poniedziałek, 31 grudnia 2012

Sylwester minimalisty i alkohol.

Dziś wieczór sylwestrowy i okazja dla mnie do refleksji nad piciem alkoholu. Otóż lubię alkohol i piję go relatywnie często. Zwykle jest to dobrej jakości piwo, sporadycznie trunek wysokoprocentowy - częściej przy okazji chorób, lub jako "przyprawa" do gorącej herbaty z cytryną po jakimś sporym wymarznięciu.

Staram się jednak spożywać alkohol z dużym umiarem i kontrolować - ograniczać picie, szczególnie na imprezach w gronie znajomych czy rodziny.

Uważam, że warto wznieść symboliczny toast, wypić lampkę szampana czy innego trunku. (Przy okazji: Ja dziś noworoczny toast będę wznosił szampanówką pełną meksykańskiego piwa Corona. Wino jest dla mnie zbyt mocne.)

Uważam jednak, że nie warto uczestniczyć w alkoholowych maratonach, polewaniu na wyścigi, testowaniu kto ma mocniejszą głowę.


Większość znanych mi osób, pardon za wyrażenie będzie jutro zdychać w cierpieniach, suchość, mdłości, straszny ból głowy, osłabienie i humor 'pod psem' przez najbliższe kilka dni.

Co to za zaczynanie roku? Co mi to daje? Czemu służy?

Zabawa komu się prędzej film urwie i kto się bardziej skompromituje? Presja społeczna czy rówieśnicza? Nie wiem i nie chce wiedzieć.

Gardzę takimi zachowaniami.

Dziś wieczorem wypije 1-2 małe Corony, a rano obudzę się rześki, pełen energii i zapału na nowy rok. Będę miał rewelacyjny humor i będę cieszył się wolnym dniem, w którym mam nadzieje aktywnie wypocząć.


A jaki jest wasz plan?

P.S. Klimaty fitnessowe to nie przypadek, od około 11 lat prowadzę stronkę o zdrowiu i fitnessie, którą powoli przenoszę na bloggera: http://silownia-fitness.blogspot.com/

sobota, 29 grudnia 2012

Minimalizm i ekologia - post #2.


Z uwagi na problemy z łączem Play (pisałem o tym na blogu Korzystne Zakupy) i wybiórcze działanie elementów bloggera muszę odpowiedzieć na komentarze w formie posta pisanego w programie AbiWord i w kilku próbach wklejanego do bloggera.

Ekologia:

Niestety, według mnie, nie można przyjąć zasady o bezpośrednim oddziaływaniu na środowisko jako wyznacznik ekologii. Jak mówiłem, co ekologiczne dla Warszawiaka (tramwaj elektryczny), będzie truło Ślązaka (mieszkającego przy elektrowni węglowej).
Nie jestem w stanie uznać tego za ekologię.

Piszę to jako długoletni działacz ekologiczny.

Rower:

W przypadku roweru jest kilka utrudnień jeśli chodzi o pogodę, nie tylko temperaturę - deszcz często utrudnia jazdę - przy mocniejszych podjazdach niestety, ale człowiek jest mocno spocony - nie zawsze można się w miejscu docelowym odświeżyć po jeździe - a i spocone ubrania należy przepłukać, a najlepiej wyprać  i wysuszyć (to zużycie dodatkowych zasobów). Dojeżdżałem kiedyś do pracy rowerem i sprawdzało się to „warunkowo“ - napiszę kiedyś więcej.

Rozwiązaniem są rowery ze wspomaganiem elektrycznym i osobiście, gdybym nie miał tak blisko do pracy jak obecnie preferowałbym taki dojazd.

Piszę to wszystko jako miłośnik jazdy na rowerze i aktywista rowerowy (w czasach studenckich).


Transport publiczny - autobus:

Myślę, że podana przez Henryka pod poprzednim statystyka jest zbyt uproszczona.

Mój samochód pali 5-6 litrów paliwa ON i w ostatnim czasie przewozi ekwiwalent 4-5 osób, lub owe osoby. Mój samochód jeździ tylko kiedy musi, dość duży utobus jeździ non-stop bo taki ma rozkład jazdy, poza godzinami szczytu wożąc czasem „powietrze’, a z reguły kilku, max . kilkunastu pasażerów. Obserwuję to w moim mieście (znów nie aż tak małym).

Uważam, że najbardziej ekologiczna w mieście, z transportu publicznego, jest po prostu taksówka i systemy car sharing, które funkcjonują za granicą, ew. wypożyczanie auta, ale tutaj przynajmniej w moich stronach jest to dalej problematyczne.

Byłbym osobiście zwolennikiem relatywnie lekkiego (jeśli chodzi o masę), transportu opartego na zasilaniu CNG, bądź skompresowanym biogazem odzyskiwanym z miejskich wysypisk i oczyszczalni ścieków. Na wydzielonych dla autobusów, taksówek i służb publicznych bus-pasach.

Transport kolejowy/tramwajowy w miastach nie jest ekologiczny, z uwagi na punkt pierwszy oraz marnotrawstwo cennego miejsca w metropoliach, globalnie zużywając ogromne rezerwy energii i zasobów (jakoś dziwnym trafem pomijane w statystykach).

piątek, 28 grudnia 2012

Minimalizm i ekologia.


Henrykowi Minimaliście obiecałem jakiś czas temu post o „systemie“ i odniesienie się do kilku popularnych na minimalistycznych blogach tematów. Słowa te nie będą jednak zbyt optymistyczne, czy motywujące dla minimalistów. Będą one krytyczne dla pewnych minimalistycznych sloganów i mody, ale nie wobec minimalizmu samego w sobie.

