środa, 2 stycznia 2013

Refleksje po sylwestrze.

Dzisiejszy wpis jest inspirowany postem u Rafała na temat dziwnie wysokich cen imprez sylwestrowych. Relatywnie rutynowa potupaja 31 grudnia nabiera rangi balu sylwestrowego i kosztuje do 10x drożej niż w każdy piątek. Nie różni się jednak zbyt mocno, jeśli zastanowić się obiektywnie.

Prawda jest taka, że a te same pieniądze, które wydałbym na sylwestra mogę pojechać na dłużej, taniej i w atrakcyjne miejsce już po fakcie.

Kiedyś dogadałem się z dziewczyną, że dajemy spokój z sylwestrem i spędzamy go razem przy lampce wina i smacznej kolacji w domu - miałem jako student dużo spraw tuż po nowym roku, nie na tyle czasu by dochodzić do siebie przez kolejne kilka dni, no i nie szastałem kasą.

Trzy tygodnie później za mniej więcej te same pieniądze, które poszłyby na sylwestra spędziliśmy tydzień w Budapeszcie w dobrej klasy hotelu w centrum metropolii. Gwarantuję wam, że tamten tydzień dostarczył mi więcej wrażeń, niż krótka nietrzeźwa noc.

Nie namawiam do łamania tradycji oraz udawania że sylwestra nie ma i się nie liczy - może jednak zamiast mega-imprez i spłukania się z kasy, na relatywnie słabych balach-potupajach, czasem w przypadkowym towarzystwie i nieco na siłę, zastanowić się, przemyśleć i podjąć decyzję, która finalnie bardziej nas usatysfakcjonuje.

Świat jest większy i ciekawszy niż najbliższy klub, pub czy disco w naszej okolicy :)

9 komentarzy:

  1. Nigdy nie byłam na takiej imprezie. Za to zdarzało się wynająć ze znajomymi jakąś chatę w fajnym miejscu i tam się bawić, we własnym gronie i za nieduże pieniądze. To nie najgorsza opcja, a pozwiedzać okolicę też można.
    Ostatnio jednak preferuję bliżej domu, zwłaszcza jak od paru lat pogoda płata figla - pojedzie się powiedzmy na Mazury, a tam chlapa i deszcz. ;) To faktycznie można zaoszczędzić i pojechać gdzieś jak będzie ładna pogoda, śnieg na biegówki itp.

    OdpowiedzUsuń
  2. W sylwestra DJ/zespół bierze kilkukrotnie więcej.Kelnerom też się więcej płaci.
    U mnie na Śląsku koszt sylwestra to 500 zeta za parę w naprawdę dobrej restauracji , z smacznym ,dobrym jakościowo jedzeniem.
    Dla niektórych osób szczególnie trochę starszych to jedna z niewielu okazji w roku,żeby się wystroić ,potańczyć i zaszaleć.
    A cena 200 zeta na dyskotekę, hmm coś mi mówi ,że takie rzeczy to w Warszawie by mogły przejść...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak konkretnie to nie za sama dyskotekę, najczęściej w cenie jest połówka taniej gorzały na parę i jakieś tam zakąski, no i oczywiście lampka "szampana" Dorato, Cin Cin albo Carskoje Igristoje. Tak czy siak wychodzi 2-3 razy drożej niż normalnie.

      Usuń
  3. ja nie zabraniam, ani nie zniechęcam nikogo do zabawy - wręcz przeciwnie - należy się

    ale także chodzi o to, by nie ulegać presji, chwalenia się gdzie to ja nie byłem i ile to na sylwka nie wydałem

    tylko po prostu zrobić coś naprawdę dla siebie

    nie bo tak wypada, bo wszyscy...., tylko bo ja tak chcę i to jest dla mnie dobre (i niekoniecznie 31 grudnia)

    to co pisze Tofalaria jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W moim środowisku bale sylwestrowe, podobnie zresztą jak złoty łańcuch na szyi, dyskoteka, beemka i wczasy na Majorce, to obciach i wiocha :-)
    Za czasów studenckich, podobnie jak pisała Tofalaria, wynajmowaliśmy sobie chatki, czy pokoje w schroniskach młodzieżowych i radośnie spędzaliśmy czas. Ale to też nie było dobre, bo za dużo się wtedy piło. Kiedy na jednej z takich imprez ściągnęłam z okna gotowego wyskoczyć z drugiego piętra mojego, jak się później okazało, przyszłego męża, a sama omal nie wylądowałam w łóżku z jakimś długowłosym małolatem, obiecałam sobie, że nigdy więcej!!! I słowa dotrzymałam.
    Obecnie preferuję spędzanie Sylwestra we własnym domu i swoim gronie, ewentualnie z przyjaciółmi, którzy nie nadużywają alkoholu. Teraz najbardziej ekscentryczną rzeczą, jaką robię podczas takich imprez, to śpiewanie z telewizorem :-)
    I to jest dla mnie dobre :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czego my się dowiadujemy, Chłop bawiący się w batmana, Riannon łamaczka serc nastolatków :>

      jakich tajemnic się jeszcze dowiemy :>


      Usuń
  5. Tyle jest sposobów by bez szpanu, ale milo powitać nowy rok. Bale i pokazywanie się jest dobre dla bufonów, którzy wyobrażają sobie, ze przez to im lepiej rozwinie się kariera....
    Ja w tym roku zrobiłam domowa, nieco wykwintniejsza kolacje. Następnie kolo 23 zabraliśmy do torby chłodzącej szampana i kieliszki i pojechaliśmy na wzgórza, z których o północy mogliśmy obserwować sztuczne ognie na tle morskiego oświetlonego nocą wybrzeża.
    I nie byliśmy sami, a wokół nas słychać było rożne języki. Sam pokaz pirotechniczny był śliczny i trwał 15 minut. Symboliczna lampkę szampana wypiliśmy i następnego dnia czułam się lekko, w formie i bez kaca. A wspomnienia będę miała mile, choć początkowo planowałam pojechać do malutkiego schroniska w górach i spędzić ten wieczór przy kominku. Niestety już w listopadzie miejsc nie byloi może to lepiej, bo śniegu na lekarstwo, a ja sobie wymarzyłam wieczór przy kominku w górskim schronisku, ale ze śniegiem za oknem :)))
    Pozdrawiam i szczęśliwego Nowego Roku
    Nika

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja popieram pomysł popularyzowania innych niż tradycyjne sposobów spędzania czasu na pograniczu starego i nowego roku.
    Widzę tu same plusy.
    Tatul

    OdpowiedzUsuń
  7. Mieliśmy spędzać sylwestra w 8osobowym gronie u podnóży Śnieżki ale nie wypaliło bo ktoś był szybszy i wyszło na sylwka w domu z dziewczyną :) Sałatka, coś na ząb, wino musujące, spacerek, domowa naleweczka i lulu, polecam :)

    OdpowiedzUsuń

UWAGA! Wszelkie komentarze wyglądające na reklamę oraz zawierające linki komercyjne zostaną skasowane!