sobota, 31 sierpnia 2013

Praca fizyczna jest miłą odmianą.

Ci z was, którzy czytają mój główny blog wiedzą, że ostatnio wziąłem sobie trochę pracy fizycznej. Jest to nadzorowanie roznosicieli ulotek, z tym wyjątkiem, że  prócz nadzoru staram się sam pracować tak samo jak oni o ile jest to możliwe. Ostatnio obsługujemy podmiejskie wsie i osiedla domków jednorodzinnej i przy tej pogodzie, pominąwszy incydenty z psami jest to bardzo, ale to bardzo pozytywna praca.

Zazwyczaj pracuje siedząc, sporo czasu przy komputerze, z tendencją wzrostową - tzn. coraz więcej mojej przyszłej pracy będzie pracą informatyka spędzającego godziny przy komputerze. Taki wypad w teren i możliwość porządnego zmęczenia się jest dla mnie rewelacyjny.


Ilu z was - czytelników pracuje fizycznie? Czy cenicie sobie taki wysiłek? A jeśli na ogół wykonujecie taką pracę jak ja - to czy macie okazje zamienić ją choć na moment na fizyczną - dającą pozytywne zmęczenie i zastrzyk endorfin?

Co o tym myślisz? Podziel się ze mną swoim wnioskiem na ten temat w komentarzach :)

P.S. Na moich blogach, w tym tutaj pojawia się trochę "obiecanych" elementów komercyjnych - staram się, aby były one dyskretne i w dobrym guście - potrzebuję trochę finansów na nowy sprzęt IT -  nie są to sumy wystarczające na blogowe potrzeby, ale cieszę się także, że mogę komuś pomóc - jak np. hodowli koni i agroturystyce eco-gypsy.com - zapraszam do zaglądnięcia tam.

 

czwartek, 29 sierpnia 2013

Emocje czy promocje?

Ponad 50% kobiet na okazję do zakupów reaguje większym podnieceniem niż na łóżkowe igraszki, a wiele z nich wybrałoby wypad po nową parę butów chętniej niż seks z partnerem. Takie informacje przekazuje nam Gazeta Zdrowie. Zakupy znane są, jako jeden z najlepszych sposobów na chandrę. Spontaniczny spacer po centrum handlowym, albo zakup kilku drobiazgów z portalu aukcyjnego pomaga zapomnieć o reprymendzie od szefa i nieudanym dniu. Nie zawahamy się wydać naszych pieniędzy, żeby poprawić sobie nastrój. Kto jednak wie, dlaczego leczymy się właśnie w taki sposób? Czy kryją się za tym jakieś bardziej naukowe powody?


Według profesora Rafała Ohme, specjalizującego się w psychologii perswazji, emocji i podświadomości, podczas zakupów nasze strategiczne myślenie schodzi na drugi plan, a górę biorą nad nami emocje. Intuicyjnie podejmujemy decyzje, kupujemy, a dopiero potem zastanawiamy się nad słusznością zakupu. Nauka oczywiście ma wyjaśnienie dla tego zjawiska, udowadniając, że za nasze sklepowe szaleństwo odpowiadają procesy chemiczne i sieć reakcji, nad którymi niestety nie mamy kontroli. Zakupy wyzwalają w naszym mózgu endorfiny, inaczej znane, jako hormony szczęścia. One nie tylko wprawiają nas w lepszy nastrój, co sprawia, że wydajemy jeszcze więcej, ale również redukują ból i stres, stymulując w nas uczucie szczęścia. Gdy zakupowa gorączka opada, często pozostajemy z nową parą spodni w torbie na tylnym siedzeniu naszego samochodu, zastanawiając się, co w zasadzie nami kierowało. Na nasze nieszczęście właściciele galerii handlowych dokładnie znają i rozumieją te zależności i sprytnie aranżują wnętrza w taki sposób, aby nie wypuścić nas bez przynajmniej jednego nadprogramowego zakupu. Czy możemy więc obronić się przed tego rodzaju ,,hipnozą” marketingową, aby nie obudzić się z pustym kontem w połowie miesiąca?