Transport masowy - kolej

W ostatnim poście wykazałem, że masowy transport kolejowy nie jest ekologiczny, a przynajmniej nie bardziej ekologiczny niż używane samochodów. Dziś dodam także, że transport kolejowy nie jest aż tak bezpieczny jak się wydaje, zarówno pod kątem wypadkowości, jak i pod kątem bezpieczeństwa osobistego - napadów, kradzieży, wymuszeń. Zetknąłem się z tym w swoim otoczeniu.

Samochód może być całkiem „ekologiczny“

W ostatnim poście wykazałem także, że podróż koleją w moim przypadku nie byłaby w żadnym stopniu minimalistyczna -  o wiele prostsze, bardziej oszczędne  i ekologiczne jest poruszanie się i przewożenie bagażu samochodem z bardzo ekonomicznym i wydajnym silnikiem.

Brak samochodu to czyste powietrze? Elektryczny samochód i transport miejski.

Niestety nie. Mówienie że oparty na elektryczności transport - komunikacja miejska - czy samochód z silnikiem elektrycznym zapewnia czyste powietrze to nieporozumienie. Aby uzyskać elektryczność w elektrowni węglowej musi być spalony węgiel. Filtry i ograniczenia zanieczyszczeń przemysłowych są faktem, jednak prawdą jest że elektryczny tramwaj truje - nie truje Warszawiaka co prawda, ale truje na przykład Ślązaka. Zanieczyszczenie powietrza jest, tyle że nie widząc go w okolicy tramwaju czy pociągu łatwo twierdzić o czystości tych środków transportu.
Energia odnawialna to na razie margines marginesu. Niestety.

Rower?

Poruszanie się rowerem jest zdecydowanie zdrowe i w pewnym sensie ekologiczne. Ale... jest dużo „ale“. Nasza strefa klimatyczna skutecznie eliminuje używanie roweru jako poważnego i masowego środka transportu przez dużą część roku. Ja osobiście kiedyś jeździłem rowerem w zimie, ale... prawdą jest że bardzo chciałem, nie było to jednak szczytem wygody i funkcjonalności.

Rower jest także w pewnym aspekcie zależy od ropy i paliw kopalnych. Opony roweru to produkt ropopochodny, to samo plastiki, lakiery. Ścieżka rowerowa to na ogół asfalt - czyli przetworzona ropa naftowa. Tekstylia i oporządzenie roweru to produkty ropopochodne. Rower na ogół został przywieziony z Chin statkiem napędzanym ropą, a  jeśli nie cały rower, to większość jego komponentów.


Podsumowując. Nie widzę tu prostych rozwiązań i prostych odpowiedzi na skomplikowane kwestie. „System“ jest bardziej skomplikowany niż się nam wydaje a łańcuch współzależności dość mocno spleciony i nie da się według mnie mówić prostymi hasłami w stylu: komunikacja zbiorowa jest ekologiczna, samochód jest niefajny czy elektryczny transport to czyste powietrze.

Nie da się i tyle.

wtorek, 25 grudnia 2012

Prawdziwy minimalizm a (nie)posiadanie samochodu.

Wśród minimalistów panuje moda na nieposiadanie samochodu. Rower jest rzekomo lepszy, chodzenie pieszo zdrowe, a komunikacja miejska wygodna. Samochód to problemy i wydatki. Minimalista wybierze pociąg i taksówkę... hmm... nie bardzo mi się to wszystko widzi. Nie kupuję tego.

Weźmy prosty przykład, a jest nią moja sytuacja rodzinna. Załóżmy, że nie posiadam auta.

Podróż do rodziny na Święta bez auta oznaczałaby podjęcie następujących czynności.

1. część rzeczy, które normalnie przewozimy należałoby przesłać kurierem (a owszem, posiadam rzeczy/przedmioty które przewozi się tam i z powrotem)

2. oprócz tego walizki i niezbędny bagaż musiałbym zabrać ze sobą w długą podróż

3. musiałbym poprosić kogoś znajomego lub z rodziny o transport samochodowy na dworzec autobusowy, ew. zamówić TAXI, potem czekać na autobus

4. musiałbym przejechać autobusem do miejscowości R. w długiej i męczącej podróży powolnym autobusem po krętych wiejskich drogach, nie sam, z całą rodziną

5. w miejscowości R. dworzec autobusowy mieści się na przeciwległym końcu miasta niż dworzec kolejowy, konieczność wzięcia drugiej taksówki, parukilometrowej podróży i długiego czekania na pociąg na śmierdzącym dworcu pełnym meneli

6. podróż kolejowa do miejscowości T., czasem z przesiadką w P., przesiadka to albo wariactwo i przebiegnięcie na drugi koniec wielkiego dworca w ciągu 5-10 minut (nierealne z dzieckiem), albo długie czekanie na dworcu

7. w miejscowości T do wyboru - dzwonienie po rodzinie, aby ktoś nas odebrał samochodem (z uwagi na odległość konieczność "odwdzięczenia się", albo Taxi za około 200 zł w 1 stronę)

8. jeśli wariant 7. nie powiedzie się konieczność kolejnej jazdy rozklekotanym ciasnym śmierdzącym i niedogrzanym busem lub lokalnym pociągiem oraz i tak wzięcie TAXI, tyle że na krótki dystans...

Całość tej gigantycznej podróży w obrębie kraju to minimum kilkanaście godzin, a zapewne około doby w podróży...


Pełne ciekawych argumentów posty, które czytam gdzieniegdzie można sobie w tym przypadku włożyć między różne eko-bajki. Ciekawie się to czyta, ale to jest nierealne.


Punkt widzenia vs punkt siedzenia.

Ja rozumiem, że na przykład mieszczuch z Warszawki z pracą i rodzicami prawie na miejscu oraz teściami dajmy na to w Krakowie szybko odkryje, że Taxi na dworzec nie jest takie drogie, połączenie Intercity między głównymi metropoliami jest szybkie i wygodne, łapią się na to jakieś miejscowości tranzytowe... a po całkiem wygodnej podróży ma miejscu czeka stęskniona rodzina z własnym autem albo kolejna niedroga taksówka...

