środa, 10 grudnia 2014

Skazani na minimalizm.

Zdjęcia w poprzednim wpisie to zdjęcia z jednej z gastronomii we Wrocławiu. Nie była to jednak wizyta we Wrocławiu dla przyjemności czy zadanie recenzenta kulinarnego a załatwianie spraw medycznych. Wczoraj w korespondencji z jednym z Czytelników napisałem o tej (nie)przyjemności w aspekcie finansów i wydatków? Ciekawi? Lecimy:

Ponieważ nie pamiętam szczegółów poprzednich wizyt skupię się na tych dwóch ostatnich w listopadzie.

  • honorarium profesora 200 zł za 10 minut rozmowy
  • diesel, gastronomia, parking 2 jazdy autostradą - 200 zł
  • odwołana praca - drugie tyle 200-300 zł (razy dwa) 400-600 zł
  • recepta - ponad 200 zł (NFZ odmówił refundacji leku)


Podsumujmy średnio: 1100 zł wydane z nagle w ciągu kilku dni, a to dopiero początek wydatków.

I teraz pytanie. Jak taki wydatek ma się do budżetu bardzo szerokiej rzeszy ludzi w Polsce de facto skazanych na minimalizm. Zarabiających na rękę ca. 1600 zł brutto, czyli 1181 zł netto i kupujących taką rzecz jak czajnik elektryczny na raty.

No rzeczywiście ratunkiem jest pożyczka chwilówka albo lombard, bo nikt inny się nad tymi ludźmi nie zlituje.



Jeszcze raz.

My sobie tu na blogosferze minimalistycznej piszemy dla przyjemności (choć i tutaj wszedł najpospolitszy celebrycki lans oraz niestety różne gierki między bloggerami – who's the best?!), piszemy sobie jak się nie obkupywać, jak się nie przeżerać na Święta, albo jak zamienić jednostkę główną PC z plątaniną kabli na małego gustownego laptopa z niedojedzonym jabłkiem na obudowie...

Sporo ludzi w Polsce jest jednak skazanych na minimalizm, oni się nie zastanawiają tak jak my czy na stole świątecznym położyć sałatkę z avocado, z najlepszą oliwą extra vergine, ale by chociaż na śledzia w oleju i ziemniaki starczyło (bo wypadła sprawa medyczna np. taka jak u mnie teraz i pieniądze się skończyły).

Ja nie piszę tu o jakimś elemencie, czy marginesie alkoholickim, ale o szerokiej rzeszy emerytów na minimalnej emeryturze, którzy z okazji świąt muszą np. zrezygnować z wykupu recept - ich CAŁA kasa na rękę 1181 zł to niemal tyle co ja wydałem jednorazowo, ot tak. A to tylko jakiś ułamek moich kosztów.

Ot, moje przemyślenia przed świętami.


Czy cały ten nasz lanserski minimalizm jest funta kłaków wart?

czwartek, 6 listopada 2014

Szafka RTV autora bloga. Full wypas nowy sprzęt... czyli nawet minimalista czasem się chwali.

Jak wygląda wasza szafka RTV? Jaki super, hiper, ultrapłaski i wielocalowy sprzęcior można tam zobaczyć? Jak w tytule... ja postanowiłem się Wam pochwalić swoim nowym nabytkiem, no w sumie nie takim nowym, bo już około 2-tygodniowym. 

Super rozdzielczość, obowiązkowe 3D, energooszczędne...

Sami zobaczcie - oto co stoi na mojej szafce RTV:


środa, 5 listopada 2014

Pożyczki chwilówki w Polsce - artykuł sponsorowany.

Pożyczki chwilówki są relatywnie nowym produktem finansowym na polskim rynku, który bardzo szybko zdobył sobie sympatię konsumentów. Firm, które udzielają szybkich pożyczek, jest coraz więcej. Szczególnie w Internecie można znaleźć ofertę większości z nich.

Czym są pożyczki chwilówki?
Zmiany w gospodarce i większe możliwości dla rozwijania działalności firm finansowych stworzyły na polskim rynku warunki dla powstania właśnie pożyczek chwilówek. Są to krótkoterminowe pożyczki na niewielkie sumy, których udzielają nie banki, a firmy pożyczkowe. Określenie „chwilówka” nawiązuje zarówno do krótkiego okresu kredytowania, jak i czasu trwania procedury wnioskowania i przyznawania pożyczki, który trwać może nawet niecałe 1,5 godziny. Albowiem wypełnienie internetowego wniosku trwa zaledwie kilka minut, decyzja kredytowa zapada w kilkanaście minut, a gdy jest pozytywna, pieniądze otrzymać można nawet w ciągu godziny. W większości przypadków kredytowanie trwa od dwóch tygodni do miesiąca, ale są też firmy które udzielają pożyczek na dłużej lub oferują przedłużenie terminu spłaty zaciągniętej pożyczki.
Firmy, które oferują pożyczki chwilówki przez Internet, zwykle zamieszczają na swoich stronach tabelaryczne zestawienia, z których wyczytać można, ile będzie nas kosztowała pożyczka, albo też łatwe w obsłudze „suwaki”, pozwalające od razu poznać wszystkie wiążące się z pożyczką koszty.


Źródło: Kyzoo.pl
Na co przeznacza się pożyczone pieniądze?
Pożyczki chwilówki są odpowiedzią na nagłe i niespodziewane wydatki, których nie możemy odsuwać na później, ale też nie mamy na nie pieniędzy pod ręką. Awaria samochodu, sprzętu w domu, nagła choroba i konieczność zakupu leków czy też wizyta u dentysty to sytuacje, które przydarzyć się mogą każdemu z nas. Gdy nie możemy liczyć na nasze oszczędności, pomoc od rodziny lub przyjaciół, rozwiązaniem stają się właśnie oferty kredytowe. Tutaj natomiast prym wiodą chwilówki, które przyznawane są szybko, dzięki czemu nagły problem można rozwiązać od razu.

Zasady i warunki przyznawania chwilówek
Kwota pierwszej pożyczki chwilówki wynosi zwykle około 200 – 300 zł, natomiast wiele firm ma obecnie ofertę promocyjną dla nowych klientów i proponuje pierwszą pożyczkę za darmo, a więc bez dodatkowych kosztów. Oznacza to, że trzeba oddać dokładnie tyle, ile się pożyczyło. Gdy pierwszą pożyczkę spłaci się w terminie, kolejną można wziąć na wyższą kwotę, potem na jeszcze wyższą. Na tym polega budowanie zaufania pożyczkodawcy wobec klienta. Pożyczki chwilówki łatwo jest otrzymać, a wszelkie formalności ograniczone są do minimum.
Firmy udzielające chwilówek, podobnie jak banki, przeprowadzają weryfikację zainteresowanej pożyczką osoby. Różnica polega na tym, że w przypadku chwilówek zasady są znacznie łagodniejsze, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestię zatrudnienia i stałych dochodów. Większość firm pożyczkowych nie wymaga zaświadczeń od pracodawcy, jedynie oświadczenie zainteresowanego wzięciem pożyczki.
Do weryfikacji klienta potrzebne są: polskie obywatelstwo, dowód osobisty, telefon komórkowy zarejestrowany w kraju oraz konto bankowe w polskim banku. Weryfikacja konta polega na wykonaniu przelewu na minimalną kwotę w wysokość 1 grosza na konto pożyczkodawcy. W formularzu natomiast trzeba podać swoje dane teleadresowe oraz wysokość dochodu, na której podstawie specjaliści oceniają, czy jest się wypłacalnym.

