wtorek, 25 czerwca 2013

Nowa odsłona RO to będzie zdecydowanie "blog minimalisty".

Właśnie jestem w trakcie prac nad nową wordpressową odsłoną bloga oszczędnościowego. Przejście z oszczędzaniem na WordPress planowałem już dawno temu, jednak moja pierwsza migracja nie wypaliła. Od tego czasu jednak moja wiedza w aspekcie blogowania na zupełnie niezależnej platformie znacząco wzrosła.

Nowy projekt opieram na minimalistycznym domyślnym temacie graficznym samodzielnie go modyfikując do funkcjonalności odpowiadającej liście postów mojego ulubionego tematu Max Magazine. Dodaję jednak tylko te elementy, które są naprawdę niezbędne.

Jak widzicie minimalizm to styl oraz filozofia, które bronią się same, z nowym projektem czuję się dobrze, testuje nowe rozwiązania w programowaniu WordPressa i być może stanie się on godną kontynuacją mojego głównego bloga.

wtorek, 11 czerwca 2013

Zmiana na złe. Minimalizm na stronach internetowych.

Dziś na Racjonalnym Oszczędzaniu napisałem o mBanku, z uwagi jednak na istotę tematu, a mianowicie ostatnich zmian serwisu transakcyjnego i strony wejściowej pomyślałem, że czytelnicy zainteresowani minimalizmem chcieliby zapoznać się z moim punktem widzenia.

Dotychczas korzystałem z relatywnie czystej, prostej, funkcjonalnej i minimalistycznej 'bramki' do logowania się do mBanku. Poniżej...


Obecnie mBank proponuje mi takie straszydło...


Strona główna mBanku zamieniła się w krzykliwy i chaotyczny mPudelek...


Nie podoba mi się to.

Zmiana na złe.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Wycieczka do Parku Krugera. RPA - Afryka.

„Stop!” krzyczy jeden z turystów. Zobaczył samotnego słonia spokojnie żerującego tuż obok szosy, za kolczastymi krzakami. Busociężarówka zatrzymuje się raptownie i wszystkie obiektywy aparatów fotograficznych skierowane zostały w kierunku słonia. Przez około 10 minut obserwowaliśmy, jak ogromne zwierzę zawija trąbę wokół gałęzi, obrywa liście i wkłada je do mordy. Po chwili dostrzegamy więcej ruchu w buszu tuż za nim, kiedy rodzinka słoni spokojnie przeszła obok ciężarówki na drugą stronę szosy. Takie spotkanie, oko w oko z afrykańskim słoniem było dla mnie wielkim przeżyciem. Bałem się że któraś z bestii wpadnie w furię i przewróci naszą ciężarówkę. Moje obawy okazały się bezpodstawne, słonie w Parku Krugera są przyzwyczajone do widoku samochodów, jest to dla nich jednolita, martwa bryła, nie stanowiąca zagrożenia. Jeżeli szanujemy ich poczucie bezpieczeństwa i nie podjeżdżamy zbyt blisko, możemy przez długi czas napawać się ich widokiem.


Park Narodowy Krugera uważany jest za jedno z najpopularniejszych miejsc w całej Afryce.
To jest mocne stwierdzenie zważywszy, że istnieją inne bardzo popularne parki, chociażby Serengeti czy Masai Mara w Afryce Wschodniej. Najlepiej jest poświęcić trochę czasu i pieniędzy, aby odwiedzić te trzy spektakularne parki, jeśli mamy do wyboru jeden, zdecydowanie polecam Park Krugera.
Odwiedzany jest przez lokalnych i zagranicznych turystów. Oferuje ekscytującą szansę zobaczenia największych i najbardziej niebezpiecznych zwierząt w Afryce dumnie nazwanych mianem „Wielkiej Piątki”. Na terenie Parku Krugera turyści nie mogą opuszczać samochodów, jednak dla odważnych, organizowane są piesze wędrówki trwające nawet kilka dni. Pamiętajmy że prawa panujące w afrykańskim buszu nie zmieniły się od wieków, jednak turyści pochodzący z zachodnich krajów zatracili już dawno swoje naturalne instynkty. Dlatego należy pamiętać, że bez odpowiedniego przygotowania, zdobytej wcześniej wiedzy lub doświadczonego przewodnika wędrówka po dzikiej stronie Afryki jest bardzo niebezpieczna. 