Polacy okazuje się są na takie sztuczki bardziej uodpornieni niż ich europejscy sąsiedzi. Po latach bezbarwnego komunizmu zalała nas fala wolnego rynku, ale nasze nawyki rozważnego szukania najlepszej okazji pozostały. Potrafimy je zastosować w nowych realiach i nasze decyzje są o wiele bardziej przemyślane i świadome. Z badań PMR wynika, że ilość dostępnych promocji i sposobności do wydawania pieniędzy hartuje nas w zakupowym boju. Nie jest nam obcy smart shopping, czyli umiejętność badania rynku, porównywania cen i wyszukiwania opinii, aby podjąć najkorzystniejszą decyzję. Zadanie ułatwiają nam coraz liczniejsze w Internecie porównywarki cen, portale zakupów grupowych z kuponami rabatowymi czy aplikacje na smartfony, pokazujące nam najlepsze oferty w naszej okolicy. Przykładem takich portali jest Vouchercloud, który w jednym miejscu udostępnia nam wiele atrakcyjnych rabatów i okazji dostosowanych do naszych potrzeb. Wspaniałe, nowe technologie nie powinny jednak usypiać naszej czujności. Trudno poprzestać na jednym wymarzonym produkcie z górnej półki, za który zapłaciliśmy jedynie połowę, a czasami nawet 1/4 ceny. Kolejne przedmioty do wirtualnego koszyka wrzucamy coraz łatwiej. Pieniądze elektroniczne, w przeciwieństwie do tych w naszym portfelu, w końcu nic nie ważą.

W takim zakupowym amoku bardzo łatwo stracić kontrolę nad finansami. Warto przed wyjściem narzucić sobie pewne zasady, aby doświadczenia były dla nas tak samo przyjemne podczas zakupów, jak i po nich. Najłatwiej byłoby po prostu powiedzieć sobie, że dzisiaj musimy zachować samokontrolę. Wiemy jednak, że to prościej powiedzieć, niż zrobić. Łatwiej będzie nam się opanować, jeśli wcześniej przygotujemy listę niezbędnych rzeczy, albo do centrum handlowego zabierzemy tylko wyliczoną gotówkę. Badanie gruntu, porównywanie cen i wyszukiwanie kuponów zniżkowych to nasza najlepsza obrona przed debetem. Korzystajmy z tych środków, żeby odprężające wypady do galerii nie kończyły się lamentem nad pustym portfelem.

piątek, 9 sierpnia 2013

Wokół blogów... sprzeczność... czyli maksymalistyczny blog minimalisty.

Zasadniczo coraz rzadziej zamieszczam na blogach swoje plany i obwieszczenie blogowe... po co bowiem, co robi zdecydowana większość autorów, pisać o zmianach, planach, zamierzeniach,... czy nie lepiej te zmiany po prostu przeprowadzić?

Z tego założenia wyszedłem na początku lipca, przy okazji migracji na wordpressowe, deklarowane jako minimalistyczne, Oszczędzanie przeprojektowując mój pierwszy debiutancki i nadal popularny archiwalny blog Racjonalne Oszczędzanie. Po prostu wprowadziłem bez żadnych wielkich obwieszczeń dla mnie porządki, które nawet można nazwać minimalistycznymi.


Czy R-O obecnie jest blogiem minimalistycznym, trudno to oceniać - ponieważ to był, jest i będzie serwis klasyfikowany jako "blog finansowy", natomiast w stosunku do tego co na tym blogu było wcześniej jest to zdecydowany krok do prostoty.

Blog zmienił się tematycznie (wielka przebudowa archiwum), estetycznie (weryfikacja zdjęć - usunięcie tych, które nie spełniały moich nowych wymagań jakościowych), funkcjonalnie (ogromne uproszczenie i likwidacja większości pluginów blogspota). Myślę, że teraz mam coś, z czego mogę być dumny.