Dlaczego chwilówki są tak popularne?

Są to pożyczki gotówkowe na niskie kwoty, jakimi zwykle nie zajmują się banki. Są dostępne praktycznie od ręki i pozwalają uregulować nagłe wydatki jeszcze tego samego dnia, kiedy się pojawiły. Pożyczki te spłaca się jednorazowo, najczęściej od razu po otrzymaniu wypłaty.

czwartek, 2 października 2014

Zdrowa jesień – ile kosztuje urządzenie własnej spiżarki?

Żyjąc w ciągłym biegu nie zwracamy już tak wielkiej uwagi na to co i kiedy jemy. Większość z nas zachwyca się jednak przetworami własnej roboty, które przywodzą na myśl czasy dzieciństwa. Kto odmówi babcinych konfitur czy ogórków domowej roboty? Czy przygotowanie spiżarki i własnoręczne wykonanie takich pyszności jest niemożliwe? Wystarczy zainwestować trochę czasu i pieniędzy, by móc cieszyć się smakami domowych przetworów przez cały rok. 

Artykuł powstał we współpracy z:



Organizacja przestrzeni

Jak to zwykle bywa z pracą – od czegoś trzeba zacząć. W przypadku organizacji spiżarki warto zrobić rozeznanie jakie sprzęty już posiadamy, pozbyć się zepsutych lub zbędnych bibelotów i zrobić listę zakupów.

Obowiązkowym elementem każdej spiżarki jest półka podzielona na sekcje (koszt: 50 - 300 zł). Powinniśmy ją umieścić w chłodnym pomieszczeniu z ograniczonym dostępem do światła dziennego (zwykle w jest to piwnica). Dzięki temu nasze przetwory dłużej zachowają świeżość i nie będą zajmowały miejsca w kuchni czy innym zakątku mieszkania. 

Wysokości regałów naszej półki najlepiej jest dopasować do ich potencjalnej zawartości. Zaoszczędzimy w ten sposób miejsce i zadbamy o estetykę. Tak przygotowany mebel można dodatkowo obłożyć ceratką ozdobną, dzięki której nasza spiżarka upodobni się do pomieszczeń gospodarczych rodem z amerykańskich filmów z lat 60-tych.

Co na półkę?

Półka dopasowana wielkością do pomieszczenia już stoi. Co możemy na niej postawić? Na pierwszym miejscu znajdą się słoiki z przetworami własnej roboty. Dobrze jest opisać każdy z nich, umieszczając na etykiecie nazwę smakołyku i datę produkcji.

Dzięki takiemu zabiegowi nie będziemy musieli głowić się, które ogórki są starsze i który dżem należy zjeść wcześniej. Słoiki najlepiej jest posortować zgodnie z ich zawartością. 

Na osobnej półce można umieścić słone przekąski takie jak ogórki, paprykę, grzyby lub fasolkę czy sałatki warzywne, a na kolejnej domowe słodkości - kompoty owocowe, dżemy konfitury i soki. Analogicznie możemy postępować z kupnymi przetworami. Grunt, by zachować w spiżarce porządek. 

Słoiki to nie wszystko

Spiżarka pełna przetworów to tylko początek. Jeśli półka postawiona jest w miejscu pozbawionym wilgoci, z powodzeniem nada się do przechowywania suchej żywności. Na jednym z regałów można więc umieścić wszelkiego rodzaju kasze, soczewice, zapasy makaronu czy ryżu. Warto dodatkowo zabezpieczyć takie produkty przed wilgocią umieszczając je w plastikowych pojemnikach. Koszt takich pojemników waha się od 15 do 200 zł za kilkuelementowy komplet.

Świeże witaminy pod ręką

W naszej spiżarce z powodzeniem możemy również przechowywać zapasy świeżych owoców i warzyw. Kupowane w większej ilości ziemniaki, buraki czerwone czy jabłka z pewnością nie stracą walorów smakowych, gdy umieścimy je w takim pomieszczeniu. Rozwiążemy tym samym odwieczny problem z brakiem miejsca w kuchni. 

Dodatkowe atrakcje w spiżarce

Jeśli nasze pomieszczenie gospodarcze jest dużych rozmiarów nie musimy się ograniczać wyłącznie regałem z przetworami i suchą żywnością. W spiżarce możemy również umieścić stojak na wino i inne napoje alkoholowe.

W spiżarce możemy przechowywać też kupne napoje (np. wody soki) oraz owoce i warzywa konserwowe. Jednym słowem – wszystkie produkty spożywcze, które uważamy za niezbędne dla Pani lub Pana domu. 

Bezcenny kącik

Organizacja domowej spiżarki przyniesie wiele satysfakcji i nie będzie generować niebotycznych kosztów. Półki można kupić już od 200 zł. Elementy wyposażenia takie jak słoiki, czy pudełka plastikowe zwykle już posiadamy. Wystarczy dobrze przeszukać swoje zapasy. Cena nowych waha się od 1 - 10 zł za słoik 1l/pudełko. Fundusze jakie musimy poświęcić na organizację pomieszczenia są więc niewielkie, zaś satysfakcja z posiadania własnej, umiejętnie wyposażonej spiżarki jest bezcenna.

niedziela, 21 września 2014

Gdzie się zaczyna minimalizm?

Nie jestem w stanie przywołać w pamięci wydarzenia, które skierowało mnie na minimalistyczną ścieżkę. Ani rozmowy, ani filmu, ani refleksji. Nie wiem, gdzie i kiedy zaczęła we mnie dojrzewać idea minimalistycznego podejścia do życia. Zaryzykuję tezę, że takie podejście jest dla mnie naturalne. Jak to mówią, ten typ tak ma. Obserwując jednak minimalistyczną blogosferę ciężko mi znaleźć kogoś, kto mógłby się pod tym zdaniem podpisać. Większość ludzi zapytanych o początek tej przygody zacznie wymieniać książki i blogi. Oni potrafią znaleźć początek. Wiedzą, gdzie jest ta cezura. Mogą podzielić swoje życie na dwie części – to przed minimalizmem, to po głębszym poznaniu tej idei. Wciąż jednak czegoś mi w tym opisie brakuje. Bo gdzie tak właściwie zaczyna się minimalizm?



Gdy pomalujesz wszystkie ściany w swoim domu na biało?

