sobota, 27 kwietnia 2013

James Bond, czy twardy legionista? Pojedynek minimalistów?

Jak wiecie mam stały zwyczaj polecać blogi zaprzyjaźnionych autorów, tym razem znów przyszła kolej na bloga i post Pawła.


Polecam:

Być jak James Bond.


Oczwiście, przy okazji nie odmówię sobie polecenia jeszcze jednego postu, o ile ktoś go jeszcze nie czytał to zapraszam:

Legia cudzoziemska – wywiad z legionistą – cz. 2 – szkolenia i konflikt w Afryce.

Kto ma zadatki na większego minimalistę? Agent 007, który całe swoje życie mieści w małej torbie czy żołnierz Legii Cudzoziemskiej, który to samo mieści w ciężkim plecaku?

Hmm.... powiem wam w sekrecie, że jednen z dzisiejszych bohaterów istnieje naprawdę :)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Minimalizm a sportowe hobby & lans w mediach.

Myślę, że uprawianie różnego typu sportów jest jak najbardziej po drodze z wyznawana przeze mnie filozofią. Uprawiając sporty poświęcam energię nie na zbędne gromadzenie przedmiotów, ale na inwestowanie w siebie, w zdrowie, z dobre samopoczucie.


Zauważyłem, że wiele osób z kręgu minimalistycznego lubi ruch, wysiłek fizyczny. Popularny jest rower, kolarstwo - popularne są sztuki walki, wspinaczka... sam wspomniane hobby na różnych etapach swojego życia zaliczyłem. Kiedyś bardzo duż pływałem...

Za chwilę natomiast po wypiciu energetycznej mikstury z zielonej herbaty gonię na siłownię, sprint tam - intensywna seria ćwiczeń - sprint z powrotem.

Spokojnie, trenuję bardziej fitnessowo, a nie na "koksa" z osiedla, do klubu chodzi dużo chłopaków z firm, którzy zamiast przyrastać tyłkami do foteli chca sie poruszać, dużo dziewczyn...

P.S. Na moim blogu sportowym (przenoszonym z bloggera na wordpress) zapraszam was na dwa klipy gdzie występuję Jacek Brzezicki, który już u nas gościł, pierwszy podejmuje temat lansu w mediach, jest mocny :)

http://dlafaceta.biz/zakupy/jacek-brzezicki-gitarzysta-hoa-nabuchodonosor/

A ja już zmykam ćwiczyć!

środa, 24 kwietnia 2013

Konsilidacja blogów. Minimalizm vs funkcje.

Witam dziś czytelników zainteresowanych moimi planami blogowymi i dążeniem do opanowania i uporządkowania bloggera.

Jakiś czas temu pisałem o porządku i minimalizmie na blogach - chcąc to utrzymać na platformie, która się do tego nie nadaje, czyli na bloggerze, doprowadziłem do sytuacji posiadania wielu blogów.


Zrozumcie mnie dobrze - blogger/blogspot jest fajną platformą blogową... do pewnego etapu. Potem zaawansowanemu użytkownikowi po prostu nie wystarcza, nie chodzi już tu nawet o różne humory Google w stylu likwidacji RSS, blokady kont, itp., chodzi o niedostępne funkcje, które filalnie prowadzą do różnych kuriozów.

Postanowiłem przemyśleć moje blogowanie i od 4-6 blogów tematycznych które rozpocząłem docelowo skupię pod jednym adresem, a jest to http://dlafaceta.biz/ (wbrew przewrotnej nazwie jak najbardziej piszę także dla Pań)

Wybrana przeze mnie architektura jest bardzo elastyczna, elegancka i minimalistyczna a zastosowany temat pozwoli mi zintegrować 4-6 zakresów tematycznych pod jednym adresem i zachować porządek i jakiś styl.

Pierwszym importowanym/przenoszonym zakresem jest mój blog sportowy, stąd trochę typowo męskiej oraz sportowej/fitnessowej tematyki.

P.S. Jeśli jesteście zainteresowani opowieścią z zupełnie innej bajki publikowana na nowym blogu - zapraszam:

Legia cudzoziemska – wywiad z byłym legionistą cz.1





środa, 17 kwietnia 2013

Ujawnianie prywatności i spraw osobistych w necie.

Niedawno z kolegą rozmawiałem o kwestii takiej jak ujawnianie w internecie informacji prywatnych i spraw osobistych. Jestem wielkim przeciwnikiem takiego postępowania, zawsze nim byłem. Chodzi mi zarówno o informacje ujawniane na blogach, jak i w korespondencji różnego typu pomiędzy tzw. "internetowymi przyjaciółmi"

Jednak, jak to mówią - szewc bez butów chodzi - niedawno sam złamałem moje wcześniejsze żelazne reguły i srodze się na tym przejechałem. Dziś widzę, że dałem się zalatwić jak ta gotowana żaba, wiecie o co chodzi?

