wtorek, 17 grudnia 2013

Jak pozbyć się reklam z internetu.

Posiadam kilka blogów i mam na nich reklamy. Piszę to otwarcie, oczywistą motywacją do mnie do wstawiania reklam na blogi są finanse. Dlaczego? Kiedyś, publikując wskazówki i sposoby na oszczędzanie w domu tych reklam miałem mało, ew. dyskretnie wrzucone gdzieś, ot. bardziej jako eksperyment "ekonomiczny", otwarcie sobie konta w Adsense, nauczenie się czegoś nowego...

Na moim blogu oszczędnościowym był jednak przycisk PayPal'a. Wyszedłem z założenia, że jeśli ktoś oszczędzi, a nawet zarobi na wskazówkach przeczytanych na mojej stronie to się odwdzięczy przesyłając choć minimalna dotację (a czytelnicy dziękowali mi w komentarzach za sprytne i skuteczne pomysły).

Minęło 100 tys. wyświetleń, minęło 200 tys. doszedłem w końcu do 500 tysięcy wyświetleń... i jaka suma dotacji od Czytelników? 0 zł 0 groszy!

No sorki, sam kupiłem wiele rzeczy na potrzeby bloga, nie mówiąc o extra wydanych pieniądzach, by wypróbować ten czy inny patent... Jestem także blogerem w jakimś sensie komercyjnym. Domeny i hosting na nowych WP kosztują... wysłanie nagród w konkursie czytelniczym kosztuje, itp... Co jak co, nie mogę wydawać na hobby z domowego budżetu

Wkurzyłem się, wyrzuciłem PayPala, wstawiłem reklamy. Przynajmniej na nowy serwer i domeny na WP mam pieniądze.

Nie wymuszam jednak ani nie wymagam od kogokolwiek oglądania reklam na moich blogach, wymagam jedynie tolerancji dla mojej decyzji jako autora. Powyżej macie uzasadnienie.

Reklamy można wyłączyć instalując w przeglądarce odpowiednią wtyczkę.



To jest mój główny blog z reklamami.




To jest mój główny blog z wtyczką Adblock, którą polecam Wam zainstalować. Prawda, że bardzo minimalistycznie?

Przy okazji zapraszam na oszczedzanie.info.pl oraz pomocniczego minibloga oszczedzanie.biz  :)

Może coś zyskacie na tych wskazówkach i pomysłach :)


czwartek, 12 grudnia 2013

Realny Minimalizm, czyli zdanie Czytelników.

Jestem blogerem, chcąc nie chcąc stałem się jakimś autorytetem w moich ulubionych dziedzinach na wielu Czytelników, moje blogi są przez Was czytane, otrzymuję korespondencję i wiele pytań. Jedno staje się dla mnie jasne, jakiś czas temu zapowiedziałem konsolidację moich blogów na Blogspocie w jeden blog publicystyczny, mianowicie oszczedzanie.info.pl i okazało się to sukcesem, jednak wciąż są czytelnicy, którzy chcą czytać Realny Minimalizm, a nie mają ochoty czytać Oszczędzania.

OK, rozumiem, może nie wszyscy chcą czytać jednocześnie o minimalizmie oraz o nowej ofercie bezpiecznych funduszy inwestycyjnych!?

Kim jest jednak bloger bez czytelników? Pisarzem pamiętnika 'do poduchy'? Dajmy spokój.


Po reakcjach mailowych, reakcjach na FB widzę, że wyraźnie chcecie kontynuacji Realnego Minimalizmu w takiej formie jak dotychczas. Myślę zatem, że wypada pójść na pewien kompromis z Czytelnikami. Przywracam dotychczasowy profil FB widoczny na blogu oraz zdejmuję informację o archiwizacji bloga z nagłówka.

OK. Sami chcecie. Zostawiam tego bloga w stanie aktywnym. Jednakże moje przednie decyzje są dla mnie tak samo ważne, zatem na pewno nie będę tu publikował dzień w dzień, jak kiedyś. Na pewno dalej będę publikował u Konrada z 'drogi do prostego życia'. Na pewno dużo postów lifestylowych oraz minimalistycznych ukaże się na moich pozostałych blogach. Będę tu sobie co jakiś czas coś pisał, na luzie i bez zobowiązań, bez żadnych deklaracji i zobowiązań co do przyszłości tego bloga. Po prostu zostawiam ten adres, ale wrzucam na pełen luz i zobaczymy do czego to doprowadzi.

Mam nadzieje, że zwolennicy kontynuacji RM i separacji od tematów finansowo-oszczędnościowych są w tej chwili zadowoleni. Co będzie dalej? Zobaczymy. Sam jestem ciekaw.

PS. Mimo tego wpisu, nastrój ograniczania mojej aktywności blogowej mnie nie opuszcza. Zgodnie z zapowiedzią likwiduję wiele ze swoich blogów tematycznych. Działając z założeniem, że 2-3 dawne blogi tematyczne integruję w jeden adres. Ostatnio zlikwidowałem jeden z projektów konsumenckich z przyległościami na rzecz jednego adresu w przydatnymi wskazówkami oszczędnościowymi: Oszczędzanie w domu.


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Święta i minimalizm.

Za dużo komercji, za dużo zakupów, za dużo Mikołajów... Święta straciły dla mnie to co było kiedyś, ten nastrój oczekiwania, to że choinkę ubierało się dopiero w dniu Wigilii, co prawda dawno... dawno temu 6 grudnia panował nastrój mikołajowy, ale się to jakoś uspokajało i nie psuło klimatu oczekiwania na Święta i przygotowań do Wigilii.


Co robię? Staram się jakoś izolować i dystansować od komercyjnego szału mikołajów, śnieżynek i kolęd w centrach handlowych, żyje na intelektualnej wyspie w oceanie tego taniego szajsu... i jakoś się trzymam.

Na miniblogu post i dyskusja na temat:

Zamiast prezentów. Fajna propozycja dla osób dorosłych.


czwartek, 28 listopada 2013

Miniblog oszczędnościowy.

Minimalizm jest, był i będzie moją inspiracją do działania i pisania, ale od bloga minimalistycznego mam ochotę sobie odpocząć... no może nie do końca... co prawda będę pisał mniej, ale zdecydowałem kontynuować pisanie postów inspirowanych minimalizmem na Drodze Do Prostego Życia, podoba mi się tamta atmosfera oraz pozytywne nastawienie do życia administratora tamtego bloga.


Częste pisanie krótkich notek, o życiu, pomysłach, wydarzeniach i tematach, którymi się interesuję weszło mi jednak w krew. Ponieważ dysponowałem już starym gotowym blogiem na WordPress (postawienie, konfiguracja, itp. to jednak dużo pracy) postanowiłem wykorzystać go jako pomocniczego minibloga.

Samą estetyką minibloga osoby z grona minimalistycznego na pewno nie będą zainteresowane - to już nie jest blog skromny i stonowanej grafice, ale coś zgoła przeciwnego. No cóż, taką miałem kiedyś ochotę, a skoro już jest postawiony to piszę, potem się będę zastanawiał nad zabawą w nową grafikę.

Adres to: Jak oszczędzać w domu http://oszczedzanie.biz/

Zapraszam!

środa, 13 listopada 2013

Choroba.

Jesienne wirusy skosiły skutecznie mnie i rodzinę, jakoś się trzymamy i wszystko idzie do przodu. Na nowym blogu idzie coraz lepiej, dzisiaj już nawet nie wklejam artykułów i nowości, jeśli ktoś ma ochotę - zapraszam bezpośrednio na: http://oszczedzanie.info.pl

Ostatnio trochę więcej zajmuję się sprawami administracyjnymi niż pisaniem, ale myślę, że to co jest Wam się spodoba. Nowy blog prowadzę z duchem minimalizmu i mimo pewnej krytyki chcę na nim utrzymać pewną minimalistyczną stylistykę, która będzie mnie satysfakcjonować.

Na http://wystarczy-mniej.blogspot.com/ wisi także mój ostatni artykuł o alkoholu  i tzw. barkach z epoki PRLu...

A z okazji niedawnego Dnia Niepodległości, oczywiste husarskie klimaty! Pozdrawiam!


piątek, 8 listopada 2013

Aktualności blogowe.

Konsolidacja moich blogów, jak widzę, okazała się dobrym pomysłem - z dnia na dzień jestem coraz bardziej zadowolony z efektów i myślę, że koncentracja na jednym blogu zamiast na kilku oszczędza mi sporo czasu...

Jak obiecałem dla posiadaczy RSS na starym adresie publikuję spis najnowszych artykułów na nowym blogu.

Wieczna młodość i oszczędzanie.