Gdy wywalisz na środek pokoju wszystkie rzeczy z szafy i je posegregujesz, a koniec końców część oddasz / sprzedasz / wyrzucisz?

Gdy usuniesz z dysku swojego komputera programy, który nie używałeś od lat?

Gdy z pulpitu znikną wszystkie ikony poza koszem (ale nawet i bez niego, jeśli ktoś nie boi się grzebać w rejestrze)?

Gdy staniesz się obojętny na reklamy?

Gdy dojdziesz do wniosku, że w sumie nie musisz w tym roku zmienić samochodu?

Gdy usuniesz połowę znajomych na fejsie w ramach usuwania toksyn ze swojego życia?

Gdy przeczytasz cały blog Leo Babauty?

Gdy przeczytasz wszystkie książki Dominique Loreau?

Gdy przeczytasz pierwszą polską książkę o minimalizmie?

Gdy zaczniesz więcej oszczędzać, niż wydawać?

Gdy wczasy all inclusive zamienisz na tygodniowy pobyt w Bieszczadach?

Gdy przestaniesz co miesiąc odwiedzać fryzjera?

Gdy przestaniesz interesować się nowinkami technicznymi?

Gdy przestaniesz odwracać wzrok w kierunku nowej Alfy Romeo?

Gdy zaczniesz prowadzić blog o minimalizmie?

Gdy zaczniesz namawiać innych, by również przeszli na tę stronę mocy?

Gdy przestaniesz widzieć wady takiego podejścia do życia?

Gdy będziesz gloryfikował minimalizm?

Gdy uznasz, że minimalizm to jedyna i słuszna koncepcja?

Gdy uznasz, że konsumpcjonizm to dzieło szatana?

Gdzie zaczyna się minimalizm?



Wiesz? Bo ja nie.

Autorka: O.

niedziela, 14 września 2014

Bo jak wanna, to z kolumnadą.

Za każdym razem uderza tak samo mocno. Za każdym razem budzi konsternacje. Za każdym razem wywołuje niemały niesmak. Choć krajobraz nie ulega zmianom, ja nie potrafię się do tego obrazu przyzwyczaić. Nie zwracać na niego uwagi, nie zauważać jego brzydoty. Nie przeklinać gospodarzy miast i ludzi odpowiedzialnych za zagospodarowanie przestrzenne nie tylko całych miast, miasteczek czy wsi, ale też osiedli domków, mieszkań, aż w końcu pojedynczych domów i mieszkań szanownych Kowalskich. Polaków z krwi i kości. Polaków, którzy na lekcjach plastyki odrabiali zadania z matematyki (jak umysł ścisły był), z języka polskiego bądź historii (jak umysł oporny na matematyczne szlaczki).
Polaków, którzy nie potrafią spojrzeć na osiedle z innej perspektywy niż swoja własna. Pal licho, że jego kuchenne okno wychodzi na pustą ścianę sąsiedniego bloku, a z jej balkonu nie można podziwiać niczego poza garażem znienawidzony sąsiadów za ściany. Ot, to efekt, a nie przyczyna.
Raz po raz wraca do mnie myśl, że mieszkam w brzydkim kraju. Od czasu do czasu łapię inną, że jednak mam szczęście, bo do ziemi nieskażonej ludzką ingerencją mam blisko, więc i podziwiać to, co stworzyła Matka Naturą mogę bez ograniczeń czasowych. Marne to pocieszenie, gdy ma się świadomość, że człowiek może stworzyć rzeczy piękne i być współtwórcą krajobrazów zapierających dech w piersiach. Potrafi, jest w stanie.


Ale czy Polak tego chce?
Ja chcę, za innych wypowiadać się nie mam odwagi. Chcę jeździć niebrzydkim samochodem (choć nie jest to jeszcze ani Alfa Romeo 159, ani tym bardziej Porsche 911) tak samo, jak chcę mieć niebrzydki dom i równie niebrzydką okolicę tegoż domu. Samochód, dom – rzecz nabyta, jak mawiają. Ale co z tą niebrzydką (bo ładna to jeszcze wyższy poziom estetyki) okolicą?
Postawię tezę, odważną zapewne, że Polak piękna nie czuje. Albo czuje jakoś na opak. O Polakach – społecznościach lokalnych – nie wspominając. Z drugiej strony, jakby człowiek nie próbował liczyć, to z sumy liczb ujemnych dodatniej liczby nie dostanie. Bo to nie minus plus minus, a minus razy minus dalej plus. Trudno więc się buntować przeciw Królowej Nauk.
Nadzieję pokładam w minimalizmie. Bynajmniej nie dlatego, że do pustych, okraszonych sporą ilości bieli przestrzeni mieszkalnych pałam miłością niezmierną. Powód jest nieco inny – wierzę, że jeśli zaczniemy od pustki, to większą wagę będziemy przykładać do tego, co do tej pustki należy dodać. A może gdzieś po drodze napotkamy zdjęcia ze Skandynawii albo przejdziemy się ulicami (polskiego!) Żyrardowa i poczujemy, że w kupie siła. Że działając wspólnie z innymi mieszkańcami, zgodnie z wytyczonym planem możemy stworzyć naprawdę ładne miasto.
Mówią, że nadzieja umiera ostatnia. Że człowiek, który nie ma marzeń, jest martwy. Toteż siedzę i marzę o pięknym kraju nad Wisłą. Bez nachalnych banerów reklamowych, bez szarych ulic, bez… ach, krótszą listę można by stworzyć, zaczynając od „z”…

 / * inspiracją była książka Filipa Springer Wanna z kolumnadą

Autorka: O. 

czwartek, 11 września 2014

Realny Minimalizm.

Nie wiem czy ostatnio zauważyliście, ale archiwalny blog „Realny Minimalizm”, który właśnie czytacie wrócił na łamy blogosfery. Kiedyś podjąłem decyzję o zamrożeniu tego bloga, zamianie go w archiwum, gdzie miało według planu miały co najwyżej okazywać się same zajawki artykułów na moich innych blogach, a ja sam miałem publikować 'minimalistyczne' wpisy na 'Drodze do prostego życia'.

Ta ostatnia decyzja jest aktualna, oczywiście publikuję i będę publikował na tamtym blogu, jednak w międzyczasie znów zacząłem pisać tutaj, mimo, że pomysł prowadzenia własnego bloga minimalistycznego już rok temu porzuciłem.

Bynajmniej nie oznacza to zluzowana z „Drogą do prostego życia”. Co więcej – podjąłem się prowadzenia jego fanpage na Facebooku: https://www.facebook.com/wystarczy.mniej/ i zamierzam go aktywnie, razem z grupa współautorów i liderem zespołu – Konradem – rozwijać. Jednak sam także mam i prowadzę własnego bloga obejmującego podobne tematy.

Powrót na Realny Minimalizm, hmm... Szczerze mówiąc nie mam żadnego uzasadnienia tej decyzji, po prostu spontanicznie zacząłem tu znów publikować, konfigurować i rozwijać bloga. Skoro tak się stało, najwidoczniej ten blog jest mi z jakiś podświadomych przyczyn potrzebny i tak na razie zostanie.



