niedziela, 3 lutego 2013

Dlaczego nie jestem "Minimalistą"?

Dziś, krótko i zwięźle postaram się wyjaśnić dlaczego nie jestem "Minimalistą" i gdzie leży tego przyczyna. Rozumiem, że niektórzy oczekują ode mnie propagowania prawdziwego "Minimalizmu", ale to nie jest takie łatwe.

No dobra... dlaczego nie jestem "Minimalistą"? Nie jestem nim, bo:



1. Nie posiadam iPhone, iPoda, iPada ani żadnego Mac'a, które dumnie rozpoczynałyby moją listę max. 100 przedmiotów. W ogóle nie mam żadnego i-gadżetu, nawet niefirmowego. Nie mam nawet jakiegoś smarkfona, który by w towarzystwie jeszcze jakoś uszedł.



2. Nie posiadam żadnych markowych ciuchów turystycznych, górskich czy sportowych, nie posiadam roweru jakiejś ekskluzywnej rowerskiej marki, ani innych sportowych gadżetów. Sorry, nie pokażecie się ze mną w towarzystwie ani schronisku, itp.



3. Nie mam co najwyżej 100 przedmiotów, mam ich znacznie więcej, i w ogóle po tym jak pewien socjalista stwierdził, że "każdy Polak powinien umieć liczyć tylko do 100" mam ogólną niechęć do tej koncepcji.

Takie to widzicie, są przyczyny, dla których do elitarnego grona z etykietką "Minimalism" się nie zaliczam i o pewnych rzeczach mogę sobie pomarzyć. Żadnego certyfikatu licencjonowanego minimalisty nie mam, i nie mam na razie szans otrzymać :-)


P.S. Oczywiście dalej zachęcam do głosowania na mnie w oszczędnościowym konkursie - proszę przeczytajcie post poniżej! Pozdrawiam i dobrego wieczoru! :-)


16 komentarzy:

  1. oczywiście wiem, że prawdziwy "Minimalista" powinien mieć konto na fejsie w celu kontaktu z innymi "Minimalistami"...

    powoli nad tym pracuje, na razie tutaj: www.facebook.com/pages/Blog-racjonalne-oszczędzanie/154367881382481

    OdpowiedzUsuń
  2. minimalizm wkracza w popkulturę, ostatnio czytałam artykuł na temat w glamour. co pierwsze rzuciło się w oczy, opisywany tam minimalista jest minimalistą bo nagrywa ciszę i chodzi do jakiejś komory deprywacyjnej.
    umarłam.
    chyba jednak bliższa mi - zarówno ideologicznie jak i życiowo - dobrowolna prostota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, jednak od kiedy minimalizm to komercyjny produkt dla mas? czy komercyjny "Minimalizm" nie zawłaszczył sobie pojęć kiedyś definiowanych inaczej?

      Usuń
    2. "minimalista .... i chodzi do jakiejś komory deprywacyjnej"

      chyba chodzilo o komore deprawacyjna ale to chba prosciej nazwac burdelem

      ?

      Usuń
    3. to zależy jak pojmujemy "kiedyś"...ja tematem interesuję się może od dwóch lat, więc nie wiem czy mogę powiedzieć, że znam źródła. a jesli chodzi o to co piszą np. dominique loreau i leo babauta (w przypadku leo mam na myśli nieustanne przytaczanie produktów z jabłkiem, w ogóle częste wymienianie konkretnych marek)- to taka narracja skłania się lekko ku snobizmowi a wizja minimalisty otoczonego luksusowymi przedmiotami i gadżetami jest łatwa do opchnięcia w wersji komercyjnej. przeglądam czasem blogi modowe i kosmetyczne i zauważyłam że nawet tam pojawiają się poematy na cześć "sztuki prostoty" i opisy autorek co to one nie robią żeby byc minimalistyczne,co nieco kłóci się przecież z ideą blogów pt. "zobaczcie co sobie kupiłam".
      no i oczywiście można dodać do tego przedstawianie (w prasie) minimalizmu jako sposobu na kryzys.

      Usuń
    4. Robercie - Komora deprywacyjna - Zbiornik izolacyjny jest pozbawionym światła i dźwiękoszczelnym kontenerem, w którym człowiek unosi się w roztworze siarczanu magnezu o temperaturze równej temperaturze ciała ludzkiego (34,5 °C). Zbiornik ten został po raz pierwszy użyty w 1954 roku przez Johna C. Lilly’ego w celu sprawdzenia efektów deprywacji sensorycznej. Zbiorniki są obecnie używane podczas medytacji, modlitwy, w procesie relaksacji oraz w medycynie alternatywnej.
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Deprywacja_sensoryczna

      ;)

      Usuń
    5. wiesz, przytaczanie produktów z jabłkiem to właśnie nie jest żaden minimalizm, to po prostu "Minimalizm"

      sponsorowany "Minimalizm" :>

      Usuń
  3. O co chodzi z tymi "markowymi ciuchami sportowymi"?

    OdpowiedzUsuń
  4. Sporo życia spędziłam w różnego rodzaju schroniskach turystycznych i nigdy nie miałam do czynienia z towarzystwem, dla którego liczą się na szlaku markowe ciuchy sportowe. Nigdy ani ja, ani towarzysze wędrówek, nie prezentowali kultu marki. W butach sportowych z Lidla za 60 zł przeszłam całą Saksonię i nikt mnie z tego powodu nie szykanował, czy krzywo na mnie nie patrzył. Wręcz przeciwnie, każdy chciał mieć wygodne, wytrzymałe, jednocześnie tanie buty.
    To rzeczywiście kwestia wyboru towarzystwa, a nie że większość turystów się lansuje.