Dlaczego ja - osoba która uważa się za minimalistę - wcześniej prowadziłem blog, który z minimalizmem nie miał wiele wspólnego? To proste - jestem także pasjonatem komputerów, programowania, internetu i strasznie chciałem wypróbować te wszystkie gadżety, pluginy, szablony, dodatki i rozszerzenia!

Jednak po tej informatycznej podroży człowiek chce po prostu wrócić do stylu, w którym czuje się naturalnie i dobrze :)

Pozdrawiam Autorów, Czytelników, a tych, którzy są tu pierwszy raz zachęcam do zerknięcia na mój pierwszy blog, od którego zaczynałem przygodę z blogosferą!
Racjonalne Oszczędzanie

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Nauka języka obcego dla minimalisty oraz prawdziwe sekrety skutecznej nauki języka... bez marketingowego romansowania z czytelnikami!


Dzisiaj na blogu podejmuję temat nauki języków obcych i kilku refleksji z tym związanych, w kontekście wyznawanej przeze mnie filozofii. Nauka języka jest zarówno dobrą inwestycją, jak i „rzeczą” dobrą dla minimalisty. Dlaczego tak myślę?


Generalnie tak wiele dziedzin wiedzy, znajomość języka obcego nie wiąże się ze zbytnim obciążeniem materialnym, znajomość języka obcego, no... powiedzmy także dobry słownik... możemy zapakować do globtroterskiego plecaka i ruszyć w świat. Wiele dziedzin wiedzy specjalistycznej wymaga szeregu akcesoriów, sprzętu, całej biblioteki publikacji specjalistycznych... jeśli np. jesteś pianistą, potrzebne Ci jest pianino... jeśli informatykiem – sprzęt IT i to często coś więcej niż jeden symboliczny laptop... znajomość języków jest w Twojej głowie, możesz jechać i rozmawiać!

Z powyższych powodów uważam naukę języka obcego, szczególnie popularnego języka angielskiego za dobrą inwestycję (jeśli nie zaniedbasz nauki... nie stracisz zainwestowanych pieniędzy... tej inwestycji nie skosi inflacja ani krach na giełdzie!).

Zdumiewa jednak fakt, ile czasu formalnie ludzie przeznaczają na naukę języków obcych, często zaczynając niemalże „od przedszkola” i po tych wszystkich latach edukacji efekty całego wysiłku są mizerne. Dlaczego tak się dzieje? Otóż większość ludzi nie przestrzega prostych zasad w nauce języka. Zasad, które są wpajane uczniom przez dobrego nauczyciela... takiego jak np. w centrum językowym Angielski Lubin... (a właśnie, te krótkie zdanie jest „częścią sponsorowaną” posta, o której wspominałem uprzednio)

Jakie to zasady pozwalają na opanowanie języka... sprawne i szybkie nie tylko w sloganie reklamowym? Oczywiście będę się wypowiadał odnośnie języka angielskiego, jednak poniższe zasady mogą być w większości zastosowane do innych języków!

3 popularne błędy w podejściu do nauki języka!

- po pierwsze nie ma czegoś takiego jak angielski szybko, bez wysiłku i zadań domowych, niestety, trzeba się zmęczyć i popracować, bez wysiłku nie ma efektu w tej dziedzinie...

- całkowitą marketingową fikcją są hasła typu „angielski w 9 i pół tygodnia”, czy „język obcy 7x prędzej metodą Veblena” lub inny „Pitu-Pitu studying system” gdzie dostaniesz tableta do kotleta oraz mp3 player z turbo-nakładką na uszy... by lansować się przed znajomymi, jak to się języka uczysz... eehh... powtórzę jak zdarta płyta, trzeba się zmęczyć i popracować, bez wysiłku nie ma efektu w tej dziedzinie...

