Rezygnacja z kawy i kofeiny - Niech żyje kawa!

Kilka miesięcy temu na blogu głównym chwaliłem się rezygnacją z kawy i kofeiny (w ogólności), zatem nie tylko zrezygnowałem z kawy, ale też z coli, mocnej yerba mate pitej z bulwy, napojów energetycznych, red bulli, itp. Obecnie do kawy (kofeiny) wróciłem, ale już na zdrowych, powiedzmy nawet - minimalistycznych zasadach. Już piszę o co chodzi.


Pewnego pięknego dnia w biurze spojrzałem na półkę, koło kosza, gdzie odkładałem butelki po napojach, puszki, itp. Na półce stało pięć puszek po red bullach i innych tego typu wynalazkach. Zdałem sobie sprawę także z tego, że rano wypiłem mocną kawę, a na koniec dnia byłem umęczony, znużony pozbawiony energii i podświadomie pragnę zahaczyć po drodze do domu o Żabkę i kupić sobie puszkę Mountain Dew.

Około roku wcześniej rozpędziłem się z tymi napojami, robiliśmy remonty biura z kolegą, który pił te wynalazki nałogowo (i tak lepsze to niż popijanie alkoholu przy pracy budowlanej), wziąłem jedną puszkę, potem drugą - rozsmakowałem się - a prawdę mówiąc doraźnie działało to całkiem dobrze. Za tym poszło znacznie więcej wypijanych kaw. Kawa to kofeina, tak samo jak Red Bull, nie oszukujmy się...

Kawę i napoje kofeinowe rzuciłem z dnia na dzień, pierwsze kilka dni było ciężko, niemożliwość dobudzenia się, nie wiadomo co ze sobą zrobić, ale...

...ale znalazłem sposób, który psychologicznie pomógł mi. Zacząłem pić bardzo dużo kawy zbożowej, cykorii, itp., czyli bezkofeinowych ekwiwalentów kawy. Pomogło!

Po jakimś czasie powróciłem do picia prawdziwej kawy i kofeiny, ale piję ją bardzo rzadko i częściej czysto użytkowo - np. w czasie długiej i męczącej jazdy samochodem, czasem w 'trudny dzień' dodaję odrobinę kawy, np. pół płaskiej łyżeczki, do kawy zbożowej, którą piję. Napoje energetyczne, pijam sporadycznie w czasie jazdy samochodem, a czasem biorę zamiast nich guaranę, która pozwala mi się lepiej skoncentrować.

Obecnie piję średnio jedną prawdziwą kawę (lub jej kofeinowy równoważnik) raz w tygodniu i mi zupełnie wystarczy. Utrzymuję ten poziom i jest mi z tym dobrze.


P.S. Sympatyków kawy zapraszam na kawowe candy <<<TUTAJ.



Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak piszę, ja nie zrezygnowałem z kawy zupełnie (finalnie) - natomiast powiem jedno

      po takiej kuracji odwykowej i powolnym, racjonalnym powrocie do skromnego zużycia kawy jest tak, że nawet jej mała ilość dobrze działa

      tzn. te pół płaskiej łyżeczki prawdziwej kawy zmieszanych z inką doskonale pobudza w kryzysowej sytuacji

      wystarczy

      Usuń
  2. A yerby nie pijesz bo nie smakuje czy po prostu wymieniłeś jako jedną z alternatyw?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA! Wszelkie komentarze wyglądające na reklamę oraz zawierające linki komercyjne zostaną skasowane!

Popularne posty z tego bloga

Spotkania klasowe po latach - dlaczego wszyscy pieprzą, że to nie ma sensu?

Dorodango

Życie analogowe czy cyfrowe?