Czuję się trochę zmęczony moimi głównymi blogami o oszczędzaniu, którym głównie poświęcałem uwagę i tym, że czytelnicy 'domagają się' tam wyłącznie wpisów praktycznych, finansowych, itp., raczej źle reagując na wpisy filozoficzne, o minimalizmie, o prostocie, o życiu, itp. Nie jest prawdą, że bloger powinien mieć tylko jeden blog i się na nim koncentrować (w tym na rozwoju osobistej kariery blogowej i wizerunku). Po roku „integrowania' moich blogów w jeden byt – znów przekonałem się, że to nie ma sensu, a posiadanie jednego-dwóch dominujących blogów bynajmniej nie ma nic wspólnego z minimalizmem...

...bo co za sens w imię idei wrzucać w imię posiadania jednego bloga na jeden adres wszystko co mnie interesuje – mydło i powidło, czy nie lepiej pisać na temat, na tym adresie, który odpowiada danej tematyce? Myślę, że lepiej skupić się na minimalistycznych przemyśleniach i osobistych aktualnościach na jednym adresie blogowym, a jeśli będzie taka okazja, także publikować poważniejsze wpisy w szerszym gronie autorów na 'Drodze do prostego życia' a wpisy o oszczędzaniu czy zakupach tam gdzie ich miejsce. Jedno może uzupełniać drugie.


Tak czy inaczej na dzień dzisiejszy – macie mnie tu znów i zamierzam Was pomęczyć nowymi wpisami ;-)

niedziela, 7 września 2014

Minimalizm a palenie papierosów.

Prawda o paleniu papierosów.

Niedawno miałem w swoim życiu krótki okres palenia papierosów. Dlaczego paliłem (choć już nie palę obecnie)? Powodem były między innymi przejściowe sytuacje stresowe, które na szczęście minęły. Ktoś kiedyś w gronie autorów minimalistów napisał, że papieros nic nie daje, że to ciężki idiotyzm, że tak naprawdę nie pomaga i nie uspokaja. No sorry, jest to ewidentna propaganda z politycznie poprawnych antynikotynowych kampanii. Jest zupełnie inaczej. Palenie tytoniu bardzo pomaga w stresie i to jest fakt.

Nie raz widziałem innego człowieka, postawionego „emocjonalnie” na nogi dzięki papierosowi. Nie raz osobiście byłem w stanie zebrać się – powstrzymać skrajne emocje – zabrać się do stanowczego działania dzięki chwili z papierosem.

Mechanizm jest bardzo prosty. Po pierwsze działanie nikotyny – uspokaja, pobudza receptory dopaminowe – dokładnie te same które sprawiają, że ludzie palą maryśkę – w sensie chemicznym dając podobne odczucia, jakie odczuwamy będąc w stanie szczęścia. Papieros także nieco przymula – to działanie kolejnej trucizny – tlenku węgla – lekkie i krótkie niedotlenienie mózgu o dziwo pomaga w sytuacji stresowej.

Chwila „medytacji”.

Zapalenie papierosa to 5 minut tylko dla mnie! 5 minut gdzie wychodzę, dystansuję się do świata zupełnie. Lekko odlatuję, za moment zapominam o stresach, sprawach, biorę serie głębokich oddechów (niestety trochę toksycznych, ale...). Przez te 5 minut nie ma telefonów, nie ma spraw, nie ma dyskusji. To jest pretekst wyrwania trochę czasu na „zwolnienie tempa”, którego w firmie nie mają osoby niepalące.

To jest także powód, dla którego w środowiskach firmowych generalnie pali się dużo! Nieprawdaż?

W pracy...

Jaki oficjalny pretekst ma bowiem niepalący etatowy pracownik do odrywania się co chwilę od pracy, dla relaksu, dla ćwiczeń fizycznych, dla chwili medytacji czy 10 głębokich oddechów? Dajmy spokój – dopiero powód nikotynowy jest powszechnie akceptowany w naszym społeczeństwie!




Dlaczego jednak nie palę. Powody decyzji.

Po pierwsze szybko postępujące uzależnienie. Wbrew mojej filozofii jest fakt bycia od czegoś uzależnionym. Także obserwując osoby palące dłużej (kolegów od pierwszej „fajki” na imprezie – do pełnego nałogu) widziałem jak bardzo papieros zmienia życie ludzi. Wiele rzeczy, zbyt wiele, staje się podporządkowanych konieczności zapalenia i zdobyciu papierosa. W skrajnych przypadkach widziałem znajomych (chwilowo bez pieniędzy) bardzo proszących obcą osobę o jedną „fajkę”. To nie dla mnie. Uważam, że wypalenie zaledwie kilku paczek papierosów może wpędzić słabsze osoby w nałóg nie do pokonania.


Po drugie pieniądze. Choć można samemu skręcać papierosy lub zdobyć pokątnie tytoń „od rolnika” i ograniczyć koszt palenia do wielkości symbolicznych, większość palaczy (w tym i ja w feralnym okresie) wybiera drogie papierosy z akcyzą. Te wydatki są zbyt duże i zbędne na dłuższą metę – nie dla mnie.

Po trzecie duży dyskomfort dla bliskich. Zapach palonego tytoniu to dla większości ludzi smród. Konieczność częstej wymiany ubrań, odświeżania odświeżaczami, itp. mimo palenia poza domem. Upierdliwość (chyba, że się pali e-papierosy kiedy nie można zapalić zwykłego tytoniu).

Po czwarte i najważniejsze – zdrowie. Tytoń jednak osłabia, negatywne efekty zdrowotne występują. Choć spotkamy i stuletnich górali w Górach Białych, palących paczkę papierosów dziennie od 12 roku życia i pojących co rano szklankę raki od 18 roku życia, cieszących się dobrym zdrowiem i kondycją – to spotkamy i młodych ludzi wyniszczonych przez palenie, co gorsza chorujących na choroby przewlekłe z tym związane. Nie chcę ryzykować swojego zdrowia i tyle. To nie dla mnie.


A jak to jest u Ciebie? Jaki jest Twój stosunek do palenia tytoniu?


niedziela, 31 sierpnia 2014

Rezygnacja z „toksycznych” kontaktów.

Zakładając kiedyś bloga ze słowem 'minimalizm' w nazwie spodziewałem się wejść w szeroko pojęte grono ludzi zainteresowanych pewną filozofią, trendami z życiu, wzornictwie, sztuce, podejściu do spraw konsumenckich i móc swobodnie się na ten temat wypowiadać.

Czy wielkim jednak zdziwieniem było odkrycie, że środowisko blogerów podlega takim samym prawom społecznym jak inne dziedziny ludzkiej aktywności... a więc z miejsca robi się nam pewna „polityka personalna” - kto, kogo i z kim... Może zdarzać się (na przykład) dzielenie kto jest bardziej autentycznym minimalistą przez większe M, a kto nie do końca. Mogą zdarzyć się jakieś dziwne komentarze u mnie czy reakcje różnego typu, Może zdarzyć się, że samo wejście mojej osoby na czyjś blog i relatywnie neutralny komentarz wystarcza do podjęcia jakiejś potyczki ideowej...