Ale ile jest takich osób?

Na ogół jednak bajanie o dogodnej komunikacji publicznej, wygodzie PKP i poruszaniu się rowerem pozostaje tylko bajaniem.


Transport publiczny jest wysoce nieekologiczny.

Polska nie składa się z Warszawy, Poznania, Krakowa, itp., transport masowy jest niewygodny i niebezpieczny, nie ma także nic wspólnego z ekologią, co jest w stanie zrozumieć przeciętny gimnazjalista, o ile nie uczeń podstawówki...

Prowokuję? A skądże!

...proszę sobie policzyć masę lokomotywy, masę całego składu PKP, pasażerów i bagażu - energię na rozpędzanie tego i wyhamowywanie, straty na przesyłach energii z trakcji, niewydajne turbiny elektrowni węglowych...

Proszę sobie policzyć masę całkowitą ekwiwalentu - kilkudziesięciu aut osobowych (nie wyjdzie więcej niż sama lokomotywa) i prędkość zoptymalizowaną do potrzeb podróżnych oraz spalanie paliwa bezpośrednio w miejscu zapotrzebowania (silnik).

Na razie tyle... a to i tak nie wszystkie fakty :)

niedziela, 23 grudnia 2012

Jak dużo można zjeść w czasie Świąt?

Wydaje mi się, że można zjeść konia z kopytami, wypić całe jezioro i kupić całego TIRa prezentów. Tylko po co?


Ostatnio na głównym blogu pisałem o Świątecznych postanowieniach, przypomnę jedno z nich.

W czasie Świąt nie będę żarł, będę jadł. Umiarkowanie a nawet skromnie, rodzina nie skusi mnie na słodkości, ciasta, tony przekąsek - nie będzie żadnego "ale tylko spróbuj". Będę stanowczy (już jestem). Nie zjem więcej niż normalnie, na co dzień.

Jak na razie trzymam się tego postanowienia, starając się nie przesadzać, a nawet jeść mniej niż zwykle. Rodzina jest ustawiona, wiedzą, że tak postanowiłem i próby wciskania mi jedzenia siłą jak tuczonej gęsi nie odbieram jako uprzejmości, a wprost przeciwnie. Myślę, że w większości moje podejście do jedzenia jest zaakceptowane.

Rodzina wie, że może zaproponować mi sałatki warzywne, kaszę gryczaną czy jęczmienną i finał. Ciasta nie tknę, poza kilkoma wiśniami w czekoladzie słodkości nie jem.

I czuję się z tym lepiej - psychicznie i fizycznie. Czuję się lżej i mam więcej energii, niż leżąc z brzuchem napchanym jak śnięta ryba.

Pozdrawiam i Wesołych Świąt!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Prezenty na Święta - problem minimalisty.

Prezenty dla takich osób jak ja to nie jest atut Świąt, jest to niestety udręka. Robić zakupy w sposób umiarkowany i rozsądny lubię, co wiedzą wszyscy czytelnicy, nurkować w rozgorączkowanym przepychającym się tłumie w centrach handlowych nienawidzę.

Nie lubię przepychać się przez podekscytowany tłum w otoczeniu upstrzonym do granic przyzwoitości mikołajami i choinkami zalanym głośnym rzępoleniem pseudo-kolędowym (najczęściej trzeciego sorta, słabymi a nawet agresywnymi wykonaniami anglojęzycznymi, uff głowa pęka).

I weź tu skup się na kupieniu czegoś sensownego, co jeszcze się akurat spodoba obdarowanemu. To kupowanie na siłę, bo trzeba i wypada, a nie przyjemność.



Święta zostały skomercjalizowane do granic przyzwoitości, a z drugiej strony wszyscy już mają wszystko. Dosłownie i w przenośni.

W mojej szeroko pojętej rodzinie naprawdę kupienie wszystkim prezentów, które by im odpowiadały było wielka zagadką logiczno-logistyczna. Nie raz miałem tego dość.

Może jednak ktoś z rodziny ukradkiem przewertował któryś ze starych blogów, gdzie dyskusje świąteczne się już odbywały i zaproponował pomysł, aby prezenty kupować tylko dzieciom, a dorośli niech cieszą się tylko swoim towarzystwem, przy filiżance kawy i czymś słodkim. Pomysł się przyjął.

Uff... ulżyło mi.

wtorek, 4 grudnia 2012

Co zrobić jak nie masz koncepcji na rozwój bloga.

To pytanie nęka wielu autorów, niemoc twórcza doskwiera jak ukąszenie komara okleja umysł niczym lepka maź, paraliżuje... Co zrobić kiedy się przytrafi? Jak myślicie?
Na to pytanie jest oczywista odpowiedź. Skoro nie wiesz co robić - dokonaj zmian na blogu, zmień szatę graficzną, zmień układ gadżetów, pokaż czytelnikom, że jeszcze żyjesz i działasz!
Tym którzy jeszcze nie zorientowali się, że powyższe dywagowanie jest w pewnym sensie żartem z mojej strony chciałbym polecić, odświeżoną zimową szatę graficzną bloga Korzystne Zakupy, a i tutaj zobaczycie parę zmian, szczególnie w kwestii kolorystyki bloga i elementów społecznościowych... bo jak inaczej... po to człowiek pisze coś w necie aby się podzielić z czytelnikami.

piątek, 16 listopada 2012

Spokój i kreatywność.

Dziś zamieniłem mail czy dwa z pewną miłą osobą z naszego grona i była to miła korespondencja, ale też z pewnymi akcentami z życia. Rzeczywiście, mimo iż ja jestem z zasady mocno przywiązany do przyjaciół, także niektórych przyjaciół internetowych i raczej staram się naprawiać relacje i to co czasem się popsuje, czasem jednak nie ma wyjścia.