 

Minimalizm i walka z papierami. Generalne porządki.

 

Poczta głosowa – czy to oszczędność czasu, czy zbędny dodatek?

 

Freelancing, biuro w domu, własna firma… czyli jak się zaczęło.

 

 

środa, 30 października 2013

Przenosiny bloga na WordPress: Dotychczasowe wnioski z przeprowadzki. Czas.

Co mogę powiedzieć o przenosinach i konsolidacji moich blogów na WordPress? Wydaje się to słuszną i korzystną decyzją, która do tego sposobała się czytelnikom, ponieważ na nowym, zintegrowanym profilu będzie już niebawem 600 fanów bloga.

Po pierwsze prostszy i łatwiejszy do zapamiętania adres, czyli oszczedzanie.info.pl - bo sami przyznacie, dlugie blogspotowe nazwy są uciążliwe do wpisywania, mimo że przeglądarki poprawiają i podpowiadają wpisy.

Po drugie dla mnie to jakaś koncentracja na temacie i tym, czym się aktualnie zajmuję. Znalazło to odzwierciedlenie w tzw. współczynniku odrzuceń w statystykach, który poprawił się na moją korzyść o 25% w stosunku do wartości poprzednich.



Po trzecie - czas. Łatwiej mi poświęcić czas na jeden blog i myślę, że osiagnąłem pozytywny efekt oszczędności czasu. W pierwszym tygodniu było dużo porządków na blogach archiwalnych, jednak już się one powoli kończą i w kwestiach blogowych mam coraz więcej luzu od spraw administracyjnych, a coraz więcej czasu mogę poświęcić na przemyślenie i pisanie coraz lepszych postów.

Na koniec tej krótkiej notki kilka zaproszeń:

Ponieważ i tak posiadałem i posiadam konto na Google stworzyłem wspólny profil blogów na Google Plus - wydaje mi się to redukcją czasu i wysilku - zamiast koncentrowac się na kilku różnych pluginach "Obserwatorzy" i kontach na Bloggerze - wolę jeden wspólny googlowski fanpage: 

W sprawie czasu dwa nowe posty na nowym adresie:

Oszczędzanie czasu w praktyce. Trzy skuteczne sposoby.

 

Zmiana czasu jest męcząca. Czy zmiana czasu daje jakiekolwiek oszczędności?


poniedziałek, 21 października 2013

Już na nowym blogu...

Pochwalę się Wam, że definitywnie przeniosłem (prawie*) wszystkie moje projekty z Bloggera na nowe hostingi i czywiście z ostrą redukcją i konsolidacją w duchu minimalistyczym.


*Napisałem prawie, bo z okresu wspóautorstwa bloga konsumenckiego, na którym zdobyłem (z współautorką) tytuł Blogera Roku, pozostało mi zobowiązanie względem zaprzyjaźnionych autorów, z którego muszę (i z całą przyjemnością chcę) się wywiązać, zwłaszcza, że utrzymanie go pochłania absolutne minimum wysiłku.

Jest to katalog blogów konsumenckich: http://blogi-konsumenckie.blogspot.com/

A na nowym minimalistyczno-oszczędnościowym blogu jest artykuł:

Biuro w domu oraz minimalistyczny edytor tekstu dla profesjonalisty – FocusWriter





wtorek, 15 października 2013

Decyzja co do przyszłości bloga Realny Minimalizm. Migracja.

Myślałem o urlopie od blogowania tutaj, o nabraniu dystansu do bloga Realny Minimalizm, który w ostatnim czasie stał się moim drugim w hierarchii ważności blogiem, któremu zacząłem poświęcać coraz więcej czasu, jednak nie potrzebuję już więcej czasu na podjęcie decyzji.

Oficjalnie oświadczam, że ten blog będzie kontynuowany pod nową nazwą i pod nowym adresem. Ten sam los czeka mój pierwszy blog na blogspocie tj. Racjonalne Oszczędzanie (zatem dowiadujecie się o tym szybciej niż moi czytelnicy z RO).

Co więcej, to jest koniec mnożenia bytów w mojej autorskiej karierze - obydwa główne blogi będą kontynuowane pod jednym i tym samym adresem oszczedzanie.info.pl :-)




Minimalistyczne motto mówi:

Zidentyfikuj to co jest w zagadnieniu ważne - wyeliminuj całą resztę.

Właśnie to zrobiłem.


Pod tym adresem pojawią się zapowiedzi nowych artykułów na nowym blogu, pojawią się wpisy sponsorowane, o ile będą mi potrzebne, system komentarzy będzie moderowany a blog pozostanie funkcjonalnym archiwum. Jednak tylko czymś w rodzaju aktywnego archiwum - przyszłość jest gdzie indziej.

P.S. Informacje o wytycznych nowego bloga sa tutaj http://oszczedzanie.info.pl/o-czym-jest-ten-blog/ 

RSS nowego bloga to natomiast: http://oszczedzanie.info.pl/feed/

poniedziałek, 14 października 2013

Minimalista... 10 lat później.

Fajnie było być minimalistą w czasie studiów. Całe życie można było zmieścić w plecaku i dwóch torbach... z czego jedna to byly książki... potem doszedł komputer stacjonarny (laptopy wtedy były jeszcze za drogie) oraz rower.


Mieszkałem w Poznaniu w kolejnych wynajętych pokojach urządzonych po mojemu. Białe ściany z kilkoma obrazkami, kilka gadżetów w stylu orientalnym, papierowy lampion i rolety, Karimata (zdarzyło mi się raz spać ponad pół roku na karimacie) i jakieś skromne meble. Żadnego TV, ewentualnie muzyka, głównie z radia.

Można było wtedy mówić o minimalizmie, o rowerach, rezygnacji z samochodu, o ekologii, udzielać się w organizacjach studenckich i społecznych.

Ale jak długo można żerować na rodzicach i bezproduktywnie konsumować przelewy wysyłane przez ojca?

Trzeba porzucić beztroskę, zacząć pracować, któregoś dnia zamiast na spotkanie organizacji studenckiej pójść na zlecenie, by zarobić trochę grosza. Aby dowieść towar, bądź serwisowany sprzęt do klienta potrzebny staje się samochód. (Nie mówiąć o tym, że jest np. potrzebny aby dowieźć np. kogoś z rodziny do lekarza). W którymś momencie kończy się ten minimalizm w stylu japońskim, a zaczyna mieszkanie z dziewczyną... potem z rodziną.

O ile jesteś freelancerem bez rodziny (a przynajmniej bez dzieci) mieszkającym w dużym mieście, możesz utrzymać wiele z tego minimaistycznego stylu. Trudniej jest jeśli nie mieszkasz w metropolii, zakładasz rodzinę, która powoduje wywrócenie twojego dotychczasowego bytu o 180 stopni. Stykasz się z realnymi problemami, o których wcześniej raczej teoretyzowałeś...

No własnie.

I o tym jest moj blog i moja pisanina tutaj. Nie zawsze zgodna z nurtem tego co się dzieje w świecie minimalistów, zgodna natomiast z tym co realnie dzieje się w moim życiu.

To było takie przemyślenie w ten piątkowy poranek.

A czy wy macie jakieś swoje przemyślenia?


niedziela, 13 października 2013

Ekologiczny domek Hobbita... do rozbiórki!

Pewna młoda para zbudowała sobie z naturalnych i ekologicznych materiałów domek Hobbita... niestety nie dopełnili formalności... i teraz domek należy wyburzyć decyzją urzedników...



Jak widać dzielni urzędnicy ścigają szkodliwą społecznie samowolę budowlaną i dzielnie walczą z naudżyciami nie tylko w Polsce...

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2382684/Charlie-Hague-Megan-Williams-told-pull-hobbit-home-entirely-natural-materials.html

A co Wy o tym myślicie?

P.S. Aldona, dzięki za naświetlenie sprawy.

sobota, 12 października 2013

Przerwa techniczna. Na razie urlop autorski!

Z uwagi na rozmowy dot. bloga, które odbyłem z kilkoma z Was na FB i mailowo, zdejmuję post, który tu był opublikowany. 

Powiedziałem w ostatnich postach, co mnie denerwuje na blogosferze, jakie są negatywne strony tej całej przygody i tyle. Teraz po odreagowaniu czas chwilę odejść od sprawy, nabrać chlodnego dystansu a potem przeorganizować bloga i wrocić do działania.


Na razie planowo na 1 miesiąc idę stąd i postów nie piszę, chyba że się trafi jakiś post sponsorowany lub typowo organizacyjny.


P.S. Gdyby ktoś za mną tęsknił to zapraszam na http://oszczedzanie.info.pl/

poniedziałek, 7 października 2013

Jak tanio kupić ubranka dla dzieci?

