w biegu zdąży jeszcze zrobić zakupy i ugotować coś na szybko dla dzieci.

- Jak może zwolnić tempo student, którego rodzice nie są na tyle zamożni, by zapewnić pieniądze na studia, który łączy pełen etat z nauką na trudnym kierunku.

- Jak może zwolnić tempo właściciel firmy, na którego głowie....

Nie ważne.... na pewno nie jest właściwa porada, jak pijesz kawę to miej chwilę zadumy, czy usiądź na ławce jak się gdzieś śpieszysz.

Cały konstrukt, cały paradygmat, cała organizacja czasu ludzi, o których wspomniałem zmusza do morderczego tempa. Młody student nawet to lubi, ludzie kilka lat starsi już się z tym męczą. Tylko że w ich przypadku nie da się....

...chyba, że zmieni się całe dotychczasowe życie, prace, itp.... ale jak?! I kto wtedy np. spłaci zobowiązania wobec banku, albo zarobi na jedzenie dla dzieci?




wtorek, 27 października 2015

Certyfikat minimalisty.... to był żart.

Czy kiedykolwiek chciałeś na poważnie dołączyć do grona szczęśliwych minimalistów i minimalistek...

Tylko dla Ciebie!

Tylko dziś!

Tylko i specjalnie dla Czytelników tego bloga!

CERTYFIKAT MINIMALISTY



To oczywiście był żart ;-) 

 

piątek, 23 października 2015

Jak mądrze ubezpieczyć samochód młodego kierowcy – 5 porad

Świeżo upieczony kierowca zatrzymuje się przed poważnym problemem – ubezpieczenie pojazdu, którym się porusza jest bardzo drogie. Dlaczego tak się dzieje i w jaki sposób można złagodzić ten problem? 
 


Brak zniżek wynika ze statystyk

Towarzystwa ubezpieczeniowe uzależniają wysokość składki od ponoszonego przez nie ryzyka – opierając się na własnych, szczegółowych badaniach. W zasadzie w każdym z nich to właśnie młodzi i nowi kierowcy stanowią grupę powodującą szczególnie dużo wypadków – w związku z czym ubezpieczenie komunikacyjne jest dla nich znacznie bardziej kosztowne. Dopiero wraz z upływem kolejnych lat bezkolizyjnej jazdy zyskują oni zniżki, które pozwalają na zminimalizowanie wysokości składki. Jak jednak obniżyć ją na samym początku?

  1. Umowę ubezpieczeniową zawrzyj przez Internet: większość TU (szczególnie te pracujące w tak zwanym trybie direct) oferują zniżki w wysokości od 5 do nawet 15 procent za wybór tej formy zakupu ubezpieczenia. W obliczu braku innych zniżek przekłada się ona bezpośrednio na korzyści dla portfela.
  2. Wykorzystaj porównywarki internetowe: w sieci znajdziemy wiele stron z kalkulatorami OC oraz AC. Co prawda wiele z nich otwarcie korzysta z funduszy towarzystw ubezpieczeniowych, prezentując na najwyższych pozycjach ich oferty – ale same w sobie stanowią doskonałe narzędzie do szybkiego porównania wielu ofert.
  3. Jeżeli samochód jest nowy – warto skorzystać z ubezpieczenia oferowanego przez dealera lub producenta. Kuszą nie tylko atrakcyjne zniżki na samo ubezpieczenie, ale i dodatki związane z serwisem lub zakresem ochrony.
  4. Jeżeli jest to możliwe – ustanów doświadczonego kierowcę z pełnym pakietem zniżek współwłaścicielem samochodu i wykorzystaj ten fakt do uzyskania zniżki. Niestety, niesie to ze sobą pewne ryzyko – wypadek lub kolizja mogą wpłynąć na zniżki obu kierowców, dlatego też wsparcie takie uzyskuje się zazwyczaj ze strony najbliższej rodziny.
  5. Wykup tylko niezbędne ubezpieczenia – porada może wydawać się trywialna, ale biorąc pod uwagę przeciętną wartość samochodu młodego kierowcy i koszt części lub napraw opcją znacznie bardziej opłacalną może być przeprowadzenie ich na własny koszt. Nad AC i Assistance warto zastanowić się w przypadku wyjazdu za granicę kraju – wykup ich na krótki okres nie zrujnuje portfela, a w przypadku wypadku lub awarii może zminimalizować powstałe problemy.