Rzeczywiście czasem trzeba odciąć się od pewnych tzw. toksycznych relacji, relacji, które na pozór dają nam poczucie wspólnoty, przynależności czy są ciekawą formą spędzenia czasu, ale w rzeczywistości są to relacje zbudowane na kruchych fundamentach, albo jeszcze gorzej, są to relacje zbudowane na oszukiwaniu i budowaniu sobie w necie fałszywej, alternatywnej tożsamości.

To prawda, czasem trzeba umieć zidentyfikować relacje, które przynoszą nam jedynie negatywną energię i wysysają naszą. Net daje poczucie swobody, wolności i bezpieczeństwa, ale czy tak jest naprawdę?

To czego ja chcę obecnie od relacji internetowych to spokój, pełen spokój - to ma być odskocznia od i tak stresującej codzienności, zatem zupełnie niepotrzebne mi kłótnie i babranie się w internetowe wojny o przysłowiowe "złote kalesony" - angażuje to nas, daje na pewien czas poczucie, że "coś się dzieje", jakiś cel "o który walczymy" ale w gruncie rzeczy jest to bezsensu.

Obecnie swoja energię chcę skierować w większą kreatywność, testuję nowe możliwości w internecie, staram się zapoznać z możliwościami, które oferuje obecnie internet. Staram się wyjść na świat, rozpoczynając blogowanie po angielsku (obecnie na blogu technologicznym): http://linuxeurope.blogspot.com/

Lepiej działać i poznawać nowe światy, niż babrać się w błocie między trzepakiem a śmietnikiem.

piątek, 9 listopada 2012

Blogi minimalistyczne na Facebooku?

Przyznam, że mam opory przed społecznościówkami, jednak głównie w sensie osobistych kontaktów i oszczędzania czasu - czy jednak warto byłoby założyć profil takiego bloga jak ten na Facebooku? Przyznam, że nie wiem - co doradzicie? Inni minimaliści jak widzę się nie krępują i robią swoim blogom profile/fanpage, dlaczego nie ten?

Hmm, zobaczę - w sumie zakładając ten blog, jak każdy autor chciałem być czytany (to miłe - nieprawdaż), ale po dyskusyjnej przejażdżce z jednym z kolegów, od dwóch raptem miesięcy prowadzącego swój blog i przeliczeniu mojej osoby na sumę wejść  z moich blogów/traffic zwrotny z tego bloga, itp. lekko mówiąc, nie chce mi się promować tego bloga w jakiś szczególny sposób, nie chcę mi się nabywać znajomości z osobami dla których jestem jedynie "popularnym autorem, a z takimi warto trzymać".

(A może powinienem był logować się pod inną tożsamością i założyć ten blog jako zupełnie nowy autor? Hmm... ale takie coś nie leży w mojej naturze...)

To co własnie czytanie to takie moje prywatne gniazdko dyskusyjno-filozoficzne po tym jak główny blog zamieniłem w blog ściśle tematyczny. Może lepiej nie robić tu mega kampanii, dla rzesz fanów - minimalistów :-)

Ok, na razie wstrzymuję się z zakładaniem fanpage dla tego bloga. Riannon założyła fanpage na Facebooku, dla naszego wspólnego bloga http://www.facebook.com/KorzystneZakupy ... poobserwuję i zobaczę sobie czy to ma jakiś sens - może to nie takie straszne :)

niedziela, 4 listopada 2012

Minimalista czy maksymalista?

Niedawno kol. Tofalaria zadała mi pytanie ile to ja już mam blogów? Odpowiedziałem, że niewiele, ponieważ mimo, że architektura bloggera umożliwia mi wydzielanie niektórych komponentów blogów, lub sekcji tematycznych w zupełnie nowe i odrębnie (jeśli patrzeć na adres www) blogi, to można to zupełnie z sensem potraktować jako jeden-dwa blogi.

O oto jest najpełniejsza odpowiedź na pytanie czy minimaliście wypada mieć tak dużo blogów :-)

Niektórzy sugerują mi przeniesienie się z blogowaniem na własny hosting, co mogłoby umożliwić osiąganie korzyści finansowych z posiadania blogów/bloga, ale na razie zdecydowałem się pozostać przy tym serwisie - z uwagi na jego prostotę i wygodę organizacji. Ta decyzja może się zmienić.

Ponieważ jednak moje główne blogi, takie jak R-O są dość bogate w treść, a chcę uniknąć zaśmiecenia ich kolejnymi pluginami i linkami (tu wychodzi dusza minimalisty), postanowiłem w celu założenia sensownego blogrolla stworzyć (jeśli patrzeć na www) zupełnie nowy blog - oto on: http://blogi-konsumenckie.blogspot.com/ 

Zapraszam do korzystania z tego rozwiązania.

poniedziałek, 29 października 2012

Pozerstwo w sieci i udawanie kogoś innego.

Wczoraj w prywatnej rozmowie z pewną miłą osobą pojawił się wątek budowania sobie tożsamości w internecie. To jest względnie łatwe - jeśli chcesz to przybierasz miło brzmiący nick, kontrolujesz się, wpisujesz się w dane środowisko - tworzysz sobie alternatywne życie, które może być zupełnie różne niż to co masz na co dzień.



Kiedy coś pójdzie nie tak, ludzie się zaczynają na tobie poznawać - kasujesz swój profil tu czy tam, bloga, zmieniasz maile i inne dane kontaktowe - możesz znów zacząć gdzie indziej - czysta karta.

Nie mi to oceniać w kwestii moralnej słuszności czy potępienia - jedno jest pewne - nawiązując kontakty w necie warto uważać, warto zachować dystans. Powściągliwość i sceptycyzm to dobre cechy w tym przypadku.

