niedziela, 21 września 2014

Gdzie się zaczyna minimalizm?

Nie jestem w stanie przywołać w pamięci wydarzenia, które skierowało mnie na minimalistyczną ścieżkę. Ani rozmowy, ani filmu, ani refleksji. Nie wiem, gdzie i kiedy zaczęła we mnie dojrzewać idea minimalistycznego podejścia do życia. Zaryzykuję tezę, że takie podejście jest dla mnie naturalne. Jak to mówią, ten typ tak ma. Obserwując jednak minimalistyczną blogosferę ciężko mi znaleźć kogoś, kto mógłby się pod tym zdaniem podpisać. Większość ludzi zapytanych o początek tej przygody zacznie wymieniać książki i blogi. Oni potrafią znaleźć początek. Wiedzą, gdzie jest ta cezura. Mogą podzielić swoje życie na dwie części – to przed minimalizmem, to po głębszym poznaniu tej idei. Wciąż jednak czegoś mi w tym opisie brakuje. Bo gdzie tak właściwie zaczyna się minimalizm?



Gdy pomalujesz wszystkie ściany w swoim domu na biało?

Gdy wywalisz na środek pokoju wszystkie rzeczy z szafy i je posegregujesz, a koniec końców część oddasz / sprzedasz / wyrzucisz?

Gdy usuniesz z dysku swojego komputera programy, który nie używałeś od lat?

Gdy z pulpitu znikną wszystkie ikony poza koszem (ale nawet i bez niego, jeśli ktoś nie boi się grzebać w rejestrze)?

Gdy staniesz się obojętny na reklamy?

Gdy dojdziesz do wniosku, że w sumie nie musisz w tym roku zmienić samochodu?

Gdy usuniesz połowę znajomych na fejsie w ramach usuwania toksyn ze swojego życia?

Gdy przeczytasz cały blog Leo Babauty?

Gdy przeczytasz wszystkie książki Dominique Loreau?

Gdy przeczytasz pierwszą polską książkę o minimalizmie?

Gdy zaczniesz więcej oszczędzać, niż wydawać?

Gdy wczasy all inclusive zamienisz na tygodniowy pobyt w Bieszczadach?

Gdy przestaniesz co miesiąc odwiedzać fryzjera?

Gdy przestaniesz interesować się nowinkami technicznymi?

Gdy przestaniesz odwracać wzrok w kierunku nowej Alfy Romeo?

Gdy zaczniesz prowadzić blog o minimalizmie?

Gdy zaczniesz namawiać innych, by również przeszli na tę stronę mocy?

Gdy przestaniesz widzieć wady takiego podejścia do życia?

Gdy będziesz gloryfikował minimalizm?

Gdy uznasz, że minimalizm to jedyna i słuszna koncepcja?

Gdy uznasz, że konsumpcjonizm to dzieło szatana?

Gdzie zaczyna się minimalizm?



Wiesz? Bo ja nie.

Autorka: O.

niedziela, 14 września 2014

Bo jak wanna, to z kolumnadą.

Za każdym razem uderza tak samo mocno. Za każdym razem budzi konsternacje. Za każdym razem wywołuje niemały niesmak. Choć krajobraz nie ulega zmianom, ja nie potrafię się do tego obrazu przyzwyczaić. Nie zwracać na niego uwagi, nie zauważać jego brzydoty. Nie przeklinać gospodarzy miast i ludzi odpowiedzialnych za zagospodarowanie przestrzenne nie tylko całych miast, miasteczek czy wsi, ale też osiedli domków, mieszkań, aż w końcu pojedynczych domów i mieszkań szanownych Kowalskich. Polaków z krwi i kości. Polaków, którzy na lekcjach plastyki odrabiali zadania z matematyki (jak umysł ścisły był), z języka polskiego bądź historii (jak umysł oporny na matematyczne szlaczki).
Polaków, którzy nie potrafią spojrzeć na osiedle z innej perspektywy niż swoja własna. Pal licho, że jego kuchenne okno wychodzi na pustą ścianę sąsiedniego bloku, a z jej balkonu nie można podziwiać niczego poza garażem znienawidzony sąsiadów za ściany. Ot, to efekt, a nie przyczyna.
Raz po raz wraca do mnie myśl, że mieszkam w brzydkim kraju. Od czasu do czasu łapię inną, że jednak mam szczęście, bo do ziemi nieskażonej ludzką ingerencją mam blisko, więc i podziwiać to, co stworzyła Matka Naturą mogę bez ograniczeń czasowych. Marne to pocieszenie, gdy ma się świadomość, że człowiek może stworzyć rzeczy piękne i być współtwórcą krajobrazów zapierających dech w piersiach. Potrafi, jest w stanie.