Wreszcie, czy jakimś zaskoczeniem jest fakt, że ludzie lubią obrażać się o poglądy? Zaczynając blogowanie mocno wierzyłem, że mogę z kolegą X czy koleżanką Y mieć skrajnie różne poglądy na dany temat, ale szanować się nawzajem i prowadzić czystą dyskusję. To jednak fikcja, bo na ogół ludzie jednak w końcu obrażają się o poglądy i zmieniają relacje, kiedy się okaże, że lubisz nieco inną opcję ideową niż on czy ona. Eskalacja różnic poglądowych na inne dziedziny życia jest niemal pewna.

To wszystko naturalne i tego nie zmienimy.

Czy warto się jednak tym obciążać i na siłę „trzymać” stare kontakty?

  • Niedawno zacząłem jednak bardziej zdecydowanie oczyszczać podręczny zbiór blogów w zakładkach przeglądarki, blogów na których (jako konkurencja) nie jestem szczególnie entuzjastycznie mile witany. Przestałem także je odwiedzać.
  • Zaczynam czyścić sobie kontakty na mediach społecznościowych np. FB – po co mi widzieć aktualizacje osób, z którymi relacji już nie utrzymuję, lub które działają mi coraz częściej na nerwy.
  • Oczyściłem listy kontaktów na poczcie e-mail, wywalając dawno już nieaktualne korespondencje z tym czy innym osobnikiem?


Internet i blogi ogółem.

Internet jest dziwnym medium kontaktowym – dystans sprawia, że niektóre kurczaczki nagle dostają kogucich piór i zaczynają się reakcje, które w normalnym życiu, przy rozmowie twarzą w twarz nigdy by nie wystąpiły. Internet ośmiela nieśmiałych i daje poczucie siły intelektualnym słabeuszom. Jak radzić sobie z takimi reakcjami?

Niedawno przeprowadziłem dwie ciekawe rozmowy ze znajomymi autorami na temat hejterstwa:

  • Jedna sympatyczna koleżanka mówi, aby te komentarze puszczać i się do nich ustosunkowywać – dzięki sprawnej i rzeczowej reakcji na hejterskie zagrywki mógłbym 'zyskać' jako bloger w oczach Czytelników.
  • Inna osoba sugeruje, aby z toksycznych relacji (ja rozciągam to także na niepotrzebne dyskusje hejterskie) po prostu zdecydowanie wyjść i nie tracić swojego cennego czasu, nie angażować emocji, skupić się na czymś innym.

Które podejście zasługuje na praktyczne zastosowanie?




P.S. Proszę NIE mylić kwestii opisanych w artykule z przetasowaniami na moich listach blogów i blogrollu tutaj. Przy usuwaniu reklam AdSense straciłem także (kaprysy i błędy Blogspota) wiele komponentów w układzie bloga, które musiałem odtworzyć na nowo. Jeśli czyjś link niesłusznie zniknął – proszę o kontakt w celu naprawienia blogrolla.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Przerwy reklamowe w TV.


Jak wspomniałem wcześniej, nie jestem jakimś radykałem minimalizmu i posiadam telewizor, oglądam go głównie w niedzielę, ewentualnie w jakieś luźniejsze poranki i późnym wieczorem, kiedy nie mam już chęci na inne rozrywki intelektualne, w tym blogowanie i jest to głównie treść na kanałach typu National Geographic, ewentualnie jakiś kanał filmowy...

...i szczególnie z tymi kanałami filmowymi jest problem. Przerwy reklamowe. Oglądam coś, potem jest przerwa reklamowa, długa przerwa, na chwilę w tym czasie wychodzę, zaparzam sobie coś do picia, koniec przerwy. Film? Nie... jakieś zapowiedzi filmowe, potem kolejna przerwa reklamowa. Po tych 15 minutach... a właściwie już w międzyczasie przełączam się na inny kanał, zaczynając oglądać coś innego, zapominam nawet o pierwotnie oglądanej treści.



Ostatnio nawet to staje się coraz trudniejsze bo nadawcy synchronizują przerwy reklamowe, tak że coraz trudniej uciec od blogu reklamowego, w efekcie oglądam TV coraz mniej. Dają jeszcze radę blogi kanałów dokumentalno-przyrodniczych, bo tam znajduję zawsze coś ciekawego, ale i tu mnie zaczyna szlag trafiać.

Niedawno odwiedziła mnie rodzina i była w szoku. Gdzie w salonie jest telewizor? Mówię – nie ma, wystarcza mi opcja tunera TV w monitorze komputerowym. Konsternacja. Jakże to tak...

Będzie większa konsternacja jeśli i ten tuner TV zniknie, np. przy wymianie monitora na bardziej profesjonalny (potrzeby zawodowe), bo widzę coraz mniej sensu, by go w ogóle posiadać.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Nie oglądam wiadomości.

Nie oglądam wiadomości – dokładnie tak jak w tytule. Parafrazując hasło z reklamy środka antynikotynowego - bez wiadomości w TV lub czytanych na portalach poranna kawa smakuje znacznie lepiej!

...o chyba, że komuś przeszkadza fakt, że jest to u mnie kawa bezkofeinowa albo zbożowa ;-)

Wracając do tematu. Kiedyś gdzieś nawet kiedyś nadziałem się na dyskusję, gdzie autor szumnie udowadniał, że osoby nie czytające Gazety Wyborczej, nie oglądające TVN24 czy Polsatu, to ubodzy duchem ignoranci. Ja takim „ubogim duchem” zjadaczem chleba zostałem, bo bynajmniej nie mam potrzeby „wzbogacania” swojej diety o informacyjną sieczkę, psychomanipulacyjny crap i medialny shit dobierany tak by maksymalnie odwrócić moja uwagę od prawdziwego życia, a przykuć do ekranu TV. 

Czy znaczy to, że nie wiem co się dzieje? Skądże! Wystarczy mi jednak szybkie zerknięcie na wiadomości dotyczące interesującej mnie branży i czasem szybkie przeglądnięcie ogólnych newsów na jakimś portalu (których 99% nie czytam i tak).


Wracając do śniadania – co przy nim robię? Najczęściej nic. Nie oglądam jedząc śniadanie TV, nie słucham radia, nie siedzę na internecie w tym czasie. Czasami, w dniach kiedy mogę sobie pozwolić na dłuższe poranne lenistwo oglądnę jakiś program przyrodniczy, czy dokument o czyimś życiu (nie jestem minimalistycznym radykałem – mam monitor komputerowy z tunerem TV). Jednak na ogół podczas posiłku nie robię nic, poza tym, że po prostu jem.


niedziela, 17 sierpnia 2014

Jak zmienić się z sowy w skowronka?