Dziś temat dzieci. Pierwsza myśl... wczoraj poszedłem i przyniosłem dziecku worek świeżych kasztanów. Była niezła zabawa z robieniem ludzików i zwierząt z kasztanów.

Według mnie ludzie teraz zapominają o takich prostych zabawach, fundując dziecku kolejne PlayStation czy Xbox, sami kładąc się na kanapie i siedząc przez TV. To do niczego nie prowadzi. Jesteśmy zmęczeni zarabianiem pieniędzy, ale pieniądze nie zastąpią osobistego kontaktu z dzieckiem.

Odnośnie dóbr materialnych jest jednak dalsza część postu - jest to wpis sponsorowany, który wklejam w związku z pracą - mam nadzieję, że jednak się wam spodoba i będzie użyteczny....



Jak tanio kupić ubranka dla dzieci?
Każdy kto ma dzieci wie, że ich utrzymanie sporo kosztuje. Stąd też warto wiedzieć, jakie są metody na zaoszczędzenie kilku groszy choćby w takich prozaicznych kwestiach jak odzież dziecięca. W tym artykule znajdziesz kilka takich porad.
  1. Kupowanie odzieży używanej
W secondhandach i aukcjach internetowych bez problemu znajdziemy mnóstwo używanych ubrań w dobrym stanie, które są znacznie tańsze niż w sklepie. Małe dzieci rosną bardzo szybko więc często świeżo kupiona odzież jest na nie za mała już po kilku miesiącach. Tymczasem, takie za małe ubranko może z powodzeniem służyć dla kolejnych pokoleń.
  1. Działy z odzieżą dziecięcą w sieciówkach i supermarketach
Właśnie szybki wzrost naszych pociech jest główną przyczyną, dla której nie trzeba wydawać fortuny na wytrzymałe ubranka drogich firm. Zdecydowanie wystarczy, jeżeli odzież dla dziecka będzie pochodziła z tańszej sieciówki czy supermarketu. Warto jednak unikać podejrzanych miejsc takich jak bazary, gdyż sprzedawane tam ubrania z dalekiego wschodu mogą być szkodliwe.
  1. Podarunki od rodziny i znajomych
Często świetnej jakości ubrania możemy dostać od… znajomych, którzy mają nieco starsze dzieci. Wystarczy z nimi porozmawiać, w ten sposób my dostaniemy dobre ubranka, a oni pozbędą się kłopotu z szafą zapełnioną zbędnymi rzeczami.

4. Inwestycja w polskie ubranka dziecięce i niemowlęce dobrej jakości. Znajomy producent odzieży dziecięcej produkuje ciuszki z dobrej jakości materiałów polskich producentów. Myślę, że watro czasem zainwestować w produkt, który się może przydać przy kolejnym dziecku, albo zostać przekazany bliskiej rodzinie i przyjaciołom. W ten sposób podsumowując wydamy mniej pieniędzy. Warto rozpatrzyć także tę opcję.

Jak widać, kupno ubrań dla dziecka może być dużo tańsze niż się wydaje, wystarczy odrobinę pokombinować.

Problematyczna współpraca autorów blogów.

Ten wpis w poprzedniej wersji zawierał informację na temat postępowania pewnych ludzi na blogosferze.

Z pewnymi praktykami się gorąco nie zgadzam i mam o nich negatywne opinie. Sam reprezentuję "starą szkołę", gdzie liczą się pewne zasady, nie podoba mi się ich łamanie.

Kto potrzebował - ten poprzedni wpis przeczytał i wnioski wyciągnął. Szkoda mi jednak miejsca na moim blogu na takie rzeczy. Było, minęło. Dla mnie pewne sprawy są definitywnie skończone i idę dalej.


Jeśli ktoś byłby ciekawy moich wniosków na przedstawione wcześniej tematy, zapraszam, do lektury.

Tajniki blogowania - bajka z morałem oraz trochę praktyki. Integracja grona autorów blogów i współpraca.

 

niedziela, 6 października 2013

Restauracja McDonald's vs język polski. Moja opinia.

Tak się zastanawiam nad brzmieniem słów w naszej polskiej mowie i dziwne refleksje się nasuwają. W telewizji czy nawet reklamach na YT leci sobie klip, który reklamuje Restauracje McDonald's... wchodzę sobie zatem do McDonald's siadam przy stoliku.... czekam...

...no jakaś słaba ta restauracja, czekam, czekam, a obsługa się nie kwapi zupełnie, kelnera się nie można doczekać, olewka klienta...

...rozglądam się szerzej, patrzę, a tu gawiedź źre paluchami jakąś karmę, no i do tego z papierowych worków i pudełek, czegoś takiego w restauracjach w żadnym kraju nie widziałem!


...oczywiście żartuję, wiem, że jednak nie znajdujemy się w restauracji, ale w pospolitym barze z fast foodem... dobre to wiemy, ale czy kogoś także tu śmieszy nazywanie tego przybytku restauracją McDonald's?

No i dlaczego McKanapki na folderach reklamowych i zdjęciach wyglądają 3x lepiej i bardziej soczyście niż te zawinięte w papier mikrokanapki, biedne i ściśnięte jakby przed chwilą wujek Zenek przez pomyłkę usiadł na nie swoim opasłym tyłkiem.

czwartek, 3 października 2013

Zaplanowane miasta.

Co by nie powiedzieć, przyznacie sami, że idea zaplanowania miast oraz ludzkich osiedli pozwoliłaby wyeliminować wiele wad ówczesnych miast....

Koncepcje są różne... koleżanka Kira proponuje aby utworzyć...

.....szereg wsi-miasteczek. W kształcie koła. ;)

Koło ma promień o długości sto metrów. Jeśli skrócimy liczbę Pi z 3,14 do 3 (ot, takie zaokrąglenie), to pole koła wyniesie:

P = Pi razy r kwadrat
P = 3 x 10000 = 30000 m kwadratowych

A obwód koła:
O = 2 Pi razy r
O = 6 x 100 = 600 metrów

W samym kole są wyłącznie (!) budynki użyteczności publicznej, sklepy, poczta, firmy. Mieszkania, a właściwie to działki, zaczynają się ZA kołem.

Okrąg jest bowiem podzielony na odcinki o długości - dajmy na to - trzech metrów. Czyli na 200 odcinków. Od tego rozchodzą się "promieniście" działki.

Oto rysunek, oczywiście nie z dwustoma, lecz z zaledwie paroma odnogami:




Całkiem ciekawa koncepcja.

Planowane miasta były już jednak realizowane - chociażby stolica Australii jest tego przykładem:



Można? Jasne, że można.

No i można planując nowoczesne miasto i osiedle wdrożyć tu wiele idei związanych z minimalizmem. Zgadza się?


niedziela, 29 września 2013

Jak spędzasz niedzielę? Pracować w niedzielę czy nie?

Dla mnie niedziela zawsze jest dniem pracowitym. Oczywiście staram się nie pracować zawodowo, i to by była moja odpowiedź na tytułowe pytanie, jednak staram się robić w tym czasie dużo pożytecznych i konstruktywnych rzeczy.


Tradycyjnie niedziela jest u mnie dniem na minimalistyczne porządki. W domu rodzinnym zbiera się mnóstwo rzeczy, potęguje to fakt, że praktycznie mam 'biuro w domu' i część spraw z pracy zawsze przyniesie się do domu. Po pracowitym tygodniu jest co wyrzucać, gwarantuję wam.

W niedzielę staram się także wziąć za siebie, w aspekcie higieniczmym, aby nie robić czegoś, co opisuję w tym poście...

Nigdy nie pozwalaj sobie na tzw. "dzień świni" - Jesteś przedsiębiorcą? Zawsze dbaj o siebie!!!


...do czegoś takiego jest także potrzebne włączenie myślenia w sobotę wieczorem. W razie spotkania ze znajomymi trzeba być na tyle przytomnym by spauzować z 'imprezowaniem' kiedy trzeba. Nie toleruję niedzielnego zdychania na kacu, z powodu lekkomyslności na sobotniej imprezie, nie pozwalam sobie na to. Życie jest zbyt cenne, aby tak trwonić czas.

No i siłą rzeczy, ktoś kto sam prowadzi działalność gospodarczą bywa w pracy 25h na dobę 8dni w tygodniu. Jak pisałem nie pracuję zarobkowo w niedzielę, ale są rzeczy wspomagające, zamontowanie czegoś, drobne biurowe porządki (do biura od domu mam 3 minuty drogi). W biurze staram się także dążyć do minimalistycznego ładu, choć to nie jest łatwe i czasem wyląduję w nim na chwilę także w niedzielę.