- nauka języka obcego, uczestnictwo w zajęciach językowych, to nie jest wizyta w McDonald's czy KFC, tu nie jest tak, że zapłacisz i już nie musisz myśleć, bo zaraz podadzą Ci ładnie zawiniętą bułkę czy nuggetsa kurczaczego niemal do samego dziubka, nauka języka to nigdy nie jest „fast food” to raczej jest takie „slow food”, gdzie jeszcze samemu trzeba sobie wyhodować warzywa na działce, długo i starannie doglądając grządek, jest dokładnie jak piszę, trzeba się zmęczyć i solidnie pracować, bez wysiłku nie ma efektu...


3 sposoby jak należy podejść do skutecznej nauki języka i osiągnąć sukces!

- skuteczna nauka języka bardzo, ale to bardzo przypomina trening sportowy, kiedyś sam osiągnąłem sukces, stosując do nauki języka niemal te same zasady treningowe co do swojego treningu: żelazną, bezlitosną systematyczność i konsekwencję!

Kiedyś rozmawiałem ze starszym, bardzo dobrze zbudowanym kolegą do tego dobrym w sztukach walki, spytałem go o tajemnice jego sukcesu, odpowiedział mi, że od przynajmniej 10 lat, pomijając sprawy typu grypa czy przeziębienie, nie miał okresu beztreningowego dłuższego niż 3 dni!

Takie samo podejście należy zastosować do nauki języka.

- Stosując powyższą zasadę nie wolno się przeforsować! Jeśli np. w przygotowaniu do rozmowy kwalifikacyjnej po angielsku zrobisz sobie tygodniowy urlop w dotychczasowej i będziesz bez przerwy zakuwać od rana do wieczora, przypominać gorączkowo wszystkie materiały z lektoratu skończonego 3 lata temu, które gdzieś w archiwum się ostały, będziesz strzelać kawę za kawą czy red bulla za red bullem, spać z słuchawkami na uszach z super kursem turbo... to jedyne co zyskasz to wrzody żołądka i (fałszywe!!!) poczucie jakim jesteś idiotą/idiotką w dziedzinie języków obcych.

Nie tędy droga! Tak jak w sporcie – przetrenowanie bywa katastrofalne i przynosi więcej szkód niż korzyści (tu szkodą jest demotywacja, frustracja, zaniżone poczucie własnej wartości czy klęska na wspomnianym job interview)

Skuteczna nauka, tak jak skuteczny trening, wymaga systematyczności i konsekwencji – racjonalnego i sensownego rozłożenia wysiłku na długi czas. Jak długi czas? To jest kwestia indywidualna dla każdej osoby!

W praktyce... jeśli już uczysz się angielskiego... absolutnie nie ma sensu próbować nadrobić zaniedbany edukacyjnie tydzień ucząc się w niedziele bite kilka(naście) godzin! Większą skuteczność w nauce języka, osiągniesz odpalając w tę niedzielę zimne piwko, wyciągając nogi do góry na kanapie, albo po prostu idąc na spacer z rodziną. Mówię to poważnie. Te nagłe, zwykle niedzielne, forsowne wielogodzinne, incydentalne sesje ostrego zakuwania, powodowane wyrzutami sumienia, że już miesiąc nic się nie powtarzało, są skrajnie niemądrym postępowaniem szkodzącym nauce języka.

Znacznie lepiej jest w tym przypadku po prostu usiąść na 15-20-30 minut powtórki i ani minuty więcej, jednocześnie zakładając sobie kalendarz i sumiennie obiecując sobie, że następnego dnia także przysiądziesz choćby na 15-20 minut nad językiem (to duża przerwa reklamowa w czasie filmu w TV)... i tak już na stałe, dzień w dzień!