Zbyt łatwo jest w internecie (przynajmniej przez pewien czas, bo i tak szydło wyjdzie z worka) udawać kogoś innego. Ludzi w "realu" poznajemy czasem latami, wypróbowujemy swoje relacje w najróżniejszych sytuacjach, przez długi czas.  Tutaj ludzi chroni bariera netu, ludzie czują się bezpieczniej i są bardziej skorzy do towarzyskich kontaktów.

Tyle, że trzeba pamiętać, że po drugiej stronie może w rzeczywistości siedzieć zupełnie inna osoba niż nam się wydaje.


P.S. Ponieważ w jakimś aspekcie ten post nawiązuje do bezpieczeństwa, zapraszam także na mój blog o bezpieczeństwie http://zabezpieczenie.blogspot.com/2012/10/wyrywanie-torebek-kobietom-jak-sie.html (to jest mój pierwszy blog tematyczny, niemal tak "wiekowy' jak R-O)

niedziela, 28 października 2012

Blogowanie a oszczędzanie czasu. Czas to pieniądz!

Czy blogowanie jest stratą czasu? Czy nie lepiej  byłoby oszczędzić cenny czas zaprzestając blogowania? To pytanie nie raz zaprzątało moja głowę - a co jak co - jestem człowiekiem zajętym. Ponieważ jednak naprawdę polubiłem blogowanie zdecydowałem się rozwiązać dylemat inaczej.


Po pierwsze staram się blogować  bardziej fachowo, a mniej osobiście. Może nie wszyscy to odczuwają - bo wciąż w moich blogach można znaleźć osobistych akcentów, ale taka jest moja decyzja i ja to widzę w swojej pisaninie. Oczywiście popełnię nie raz przysłowiowy post o pupie Maryny (co jak co, w sumie ostatni post był dokładnie o przemarzniętych pupach), ale mniej ogólnie ściśle osobistych akcentów.

a) blogując fachowo, nie znaczy, że staram się pozować na ultra-profesjonalistę, po prostu skupiać na rzeczach praktycznych, przydatnych dla każdego,

b) człowiek dorosły, który ma już rodzinę, ma raczej ukształtowany konstrukt światopoglądowy, pewne zwyczaje, rzeczy które go drażnią - tu znów będzie co nieco o pupie, a mianowicie przysłowie: "racja jest jak pupa, każdy ma swoją"

Tutaj następuję trudny moment - ten blog, jest w jakimś stopniu też blogiem światopoglądowym, filozoficznym - tak się do tego filozofowania przyzwyczaiłem z R-O, że robiąc tam blog profesjonalny, potrzebowałem jakiejś odskoczni i napisania o swoich poglądach, stylu, filozofii.

Mimo wszystko akcent praktyczny tutaj także ma dominować. Chcę pisać także o rozwiązaniach praktycznych, w duchu minimalizmu.

Staram się przy tym nie wikłać w dziwne dyskusje i internetowe wojny o rację, niestety nie zawsze mi się to udaje do końca (czasem niektórzy ludzie mnie zupełnie zaskakują), ale i tu widzę poprawę jeśli chodzi o statystyki, jeśli chodzi o wykorzystanie czasu. Te wojenki zabierają czas i energie człowieka - a w najlepszym razie kończą się tym, że każdy pozostaje przy swojej racji, tyle że jeszcze bardziej do niej przekonany. W najgorszym razie, złym klimatem i utratą przyjaciół :-(

Powyższe odnosi się także do polityki - "temat polityka" ma u mnie status "wielkiego złego żarłocznego paskudztwa" ostatecznego pożeracza resztek energii i wolnego czasu. O polityce minimum, absolutne - powiem wam, że czyszcząc archiwum R-O kasuję dużo postów stricte politycznych. Tu uwarunkowania i tresura mediów, PR-owców jednej partii czy drugiej, są tak silne, że konflikty gwarantowane. Strata czasu absolutna.

I na koniec, zawsze deklarowałem blogowanie dla blogowania, pisanie dla pisania, bezkompromisowość poglądów, kawę na ławę niezależnie od konsekwencji, ostatnio jednak przewartościowałem nieco swoją pisaninę. Moje i współprowadzone blogi stały się na tyle popularne, że zwróciły uwagę świata komercyjnego, w tym niektórych konkretnych graczy - (choć na razie przyznam, że nawet mi się za najtańsze łącze internetowe nie zwraca) - dlaczego nie połączyć jednak docelowo przyjemnego z pożytecznym? Zobaczymy.

P.S. Polecam Barter - korzystna forma nabywania.

sobota, 27 października 2012

Leginsy, kozaczki, opięta pupa... i aspekt finansowy.

Siedzę sobie teraz przez chwilę w biurze i najzwyczajniej w świecie się obijam, a co.... trzeba kiedyś. Zerkam sobie przez okno i patrzę na dziewczyny i kobiety przemykające do sklepu.

Jeśli chodzi o leginsy, kozaczki i opięte ciasno pupy wspomniane w tytule to tak właśnie wygląda większość z nich. Cóż, obecna moda podkreśla walory kobiece takie jak nogi, pupa, talia - zatem człowiek może się opatrzeć do woli...

...stylu i mody komentować nie będę, bo się na tym nie znam, co do ciasno opiętych pup... powiem tak... wierzę, że każda kobieta ma w sobie piękno, jestem jednak świadomy, że ja - typowy samiec nie koniecznie zawsze mogę to piękno zrozumieć :P

No i wszystko pięknie, widoki też, gdyby nie jeden szczegół - wieje zimny wiatr, zacina lekko śniegiem i już jest całkiem biało. Ja bez żadnej krępacji wbiłem się w kalesony, bluzę polarową i płaszcz, ponadto jestem całkiem "masywny", czego może nie widać, ale jednak ta zbita góra mięcha trochę ciepła trzyma...