Nie mogę wytrzymać jednak tradycyjnego w małych miasteczkach niedzielnego nieróbstwa, siedzenia przed telewizorem przez pół dnia, czy obżerania się ciastem i zalewaniem kawą, nie lubię tego małomiasteczkowego tabu nie pozwalającego na wykonywanie jakiejkolwiek fizycznej pracy (byle ludzie nie widzieli, bo wstyd).... po prostu jestem aktywny z natury...


A jak ty spędzasz niedzielę? Tradycyjnie, na leniucha-śmierdziucha czy bardziej aktywnie jak ja?


sobota, 28 września 2013

Minimalizm czy egoizm?

W jednej z poprzednich dyskusji komentator zarzucił mi, że to moje oszczędzanie i minimalizm to po prostu egoizm, czyli oszczędzanie dla mojej własnej wygody i minimalizm tylko dla mojej własnej wygody, czyli że niby coś nie tego...!

Bingo!

Niechcący komentator przedstawił wielką zaletę mojego minimalizmu i oszczędzania, którą Państwo możecie wykorzystać!

Krytykant chciał blog skrytykować a tymczasem 'sprzedał' mi fajny pomysł na post i de facto poparł mnie :)



Oczywiście drodzy Państwo!

Ja się nie zajmuję życiem mojej sąsiadki spod jedynki, sąsiada spod trójki, ja się nie zajmuję oszczędnościami kuzyna ani nie analizuje wegetarianizmu żony szwagra, czy minimalizmu Gienka z dawnej szkoły.

Zajmuję się i koncentruję na oszczędzaniu i minimalizmie swoim własnym, przedstawiając Państwu na moich blogach sposoby, które możecie Państwo wykorzystać dla swojej korzyści i wygody.

Daleko mi do nawracania kogoś na minimalizm, racjonalne oszczędzanie, sport czy dobrą dietę - staram się przede wszystkim skupić na sobie (i skoro pisze blogi to Wam pokazać ten przykład).

Może coś, z tego co napiszę się przyda w domu? W praktyce? Na moich poradach skorzystało kilka osób z mojego otoczenia wprowadzając je w praktyce.

I tak np. za moją sprawką skomplikowany ogród, pełen klombów, skalniaków, itp. zyskał minimalistyczne oblicze, jednocześnie stając się o 50% łatwiejszy dla utrzymania dla właściciela. I wiecie co - wszyscy zgadzają się, że jest to po prostu ładne. Jest to wielka ulga dla właściciela, który ma chory kręgosłup.


Generalnie można jedynie zaczynać od siebie i przede wszystkim od siebie, koncentrując się przede wszystkim na swoim własnym podwórku.

Tak - tu chodzi przede wszystkim o moją wlasną wygodę - wygodę i pomysły, z których i Wy możecie skorzystać. Zmiany trzeba zaczynać od siebie, a nie od "uzdrawiania" życia innych.


P.S. Coś humorystycznego odnośnie zaczynania od siebie :)

Nigdy nie pozwalaj sobie na tzw. "dzień świni" - Jesteś przedsiębiorcą? Zawsze dbaj o siebie!!!

czwartek, 26 września 2013

Atak reklam, atak akwizytorów i telemarketerów - jak walczyć? Zdecydowanie!

Swojego czasu często pisałem o strategiach radzenia sobie z telemarketerami czy innymi akwizytorami męczącymi człowieka przez telefon.

Mój kolega Rafał uważa na przykład, że należy zlitować się nad studentami pracującymi za marne grosze i na śmieciowych umowach w agencjach i akceptować np. spam reklamowy w komentarzach i czasem coś puścić...

Ja jestem przeciwnego zdania i zarówno w przypadku telemarketerów jak i spamerów wyznaję zasadę - kontratakować, gnębić, kopać w tyłek! Nie dać im chwili wytchnienia!

Nie przemawia do mnie to, iż to biedny student tylko wykonujący polecenia służbowe, efektem tego polecenia jest znęcanie się nad ludźmi, to w aspekcie psychologicznym, a w aspekcie produktywności - zabieranie cennego czasu, energii, zasobów.

Strażnicy w obozach koncentracyjnych także tylko wykonywali rozkazy i są niewinni, nieprawdaż?

Oj, nie - nigdy nie litujcie się nad telemarketerami, akwizytorami czy spamerami!


Ja się nie lituję - walczę z nimi.

Jedną ze strategii, o czym kiedyś wspominałem, jest odwracanie sytuacji. Jeśli telemarketerka próbuje mi np. wcisnąć polisę ubezpieczeniową mówię - dobrze, dobrze... natomiast ja mam dla Pani do zaoferowania usługę X oraz Y i to ja zaczynam agitkę telemarketingową. Osoba atakująca mnie staje się ofiarą.

Czasem jeśli dzwoni akwizytor i nie reaguje na prośby (np. wypisania mojego telefonu z listy) wprost kontratakuję na linii ustawy o ochronie danych (niestety tu nie działa bo tel. operacyjny mam na firmę) a zdarza się, że dogadam coś w stylu - czy masz chłopie jakiś honor i czy nie możesz sobie znaleźć prawdziwej pracy - zamiast dręczyć ludzi? Akwizytorów telefonii Dialog naprzykrzających się mojej starszej matce regularnie opierdzielam. A może dasz mi frajerze telefon do Twojej matki i ja sobie do niej zadzwonię, co?

Tych ludzi trzeba gnębić, męczyć psychicznie, dać do zrozumienia, że absolutnie nie zgadzamy się na ich proceder, na psychomanipulacje i ich oszustwa - ponieważ 99% ofert składanych przez telemarketerów to umowy dla nas niekorzystne, to rodzaj złodziejstwa w białych rękawiczkach. Tych złodziei w sensie psychologicznym należy wycinać w pień.



Ktoś z was powie - weź i po prostu zastrzeż numer gdzie można, zastrzeż przetwarzanie danych i zakaż telemarketerom dzwonienia.

Co? Myślicie, że tego nie robię? Robię - a i tak dzwonią!!!

Czy wiecie, że męczydupy z Orange dali mi spokój jedynie po dwóch artykułach na KZ na temat tej sieci, dodatkowo wykopanych na Wykopie z wielotysięczną oglądalnością.

Wkurzyłem się np. po tym jak telekonsultantka z Orange z entuzjazmem i niemal ekstazą oświadczyła mi, że jako lojalny klient zostałem nagrodzony i wygrałem telefon, super hiper, że to wyjątkowa nagroda za lata w sieci itp. - co prawda tylko opłata manipulacyjna w wysokości kilkudziesięciu złotych i nowa umowa, ale co tam, w końcu wygrana, a darowanemu koniowi... wiecie... ten sam telefon obok w salonie był za 1 zł i na krótszą umowę.
Spamerów blogowych kasuję bez litości, śmieszą mnie starannie dziergane komentarze, których głównym przekazem jest to, że choć prowadzę wspaniałe blogi to w SKOK Wo****n (rekordziści spamu na moich blogach) lokata sięgnęła już pierdyliarda % a przy każdym artykule fachowym, np. o oszczędzaniu wody, mam regularnie wpisy, że armarura firmy Rurex i synowie sp. zoo jest najlepsza.

Z resztą nieważne jak rzeczowe i wnoszące wiele do tematu są komentarze - wywalam je bez sekundy zastanowienia jeśli wysyła je użytkownik z aktywnym linkiem Kosmetyki-Tanio-Warszawa.

Przy wyjątkowo upierdliwych spamerach, jeśli mam czas, krótko piszę do firm z żądaniem zapłaty za reklamę, wiele propozycji tzw. "współpracy" które do mnie trafiają kwituję odpowiedzią: "reklama kosztuje - nie ma nic za darmo".

Tutaj mam już pewną wprawę i robię to tylko pod warunkiem posiadania rezerw czasowych, natomiast generalnie jestem zdecydowanym i zaciętym tępicielem spamerów oraz chętnych do współpracy, która na ogół polega na tym, że zapierdzielanie przy internetowej kampanii jakiejś marki będę mógł sobie wpisać do portfolio.


Nie komentuję tego nawet..... ehhh...

Podsumowując:

Zdecydowanie, bezwzględna walka ze spamerami, telemarketerami, męczydupami, zero litości i pierdzielenia się.

Takiego zdecydowania i konsekwencji życzę Tobie, drogi czytelniku/czytelniczko - nie dawaj się tym pijawkom- to nie są biedni studenci dorabiający do opłaty za stancje - to gestapowcy gotowi poddać cię praniu mózgu dla swojej korzyści.

środa, 18 września 2013

Spotkania klasowe po latach - dlaczego wszyscy pieprzą, że to nie ma sensu?