Park Krugera słynie z różnorodności i obfitości ptaków i zwierząt. Zapewnia to, że nasze oczy bezustannie są przyklejone do buszu, kiedy podróżujemy dobrze utrzymaną i rozbudowaną siecią utwardzonych lub asfaltowych dróg. Z łatwością możemy spotkać tutaj wiele zagrożonych gatunków zwierząt, takich jak gepard i lub likaon. Dzięki doskonałej infrastrukturze Parku Krugera, zwierzęta te mogą swobodnie wędrować i polować.
W czasie naszej czterodniowej wycieczki do Parku Krugera, spędzamy pełne dwa dni na safari w południowych regionach rezerwatu, gdzie w nad rzeką Sabie można spotkać większość ze147 gatunków ssaków i 507 gatunków ptaków, a także liczne gady, ryby i ciekawe drzewa.
Safari odbywa się busociężarówką, siedzimy to na wysokości około 2,5 m nad ziemią, co zapewnia dobrą widoczność. Spędzamy większość naszego czasu na spokojną obserwację zwierząt, których turyści w swoich samochodach osobowych po prostu nie widzą, bo są za nisko. Wielu turystów życzy sobie safari otwartymi samochodami 4X4. Pamiętajmy, że w Krugerze panują ekstremalne temperatury, z rana może być bardzo zimno, w czasie dnia upalnie, może też wiać silny wiatr i padać ulewny deszcz. Dlatego całodzienne safari otwartym samochodem może okazać się męczarnią. 


W drugi dzień naszej wycieczki, jeśli zakupiliśmy pakiet opcjonalnych atrakcji, jedziemy wcześnie rano na safari pojazdem 4X4. Wycieczka wiedzie siecią mało uczęszczanych dróg gruntowych, przy których możesz spotkać wiele unikalnych zwierząt.
 
Pierwszy wieczór naszej wycieczki spędzamy w prywatnym rezerwacie KwaMadwala, sąsiadującym z Parkiem Krugera. Chętni mogą pojechać na nocne safari, na którym będziemy poszukiwali nocnych drapieżników przy użyciu silnych reflektorów. Spotkamy tutaj lokalną ludność, obejrzymy ich występy, następnego ranka udamy się na piesze safari. Nauczymy się rozpoznawać ślady zwierząt i podstawowe gatunki drzew i owadów.
W drodze powrotnej do Johannesburga odwiedzimy punkty widokowe wzdłuż spektakularnej Trasy Panoramicznej w Górach Smoczych. Największą atrakcją będzie z pewnością zawsze zielony kanion rzeki Blyde oraz dodatkowe punkty widokowe, takie jak Boże Okno, Three Rondavels, Pinnacle Rock i wodospad Lisbon.

Wycieczka do Parku Krugera możliwa jest w wersji pod namiotami lub z zakwaterowaniem w bungallowach. Szczegóły znajdziecie na stronie Wycieczki do RPA.



P.S. Autorem postu jest Wild Dog, właściciel strony Wycieczki do RPA.

niedziela, 2 czerwca 2013

Reklama bez skrępowania, czyli kolejna myśl o reklamach na blogach minimalistów.

Dzisiaj na "Drodze do Prostego Życia" odczytałem ciekawy komentarz Doroty, komentarz jest ciekawy, ale z jednej strony mnie trochę niepokoi i zachęca do polemiki.

Droga do Prostego Życia jest blogiem, na którym zdecydowałem się publikować gościnnie. W moim panelu czytelniczym - lewy dolny panel - znajdziecie ten blog podlinkowany na stałe w blogrollu, jak i w linkach po prawej.