Ale czy Polak tego chce?
Ja chcę, za innych wypowiadać się nie mam odwagi. Chcę jeździć niebrzydkim samochodem (choć nie jest to jeszcze ani Alfa Romeo 159, ani tym bardziej Porsche 911) tak samo, jak chcę mieć niebrzydki dom i równie niebrzydką okolicę tegoż domu. Samochód, dom – rzecz nabyta, jak mawiają. Ale co z tą niebrzydką (bo ładna to jeszcze wyższy poziom estetyki) okolicą?
Postawię tezę, odważną zapewne, że Polak piękna nie czuje. Albo czuje jakoś na opak. O Polakach – społecznościach lokalnych – nie wspominając. Z drugiej strony, jakby człowiek nie próbował liczyć, to z sumy liczb ujemnych dodatniej liczby nie dostanie. Bo to nie minus plus minus, a minus razy minus dalej plus. Trudno więc się buntować przeciw Królowej Nauk.
Nadzieję pokładam w minimalizmie. Bynajmniej nie dlatego, że do pustych, okraszonych sporą ilości bieli przestrzeni mieszkalnych pałam miłością niezmierną. Powód jest nieco inny – wierzę, że jeśli zaczniemy od pustki, to większą wagę będziemy przykładać do tego, co do tej pustki należy dodać. A może gdzieś po drodze napotkamy zdjęcia ze Skandynawii albo przejdziemy się ulicami (polskiego!) Żyrardowa i poczujemy, że w kupie siła. Że działając wspólnie z innymi mieszkańcami, zgodnie z wytyczonym planem możemy stworzyć naprawdę ładne miasto.
Mówią, że nadzieja umiera ostatnia. Że człowiek, który nie ma marzeń, jest martwy. Toteż siedzę i marzę o pięknym kraju nad Wisłą. Bez nachalnych banerów reklamowych, bez szarych ulic, bez… ach, krótszą listę można by stworzyć, zaczynając od „z”…

 / * inspiracją była książka Filipa Springer Wanna z kolumnadą

Autorka: O. 

czwartek, 11 września 2014

Realny Minimalizm.

Nie wiem czy ostatnio zauważyliście, ale archiwalny blog „Realny Minimalizm”, który właśnie czytacie wrócił na łamy blogosfery. Kiedyś podjąłem decyzję o zamrożeniu tego bloga, zamianie go w archiwum, gdzie miało według planu miały co najwyżej okazywać się same zajawki artykułów na moich innych blogach, a ja sam miałem publikować 'minimalistyczne' wpisy na 'Drodze do prostego życia'.

Ta ostatnia decyzja jest aktualna, oczywiście publikuję i będę publikował na tamtym blogu, jednak w międzyczasie znów zacząłem pisać tutaj, mimo, że pomysł prowadzenia własnego bloga minimalistycznego już rok temu porzuciłem.

Bynajmniej nie oznacza to zluzowana z „Drogą do prostego życia”. Co więcej – podjąłem się prowadzenia jego fanpage na Facebooku: https://www.facebook.com/wystarczy.mniej/ i zamierzam go aktywnie, razem z grupa współautorów i liderem zespołu – Konradem – rozwijać. Jednak sam także mam i prowadzę własnego bloga obejmującego podobne tematy.

Powrót na Realny Minimalizm, hmm... Szczerze mówiąc nie mam żadnego uzasadnienia tej decyzji, po prostu spontanicznie zacząłem tu znów publikować, konfigurować i rozwijać bloga. Skoro tak się stało, najwidoczniej ten blog jest mi z jakiś podświadomych przyczyn potrzebny i tak na razie zostanie.



Czuję się trochę zmęczony moimi głównymi blogami o oszczędzaniu, którym głównie poświęcałem uwagę i tym, że czytelnicy 'domagają się' tam wyłącznie wpisów praktycznych, finansowych, itp., raczej źle reagując na wpisy filozoficzne, o minimalizmie, o prostocie, o życiu, itp. Nie jest prawdą, że bloger powinien mieć tylko jeden blog i się na nim koncentrować (w tym na rozwoju osobistej kariery blogowej i wizerunku). Po roku „integrowania' moich blogów w jeden byt – znów przekonałem się, że to nie ma sensu, a posiadanie jednego-dwóch dominujących blogów bynajmniej nie ma nic wspólnego z minimalizmem...

...bo co za sens w imię idei wrzucać w imię posiadania jednego bloga na jeden adres wszystko co mnie interesuje – mydło i powidło, czy nie lepiej pisać na temat, na tym adresie, który odpowiada danej tematyce? Myślę, że lepiej skupić się na minimalistycznych przemyśleniach i osobistych aktualnościach na jednym adresie blogowym, a jeśli będzie taka okazja, także publikować poważniejsze wpisy w szerszym gronie autorów na 'Drodze do prostego życia' a wpisy o oszczędzaniu czy zakupach tam gdzie ich miejsce. Jedno może uzupełniać drugie.