W sobotę mam spotkanie klasowe po kilkunastu latach. Plan jest taki, że zwiedzimy starą szkołę, potem zaliczymy jakiś obiad a potem jeden fajny lokal. Na spotkaniu będzie max. kilkanaście osób, tyle ile jeszcze choćby sporadycznie utrzymuje ze sobą choćby kontakt przez znajomych.


Na ostatnim spotkaniu kilka lat temu były różne osoby z klasy - i takie co się lubiły i takie co się nie lubiły za szczególnie. Siedziało się oczywiście pół wieczoru z jednym czy drugim kolegą, z którym człowiek ma po dziś dzień częsty kontakt przez net, ale praktycznie pogadało się z każdym, a po latach podeszło się, stuknęło kieliszkiem i w dobrym humorze pogadało także z tymi osobami, z którymi kiedyś były jakieś zgrzyty lata wcześniej. Z perspektywy te pierdoły wydawały się dziecinne i nieistotne. Wszyscy po prostu się dobrze bawili i wspominali szkolne czasy.

Spotykam się jednak zewsząd z opiniami potępiającymi spotkania klasowe po latach. Widziałem kilka artykułów krytykujących je, widziałem je na blogosferze, głowy nie dam, czy ten temat nie obił mi się o uszy w mediach.

No i moje wielkie zdziwienie skąd to podejście.

Popularne argumenty:

Od pewnych znajomych słyszę. że szkoda czasu i pieniędzy. Czy nie szkoda zatem czasu na wylegiwanie się w niedziele na kanapie przed TV i pieniędzy na piwo i pizzę, które znajomi wciągają przed kanałem sportowym?

Argument socjologiczny: Po co spotykać się z ludźmi, z którymi przez kilkanaście lat nie utrzymywało się żadnego kontaktu i normalnie by się z nimi nie gadało? A łączy nas tylko kilka lat w jednej klasie? Epizod. Po co na siłę...

No to po co w ogóle wchodzić na blogosferę pisać i rozmawiać w necie, w komentarzach z dziesiątkami ludzi, z którymi łączy nas jeszcze mniej niż z dawnymi kolegami? Po co w ogóle się do ludzi odzywać?

Argument ekonomiczny: Nie mam z tymi ludźmi żadnych relacji, takie spotkanie nie przyniesie żadnych korzyści. Spotykam się teraz jedynie z kolegami z mojej branży, bo przynajmniej możemy wymienić się informacjami dot. firmy. Mam z tego interes.

Heh, co myślę o przeliczaniu ludzi i kolegów na pieniądze to sobie daruję tutaj, bo nie chcę aby blog zapełnił się soczystymi przekleństwami. Powiem tylko tyle, że nie jest miło, jeśli to ktoś Ciebie "przeliczy na pieniądze".

Nakręcanie się ambicjonalne: Sławek ma już dom pod miastem i dobry samochód, a ty... Ryśku... nadal mieszkasz w małym mieszkaniu, jeździsz starą Skodą i do tego spłacasz kredyt. Taa... to boli ambicjonalnie.

Źle jednak jest jeśli wkręcimy się w porównywanie do innych, jeśli damy sobie wmówić, że jesteśmy gorsi, bo mamy mniej, jednak to nie spotkania klasowe są przyczyną złego samopoczucia w sensie materialnym, według mnie winne są media i powszechna kultura konsumpcyjna.

O schamieniu mediów i TV oraz szczuciu na siebie ludzi piszę ostatnio tutaj:

Ćwiczenie psychologiczne/polityczne dla czytelników... czy jesteście dobrymi obserwatorami?


Oglądamy jakieś kolejne filmidło made by te-fau-en, gdzie młody chłopaczek 5 lat po studiach mieszka w luksusowym apartamentowcu w Warszawie, jeździ po mieście autem za pół miliona i zajmuje ważne stanowisko w najbardziej prestiżowej pracowni architektonicznej. Patrzymy na siebie po kilku takich wybombanych komediach romantycznych i zadajemy pytanie... co jest ze mną k***a nie tak? Dlaczego nie jestem jak Zakościelny w "Tylko Mnie Kochaj"? A w dodatku zaczynam łysieć i boi mnie kręgosłup po 8h w biurze, mam tylko 7 letniego fiacika, a taki Wojesmródzki jeździ najnowszym Porsche!

Tylko, że to nie jest problem spotkania klasowego, ale głębszy problem, który tkwi w Twojej głowie.

Wiecie co? Ja pieprze to gadanie naokoło, że spotkania klasowe nie mają sensu, czy się nie opłacają, a wszyscy na takich spotkaniach się tylko puszą i pozują. Mało mnie to obchodzi... idę na spotkanie, mam zamiar dobrze się bawić.

A jak to jest z Twoją dawną klasą?

niedziela, 1 września 2013

Ten "cholerny" recykling - fotoreportaż - dlaczego nie opłaca się segregować odpadów?

Wiecie co? Dziś zapragnąłem przysłużyć się "ekologii" i po kilku gorących dniach starannie przygotowałem cały worek pełen butelek PET z zamiarem wrzucenia go do pojemnika na plastik. Segregacja jak się patrzy, starannie przygotowałem duży worek na śmieci pełen plastiku i chce wyrzucić... podchodzę do śmietnika
i... zobaczcie sami:


Nie ma szans na włożenie starannie przygotowanego pakunku do pojemnika:



Na zdjęciu widzicie otwór w porównaniu do mojej ręki, a bynajmniej nie jest to wielka dłoń od łopaty i wideł, tylko ręka informatyka wyćwiczona głównie w klepaniu w klawisze na klawiaturze.

Nie... to nie reklama Twixa, ale pokazanie wam, na ile twarda czarna kurtyna otworu zostawia miejsca na wciśnięcie butelki. Czyli rzecz niewykonalna np. dla dziecka wyrzucającego śmieci - ja jakoś dałem radę wcisnąć siłą butelkę PET.

Wiecie co? Dałem po dwóch butelkach dałem sobie spokój... dlaczego mam pół godziny stać przy śmietniku i wciskać na chama po jednej butelce do pojemnika, który nie bardzo chce te butelki przyjąć?

A może mam wysypać jaśnie państwu butelki na chodnik i je jeszcze ładnie pozgniatać, tak jak to robi ten amator puszek poniżej? (Firma biorąca grube miliony za przetwarzanie śmieci nie ma zgniatarki?)


Tylko, że ten Pan sprzeda puszki w skupie i będzie miał  za co kupić papierosy i piwo, natomiast ja mam odwalać szarwark na rzecz bogatej niemieckiej firmy, która dostała koncesje w moim regionie, za friko?


Ten sam Twix jest przy pojemniku na papier - a mam do uprzątnięcia trochę kartonów i opakowań. Nie wystarczy zatem złożyć kartonów!!! Mam je pracowicie pociąć na cienkie paseczki i wcisnąć do pojemnika!!! Niedoczekanie!!!


Myślałem, w pierwszej chwili, że to absurd, może błędne użycie starych nieprzystosowanych pojemników na naszej posesji - poszedłem zatem dalej, przy okazji zakupów i mamy niestety to samo, tyle że w nowym wydaniu!

Na zdjęciu kartonik od małego, gorzkiego kakao, które właśnie kupiłem!

A więc, jak na razie, decydując się na segregacje:

  • mam myć słoiki i opakowania od jogurtów,
  • mam pracowicie wkładać butelki PET po jednej sztuce do pojemnika, nawet jesli przyszedłem z całym ich workiem,
  • mam mozolnie ciąć grube kartony na wąskie paseczki, bo złożone nie wejdą, a stare kartki A4 wkładać po jednej w wąską szparkę

Chyba tu kogoś mocno pogrzało w głowę!

To kolejne powody, dla których NIE BĘDĘ segregować odpadów, a poprzednie mieliście w tym poście:

Problem z segregacją odpadów - zdecydowałem się nie segregować odpadów!


A Co Wy o tym absurdzie myślicie?

P.S. UWAGA! jest już KOLEJNA CZĘŚĆ fotoreportażu o śmieciach - na pewno Was zaciekawi

http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2013/09/segregacja-smieci-fotoreportaz-z.html

sobota, 31 sierpnia 2013

Praca fizyczna jest miłą odmianą.

Ci z was, którzy czytają mój główny blog wiedzą, że ostatnio wziąłem sobie trochę pracy fizycznej. Jest to nadzorowanie roznosicieli ulotek, z tym wyjątkiem, że  prócz nadzoru staram się sam pracować tak samo jak oni o ile jest to możliwe. Ostatnio obsługujemy podmiejskie wsie i osiedla domków jednorodzinnej i przy tej pogodzie, pominąwszy incydenty z psami jest to bardzo, ale to bardzo pozytywna praca.

