sobota, 13 października 2012

Konflikty między autorami blogów.

Internet, a właściwie blogosfera jest dziwnym miejscem. Niby ze sobą rozmawiamy, niby się znamy, po jakimś czasie wydaje się, że z jednym, czy drugim jesteśmy już po kumplowsku i nagle coś się psuje. Coś przestaje pasować nam, lub tej drugiej osobie - czytelnikowi, autorowi bloga, itp...

Dlaczego? Wydaje mi się, że internet jest miejscem gdzie zbyt łatwo, bez żadnych konsekwencji można rzucać słowami, czasem ostrymi słowami. Wyrzucić swój gniew na to, czy na tamto. A gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.

Konsekwencje nieprzemyślanych słów i czynów w życiu realnym są często bardzo odczuwalne i tu się hamujemy. Konsekwencje porzucania gromami w necie są niemal żadne. Ot, przestaniemy wzajemnie odwiedzać nasze blogi, rzucimy złośliwy komentarz o naszym adwersarzu, itp. Właściwie jednak nic się nie dzieje. Awatary internautów pojawiają się i znikają. Odeszli jedni, przyjdą drudzy.

Jak pisałem wcześniej, taki styl przestaje mi pasować i jeśli w przeszłości sam na swoich blogach lubiłem wykrzyczeć swoje, bez względu na konsekwencje, to jest to czas przeszły.

Staram się coraz bardziej szanować (a przynajmniej taką mam ambicję) moich czytelników i autorów/współautorów blogów. Chcę mieć taki stosunek do ludzi, jak w rzeczywistości - a więc poważny, choć jednocześnie życzliwy. Staram się też bywać na takich blogach, gdzie czuję analogiczny klimat.

Obecnie jest także faktem, że nie jestem już osobą anonimową (choć staram się nie ujawniać detali z życia zawodowego), większość autorów/współautorów zna mnie z imienia i nazwiska, z korespondencji mailowej, ze współpracy firmowej (dzięki blogowaniu nawiązałem kontakty 'firmowe').

Kolejna sprawa, że czas "blogowo" dorosnąć i przestać zachowywać się jak nastolatek, któremu co na sercu to od razu w ustach, zwłaszcza, że może to dotknąć te czy inne osoby, które obecnie znamy także pozabogowo. Czy to co napisalibyśmy w chwili złości na blogach - powiedzielibyśmy komuś w twarz siedząc w nim przy jednej kawie w restauracji?

4 komentarze:

  1. " Czy to co napisalibyśmy w chwili złości na blogach - powiedzielibyśmy komuś w twarz siedząc w nim przy jednej kawie w restauracji?"

    Bardzo słuszny komentarz. Dokładnie to samo dotyczy innych form komunikacji internetowej - mało prawdopodobne jest, żeby ktoś otwierał codziennie rano okno i krzyczał na świat co zjadł na śniadanie, że zerwał zaręczyny i że podobają mu się nowe buty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...bo widzisz, ja sobie nie chcę budować w internecie alternatywnego życia, innego niż to co jest w rzeczywistości...

      wiadomo, że na blogu osobistym ewentualnie mogą zostać opublikowane informacje z życia codziennego - tak samo dziś nie latam po osiedlu i nie mówię każdemu znajomemu jak to biuro urządzam...

      ...ale... nie chcę zgrywać w necie macho czy innego Jamesa Bonda którym nie jestem...

      ja jestem normalnym gościem, i tak jak w 'realu' chcę zachowywać się w necie

      prościej i wygodniej

      Usuń
  2. Bardzo dobra obserwacja. Niestety dotyczy też form komunikacji typu czaty. Staram się używać ich tylko do załatwiania krótkich spraw (np. umówić się z kimś lub o coś konkretnego zapytać), dłuższe rozmowy nie dość, że zabierają czas, to jeszcze potrafią skręcić w nieprzyjemną stronę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie to zrobiłem dzisiaj, zamiast piłować wióry na necie umówiłem się ze znajomym, nie dość, że sobie pogadaliśmy, to jeszcze załatwiłem sprawę biznesową, której za Chiny nie dałoby się załatwić internetowo

      rzeczywiście niektóre przydługie rozmowy netowe potrafią skręcić w złą stronę - nie raz się na tym pośliznąłem - tak więc - od teraz mam "net z umiarem"

      Usuń

UWAGA! Wszelkie komentarze wyglądające na reklamę oraz zawierające linki komercyjne zostaną skasowane!