Co koleżanka pisze o reklamie?

"...mnie ona i założę się, że wielu ludziom kojarzy się przede wszystkim z kłamstwem, manipulacją, chęcią zysku mimo wszystko. Z rzetelną informacją reklama ma niezwykle rzadko do czynienia..."

No właśnie ja to postrzegam jako wynaturzenie reklamy i dlatego chcę ją ucywilizować w jakiś sposób :)

...natomiast rozróżnianie osobistego polecenia od informacji reklamowej-zachęty to także coś, czego po roku 1989 większość z nas już się nauczyła... to nas otacza, nawet jeśli wyprowadzimy się w dzicz a'la Bieszczady, to wychylając nos z lasu i zaglądając do wiejskiego sklepiku po niezbędne zapasy, a nawet i po drodze natkniemy się na reklamy, szyldy, standy... to normalne

"...że reklama to korzyść dla właściciela bloga i reklamodawcy. I tyle..."

Owszem, reklama na blogu to miedzy innymi korzyść dla autora - i tak właśnie ma być - oglądanie reklam, używanie ich/klikanie - zwłaszcza jeśli informacja podana w reklamie Cię zaciekawiła to de facto forma podziękowania autorowi za czas i wysiłek poświęcony w przygotowanie bloga...

...jeśli raz na kilka, kilkanaście miesięcy przyjdzie przelew z systemu reklamowego - to w polskich warunkach jest to suma na nawet kilka naprawdę porządnych zakupów codziennych...

...albo dokupienie jakiś zużytych akcesoriów do komputera na którym autor pracuje i one w naturalny sposób się zużywają (dobra klawiatura, mysz, pendrive, akcesoria foto) - to są pieniądze, których na blogowanie Autor nie musi w wielu przypadkach brać z budżetu rodzinnego.

Tak się to powszechnie przyjmuje w świecie cywilizowanym.

Cywilizacja Europejska?
Licencja Creative Commons

Natomiast chciałbym się z Tobą droga Doroto podzielić gorzkim spostrzeżeniem. Na moim głównym blogu tematycznym, poświęconym oszczędzaniu, przez około 500 tysięcy odsłon miałem widoczny przycisk PayPal oraz nr. konta. Wesprzyj autora, prześlij nawet drobne kwoty, zostaną one wykorzystane na rozwój bloga, itp...

Jak myślisz? Jaka była suma wpłat i dotacji, mimo wielu komentarzy, poleceń, pozytywów, itp. ZERO zł ZERO groszy.

"Moment, w którym na tym blogu pojawiły się reklamy, zniosłam źle, choć jakoś zaakceptowałam. Z wielką ulgą i rozluźnieniem przyjęłam wycofanie się właściciela bloga z zamieszczania reklam."

I to mnie trochę niepokoi, bo zupełnie nie warto podchodzić aż w taki sposób do reklam i decyzji autorów blogów - tak jakby było to coś bardzo ważnego, osobistego, niemal kluczowego dla całości bloga.

A nie jest.

Droga Koleżanko, ja w tej chwili pracuję na laptopie. Pod ekranem na ramce mam logo firmowe tego sprzętu - to także jest reklama. Czy ja biorę taśmę i papier i czy zaklejam tę reklamę bijącą mnie po oczach... toż to normalnie "captive audience", jak to zwą marketingowcy...

...ale argument... no nie ...po prostu nie ma co przesadzać.

Natomiast mimo mojej polemiki w dalszym ciągu jestem zdecydowany opublikować post, jak reklam z internetu się pozbyć niemal zupełnie przez odpowiednią konfigurację komputera. (Jeśli niecierpliwisz się i już chcesz z tym postem, w wersji roboczej się zapoznać - wyślę Ci go na e-mail).