Zazwyczaj pracuje siedząc, sporo czasu przy komputerze, z tendencją wzrostową - tzn. coraz więcej mojej przyszłej pracy będzie pracą informatyka spędzającego godziny przy komputerze. Taki wypad w teren i możliwość porządnego zmęczenia się jest dla mnie rewelacyjny.


Ilu z was - czytelników pracuje fizycznie? Czy cenicie sobie taki wysiłek? A jeśli na ogół wykonujecie taką pracę jak ja - to czy macie okazje zamienić ją choć na moment na fizyczną - dającą pozytywne zmęczenie i zastrzyk endorfin?

Co o tym myślisz? Podziel się ze mną swoim wnioskiem na ten temat w komentarzach :)

P.S. Na moich blogach, w tym tutaj pojawia się trochę "obiecanych" elementów komercyjnych - staram się, aby były one dyskretne i w dobrym guście - potrzebuję trochę finansów na nowy sprzęt IT -  nie są to sumy wystarczające na blogowe potrzeby, ale cieszę się także, że mogę komuś pomóc - jak np. hodowli koni i agroturystyce eco-gypsy.com - zapraszam do zaglądnięcia tam.

 

czwartek, 29 sierpnia 2013

Emocje czy promocje?

Ponad 50% kobiet na okazję do zakupów reaguje większym podnieceniem niż na łóżkowe igraszki, a wiele z nich wybrałoby wypad po nową parę butów chętniej niż seks z partnerem. Takie informacje przekazuje nam Gazeta Zdrowie. Zakupy znane są, jako jeden z najlepszych sposobów na chandrę. Spontaniczny spacer po centrum handlowym, albo zakup kilku drobiazgów z portalu aukcyjnego pomaga zapomnieć o reprymendzie od szefa i nieudanym dniu. Nie zawahamy się wydać naszych pieniędzy, żeby poprawić sobie nastrój. Kto jednak wie, dlaczego leczymy się właśnie w taki sposób? Czy kryją się za tym jakieś bardziej naukowe powody?


Według profesora Rafała Ohme, specjalizującego się w psychologii perswazji, emocji i podświadomości, podczas zakupów nasze strategiczne myślenie schodzi na drugi plan, a górę biorą nad nami emocje. Intuicyjnie podejmujemy decyzje, kupujemy, a dopiero potem zastanawiamy się nad słusznością zakupu. Nauka oczywiście ma wyjaśnienie dla tego zjawiska, udowadniając, że za nasze sklepowe szaleństwo odpowiadają procesy chemiczne i sieć reakcji, nad którymi niestety nie mamy kontroli. Zakupy wyzwalają w naszym mózgu endorfiny, inaczej znane, jako hormony szczęścia. One nie tylko wprawiają nas w lepszy nastrój, co sprawia, że wydajemy jeszcze więcej, ale również redukują ból i stres, stymulując w nas uczucie szczęścia. Gdy zakupowa gorączka opada, często pozostajemy z nową parą spodni w torbie na tylnym siedzeniu naszego samochodu, zastanawiając się, co w zasadzie nami kierowało. Na nasze nieszczęście właściciele galerii handlowych dokładnie znają i rozumieją te zależności i sprytnie aranżują wnętrza w taki sposób, aby nie wypuścić nas bez przynajmniej jednego nadprogramowego zakupu. Czy możemy więc obronić się przed tego rodzaju ,,hipnozą” marketingową, aby nie obudzić się z pustym kontem w połowie miesiąca?

Polacy okazuje się są na takie sztuczki bardziej uodpornieni niż ich europejscy sąsiedzi. Po latach bezbarwnego komunizmu zalała nas fala wolnego rynku, ale nasze nawyki rozważnego szukania najlepszej okazji pozostały. Potrafimy je zastosować w nowych realiach i nasze decyzje są o wiele bardziej przemyślane i świadome. Z badań PMR wynika, że ilość dostępnych promocji i sposobności do wydawania pieniędzy hartuje nas w zakupowym boju. Nie jest nam obcy smart shopping, czyli umiejętność badania rynku, porównywania cen i wyszukiwania opinii, aby podjąć najkorzystniejszą decyzję. Zadanie ułatwiają nam coraz liczniejsze w Internecie porównywarki cen, portale zakupów grupowych z kuponami rabatowymi czy aplikacje na smartfony, pokazujące nam najlepsze oferty w naszej okolicy. Przykładem takich portali jest Vouchercloud, który w jednym miejscu udostępnia nam wiele atrakcyjnych rabatów i okazji dostosowanych do naszych potrzeb. Wspaniałe, nowe technologie nie powinny jednak usypiać naszej czujności. Trudno poprzestać na jednym wymarzonym produkcie z górnej półki, za który zapłaciliśmy jedynie połowę, a czasami nawet 1/4 ceny. Kolejne przedmioty do wirtualnego koszyka wrzucamy coraz łatwiej. Pieniądze elektroniczne, w przeciwieństwie do tych w naszym portfelu, w końcu nic nie ważą.

W takim zakupowym amoku bardzo łatwo stracić kontrolę nad finansami. Warto przed wyjściem narzucić sobie pewne zasady, aby doświadczenia były dla nas tak samo przyjemne podczas zakupów, jak i po nich. Najłatwiej byłoby po prostu powiedzieć sobie, że dzisiaj musimy zachować samokontrolę. Wiemy jednak, że to prościej powiedzieć, niż zrobić. Łatwiej będzie nam się opanować, jeśli wcześniej przygotujemy listę niezbędnych rzeczy, albo do centrum handlowego zabierzemy tylko wyliczoną gotówkę. Badanie gruntu, porównywanie cen i wyszukiwanie kuponów zniżkowych to nasza najlepsza obrona przed debetem. Korzystajmy z tych środków, żeby odprężające wypady do galerii nie kończyły się lamentem nad pustym portfelem.

piątek, 9 sierpnia 2013

Wokół blogów... sprzeczność... czyli maksymalistyczny blog minimalisty.

Zasadniczo coraz rzadziej zamieszczam na blogach swoje plany i obwieszczenie blogowe... po co bowiem, co robi zdecydowana większość autorów, pisać o zmianach, planach, zamierzeniach,... czy nie lepiej te zmiany po prostu przeprowadzić?

Z tego założenia wyszedłem na początku lipca, przy okazji migracji na wordpressowe, deklarowane jako minimalistyczne, Oszczędzanie przeprojektowując mój pierwszy debiutancki i nadal popularny archiwalny blog Racjonalne Oszczędzanie. Po prostu wprowadziłem bez żadnych wielkich obwieszczeń dla mnie porządki, które nawet można nazwać minimalistycznymi.


Czy R-O obecnie jest blogiem minimalistycznym, trudno to oceniać - ponieważ to był, jest i będzie serwis klasyfikowany jako "blog finansowy", natomiast w stosunku do tego co na tym blogu było wcześniej jest to zdecydowany krok do prostoty.

Blog zmienił się tematycznie (wielka przebudowa archiwum), estetycznie (weryfikacja zdjęć - usunięcie tych, które nie spełniały moich nowych wymagań jakościowych), funkcjonalnie (ogromne uproszczenie i likwidacja większości pluginów blogspota). Myślę, że teraz mam coś, z czego mogę być dumny.

Dlaczego ja - osoba która uważa się za minimalistę - wcześniej prowadziłem blog, który z minimalizmem nie miał wiele wspólnego? To proste - jestem także pasjonatem komputerów, programowania, internetu i strasznie chciałem wypróbować te wszystkie gadżety, pluginy, szablony, dodatki i rozszerzenia!

Jednak po tej informatycznej podroży człowiek chce po prostu wrócić do stylu, w którym czuje się naturalnie i dobrze :)

Pozdrawiam Autorów, Czytelników, a tych, którzy są tu pierwszy raz zachęcam do zerknięcia na mój pierwszy blog, od którego zaczynałem przygodę z blogosferą!
Racjonalne Oszczędzanie

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Nauka języka obcego dla minimalisty oraz prawdziwe sekrety skutecznej nauki języka... bez marketingowego romansowania z czytelnikami!


Dzisiaj na blogu podejmuję temat nauki języków obcych i kilku refleksji z tym związanych, w kontekście wyznawanej przeze mnie filozofii. Nauka języka jest zarówno dobrą inwestycją, jak i „rzeczą” dobrą dla minimalisty. Dlaczego tak myślę?