Rynek oferuje sporo możliwości

Poszczególne towarzystwa ubezpieczeniowe prowadzą własną politykę odnośnie młodych kierowców – warto dobrze przyjrzeć się ich ofertom, mogą się one bowiem znacząco od siebie różnić. Dla młodego kierowcy różnica na poziomie kilkuset złotych ma duże znaczenie – dlatego też poświęcenie czasu na wybór najlepszego ubezpieczenia komunikacyjnego może się po prostu opłacić.

wtorek, 20 października 2015

Kiedy ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania z polisy OC i AC?

Posiadanie nawet bogatego pakietu ubezpieczeń komunikacyjnych nie daje 100-procentowej pewności wypłaty odszkodowania w razie wypadku. W określonych sytuacjach ubezpieczyciele zastrzegają sobie prawo do odmowy wypłaty lub obniżenia należnej rekompensaty. Zakres wyłączeń odpowiedzialności w OC reguluje ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych.
 
Zawierając umowę ubezpieczenia autocasco trzeba pamiętać, że są sytuacje, w których nie należy liczyć na pomoc ubezpieczyciela. Wybierając najkorzystniejszą ofertę ubezpieczenia nowego auta warto dokładnie przeanalizować zapisy Ogólnych Warunków Ubezpieczenia, zwracając szczególną uwagę na określone w nich wyłączenia odpowiedzialności. W przypadku dobrowolnych ubezpieczeń AC ta kwestia jest trochę bardziej złożona. Każde towarzystwo ubezpieczeniowe może samodzielnie regulować zakres zdarzeń, w których nie ponosi odpowiedzialności za powstałe szkody. Wcześniejsze zapoznanie się z warunkami obowiązującymi w danej firmie pozwoli w przyszłości uniknąć przykrych niespodzianek związanych z odmową wypłaty za likwidację szkody.



Wyłączenia odpowiedzialności w ubezpieczeniach autocasco

Choć zakres wyłączenia odpowiedzialności w poszczególnych firmach ubezpieczeniowych może być różny, to wiele sytuacji jest jednak podobnych. Posiadając polisę AC na pewno nie skorzystamy z ubezpieczenia, gdy:
  • szkoda powstała w sposób celowy lub w wyniku zaniedbań ze strony kierowcy,
  • w chwili zdarzenia kierowca był pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających,
  • samochód nie miał ważnego badania technicznego,
  • sprawca zdarzenia nie miał uprawnień do kierowania pojazdem,
  • auto było użytkowane niezgodnie z jego przeznaczeniem (np. udział w wyścigach lub używanie samochodu osobowego do transportu dużych przedmiotów),
  • pozostawienie wewnątrz samochodu kluczyków lub innych urządzeń sterujących,
  • w chwili kradzieży auto nie miało uruchomionych wszystkich deklarowanych systemów zabezpieczających,
  • szkoda powstała w wyniku działań wojennych lub ataku terrorystycznego.
Innym powodem odmowy wypłaty odszkodowania z polisy AC może być zbyt niska wartość szkody. Mowa tu o franszyzie integralnej, czyli kwocie, do wysokości której firma ubezpieczeniowa nie ponosi odpowiedzialności. Przy ubezpieczeniu samochodu próg ten ustalany jest zwykle na poziomie kilkuset złotych.

Czym jest regres ubezpieczeniowy?