Jeśli wrzucisz żabę do wrzątku, chy choćby nagle zblizysz do gorącej wody, ona się wyrwie i ucieknie, jednak jeśli woda, w której siedzi żaba jest podgrzewana powoli, ona się nie zorientuje i powoli się ugotuje. (Oczywiście takie tlumaczenie i tak nie usprawiedliwia nikogo - zasady to zasady i trzeba się ich trzymać.)

Nie wdając się w zbędne szczegóły - niech to będzie dla was srogą przestrogą.


Druga sprawa dotyczy pewnego autora blogów ujawniajacego publicznie informacje o stanie swoich finansów i majątku. O ile sam wysoko cenię wspomnianego autora, uważam, że ujawnianie takich danych jest poważnym błędem (Chyba, że stanowi część przemyślanej strategii marketingowej).

Co więcej, sam nie mam zamiaru ujawniać informacji o swoim majątku i zarobkach. Dlaczego? Mimo, że z pewnych powodów życiowych są to obecnie małe sumy (jak myślicie skąd się wzięło moje Oszczędzanie, heh?) zawsze znajdą się dwie grupy ludzi:

1. Taka, która ma/zarabia jeszcze mniej...

2. Grupa, która zarabia tyle samo, lub nawet jakiś % więcej, ale która jest swiadoma ceny jaką za to płaci i będzie zazdrościć mojego trybu życia (downshifting i minimalizm), nominalnej pozycji, znajomości, itp...

W tych grupach znajdą się ludzie, którzy gotowi są człowieka bezinteresownie i z czystej polskiej zawiści zarabąć, co po prostu w życiu i funkcjonowaniu stanowi tu i tam pewne utrudnienie, tego w Polsce nie trzeba chyba tlumaczyć. Człowiek nie funkcjonuje w próżni!

I oczywistą kwestią jest kwestia bezpieczeństwa, o ile nie żyje się w chronionym osiedlu za drutem kolczastym ujawnianie jakichkolwiek informacji finansowych jest po prostu niebezpieczne, czego miałem przykład w niedalekim otoczeniu (osoba, która po alkoholu zaczęła się przechwalać w lokalnej knajpie niecaly tydzień potem zaliczyła włamanie i wyczyszczenie mieszkania z "chwalonego" sprzętu, itp).

Czlowiek, który w jakiejś mierze ma w Polsce lepiej niż większość, suma sumarum ma po prostu przerąbane życie w tym kraju. A po co sobie utrudniać żywot?


P.S. Pod moją buzią na Facebooku uparcie pojawia się pytanie - jaki jest mój status związku? Hmm, szkoda, że nie mogę wpisać im "odwalcie się od mojej prywatności, spadać na drzewo", bo co ich to cholera obchodzi?

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Permanentna inwigilacja. O tym jak Google zablokowało mi konto i migracji na wlasny WordPress.

Nigdy nie byłem entucjastą społecznościówek, jednak zacząłem ich używać, dla celów zawodowych, a także za namową innych autorów - do wzbogacenia moich blogów. Na początku było to G+, używane zasadniczo do blogosfery anglojęzycznej, w Polsce popularniejsze okazało się FB.

Generalnie jednak nie jestem zbytnim entuzjastą podawania prywatnych danych w internecie. OK, moje personalia i datę urodzenia mogę podać, to żadna wielka tajemnica, jednak taki Facebook prosi nawet o podanie pogladów polityczych i religijnych.


Nie widziałem nigdzie rubryki do wypełnienia pt. rozmiar majtek i miseczki stanika, ale by mnie to zupełnie nie zdziwiło. Nic, a nic.

Nie tak dawno na scenę społecznościową wkroczyło G+ i jak dla mnie próbuje małpować Facebooka, nie ma co się nad tym rozwodzić, choć jak w tytule, w weekend dowiedziałem się, że moje konto G+ zostało zawieszone, a jakby nie patrzeć, coraz bardziej łączone są z nim inne funkcje blogowe.

Zespół Google uznał, że nazwa Admin R-O nie jest zgodna z polityką Google. Obudzili się z tym po 2,5 roku? Ale refleks. Cóż, specjalnie nie przywykłem do tego, by ktoś mówił mi co mam robić.

W przypadku mojego pierwszego bloga Racjonalne Oszczędzanie na Google/Blogspot od jakiegoś czasu miałem gotowy własny, niezależny hosting oraz krótką, rezerwową domenę - kombinacje G+ tylko przyspieszyły moja decyzję o migracji.

Moim nowym adresem bloga głównego jest: http://oszczedzanie.biz/, w kolejce do migracji jest blog anglojęzyczny.

