czwartek, 29 sierpnia 2013

Emocje czy promocje?

Ponad 50% kobiet na okazję do zakupów reaguje większym podnieceniem niż na łóżkowe igraszki, a wiele z nich wybrałoby wypad po nową parę butów chętniej niż seks z partnerem. Takie informacje przekazuje nam Gazeta Zdrowie. Zakupy znane są, jako jeden z najlepszych sposobów na chandrę. Spontaniczny spacer po centrum handlowym, albo zakup kilku drobiazgów z portalu aukcyjnego pomaga zapomnieć o reprymendzie od szefa i nieudanym dniu. Nie zawahamy się wydać naszych pieniędzy, żeby poprawić sobie nastrój. Kto jednak wie, dlaczego leczymy się właśnie w taki sposób? Czy kryją się za tym jakieś bardziej naukowe powody?


Według profesora Rafała Ohme, specjalizującego się w psychologii perswazji, emocji i podświadomości, podczas zakupów nasze strategiczne myślenie schodzi na drugi plan, a górę biorą nad nami emocje. Intuicyjnie podejmujemy decyzje, kupujemy, a dopiero potem zastanawiamy się nad słusznością zakupu. Nauka oczywiście ma wyjaśnienie dla tego zjawiska, udowadniając, że za nasze sklepowe szaleństwo odpowiadają procesy chemiczne i sieć reakcji, nad którymi niestety nie mamy kontroli. Zakupy wyzwalają w naszym mózgu endorfiny, inaczej znane, jako hormony szczęścia. One nie tylko wprawiają nas w lepszy nastrój, co sprawia, że wydajemy jeszcze więcej, ale również redukują ból i stres, stymulując w nas uczucie szczęścia. Gdy zakupowa gorączka opada, często pozostajemy z nową parą spodni w torbie na tylnym siedzeniu naszego samochodu, zastanawiając się, co w zasadzie nami kierowało. Na nasze nieszczęście właściciele galerii handlowych dokładnie znają i rozumieją te zależności i sprytnie aranżują wnętrza w taki sposób, aby nie wypuścić nas bez przynajmniej jednego nadprogramowego zakupu. Czy możemy więc obronić się przed tego rodzaju ,,hipnozą” marketingową, aby nie obudzić się z pustym kontem w połowie miesiąca?

Polacy okazuje się są na takie sztuczki bardziej uodpornieni niż ich europejscy sąsiedzi. Po latach bezbarwnego komunizmu zalała nas fala wolnego rynku, ale nasze nawyki rozważnego szukania najlepszej okazji pozostały. Potrafimy je zastosować w nowych realiach i nasze decyzje są o wiele bardziej przemyślane i świadome. Z badań PMR wynika, że ilość dostępnych promocji i sposobności do wydawania pieniędzy hartuje nas w zakupowym boju. Nie jest nam obcy smart shopping, czyli umiejętność badania rynku, porównywania cen i wyszukiwania opinii, aby podjąć najkorzystniejszą decyzję. Zadanie ułatwiają nam coraz liczniejsze w Internecie porównywarki cen, portale zakupów grupowych z kuponami rabatowymi czy aplikacje na smartfony, pokazujące nam najlepsze oferty w naszej okolicy. Przykładem takich portali jest Vouchercloud, który w jednym miejscu udostępnia nam wiele atrakcyjnych rabatów i okazji dostosowanych do naszych potrzeb. Wspaniałe, nowe technologie nie powinny jednak usypiać naszej czujności. Trudno poprzestać na jednym wymarzonym produkcie z górnej półki, za który zapłaciliśmy jedynie połowę, a czasami nawet 1/4 ceny. Kolejne przedmioty do wirtualnego koszyka wrzucamy coraz łatwiej. Pieniądze elektroniczne, w przeciwieństwie do tych w naszym portfelu, w końcu nic nie ważą.

W takim zakupowym amoku bardzo łatwo stracić kontrolę nad finansami. Warto przed wyjściem narzucić sobie pewne zasady, aby doświadczenia były dla nas tak samo przyjemne podczas zakupów, jak i po nich. Najłatwiej byłoby po prostu powiedzieć sobie, że dzisiaj musimy zachować samokontrolę. Wiemy jednak, że to prościej powiedzieć, niż zrobić. Łatwiej będzie nam się opanować, jeśli wcześniej przygotujemy listę niezbędnych rzeczy, albo do centrum handlowego zabierzemy tylko wyliczoną gotówkę. Badanie gruntu, porównywanie cen i wyszukiwanie kuponów zniżkowych to nasza najlepsza obrona przed debetem. Korzystajmy z tych środków, żeby odprężające wypady do galerii nie kończyły się lamentem nad pustym portfelem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA! Wszelkie komentarze wyglądające na reklamę oraz zawierające linki komercyjne zostaną skasowane!