...a te bidulki w ciasnych leginsach, opiętych pupach, krótkich kurteczkach, przemykają obejmując się ramionami, no nie wiem, mam chwilę litości - czapeczki bym im chociaż kupił, bo im głowy (z obowiązkowymi fryzurami w kolorze "kruczoczarny blond") marzną...

Dobra - a aspekt finansowy? Powiem tak - jak takiej pupę przewieje i korzonki tak skręcą, ze przez tydzień z wyra nie wyjdzie to jej facet ma potem kupę problemów i wydatków. Wierzcie mi - kiedyś to przerabiałem.




piątek, 26 października 2012

Minimalizm może być łatwy.... czyli znów o pozbywaniu się rzeczy - sprzedaż niepotrzebnych ubrań.

Rzecz może bardziej nadawałaby się na blog Racjonalne Oszczędzanie, jednak tam omawiamy konkurs a tymczasem to co wam teraz napiszę ma swoje minimalistyczne oblicze.

Co jak co w domu na ile się da coraz częściej wdrażam minimalistyczne i oszczędne praktyki, niektóre nie spotykają się z aprobatą i tu trzeba złotego kompromisu - niektóre - tak jak obecna akcja są miłe dla oka i... portfela.

W ramach przewietrzania szaf pozbyliśmy się wielu rzeczy/ubrań niepotrzebnych, takich których po prostu się już nie nosi, a zagracają szafy bo... (tu proszę wpisać kilkanaście powodów), młode pokolenie także z ciuchów wyrasta i tu się robi problem... oddawanie znajomym?.... różnie bywa z tymi znajomymi i ich reakcjami - stąd wiele osób woli wystawić nieużywane ciuchy pod śmietnik.... ale po którejś z kolei sesji obdarowywania rodziny i znajomych oraz wystawce śmietnikowej stwierdziłem, że może lepiej te ciuchy sprzedać...

...sprzedaż przez internet jest jednak niewdzięczna i bardzo czasochłonna, klientki lubią pozastanawiać się przynajmniej tak samo jak w realnej sprzedaży... a poświęcony czas?

W końcu dogadałem się z dwoma pobliskimi lumpeksami - jedne ciuchy wystawiłem w komis - drugie ciuchy i trochę nieużywanej galanterii sprzedałem hurtem na wagę.

Na chwilę obecną jestem do przodu na 120 zł (ok 3-4 duże reklamówki ciuchów + kilka lepszych rzeczy oddanych w komis). Kosztowało mnie to tyle co trochę rozmowy z właścicielkami lumpeksów oraz czasu - ale ten i tak  bym wykorzystał, choćby na spacer i rundkę po osiedlu - bo ile można siedzieć w biurze, albo przed komputerem?


poniedziałek, 22 października 2012

Minimalizm nie jest łatwy.

Krótko i na temat. Ty czy ja jesteśmy minimalistami. Czy ludzie w naszym otoczeniu nimi są? niekoniecznie!

Jak przekonać bliskich, rodzinę, otoczenie do naszego punktu widzenia?

...że nie trzeba? Jak to? Przecież nie funkcjonujemy sami. Chyba, że ktoś żyje sam, zupełnie po swojemu, niezależnie.

Zatem jak przekonać bliskich do naszego punktu widzenia, choćby do punktu, w którym nasz minimalizm nie konfliktuje się z ich 'maksymalizmem' (czy w ogóle jest takie określenie jak maksymalizm?)?

Na to pytanie dziś nie odpowiem, chyba, że ktoś z czytelników miałby swoją koncepcję - to proszę bardzo.

piątek, 19 października 2012

Jak zostałem minimalistą?

Dobre pytanie! Nie zawsze byłem minimalistą, jako nastolatek byłem niesamowitym chomikiem, zbieraczem, mój pokój był obklejony plakatami, rysunkami i czym popadnie po sam sufit, z resztą na suficie też potrafiłem coś przykleić albo zainstalować - wisiały tam lekkie instalacje aerodynamiczne, których zadaniem było wykazywać cyrkulację powietrza w pomieszczeniu... Półki uginały mi się dosłownie... od wszystkiego!

Minimalistą stałem się stopniowo, w czasie studiów. Konieczność relatywnie częstych przeprowadzek, mobilność, praktyka życia w dużym mieście pokazała mi, co jest dla mnie najwygodniejsze - czyli możliwość zapakowania "całego życia" w plecak i dwie torby oraz możliwość ruszenia dalej - stopniowo minimalistyczne zwyczaje polubiłem, polubiłem także bardziej niż zwykle ten styl (jeśli chodzi o sztukę, design, architekturę). Polubiłem także minimalizm w innych aspektach życia - na początku był on co prawda nieco wymuszony (finanse!) potem jednak bardzo dobrze się w tym odnalazłem...

A jak to było u was?

środa, 17 października 2012

"Dobre słowo" jest moją największą bronią.

Naokoło widzę chamstwo, zgryźliwość, obgadywanie jeden drugiego za plecami, a także butę i buractwo, które niektórzy w tragiczny (dla nich) sposób mylą ze 'szczerością' i twardością charakteru. Istotnie - takie postępowanie wśród 'prostego ludu' wydaję się popłacać - cham jest na ogół traktowany lepiej przez otoczenie, budzi większy respekt, bo nie wiadomo....

Nie interesuję mnie to jednak! Jasne, kiedy trzeba zagadać ostro - to trzeba, nie mam jednak jakiejś potrzeby okopywać się za zasiekami z chamstwa i zgryźliwości i czekać aż pociski spadną, wprost przeciwnie - wychodzę do ludzi i rozmawiam.

Moją największą bronią jest jednak "dobre słowo"!

Nie chodzi o to by komuś ściemniać! O.. tego nie lubię! Zamiast jednak wynajdywać w otoczeniu każdą możliwą sytuację negatywną i na niej się skupiać, staram się postępować odwrotnie i skupiać się na dobrych bodźcach.