Z resztą blogów na razie zostaje na platformie Google, choc ich ewentualna restrukturyzacja i przenosiny to sprawy prawdopodobne w dającej się przewidzieć przyszłości.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Być dobrym.

Ponieważ minęło już dużo czasu i zapewne nikt nie skojarzy, o kogo chodzi mogę dziś powiedzieć o jednej rzeczy. Na moich blogach, szczególnie Racjonalnym Oszczędzaniu, wypowiadał się czytelnik, podając jako nick swoje imię i nazwisko.

Po jakimś czasie czytelnik zmienił zdanie co do publikacji i zaczął najwyraźniej wstydzić się swoich poprzednich wypowiedzi i chyba samego faktu dyskusji w tematach minimalistycznych. Wysłał do mnie maila, z prośbą o usunięcie jego wpisów, oraz imienia i nazwiska z dyskusji, ponieważ Google po wpisaniu to pokazywał.

Ok, no dobra, poświęciłem jakiś czas i dokumentnie usunąłem wpisy petenta, pojawił się jednak problem w jednym wątku, ponieważ nawiązała się cala dyskusja z naszym petentem w roli głównej, której nie miałem podstaw kasować. Chłopak zaczął się miotać, zatem zaproponowałem napisanie do osób biorących udział w tamtej dyskusji.

Nie miałem ochoty kasować bezpodstawnie i robić dymów, ponieważ generalnie ostatnio w moich kontaktach w blogosferze zauważam u pewnych ludzi dokładnie trzy stany:

1) albo są na mnie śmiertelnie obrażeni o byle jajo
2) albo właśnie są w trakcie obrażania się o byle bzdurę
3) albo za chwilę się obrażą o byle pierdołę, najpewniej taką, którą sami sobie uroją

Oczywiście sprawę naszego petenta udało się rozwiązać, dyskusje pokasować i cudem nikt w tamtej sytuacji się nie poobrażał.

Wniosek jest jednak inny. Poświęciłem czas na przeskanowanie moich blogów pod kątem wypowiedzi petenta, starannie pokasowałem wszystko, pomogłem odszukać maile do osób biorących udział w dyskusji. Poświęciłem mój czas, którego nie miałem wtedy za wiele... finalnie napisałem do petenta o udanej operacji usunięcia jego tożsamości z moich blogów.

I co?

Myślicie, że dostałem choćby maila zwrotnego ze słowem "dziękuję"???



Nic.

Z resztą im więcej bawię się w intensywniejsze blogowanie, tym bardziej przekonuje się, że nie warto być dobrym.

Jesteś uczynny, poświęcasz dużo czasu na to, czy na tamto, wywiązujesz się sumiennie z umów, jesteś uprzejmy.... nie oczekuj wdzięczności. Za to prędzej ktoś ci za to zrobi taki kołowrotek, że ci uszy zwiędną.

Lepsza jest powściągliwość, dystans, "zimny metal" oraz czasem zachowywanie się jak skurwiel. Zauważyłem, że do takich ludzi inni generalnie mają respekt i estymę. A dobrego wuja każdy .......

wtorek, 2 kwietnia 2013

Parę słów o koncepcji autora na blogowanie. Część 2.

W poprzednim poście wyjaśniłem swoją koncepcję porządku tematycznego w moim blogowaniu oraz integrację wielu pod-blogów w jeden, zunifikowany wielowątkowy "blog" z jednym menu.

Porządek jest bardziej "minimalistyczny" niż kolorowy chaos. Wyciskam z bloggera ile się da i jak dla mnie ten system jest na granicy wydajności.

Dziś zaproszę was do zerknięcia na powstającą anglojęzyczną wersję mojego pierwszego bloga, czyli R-O. Dlaczego piszę to najpierw tutaj? Realny Minimalizm stał się miejscem równie dla mnie ważnym jak R-O... czy do niedawna jeszcze K-Z

http://cleversaving.blogspot.com/ to mój projekt, który narodził się jako koncepcja w okolicach listopada zeszłego roku, ale który zrealizowałem dopiero teraz, mając odrobinę więcej czasu podczas świąt.

Co mogę powiedzieć - wchodźcie i czytajcie, dołączajcie na FB, G+, bloggerze - będę tam pisał prostym językiem a przycisk translatora na PL jest tuż obok, będziecie się mogli pośmiać z baboli jakie translator popełnia w tłumaczeniu na PL, ale całość jest doskonale zrozumiana.

Założeniem projektu jest pokazanie wielu zdjęć praktycznych sposobów na oszczędzanie oraz zdjęć z mojego życia. Całość ma być trochę jak komiks. Zapraszam!

Blogger nie wytrzymuje ciężaru mojego blogowania!