Generalnie tak wiele dziedzin wiedzy, znajomość języka obcego nie wiąże się ze zbytnim obciążeniem materialnym, znajomość języka obcego, no... powiedzmy także dobry słownik... możemy zapakować do globtroterskiego plecaka i ruszyć w świat. Wiele dziedzin wiedzy specjalistycznej wymaga szeregu akcesoriów, sprzętu, całej biblioteki publikacji specjalistycznych... jeśli np. jesteś pianistą, potrzebne Ci jest pianino... jeśli informatykiem – sprzęt IT i to często coś więcej niż jeden symboliczny laptop... znajomość języków jest w Twojej głowie, możesz jechać i rozmawiać!

Z powyższych powodów uważam naukę języka obcego, szczególnie popularnego języka angielskiego za dobrą inwestycję (jeśli nie zaniedbasz nauki... nie stracisz zainwestowanych pieniędzy... tej inwestycji nie skosi inflacja ani krach na giełdzie!).

Zdumiewa jednak fakt, ile czasu formalnie ludzie przeznaczają na naukę języków obcych, często zaczynając niemalże „od przedszkola” i po tych wszystkich latach edukacji efekty całego wysiłku są mizerne. Dlaczego tak się dzieje? Otóż większość ludzi nie przestrzega prostych zasad w nauce języka. Zasad, które są wpajane uczniom przez dobrego nauczyciela... takiego jak np. w centrum językowym Angielski Lubin... (a właśnie, te krótkie zdanie jest „częścią sponsorowaną” posta, o której wspominałem uprzednio)

Jakie to zasady pozwalają na opanowanie języka... sprawne i szybkie nie tylko w sloganie reklamowym? Oczywiście będę się wypowiadał odnośnie języka angielskiego, jednak poniższe zasady mogą być w większości zastosowane do innych języków!

3 popularne błędy w podejściu do nauki języka!

- po pierwsze nie ma czegoś takiego jak angielski szybko, bez wysiłku i zadań domowych, niestety, trzeba się zmęczyć i popracować, bez wysiłku nie ma efektu w tej dziedzinie...

- całkowitą marketingową fikcją są hasła typu „angielski w 9 i pół tygodnia”, czy „język obcy 7x prędzej metodą Veblena” lub inny „Pitu-Pitu studying system” gdzie dostaniesz tableta do kotleta oraz mp3 player z turbo-nakładką na uszy... by lansować się przed znajomymi, jak to się języka uczysz... eehh... powtórzę jak zdarta płyta, trzeba się zmęczyć i popracować, bez wysiłku nie ma efektu w tej dziedzinie...

- nauka języka obcego, uczestnictwo w zajęciach językowych, to nie jest wizyta w McDonald's czy KFC, tu nie jest tak, że zapłacisz i już nie musisz myśleć, bo zaraz podadzą Ci ładnie zawiniętą bułkę czy nuggetsa kurczaczego niemal do samego dziubka, nauka języka to nigdy nie jest „fast food” to raczej jest takie „slow food”, gdzie jeszcze samemu trzeba sobie wyhodować warzywa na działce, długo i starannie doglądając grządek, jest dokładnie jak piszę, trzeba się zmęczyć i solidnie pracować, bez wysiłku nie ma efektu...


3 sposoby jak należy podejść do skutecznej nauki języka i osiągnąć sukces!

- skuteczna nauka języka bardzo, ale to bardzo przypomina trening sportowy, kiedyś sam osiągnąłem sukces, stosując do nauki języka niemal te same zasady treningowe co do swojego treningu: żelazną, bezlitosną systematyczność i konsekwencję!

Kiedyś rozmawiałem ze starszym, bardzo dobrze zbudowanym kolegą do tego dobrym w sztukach walki, spytałem go o tajemnice jego sukcesu, odpowiedział mi, że od przynajmniej 10 lat, pomijając sprawy typu grypa czy przeziębienie, nie miał okresu beztreningowego dłuższego niż 3 dni!

Takie samo podejście należy zastosować do nauki języka.

- Stosując powyższą zasadę nie wolno się przeforsować! Jeśli np. w przygotowaniu do rozmowy kwalifikacyjnej po angielsku zrobisz sobie tygodniowy urlop w dotychczasowej i będziesz bez przerwy zakuwać od rana do wieczora, przypominać gorączkowo wszystkie materiały z lektoratu skończonego 3 lata temu, które gdzieś w archiwum się ostały, będziesz strzelać kawę za kawą czy red bulla za red bullem, spać z słuchawkami na uszach z super kursem turbo... to jedyne co zyskasz to wrzody żołądka i (fałszywe!!!) poczucie jakim jesteś idiotą/idiotką w dziedzinie języków obcych.

Nie tędy droga! Tak jak w sporcie – przetrenowanie bywa katastrofalne i przynosi więcej szkód niż korzyści (tu szkodą jest demotywacja, frustracja, zaniżone poczucie własnej wartości czy klęska na wspomnianym job interview)

Skuteczna nauka, tak jak skuteczny trening, wymaga systematyczności i konsekwencji – racjonalnego i sensownego rozłożenia wysiłku na długi czas. Jak długi czas? To jest kwestia indywidualna dla każdej osoby!

W praktyce... jeśli już uczysz się angielskiego... absolutnie nie ma sensu próbować nadrobić zaniedbany edukacyjnie tydzień ucząc się w niedziele bite kilka(naście) godzin! Większą skuteczność w nauce języka, osiągniesz odpalając w tę niedzielę zimne piwko, wyciągając nogi do góry na kanapie, albo po prostu idąc na spacer z rodziną. Mówię to poważnie. Te nagłe, zwykle niedzielne, forsowne wielogodzinne, incydentalne sesje ostrego zakuwania, powodowane wyrzutami sumienia, że już miesiąc nic się nie powtarzało, są skrajnie niemądrym postępowaniem szkodzącym nauce języka.

Znacznie lepiej jest w tym przypadku po prostu usiąść na 15-20-30 minut powtórki i ani minuty więcej, jednocześnie zakładając sobie kalendarz i sumiennie obiecując sobie, że następnego dnia także przysiądziesz choćby na 15-20 minut nad językiem (to duża przerwa reklamowa w czasie filmu w TV)... i tak już na stałe, dzień w dzień!

- Kontakt z językiem... nieustanny kontakt z językiem i używanie go w praktyce. Umiejętność nieużywana zanika, więc jeśli nie masz codziennego rodzinnego, czy zawodowego kontaktu z językiem angielskim, jeśli nie możesz sobie pozwolić na niemal codzienne lekcje w placówce takiej jak szkoła językowa Lubin, staraj się jak najczęściej i regularnie, dzień po dniu:
  • czytać książki i czasopisma po angielsku,
  • przeglądać strony www po angielsku, używać anglojęzycznego internetu, korespondować na forach, czatach, komunikatorach, itp. w języku obcym,
  • słuchać radia (satelitarnego/internetowego) jako „dźwięku tła”, np. przy czynnościach domowych
  • oglądać filmy po angielsku (bez lektora PL, kategorycznie bez napisów PL), zamiast gapić się bezproduktywnie w polskojęzyczną TV,
  • starać się gdzie można i kiedy można wyrywać do załatwienia spraw po angielsku, np. załatwienie telefoniczne spraw za granicą dla znajomych, itp., tłumaczeniowo-towarzyskie obsłużenie gości zza granicy, itp., mówić, mówić, mówić... nawet jeśli na początku trudno się przemóc!
Szczegółowych rozwiązań jest na pewno więcej, prawda jest jednak tylko jedna – język obcy, którego chcesz się nauczyć, musi być trenowany i używany codziennie, systematycznie i konsekwentnie, bez wyjątku. Nie ma od tej reguły odstępstwa, nie ma kilku dni odpoczynku, czy wakacji od nauki, nie ma także cudów – nie ma rewelacyjnych i cudownych metod nauczania, poza tym co napisałem. Każdy profesjonalista w dziedzinie języka, o ile naprawdę jest prawdziwym profesjonalistą i dobrym praktykiem, powie Ci dokładnie to co ja.

P.S. Jeśli przydały Ci się te informacje, zachęcam do polubienia na Facebooku profilu, gdzie znajdziesz więcej ciekawych informacji z zakresu nauki języków obcych: https://www.facebook.com/AngielskiLubin

Ocypel, Bory Tucholskie

Zastanawiałem się dziś ze szwagrem co sprawia, że ludzie potrafią stać w korku 6 godzin do popularnej miejscowości turystycznej, a potem czekać jeszcze godzinę np. na wyciąg w góry, przepychać się łokciami, albo leżeć jeden na drugim w popularnej miejscowości nadmorskiej wcześniej przez ponad godzinę szukając miejsca parkingowego...

...w końcu czy przypadkiem nie chodzi o to by wypocząć?