Posiadacze obowiązkowego ubezpieczenia OC też powinni wystrzegać się sytuacji, w których za wyrządzoną szkodę będą musieli zapłacić z własnej kieszeni. W przypadku polis OC ubezpieczyciel, owszem, wypłaci stosowną rekompensatę poszkodowanemu, jednak w niektórych wypadkach może wystąpić do nas – jako sprawców zdarzenia – o zwrot poniesionych kosztów, czyli z tzw. regresem ubezpieczeniowym. Może to mieć miejsce, jeśli:
  • celowo uszkodzimy czyjś samochód,
  • spowodowujemy wypadek pod wpływem narkotyków lub alkoholu,
  • zbiegniemy z miejsca wypadku,
  • spowodujemy wypadek prowadząc auto bez prawa jazdy,
  • wyrządzimy szkodę prowadząc kradziony samochód,
  • samochód sprawcy nie ma ważnego ubezpieczenia OC.
Należy pamiętać, że brak polisy OC nie zwalnia z ponoszenia odpowiedzialności za wypadki komunikacyjne. W tej sytuacji wypłatą odszkodowania poszkodowanemu zajmuje się Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, który następnie zażąda zwrotu pieniędzy za szkodę od sprawcy wypadku, który nie posiada ubezpieczenia.

wtorek, 22 września 2015

Jeszcze oszczędzanie czy już minimalizm?

Ciągle wprowadzasz do swojego życia oszczędności i odkrywasz, że sprawia ci to przyjemność, a wyrzeczenia przychodzą Ci z łatwością. To znak, że stajesz się konsumpcyjnym minimalistą. Jak nim zostać i dlaczego warto spróbować?

Raz a porządnie
Od pewnego czasu porzuciłeś wędrówki po wyprzedażach i kupowanie ton ciuchów, które, nienoszone od lat, zajmują miejsce w szafie. To pierwszy krok do minimalizmu. Prawdopodobnie jeden z najtrudniejszych. Ciężko jest się pozbyć ładnych ubrań, które cieszą oko chociażby wisząc w szafie. Minimalizm polega na świadomym posiadaniu kilku rzeczy, które rzeczywiście nosisz, tylko potrzebnych rzeczy, tych, które pasują do ciebie i w których jesteś w pełni sobą. To także rzeczy dobre jakościowo. Czyli rezygnujemy z taniego sweterka z poliestru na rzecz droższego swetra w 100% z wełny. Kupujemy jeden, ale droższy, który posłuży nam przez długie lata.

Wiem co jem
Minimalizm to także świadome jedzenie. Kupowanie takiej ilości produktów, jakiej rzeczywiście potrzebujemy. Jeśli jajka, to wiejskie, jeśli warzywa, to z lokalnego warzywniaka a nie supermarketu. Chleb, najlepiej upieczony samodzielnie w domu z prawdziwym masłem zamiast margaryny. Wędliny zrobione w domu, z mięsa od szczęśliwej świni hodowanej u gospodarza. Jedzenie posiłków przy stole, z rodziną, myślenie o tym co się je a nie ślepe pochłanianie fast fooda w biegu do pracy.

Sprzęty domowe
Zamiast blendera, miksera i robota kuchennego można mieć jedno urządzenie, które spełnia te wszystkie zadania. Zamiast czterech kompletów zastawy stołowej i serwisów do herbaty na specjalne okazje, jeden zestaw obiadowy i jeden serwis do herbaty, ale dobry jakościowo, który posłuży na długie lata. Zamiast smartfona, tabletu, komputera i telewizora tylko smartfon i komputer, które zastąpią zarówno tablet jak i telewizor.

Życie codzienne
Zamiast stać godzinami w korkach w drodze z pracy na siłownię lepiej wybrać rower albo wybrać komunikację miejską i poczytać w tym czasie dobrą książkę. Zamiast bezproduktywnego wpatrywania się w ekran telewizora lub komputera, lepiej wyjść do kina lub teatru albo poczytać książkę przy kubku herbaty. Zamiast 4 różnych kremów do twarzy i balsamów do ciała, lepiej kupić jeden dobry krem oraz jeden balsam do ciała, które będą dobre jakościowo i odpowiadały twoim potrzebom.

Minimalizm oprócz eliminowania zbędnych rzeczy z naszego życia, jest po po prostu świadomym wyborem, któremu przyświeca idea życia na 100% a nie dotrwania do wieczora, do piątku, do trzydziestki, do śmierci. 

 

Artykuł powstał we współpracy z Ferratum Bank, który udziela pożyczek zarówno na długi jak i krótki termin spłaty. Zaufało im już ponad 1,5 mln klientów w 21 krajach.