- Kontakt z językiem... nieustanny kontakt z językiem i używanie go w praktyce. Umiejętność nieużywana zanika, więc jeśli nie masz codziennego rodzinnego, czy zawodowego kontaktu z językiem angielskim, jeśli nie możesz sobie pozwolić na niemal codzienne lekcje w placówce takiej jak szkoła językowa Lubin, staraj się jak najczęściej i regularnie, dzień po dniu:
  • czytać książki i czasopisma po angielsku,
  • przeglądać strony www po angielsku, używać anglojęzycznego internetu, korespondować na forach, czatach, komunikatorach, itp. w języku obcym,
  • słuchać radia (satelitarnego/internetowego) jako „dźwięku tła”, np. przy czynnościach domowych
  • oglądać filmy po angielsku (bez lektora PL, kategorycznie bez napisów PL), zamiast gapić się bezproduktywnie w polskojęzyczną TV,
  • starać się gdzie można i kiedy można wyrywać do załatwienia spraw po angielsku, np. załatwienie telefoniczne spraw za granicą dla znajomych, itp., tłumaczeniowo-towarzyskie obsłużenie gości zza granicy, itp., mówić, mówić, mówić... nawet jeśli na początku trudno się przemóc!
Szczegółowych rozwiązań jest na pewno więcej, prawda jest jednak tylko jedna – język obcy, którego chcesz się nauczyć, musi być trenowany i używany codziennie, systematycznie i konsekwentnie, bez wyjątku. Nie ma od tej reguły odstępstwa, nie ma kilku dni odpoczynku, czy wakacji od nauki, nie ma także cudów – nie ma rewelacyjnych i cudownych metod nauczania, poza tym co napisałem. Każdy profesjonalista w dziedzinie języka, o ile naprawdę jest prawdziwym profesjonalistą i dobrym praktykiem, powie Ci dokładnie to co ja.

P.S. Jeśli przydały Ci się te informacje, zachęcam do polubienia na Facebooku profilu, gdzie znajdziesz więcej ciekawych informacji z zakresu nauki języków obcych: https://www.facebook.com/AngielskiLubin

Ocypel, Bory Tucholskie

Zastanawiałem się dziś ze szwagrem co sprawia, że ludzie potrafią stać w korku 6 godzin do popularnej miejscowości turystycznej, a potem czekać jeszcze godzinę np. na wyciąg w góry, przepychać się łokciami, albo leżeć jeden na drugim w popularnej miejscowości nadmorskiej wcześniej przez ponad godzinę szukając miejsca parkingowego...

...w końcu czy przypadkiem nie chodzi o to by wypocząć?


Pojechaliśmy dziś do Borów Tucholskich do miejscowości Ocypel nad jezioro o tej samej nazwie. Trafiliśmy na bardziej kameralna plażę i relaksowaliśmy się pływaniem... mnóstwo pływania zaliczyłem dziś... cieszyliśmy się kajakami, plażowaniem i wypoczynkiem.

Jezioro jest ciekawe, zewsząd otoczone przez lasy, okolica malownicza i jak na mój gust umiarkowanie kameralna. Cisza spokój, porządne naładowanie akumulatorów.

Plaża w Sopocie to to nie jest, lansu wśród znajomych niestety nie ma... ale....

 :D


sobota, 3 sierpnia 2013

Prześwietlam ranking kantorów internetowych StrefaWalut.pl

Witam serdecznie - prezentuję dziś zapowiadany post promocyjny i jednocześnie dziękuję reklamodawcy za wsparcie bloga Realny Minimalizm. Reklama skromna, w dobrym guście i jednocześnie prezentująca wartościowe informacje dla czytelnika jest tym do czego staram się dążyć... zapraszam...