Tak czy inaczej na dzień dzisiejszy – macie mnie tu znów i zamierzam Was pomęczyć nowymi wpisami ;-)

niedziela, 7 września 2014

Minimalizm a palenie papierosów.

Prawda o paleniu papierosów.

Niedawno miałem w swoim życiu krótki okres palenia papierosów. Dlaczego paliłem (choć już nie palę obecnie)? Powodem były między innymi przejściowe sytuacje stresowe, które na szczęście minęły. Ktoś kiedyś w gronie autorów minimalistów napisał, że papieros nic nie daje, że to ciężki idiotyzm, że tak naprawdę nie pomaga i nie uspokaja. No sorry, jest to ewidentna propaganda z politycznie poprawnych antynikotynowych kampanii. Jest zupełnie inaczej. Palenie tytoniu bardzo pomaga w stresie i to jest fakt.

Nie raz widziałem innego człowieka, postawionego „emocjonalnie” na nogi dzięki papierosowi. Nie raz osobiście byłem w stanie zebrać się – powstrzymać skrajne emocje – zabrać się do stanowczego działania dzięki chwili z papierosem.

Mechanizm jest bardzo prosty. Po pierwsze działanie nikotyny – uspokaja, pobudza receptory dopaminowe – dokładnie te same które sprawiają, że ludzie palą maryśkę – w sensie chemicznym dając podobne odczucia, jakie odczuwamy będąc w stanie szczęścia. Papieros także nieco przymula – to działanie kolejnej trucizny – tlenku węgla – lekkie i krótkie niedotlenienie mózgu o dziwo pomaga w sytuacji stresowej.

Chwila „medytacji”.

Zapalenie papierosa to 5 minut tylko dla mnie! 5 minut gdzie wychodzę, dystansuję się do świata zupełnie. Lekko odlatuję, za moment zapominam o stresach, sprawach, biorę serie głębokich oddechów (niestety trochę toksycznych, ale...). Przez te 5 minut nie ma telefonów, nie ma spraw, nie ma dyskusji. To jest pretekst wyrwania trochę czasu na „zwolnienie tempa”, którego w firmie nie mają osoby niepalące.

To jest także powód, dla którego w środowiskach firmowych generalnie pali się dużo! Nieprawdaż?

W pracy...

Jaki oficjalny pretekst ma bowiem niepalący etatowy pracownik do odrywania się co chwilę od pracy, dla relaksu, dla ćwiczeń fizycznych, dla chwili medytacji czy 10 głębokich oddechów? Dajmy spokój – dopiero powód nikotynowy jest powszechnie akceptowany w naszym społeczeństwie!




Dlaczego jednak nie palę. Powody decyzji.

Po pierwsze szybko postępujące uzależnienie. Wbrew mojej filozofii jest fakt bycia od czegoś uzależnionym. Także obserwując osoby palące dłużej (kolegów od pierwszej „fajki” na imprezie – do pełnego nałogu) widziałem jak bardzo papieros zmienia życie ludzi. Wiele rzeczy, zbyt wiele, staje się podporządkowanych konieczności zapalenia i zdobyciu papierosa. W skrajnych przypadkach widziałem znajomych (chwilowo bez pieniędzy) bardzo proszących obcą osobę o jedną „fajkę”. To nie dla mnie. Uważam, że wypalenie zaledwie kilku paczek papierosów może wpędzić słabsze osoby w nałóg nie do pokonania.


Po drugie pieniądze. Choć można samemu skręcać papierosy lub zdobyć pokątnie tytoń „od rolnika” i ograniczyć koszt palenia do wielkości symbolicznych, większość palaczy (w tym i ja w feralnym okresie) wybiera drogie papierosy z akcyzą. Te wydatki są zbyt duże i zbędne na dłuższą metę – nie dla mnie.

Po trzecie duży dyskomfort dla bliskich. Zapach palonego tytoniu to dla większości ludzi smród. Konieczność częstej wymiany ubrań, odświeżania odświeżaczami, itp. mimo palenia poza domem. Upierdliwość (chyba, że się pali e-papierosy kiedy nie można zapalić zwykłego tytoniu).

Po czwarte i najważniejsze – zdrowie. Tytoń jednak osłabia, negatywne efekty zdrowotne występują. Choć spotkamy i stuletnich górali w Górach Białych, palących paczkę papierosów dziennie od 12 roku życia i pojących co rano szklankę raki od 18 roku życia, cieszących się dobrym zdrowiem i kondycją – to spotkamy i młodych ludzi wyniszczonych przez palenie, co gorsza chorujących na choroby przewlekłe z tym związane. Nie chcę ryzykować swojego zdrowia i tyle. To nie dla mnie.


A jak to jest u Ciebie? Jaki jest Twój stosunek do palenia tytoniu?