- Jeśli jem naprawdę dobry posiłek w barze, czy restauracji - głośno chwalę go. np. w tym stylu: "Ma pani pyszne pierogi ze szpinakiem, zaglądnę na pewno podczas następnej wizyty w W."

- Jestem w okolicach remontu, wchodzę do sklepiku znajomej znajomych i widzę ciekawie zamontowane halogeny z fajnym pomysłem na przeprowadzenie przewodów - rozmawiamy chwilę o mnie, ale na odchodne mówię: "Macie fajnie zamontowane halogeny... mąż robił.... no to mąż dobrze się spisał, też takie oświetlenie u siebie zamontuję".

-  Drukarz bardzo dobrze dopracował mój projekt reklam, materiały drukowane wyszły bardzo sympatycznie, 95% moich założeń projektu zostało oddanych jak chciałem, mówię: "Dzięki, szybko zrobione, podoba mi się ta nowa powłoka na materiałach, powiem że jestem naprawdę zadowolony!"

Znam ludzi, którzy jednak w tej samej sytuacji głośno wyrażą swoje niezadowolenie:

- w restauracji skrytykują, że herbata za dużo fusów miała

- w sklepiku znajomej źle poprowadzili rurę od CO i to jest absolutna beznadzieja, halogeny fajne ale "za to" rura tragiczna!

- drukarz mógłby opakować plik reklam w solidniejszy papier, bo co by było gdyby...

Zdecydowana jednak większość ludzi jak obserwuję z ponurą miną twardziela (macho?) burknie,"do widzenia"

A ile mnie kosztuje "dobre słowo", zwłaszcza, że jest szczere i prawdziwe!?

Mówię wam - tak się o wiele wygodniej fukncjonuje, szczególnie w aspekcie tego czym się zajmuję - a jest to drobna przedsiębiorczość.  A jak myślicie, jak reagują ludzie, którzy słyszą o de mnie zawsze coś przyjemnego, zamiast biadolenia i kwękania?!

wtorek, 16 października 2012

Przebudowa systemu - ekologia i gospodarka. Peak oil.

Niedawno u Henryka w komentarzach wspomniałem, że niektóre z naszych działań pro-ekologicznych mogą nie mieć większego sensu (poza naszym dobrym samopoczuciem) a do prawdziwego działania ekologicznego potrzebna byłaby gruntowna zmiana systemu.

W tym poście nie wyczerpię tematu, ale raczej go rozpocznę. Może na moich blogach w najbliższym czasie poruszę tematy ekologiczno-gospodarcze, zobaczymy. Na razie chciałbym tam jeszcze dalej promować konkurs, do którego i was zapraszam: http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2012/10/ogaszamy-nowy-konkurs-racjonalnego.html, działajcie :) w sumie nic trudnego napisać krótko, jak się ostatnio coś udało zaoszczędzić, a nagrody fundowane przez sponsora są fajne :)

Pomijając wątpliwe naukowo i ekologicznie wydzielanie CO2 (tzn. wpływ "ludzkiego" CO2 na klimat) zastanówmy się jaki sens ma ograniczanie zużycia paliw przez nas - powiedzmy przez Europę. Rynek paliw jest globalny - zatem mniejsze zużycie przez Europę, oznacza w dużym uproszczeniu większą podaż i niższe ceny dla innych krajów świata. Globalnie nic się nie zmienia.

Kupujemy energooszczędne pojazdy, nasze stare samochody lądują w biedniejszych krajach - oszczędzamy paliwo, spełniamy normy ekologiczne i emisji CO2, nasza oszczędność jest 'przejadana' gdzieś w Afryce Północnej na przykład, gdzie statkiem przewieziono nasze stare nieekologiczne ciężarówki.

Gospodarka jest globalna. Nawet przejazd do pracy i z powrotem rowerem niewiele pomoże (choć prywatnie bardzo to popieram).  Z czego jest bowiem wykonany rower, z czego są wykonane jego elementy plastikowe, opony... z czego jest zrobiony asfalt, który pokrywa ścieżkę rowerową????

No właśnie...

niedziela, 14 października 2012

Minimalistyczne aktualności

Właśnie wróciłem z biura, gdzie otworzyłem okna swojego nowego gabinetu. Jest piękna pogoda - niech się wietrzy - niech farba schnie i remontowy zapach się wreszcie ulotni. Efekt rewelacyjny, kolory jasne z przewagą bieli - zamysł ponownego urządzenia pomieszczenia w stylu eleganckim i minimalistycznym, ale w żadnym razie 'zimnym' i bezdusznym. Większość mebli i akcesoriów już jest. Nowy sprzęt komputerowy także już jest.

Wcześniej to pomieszczenie było nieziemsko zawalone, funkcjonowało jako pomieszanie magazynu i prywatnej siłowni, z uwagi na to, że poza tym gabinetem mam mnóstwo m2 do dyspozycji a część pracy brałem do biura w domu, nie było wcześniej potrzeby działania. Obecnie siłownia mi już nie potrzebna, chodzę ćwiczyć do znajomych.

Pomieszczenie jest naprawdę ładne, ma dużo przeszkleń 4 duże okna, jedna ściana z luksfer, przeszklone drzwi. Dwa okna są na takiej wysokości, że pracując przy biurku widzę niebo i przesuwające się chmury.

Pozdrawiam znad wielkiego kubka zielonej herbaty! Miłej niedzieli!

sobota, 13 października 2012

Konflikty między autorami blogów.

Internet, a właściwie blogosfera jest dziwnym miejscem. Niby ze sobą rozmawiamy, niby się znamy, po jakimś czasie wydaje się, że z jednym, czy drugim jesteśmy już po kumplowsku i nagle coś się psuje. Coś przestaje pasować nam, lub tej drugiej osobie - czytelnikowi, autorowi bloga, itp...