Zamiast w jakiś szczególny sposób podchodzić do decyzji tego, czy owego autora co do reklam - można zrobić na swoim komputerze  KLIK... KLIK... KLIK... i reklam nie ma... raz na zawsze.


sobota, 1 czerwca 2013

Polemika z Konradem... o reklamach na wystarczy-mniej.blogspot.com

Na wstępnie chciałbym ponownie polecić blog wystarczy-mniej.blogspot.com, gdzie zdecydowałem się publikować gościnnie. Publikacje są w innej formie niż tutaj - mianowicie w formie nagrań audio, mam nadzieję, że taka inna forma się wam spodoba. Zapraszam.

Poniżej wklejam mój pisemny suplement i polemikę z Konradem, dot. reklam na blogach:


Jak mówiłem, akceptuję każdą decyzję właściciela danego bloga co do komercji, jednak ja - jako autor reklamy umieszczający jestem dość zaskoczony w ogóle koncepcją, że to nie ma innego celu niż wykorzystywanie uwagi czytelników, na co zwraca uwagę Konrad.

Owszem, chcę uwagi czytelników. Owszem - ucieszę się jeśli wśród wyświetlanych u mnie kontekstówek znajdą oni ciekawą informację (np. systemy oszczędzania wody w domu, które mogą sobie zakupić). Owszem, z przyjemnością odnotuję wpłatę tych 0,11zł za kliknięcie.

Jednak to jest TYLKO coś pobocznego. Na tyle pobocznego, że bez skrępowania przygotowałem kolejną audycję o tym, jak te reklamy sobie wyłączyć. (Czeka sobie już na dyktafonie).


O reklamie na blogach było już nie raz i w wielu miejscach. Dla mnie reklama jest czymś bardzo, ale to bardzo naturalnym. To jest naturalna i harmonijna część życia, którą albo wyparliśmy (wychowanie systemu, wpływ poprzedniej epoki), albo przeinaczyliśmy i doprowadziliśmy do kuriozum (np. te agresywne i wyskakujące okienka przesłaniające cały ekran przeglądarki).


Na wczorajszym treningu podchodzi do mnie allegrowicz, który handluje ciuchami z UK. "Wiesz Remigiusz... mam nową dostawę... bluza akurat na twój rozmiar... masz ochotę zaglądnąć po treningu...?"

To była reklama. Reklama ustna. Kolega to mówi spokojnie, nie narzuca się, informuje. A nawet jeśli trochę mocniej pozachęca, co z tego? Tak to się odbywało OD ZAWSZE. Kolega jednak NIE stoi na de mną w przerwie każdej serii ćwiczeń, NIE trajkocze nad uchem "kup.... kup..... kup.... tę cholerną koszulkę!!!"

Cywilizacja opiera się na wymianie handlowej, dóbr i usług. Kolega umie dobrać trendy ciuchy z UK, ja umiem dobrać pluginy do jego konta FB i wypozycjonować frazę "Ciuchy z Anglii, Dolny Śląsk". REKLAMUJEMY jeden drugiemu nasze usługi. Jednak spokojnie i bez nachalności...


Po powrocie włączam sobie program historyczny, leciało o historii Dalmacji, ale co chwila przerwa mi setka reklam... 10 minut programu, a potem 10 minut... KUP... KUP... KUP.... - wkurzyłem się i wyłączyłem. Wchodzę na jedną ze stron WWW. Ekran przesłania mi wielkie okno z animacją, którą nie wiadomo jak na szybko wyłączyć.

Dziś rano wychodzę i próbuję otworzyć skrzynkę pocztową, pod nogi sypie mi się sterta ulotek i reklam supermarketów, dosłownie zalewa mnie. Wyskakuję do jednego z supermarketów (mieszkam okno w okno) po coś do kuchni i z głośników leci non stop jakaś kocia muzyka na przemian z zachętami do kupna.... KUP... KUP... KUP...

To jest przesada, to kuriozum o którym piszę. Reklama nie jest zła sama w sobie, tak samo jak jedzenie nie jest złe same w sobie. Zła jest przesada w reklamie, złe jest przeżarcie i spasienie się bez umiaru.

Ja natomiast szukam harmonii.


http://www.flickr.com/photos/mikebaird 
Licencja Creative Commons