Czy jeśli zespół opóźnionej fazy snu jest stwierdzony naukowo jako zaburzenie psychiczne, to czy osoba, która na nie cierpi może mieć jakieś ulgi w pracy? Niestety nie. Zobacz jak wyleczyć się z późnego, a co za tym idzie krótszego i mniej zdrowego snu.

Choroba czy lenistwo?

Jak wyjaśnia Ośrodek Medycyny Snu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie zespół opóźnionej fazy snu powstaje w wyniku braku zgodności pomiędzy biologicznie preferowanym przez człowieka rytmem snu, a rytmem narzuconym przez normy społeczne.

Istotą zaburzenia jest opóźnienie wewnętrznego zegara biologicznego, regulującego pory snu, o co najmniej kilka godzin w stosunku do średniej w społeczeństwie. Niestety nawet tak naukowe podejście do tego zagadnienia nie zmieni tego, że do pracy trzeba wstawać rano i szef nie potraktuje nas w sposób uprzywilejowany, ponieważ nie potrafimy zasypiać przed północą. Należy więc nauczyć się być skowronkiem.



Wczesnemu wstawaniu, zawdzięczać będziemy nie tylko punktualne stawianie się w pracy, a także, jak twierdzi Doktor Joerg Huber w wiosennym wydaniu czasopisma „Zdrowie ma sens”: zdrowszy tryb życia, lepszą realizację w pracy oraz co najważniejsze, z punktu widzenia pracodawcy, lepsze zarządzanie czasem, o którym więcej informacji można znaleźć na www.grafton.pl/strefa-kariery/zarzadzanie-czasem/. Ale zanim zaczniemy zarządzać czasem, najpierw musimy zacząć dzień.

Kładź się spać z kurami

Nikogo chyba nie zdziwi stwierdzenie, że aby wcześnie wstać, trzeba odpowiednio wcześnie wybrać się do łóżka. Położenie się z laptopem lub przed telewizorem się nie liczy. Należy wyłączyć wszystkie sprzęty, które mogą nas rozpraszać i dopiero wtedy się położyć. Przed snem można czytać książkę, rozmyślać, ćwiczyć oddech. Ważne aby ta czynność wyciszyła nas po całym pracowitym dniu.

Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje

Ważne jest, aby wstawanie zaczęło być dla nas czymś przyjemnym. Ustawmy melodię budzika na łagodniejszą, aby już od samego rana mieć powód do uśmiechu.

Nie zaczynajmy dnia od sprawdzenia telefonu czy włączenia komputera, dajmy sobie chwilę czasu, aby spokojnie zastanowić się, co dobrego może nam się dziś przydarzyć. Takie myślenie pozwoli nam wchodzić dzień z pozytywnym nastawieniem, to natomiast jest potrzebne aby móc spokojnie zasnąć wieczorem.

Weekendy nie są po to, by spać

Pamiętajmy też, aby nie odsypiać całego tygodnia w trakcie weekendu, ponieważ to, że w dni wolne śpimy znacznie dłużej i w zupełnie innych godzinach rozregulowuje nasz cały tryb, który wypracowaliśmy sobie w ciągu pięciu dni roboczych.


Pamiętajmy, że praca nad własnym zegarem biologicznym to długie i mozolne przedsięwzięcie. Jego skutki mogą być jednak bardzo opłacalne.


wtorek, 5 sierpnia 2014

Przedmioty markowe w życiu Polaków...

Przez jakiś czas na blogu zrezygnowałem z kontrowersyjnych tematów, a te, które wywołały zbytnie dyskusje zarchiwizowałem do dalszego przeredagowania w przyszłości, tak aby po ponownej publikacji budziły mniej skrajnych reakcji, mniej hejtu. Czy bowiem nie można pewnych przemyśleń przedstawić w sposób łagodniejszy, cukierkowy i delikatny dla przeciętnego czytelnika?

Nie w tym jednak leży problem, a w samym podjęciu i kontestacji pewnych tematów. Co bym nie napisał o marce - i tak wzbudzi to poruszenie i bunt! Dlaczego?

Polacy są narodem głęboko zakompleksionym. Tak - to prawda - widać to na każdym kroku, jeśli człowiek choć trochę odpocznie za granicą bez osób z Polski w otoczeniu, bez polskich mediów.

Moje pokolenie jest pokoleniem głęboko zakompleksionym, choć ta trauma rozniosła się, kto wie, czy nie o wiele skutecznej na pokolenia młodsze (ci z gimbazy). Wchodziliśmy w dorosłość w tzw. "Wolnej Polsce" w latach 90-tych i 2000-ych przekonani, że teraz możemy, Yes - we can!, jak to powiedział pewien "rewolucjonista"... ale to pokolenie ostro trzepnęło głową o mur.

Okazało się, że wymarzonej pracy nie ma, albo w ogóle, albo bez mocnych znajomości i trzeba się zadowolić byle czym... albo emigrować, do pracy poniżej kwalifikacji. Pieniędzy nie ma tyle ile by się chciało i nie jest lekko nawet jeśli się bawisz w racjonalne oszczędzanie w swoim domu. Przeciętny człowiek z mojego pokolenia jest na niższym materialnie poziomie niż by chciał!

W Grecji np. powszechnie używa się starych pojazdów, o ile są sprawne techniczne - pojechanie takim motorkiem nie jest powodem głębokich kompleksów - tak jak w Polsce.

Marka leczy kompleksy! Ekskluzywny smartfon z modnym logo na obudowie oraz inne marki z grupy "premium" w otoczeniu petenta - podnosi ego. Marka buduje pewien mikroświatek, pewien wizerunek rodem z cukierkowej komedii polskiej "made by TVN", gdzie dynamiczni dwudziestolatkowie tuż po studiach jeżdżą autami cabrio za 200 tys. zł, mają duże lofty w modnym miejscu w "stolycy" i budują karierę młodych managerów w oszklonych biurowcach. Dlaczego, do cholery, moje życie wygląda inaczej? Dlaczego oni JUŻ mogą, a ja JESZCZE mieszkam z rodzicami i dopiero staram się o stanowisko młodszego stażysty?!

No niestety, ja ci nie powiem dlaczego. Podświadomość i ukryte kompleksy każą jednak postępować według pewnego modelu zachowań. Otoczenie, reklama, rozbuchane pragnienia.... każą starać się! Np. zapożyczać się, poświęcać inne ważniejsze rzeczy, aby tylko osiągnąć cel - np. pokazać wśród znajomych, że ma się przedmioty marki premium! Pokazać, choć przez krótką chwilę, że wygląda się na zamożniejszego i bardziej zaradnego niż w rzeczywistości.

Ja zadaje otwarte pytania na temat tego mechanizmu, co budzi bunt wśród wielu Czytelników. Co mi uświadomił kol. Roman. No bo jak to... ja się tak staram, a on - autor RM - tego nie docenia.

Trudno, pewne tematy trzeba tu przepracować i pewien powierzchowny lans pozbawić piórek.