Pojechaliśmy dziś do Borów Tucholskich do miejscowości Ocypel nad jezioro o tej samej nazwie. Trafiliśmy na bardziej kameralna plażę i relaksowaliśmy się pływaniem... mnóstwo pływania zaliczyłem dziś... cieszyliśmy się kajakami, plażowaniem i wypoczynkiem.

Jezioro jest ciekawe, zewsząd otoczone przez lasy, okolica malownicza i jak na mój gust umiarkowanie kameralna. Cisza spokój, porządne naładowanie akumulatorów.

Plaża w Sopocie to to nie jest, lansu wśród znajomych niestety nie ma... ale....

 :D


sobota, 3 sierpnia 2013

Prześwietlam ranking kantorów internetowych StrefaWalut.pl

Witam serdecznie - prezentuję dziś zapowiadany post promocyjny i jednocześnie dziękuję reklamodawcy za wsparcie bloga Realny Minimalizm. Reklama skromna, w dobrym guście i jednocześnie prezentująca wartościowe informacje dla czytelnika jest tym do czego staram się dążyć... zapraszam...


Osoby korzystające z kantorów internetowych mogły już się kiedyś natknąć na porównywarkę strefawalut.pl. Postanowiłem przyjrzeć się jej z bliska i ocenić.
Idea strony jest prosta - jak każda porównywarka ma na celu zebrać w jednym miejscu wszystkie oferty i umożliwić ich porównanie. Gdybyśmy chcieli zrobić to samemu, to musielibyśmy poświęcić dużo czasu. Co więcej, przy porównywaniu kantorów internetowych prawdopodobnie nie dalibyśmy rady zrobić tego w jednym momencie gdyż kursy walut zmieniają się co chwila. Jednym słowem, lepiej skorzystać z gotowego produktu, który to robi za nas to czemu nie skorzystać.
Krótko o kantorach internetowych.
Na Polskim rynku jest mnóstwo kantorów internetowych, a ich największymi klientami są kredytobiorcy hipoteczni w walutach obcych, firmy handlujące z zagranicą, turyści i emigranci zarobkowi. Do korzystania z kantoru internetowego wymagane są dwa rachunki bankowe: jeden złotówkowy, a drugi w dowolnej walucie. Pomiędzy tymi rachunkami dochodzi do wymiany, którą sami zlecamy po założeniu konta, a reszta dzieje się już automatycznie. Wymiana w kantorze online jest znacznie tańsza niż w banku i jest też taniej niż w kantorach stacjonarnych. Jedyne wady to potrzeba posiadania konta walutowego i nie można wypłacać gotówki, jeżeli potrzebujemy ją na przykład na wczasy.
Porównywarka kantorów internetowych strefawalut.pl
Strefa Walut to przede wszystkim tabela pokazująca aktualne kursy w kantorach internetowych wraz z opłatami za przelewy w danych bankach. Sposób działania jest dziecinnie prosty: wpisujemy interesującą nas kwotę wymiany, wybieramy walutę i rodzaj transakcji (kupno, sprzedaż), wskazujemy bank w którym mamy konto i naciskamy „Oblicz”. W efekcie otrzymujemy tabelę posortowaną od najkorzystniejszej oferty. Bardzo przydatna porównywarka, która naprawdę ułatwia pracę. Poniżej zamieszczam screen strony głównej i wspomnianej tabelki.

W tabeli kursowej znajdują się również promocje niektórych kantorów, co może być zaletą lub wadą:
- zaletą, ponieważ mamy możliwość skorzystania z promocji, aktualnie promocje na stronie dotyczą tylko nowych klientów,
- wadą, ponieważ promocje mogą w pierwszym momencie nieznacznie wprowadzać w błąd osoby, które nie spostrzegą dość dużego czerwonego przycisku „Promocja” i nie przeczytają warunków pod tabelą. No cóż, twórcy strony też muszą jakoś zarabiać.
Poza tym, strona jest mocno dopracowana i oprócz tabeli kursów, w innej zakładce http://strefawalut.pl/wizytowki porównano inne kryteria, które mogą mieć wpływ na wybór przez nas e-kantoru. Dzięki temu możemy na przykład szybko przefiltrować jaki kapitał zakładowy ma dany kantor internetowy oraz od ilu lat jest na rynku, czy też przyjrzeć się innym dodatkowym ofertą kantorów, np. możliwość zlecenia stałego wymiany walut czy przelewów na konta osób trzecich lub za granicę.
Dalej, można wejść na wizytówkę danego kantoru internetowego, gdzie każdy z kantorów został szczegółowo opisany z osobna. Moim zdaniem na uwagę zasługuje tam w szczególności „wyciąg z regulaminu”. Strefawalut podaje w nim najbardziej newralgiczne zapisy z regulaminów kantorów. Na dole wizytówki można również zagłosować a także przeczytać opinie innych użytkowników lub dodać samemu komentarz o danym kantorze.
Podsumowując, strefawalut zrobiła na mnie dobre wrażenie. Widać, że strona jeszcze bardziej się rozwija. Powyżej odniosłem się tylko do kwestii kantorów internetowych ale należałoby jeszcze dodać, że na stronie mamy również katalog kantorów stacjonarnych w Polsce oraz regularnie są publikowane artykuły walutowe.

niedziela, 28 lipca 2013

Zaproszenie: "Unikanie długów" oraz "Ceny na Krecie"

Hej, chciałbym Was dziś zaprosić do lektury moich wpisów na WordPress, pierwszy z nich to wątek dot. cen wielu produktów podczas mojego urlopu w Grecji.

Wycieczka fakultatywna w otwartej kabinie Funtrain była ponad 50% tańsza niż wycieczka z Polskiego biura i zamiast siedzenia w autokarze oferowała widoki "na żywo". Jedyna bariera na Polaków? Anglojęzyczny przewodnik!

Czytelników zainteresowanych minimalizmem może zainteresować fakt, że żywiliśmy się samodzielnie stosując prostą dietę: dobre pieczywo, nabiał, oliwa, oliwki, uzupełnianą czasem łakociami oraz drobnymi przyjemnościami. Dieta praktycznie bezmięsna.

Ceny produktów w Grecji. Ile kosztuje jedzenie na Krecie?


Drugi wpis jest o unikaniu długów, jednak znów zachęca do rewizji swoich potrzeb i zadania sobie pytanie - czy oby już, teraz i natychmiast koniecznie muszę mieć najnowszą i najdroższą komórkę na raty? Czym grozi uleganie pokusom i jak się od nich uniezależnić?


Jak radzić sobie z długami? Jak unikać długów?

piątek, 26 lipca 2013

Po urlopie - zdjęcia z Krety - i jeszcze małe słówko w sprawie komercji na blogu minimalistycznym.

Witajcie, jestem w Kraju i próbuje się zaadaptować ponownie do naszych polskich warunków a także próbuję wbić się znów w gąszcz spraw. Na moim starym blogu oszczędnościowym na bloggerze puściłem już dziś serie zdjęć. Wrzucę kilka także tutaj, by dać jakiś fajny płodozmian tematyczny.

W sprawie komercji jeszcze słówko: na blogu pojawią się w najbliższym czasie przynajmniej dwa posty sponsorowane, niekoniecznie mocno związane z minimalizmem, jednak zdecydowałem się je przyjąć. Postaram się, by były one gustowne, bez krzykliwych kolorów, czy kontrowersyjnej treści.

Powody mojego podejścia do komercji wyjaśniałem na Drodze do Prostego Życia (tam będzie wkrótce mój kolejny post o... obronie przed reklamą!!!) oraz tutaj. Wyznaję zasadę samofinansowania blogów - a mam następujące potrzeby autorskie, na które chciałbym uczciwie, bez czerpania z budżetu domowego, zebrać środki.

- cyfrowy dyktafon, ew. urządzenie do nagrywania audio / podcastów, ew. odpowiednie akcesoria, dobrej klasy mikrofon, który wykorzystam w zestawie z tym co mam, obecny zestaw nie daje rady, co odbija się na jakości nagrań,

- coś do robienia zdjęć na potrzeby bloga, mój obecny aparat, ten od zdjęć w Grecji, się sypie, może być oczywiście z drugiej ręki, byle z dobrą optyką...

...powyższe potrzeby być może załatwi stary, używany smartfon, może być przechodzony, ale wciąż ze sprawnym obiektywem - celuje np. w używane NOKIA N8 Carl Zeiss 12Mpix - to jednak wciąż kilka zł do uzbierania, chyba że dla kogoś z was to jest już nie wspierana przez producenta śmietnikowa używka (w takim razie zamiast wyrzucać proszę mi podesłać). Ok, tymczasem zapraszam na fotki...

...po kliknięciu miniaturki będziecie mogli zobaczyć większa wersje zdjęcia.