    Dlatego, że Cię poczytuję, przyglądam się z boku minimalizmowi, choć to absolutnie nie moja bajka. Mam wrażenie, że ta moda dosięgnęła pokolenie urodzone po 89 roku, lub tuż przed. W każdym razie nie pamiętające komuny. Minimalizm to zwykła reakcja na wrzaskliwy postmodernizm lat 90-tych, w których to pokolenie wzrastało, gdzie konsumpcjonizm narastał, by teraz osiągnąć punkt krytyczny w zalaniu nas chińską tandetą i śmieciowym jedzeniem. Jak w przypadku jedzenia rozumiem i popieram modę "slow food" (bo od tego zależy nasze zdrowie i jakość życia), to nie bardzo rozumiem walkę z przedmiotami i ograniczaniem ich liczby. Zupełnie naturalnym wydaje się fakt, że każdy powinien mieć tyle przedmiotów, ile potrzebuje, o takiej jakości, na którą go stać i jaką uważa za przydatną dla siebie.

    Czy Ty się w jakiś sposób czujesz gorzej, że nie używasz i-Phona, i-Poda... ? Ja nie używam i wcale mi tego nie brakuje. Jeżeli kiedyś uznam za stosowne, że któryś z tych przedmiotów jest niezbędny mi do jakichś celów, to nie zawaham się go kupić. Nigdy natomiast nie kupię czegoś, żeby po prostu to mieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie moi kochani, nie czuję się gorzej bez iPhona, wprost przeciwnie - oszalałbym z jakimś iGadżetem - zwykła komórka to dla mnie już wystarczająco zbyt uwierająca "smycz"!!!!

    Oczywiście, jeśli czułbym się źle, bez markowych ciuchów - to po prostu poszedłbym i sobie je kupił. Czuję się także dobrze w polarze z KiK'a który sobie właśnie kupiłem za śmieszne pieniądze.

    Zetknąłem się jednak z lanserstwem u niektórych outdoorowców i złym postrzeganiem ludzi "bezmarkowych" jak ja. oczywiście jest mi to raczej obojętne, ale czasem jednak dokuczające, jak ta brzęcząca natrętna mucha przy obiedzie, jeśli wyczuje coś takiego u kogoś - to po prostu ochładzam kontakt.

    Rafał - posiadaczy markowych ciuchów nie krytykuję - ale specyficzne zafiksowanie na marce i lanserstwie.

    Riannon - zjawisko raczej dotyczy pokolenia urodzonego po 1980 r., choć nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak napisałem w nowym poście

      to jest blog prowadzony dla mnie, dla mojej rozrywki, oraz dla oczywiście osób które nadają na podobnych falach

      w związku z tym zgryźliwych komentarzy tu nie będzie

      możemy się spierać o idee, zapraszam, ale bez argumentów "osobistych"

      Usuń
  7. Czekaj, czekaj. Chyba jesteś nie na czasie. Przecież największy lans to nie ciuszki prosto z markowego sklepu, ale dobre ciuszki całe w strzępach i dziurach. To znak, że co najmniej spadło się w lawinie z jakiejś mega-przełęczy, dużo widziało i przeżyło, tarzało w błocku i darło koty z niedźwiedziem grizzly. :))))) Pozdrawiam!

    ps. Tak swoją drogą zawsze przypomina mi się taka bardzo, bardzo stara reklama polskiego wytwórcy sprzętu z podziurawionym plecakiem - i strzałkami typu "kolec jeżozwierza" itd. Jedna z lepszych, jakie widziałam w życiu (skoro zapadła w pamięć na kilkanaście lat).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może po prostu miałem (mam) pecha i otarłem się nie o to towarzystwo co trzeba

      Usuń
    2. Nie dalej jak wczoraj wspominałam w kolegą w moim wieku harcerskie czasy, a więc sprzed dobrych 20 lat. Te wyprawy po sklepach i bazarach w poszukiwaniu jakiś pionierków w góry, pożyczanie plecaków od rodziców, znajomych, szycie polarów, radzenie sobie z czymkolwiek! A jednocześnie - dużo czasu, wolność, spontaniczne wyjazdy, spędzanie czasu w terenie. On był pod Bydgoszczą, ja w Warszawie, a wszystko funkcjonowało podobnie. Pozdrawiam!

      Usuń
    3. podobne klimaty - ale jak się chciało zgromadziło się ten sprzęt, odnowiło stare glany impregnując i pastując przed wyjazdem, ubrało koszulę ojca z zakładu, wyciągnęło plecak, w którym jeszcze matka za nastolatka po górach latała, chlebak inny sprzęt kombinowany i hejka

      był klimat, była wolność, był spontan i radość

      gdzieś pod koniec lat 90-tych, w moim otoczeniu (niestety) zaczął się jednak chory wyścig na markę i lans, nie miałem już wtedy czasu "weryfikować" znajomości i szukać ludzi podobnych sobie, tkwiących w starych klimatach

      Usuń

UWAGA! Wszelkie komentarze wyglądające na reklamę oraz zawierające linki komercyjne zostaną skasowane!