Ja powtarzam swoje tezy:

1. Polacy są narodem głęboko zakompleksionym.

2. Przeciętny człowiek z naszego pokolenia jest na niższym materialnie poziomie niż by chciał.

3. Marka leczy kompleksy, dlatego Polacy szczenięcą miłością kochają marki.

wtorek, 29 lipca 2014

Pożyczki: jak je brać, żeby na tym nie stracić?

Każdy z nas choć raz miał pewnie w życiu moment, kiedy brak płynności finansowej zbiegał się jednocześnie z palącą potrzebą zakupu sprzętu AGD do domu, jubileuszem, z okazji którego wypadało kupić drogi prezent, czy przemożną chęcią wyjazdu na wakacje zagranicą. To właśnie w przypadku takich nagłych zdarzeń czy wypadków losowych bierze się krótkoterminową pożyczkę, do czego zachęca nas wiele pozabankowych firm oferujących usługi finansowe.




Niestety, prasa i telewizja mnożą kolejne doniesienia o spektakularnych wpadkach nieuczciwych placówek finansowych, które usiłują wyłudzić dodatkowe pieniądze od swoich przyszłych klientów, wprowadzając, przykładowo, bezzwrotne opłaty uiszczane z góry, jedynie za rozpatrzenie wniosku o pożyczkę. Zdarzało się również wykryć, że dana placówka prowadziła swą działalność bankową bez licencji, lub też, co gorsza, mogła być zamieszana w przestępstwa finansowe. Należy z całą mocą zaznaczyć, że takie parabanki nie mają nic wspólnego z legalnie działającymi firmami pożyczkowymi, a tylko nadwyrężają dobre imię wiarygodnych instytucji finansowych. Jak zatem w takim wziąć pożyczkę i jednoczesnie mieć pewność, że nie bierze się udziału w nieuczciwej operacji finansowej, której celem jest wyłudzenie od nas pieniędzy? Koniecznie zapoznajcie się z poniższą listą przykazań, którą powinna przyswoić każda osoba wnioskująca o pożyczkę.Zanim złożysz wniosek

Zwróć baczną uwagę na informację o opłatach dotyczących rozpatrzenia wniosku. Jeśli nie widzisz dla nich uzasadnienia, domagaj się wyjaśnień i daj jasno do zrozumienia, ze się na te opłaty nie zgadzasz.

● Nie podpisuj ani zobowiązań ani weksli opiewających na kwotę wyższą niż ta wnioskowana.

● Przeczytaj dokładnie umowę i znajdź dokładną informację dotyczącą wysokości kwoty jaką masz oddać oraz nieprzekraczalnego terminu zwrotu pożyczki. Nie bagatelizuj sprawy i nie decyduj się na pożyczkę, jeśli nie będziesz znał wszystkich kosztów , które pochłonie cała operacja.

● Nie decyduj się na pożyczkę po to, żeby spłacić inny dług - to równia pochyła i prosty sposób, by popaść w finansowe tarapaty. Skontaktuj się z wierzycielem i spróbuj negocjować warunki spłaty - unikniesz popadnięcia w spiralę zadłużenia.

● Zawsze sprawdzaj wiarygodność firmy, z usług której decydujesz się korzystać. Pomoże ci w tym Internet, lub za bezpośredni kontakt ze Związkiem Firm Pożyczkowych.

● Nigdy nie podpisuj umowy, której zapisy są niezrozumiałe.


Nie zapomnij poprosić o wysyłanie ofert czy obietnic wyrażanych przez przedstawiciela firmy pożyczkowej, na twoją skrzynkę mailową,albo po prostu potwierdzenie tego na piśmie. To może być przydatny dowód w sprawie, w przypadku ewentualnych roszczeń.


Jeżeli szukasz pożyczki o najlepszych warunkach, przejrzyj najpierw dostępne oferty w Internecie.

● W przypadku zaciągnięcia pożyczki , nie wolno ci zapomnieć o terminowej spłacie rat. Na wszelki wypadek unikaj też opóźnień.

● Zalecane jest korzystanie z usług znanych firm pożyczkowych, zwłaszcza tych, które zapracowały na dobrą renomę.Przydatne wnioski

Przedstawiona powyżej lista żelaznych zasad to podstawowe zabezpieczenie przed nieuczciwymi parabankami. Jednak rzeczy, o których w takim wypadku należy pamiętać jest więcej. Weźmy pod uwagę kwotę oprocentowania pożyczki. Czy na pewno nie jest wyższa niż inne oferty na rynku? Czujność klientów powinno także wzbudzić wymaganie przez firmę uiszczenia wysokiego zabezpieczenia pożyczki, i to jeszcze nim ta zostanie udzielona. Należy zdawać sobie sprawę, że wszystkie opóźnienia w spłacie pożyczki na czas będą skutkować utratą wniesionego uprzednio zabezpieczenia, w trybie natychmiastowym. Może się zdarzyć i tak, że w umowie zostanie zawarty zapis, który uprawnia firmę do wyznaczenia zabezpieczenia w przyszłości, wedle jej uznania. Takiego dokumentu też nie podpisuj! Policz również dokładnie ostateczną kwotę na jaką opiewa suma wszystkich opłat dodatkowych, czyli między innymi, wydanie decyzji, prowizje, opłaty związane z wizytami przedstawiciela pożyczkodawcy w domu i inne. Może się okazać, że po sporządzonym bilansie suma opłat przewyższa kilkukrotnie kwotę o którą się ubiegasz. Zważywszy na, dość realną możliwość, że pożyczka w ogóle nie zostanie ci przyznana, a firma zamierza jedynie pobrać opłaty ponoszone przez klienta z góry, warto chyba poświęcić parę minut na dokładne przestudiowanie dokumentu.

Na koniec, ostatnia już dobra rada, dzięki której, jak mamy nadzieję, w przyszłości unikniesz przykrych konsekwencji związania się umową z nieuczciwym dostawcą usług finansowych: jeśli czegoś nie rozumiesz, poproś o dokładne szczegóły przedstawione j oferty. Jeżeli przedstawiciel firmy, która pożyczki udziela nie chce, albo, co gorsza, nie potrafi wytłumaczyć niepokojących cię zapisów, to wystarczający znak, żeby z usług tej placówki po prostu nie skorzystać .
--

OK Money Poland to firma należąca do międzynarodowego koncernu Dollar Financial Group i oferująca bezpieczne pożyczki krótkoterminowe oparte na jasnych i uczciwych zasadach.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Oszczędzanie jedzenia oraz greckie klimaty.

Droga do prostego życia to blog dla którego trochę odłożyłem publikowanie na Realnym Minimalizmie, pozostawiając sobie blogspotowy adres RM o tak, bez żadnego określonego celu i powodu - natomiast jak najbardziej chciałbym zaprosić Was na mój najnowszy audiopost na Drodze do prostego życia:

Oszczędzanie jedzenia.