Osoby korzystające z kantorów internetowych mogły już się kiedyś natknąć na porównywarkę strefawalut.pl. Postanowiłem przyjrzeć się jej z bliska i ocenić.
Idea strony jest prosta - jak każda porównywarka ma na celu zebrać w jednym miejscu wszystkie oferty i umożliwić ich porównanie. Gdybyśmy chcieli zrobić to samemu, to musielibyśmy poświęcić dużo czasu. Co więcej, przy porównywaniu kantorów internetowych prawdopodobnie nie dalibyśmy rady zrobić tego w jednym momencie gdyż kursy walut zmieniają się co chwila. Jednym słowem, lepiej skorzystać z gotowego produktu, który to robi za nas to czemu nie skorzystać.
Krótko o kantorach internetowych.
Na Polskim rynku jest mnóstwo kantorów internetowych, a ich największymi klientami są kredytobiorcy hipoteczni w walutach obcych, firmy handlujące z zagranicą, turyści i emigranci zarobkowi. Do korzystania z kantoru internetowego wymagane są dwa rachunki bankowe: jeden złotówkowy, a drugi w dowolnej walucie. Pomiędzy tymi rachunkami dochodzi do wymiany, którą sami zlecamy po założeniu konta, a reszta dzieje się już automatycznie. Wymiana w kantorze online jest znacznie tańsza niż w banku i jest też taniej niż w kantorach stacjonarnych. Jedyne wady to potrzeba posiadania konta walutowego i nie można wypłacać gotówki, jeżeli potrzebujemy ją na przykład na wczasy.
Porównywarka kantorów internetowych strefawalut.pl
Strefa Walut to przede wszystkim tabela pokazująca aktualne kursy w kantorach internetowych wraz z opłatami za przelewy w danych bankach. Sposób działania jest dziecinnie prosty: wpisujemy interesującą nas kwotę wymiany, wybieramy walutę i rodzaj transakcji (kupno, sprzedaż), wskazujemy bank w którym mamy konto i naciskamy „Oblicz”. W efekcie otrzymujemy tabelę posortowaną od najkorzystniejszej oferty. Bardzo przydatna porównywarka, która naprawdę ułatwia pracę. Poniżej zamieszczam screen strony głównej i wspomnianej tabelki.

W tabeli kursowej znajdują się również promocje niektórych kantorów, co może być zaletą lub wadą:
- zaletą, ponieważ mamy możliwość skorzystania z promocji, aktualnie promocje na stronie dotyczą tylko nowych klientów,
- wadą, ponieważ promocje mogą w pierwszym momencie nieznacznie wprowadzać w błąd osoby, które nie spostrzegą dość dużego czerwonego przycisku „Promocja” i nie przeczytają warunków pod tabelą. No cóż, twórcy strony też muszą jakoś zarabiać.
Poza tym, strona jest mocno dopracowana i oprócz tabeli kursów, w innej zakładce http://strefawalut.pl/wizytowki porównano inne kryteria, które mogą mieć wpływ na wybór przez nas e-kantoru. Dzięki temu możemy na przykład szybko przefiltrować jaki kapitał zakładowy ma dany kantor internetowy oraz od ilu lat jest na rynku, czy też przyjrzeć się innym dodatkowym ofertą kantorów, np. możliwość zlecenia stałego wymiany walut czy przelewów na konta osób trzecich lub za granicę.
Dalej, można wejść na wizytówkę danego kantoru internetowego, gdzie każdy z kantorów został szczegółowo opisany z osobna. Moim zdaniem na uwagę zasługuje tam w szczególności „wyciąg z regulaminu”. Strefawalut podaje w nim najbardziej newralgiczne zapisy z regulaminów kantorów. Na dole wizytówki można również zagłosować a także przeczytać opinie innych użytkowników lub dodać samemu komentarz o danym kantorze.
Podsumowując, strefawalut zrobiła na mnie dobre wrażenie. Widać, że strona jeszcze bardziej się rozwija. Powyżej odniosłem się tylko do kwestii kantorów internetowych ale należałoby jeszcze dodać, że na stronie mamy również katalog kantorów stacjonarnych w Polsce oraz regularnie są publikowane artykuły walutowe.