Z innych klimatów - spędzam właśnie tydzień w Grecji i z tej okazji chciałbym zaprosić Was na serię postów o tematyce konsumenckiej (jestem także blogerem konsumenckim)  związanych z Grecją:

czwartek, 12 czerwca 2014

Mail od Romana. Minimalizm z życia wzięty. Przeprowadzka.

Wczoraj wieczorem dostałem ciekawy mail od Kol. Romana, którego część publikujemy także tutaj. Niby wszystko jest oczywiste, ale i tak przedstawiona sytuacja dała mi do myślenia.



Jakiś miesiąc temu pomagałem koledze i jego żonie w spakowaniu się i przeprowadzce na drugi koniec Polski...
Wiesz, ja jestem żeglarz, sądziłem, że potrafię spakować ogromną masę rzeczy na bardzo ograniczonej przestrzeni, ale znajomi przebili mnie i to o kilka długości...

Z kawalerki (32 m2) wyjechały 4(!) niemałe busy zapakowane po dach (czy nie taniej byłoby wziąć TIR-a?), samochód osobowy z przyczepką, a kurierem wysłano 2 palety każda wysoka na 150 cm. I to wszystko były podobno "tylko naprawdę niezbędne rzeczy"(!), bo "śmieci to my wyrzuciliśmy" (!)

No dobra... ich życie, ich wybory...

Najciekawsze nastąpiło kilka dni temu. Dostałem mejla w którym była taka to informacja:
"I wyobraź sobie, że rozpakowaliśmy może 20% kartonów i niczego nam nie brakuje. Tak sobie myślę, co do cholery zrobić z resztą?!"

 Te wszystkie "naprawdę niezbędne rzeczy", które do dziś tkwią w kartonach należałoby chyba oddać biednym - sobie pomyślałem - to byłaby taka swoista "pokuta" za dotychczasowy rozbuchany konsumpcjonizm.

piątek, 30 maja 2014

Jeż w mieście.

Niedawno pod moim oknem zobaczyłem takiego oto gościa...


Chciałem podejść bliżej, ale jeż się zjeżył...



Ale to nie wszystko...

Dosłownie pod oknem mam buszującą co wieczór łasicę, nawet ją czasem podkarmiam, zdarzały się też zające...

...nie mieszkam na wsi! Mieszkam blisko centralnego rejonu miasta.

I co Wy na to?

wtorek, 1 kwietnia 2014

Kolejny blog o minimalizmie?

Dziś krótko i technicznie o blogu Realny Minimalizm i moim blogowaniu. Blog, który czytasz uważam, w pewnym sensie rozwojowym, za dzieło ukończone, jakiś czas temu podjąłem nawet decyzje o wstrzymaniu rozwoju bloga i w wielu aspektach ta decyzja jest nadal aktualna. Nie jest mi ten blog niezbędny do absolutnego szczęścia, jednak to bardzo sympatyczne, że Czytelnicy chcieli kontynuacji i fajne jest odezwanie się do Was od czasu do czasu na starym adresie :-)

Te, pojawiające się czasem wredne komentarze jaki mój blog jest be i nieortodoksyjny minimalistycznie, też są w sumie sympatyczne, bo motywują do dalszego pisania na przekór hejterom. Net bez hejterów to jak grochówka bez pieprzu.

Ponieważ jednak w internecie pojawiły się próby podszywania się pode mnie i pod ten blog informuję, że ten blogspotowy adres jest jedynym posiadanym przeze mnie adresem bloga Realny Minimalizm, zgodnie z moją decyzją żadne próby rozwoju, czy ekspansji tego bloga nie są podejmowane.

O tym, że odezwę się od czasu do czasu pisałem, ale jedynymi oficjalnymi kontynuacjami tego bloga są:

1. Blog "Oszczędzanie". (blog główny, wraz z miniblogiem)

2. http://wystarczy-mniej.blogspot.com/ (gdzie jestem po prostu jednym ze współautorów, nie adminem)

Być może, a może coś więcej niż "być może", tematy minimalistyczne będę podejmował na dawnym blogu anglojęzycznym Clever Saving, który ostatnio odkurzyłem i chcę też doprowadzić do porządku i funkcjonalności.


Są różni zakręceni ludzie w necie, a ja jestem tym kolesiem, co ma kilka blogów. I ja i Czytenicy i hejterzy... wszyscy musimy z tym jakoś żyć...

So If you would like to know how to save money feel at home...

niedziela, 30 marca 2014

Stary komputer. Czy naprawdę musimy kupować nowy?

Czy Twojej rodzinie, Twojemu dziecku jest na pewno potrzebny najnowszy, najbardziej wypasiony i wycacany sprzęt audio-RTV-konsolowo-komputerowy? Czy nie można użyć komputera który nie został kupiony miesiąc temu do rodzinnej rozrywki?

Jak to było za naszego dzieciństwa? Czy w ogóle posiadaliśmy najnowsze komputery, konsole i inne tablety? Zapewne nie, bo sprzęt był wtedy horendalnie drogi i jeśli się kupiło takiego C64 czy Amigę 500 to ten sprzęt służył latami.

Całkowicie normalne było to,  że elektronika użytkowa jest inwestycją na lata i tak rzeczywiście było! Sprzęt nieczęsto psuł się w okresie gwarancji, a jeśli się popsuł (na ogół jakaś drobnostka) to go się naprawiało i używało dalej....

...teraz się sprzęt wyrzuca i zamienia na lepszy model. Konsumpcja na max.


Tymczasem u mnie w rodzinie do rozrywki jest używany kilkuletni laptop i jakoś żyjemy, skoro działa - po co lecieć do sklepu po najnowszą konsolę? Na zdjęciu powyżej shot z gry Tux Racer, która młodszemu pokoleniu się podoba.

Komputer działa pod kontrolą systemu Linux, który dalej wspiera maszyny, których nie wspiera już Microsoft.


środa, 26 marca 2014

Życie analogowe czy cyfrowe?

Całkiem niedawno przez główny blog przetoczyła się dyskusja, która może zaciekawić minimalistów:

Książki papierowe czy e-booki… czyli nic nie zastąpi prawdziwej książki. 10 pomysłów na oszczędzanie na książkach.

 

Czy lepszy jest dotyk papierowej książki, czy plastik w ręce... jeśli jesteście ciekawi - zaglądnijcie do dyskusji.

Tymczasem mam kolejny przykład - jakiś czas temu zepsuł się rodzinny tablet i jak na razie jest 3 tydzień w serwisie.... a tymczasem jest ochota na ulubione gry z Androida... co robić?


Na przykład  kupić coś takiego i przejść na zabawę analogową.

Mimo postępu techniki, jestem człowiekiem wychowanym w epoce analogowej... dla mnie winyl będzie brzmiał zawsze lepiej niż mp3, dla mnie dobra komedia w teatrze zawsze będzie lepsza niż amerykański teen movie w telewizorni a  książka czy gazeta będzie lepsza od czytnika e-bookow.

Co Wy na to?