Dlaczego? Wydaje mi się, że internet jest miejscem gdzie zbyt łatwo, bez żadnych konsekwencji można rzucać słowami, czasem ostrymi słowami. Wyrzucić swój gniew na to, czy na tamto. A gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.

Konsekwencje nieprzemyślanych słów i czynów w życiu realnym są często bardzo odczuwalne i tu się hamujemy. Konsekwencje porzucania gromami w necie są niemal żadne. Ot, przestaniemy wzajemnie odwiedzać nasze blogi, rzucimy złośliwy komentarz o naszym adwersarzu, itp. Właściwie jednak nic się nie dzieje. Awatary internautów pojawiają się i znikają. Odeszli jedni, przyjdą drudzy.

Jak pisałem wcześniej, taki styl przestaje mi pasować i jeśli w przeszłości sam na swoich blogach lubiłem wykrzyczeć swoje, bez względu na konsekwencje, to jest to czas przeszły.

Staram się coraz bardziej szanować (a przynajmniej taką mam ambicję) moich czytelników i autorów/współautorów blogów. Chcę mieć taki stosunek do ludzi, jak w rzeczywistości - a więc poważny, choć jednocześnie życzliwy. Staram się też bywać na takich blogach, gdzie czuję analogiczny klimat.

Obecnie jest także faktem, że nie jestem już osobą anonimową (choć staram się nie ujawniać detali z życia zawodowego), większość autorów/współautorów zna mnie z imienia i nazwiska, z korespondencji mailowej, ze współpracy firmowej (dzięki blogowaniu nawiązałem kontakty 'firmowe').

Kolejna sprawa, że czas "blogowo" dorosnąć i przestać zachowywać się jak nastolatek, któremu co na sercu to od razu w ustach, zwłaszcza, że może to dotknąć te czy inne osoby, które obecnie znamy także pozabogowo. Czy to co napisalibyśmy w chwili złości na blogach - powiedzielibyśmy komuś w twarz siedząc w nim przy jednej kawie w restauracji?

piątek, 12 października 2012

Czy na blogu minimalisty wypada mieć reklamy?

Prosta odpowiedź: uważam, że tak, jak najbardziej. Wyjaśnię dlaczego - najprościej jak można - rzeczywistość która nas otacza wymaga jest rzeczywistością pracy, finansów, codziennego życia... płacenia rachunków, choćby za połączenie z internetem.

Chciałbym się na jakiś czas zamknąć w minimalistycznej pustelni, oderwać się, nie martwić się niczym - na chwilę obecną nie mogę sobie na takie coś pozwolić, taki jest fakt.

Jestem aktywnym autorem, lubię pisać, posiadam kilka blogów tematycznych, poświęcam swój czas na pisanie (czasem według mojej rodziny - za dużo). Nigdy nie robiłem tego i nie będę robił dla zysków, jednak skoro jest możliwość osiągnięcia drobnych korzyści z aktywności w internecie są dla mnie dwie możliwości.

- obrazić się na świat komercji i udawać, że problem nie istnieje...

- stawić czoła problemowi, ale starać się go oswoić, akceptując reklamy dyskretne, w dobrym guście, starannie wyważone i raz na jakiś czas odebrać małą sumkę, którą mogę wydać choćby na dodatkową kartę do mobilnego netu (moje blogowanie NIE pokrywa nawet ułamka opłat za net), czy sprezentować coś najbliższym...

Jak widzicie wybrałem wariant drugi.

Jeśli i wy chcielibyście zobaczyć, że współpraca ze światem komercji może przynieść korzyść także wam - zapraszam: http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2012/10/ogaszamy-nowy-konkurs-racjonalnego.html

Można wygrać ciekawe książki!!!

środa, 10 października 2012

Styl komentarzy minimalisty - pozbywanie się rzeczy i 100 przedmiotów raz jeszcze?

W epoce pisania o minimalizmie o tematach z nim związanych na dotychczasowym blogu nie raz wpadałem w wojowniczy i nieco moralizatorski ton - wydaję mi się, że dobrym pomysłem na przyszłość będzie przypomnienie tamtych tematów, ale jednak nieco stemperuję co bardziej wojownicze wnioski i pomysły naprawiania świata.

Dajmy na to ostro krytykowałem idee posiadania max, 100 przedmiotów, i oczywiście dalej się nie zgadzam z tym, jakoby posiadanie tej czy innej liczby przedmiotów było wyznacznikiem czyjegokolwiek minimalizmu - dlaczego? O tym niedługo, ale najprostszym wyjaśnieniem jest to, że kwestie posiadania danej liczby przedmiotów mogą być pochodną tak wielu czynników, a sama liczba tak różna w zależności od danej metodologii liczenia, że głowa pęka.

Jednakże sama idea policzenia przedmiotów, zrobienia listy, zastanowienia się nad koniecznością posiadania rzeczy X czy urządzenia Y jest jak najbardziej słuszna. O ile nie pójdziemy w ekstremum, może to okazać się pożytecznym doświadczeniem.

Jednak aby dochodzić do jakiś wniosków, czy prawd, czy konieczny jest ton wykładowcy pouczającego leniwych studentów, albo symboliczne walenie pięścią w stół? Niekoniecznie. Jedynym tego efektem jest to, że czasem niektórzy czytelnicy mogą się poczuć urażeni, czego byłem świadkiem po moich wpisach na poprzednim blogu.

Celem tego bloga jest zastanowienie się nad praktycznym wymiarem minimalizmu, a nie pouczanie kogokolwiek. Ten cel będzie konsekwentnie realizowany.

poniedziałek, 8 października 2012

Co ludzie powiedzą? #2

Aby zaimponować ludziom, których tak naprawdę nie lubimy,
kupujemy rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy,
za pieniądze, których jeszcze nie mamy.

Tym swobodnym cytatem z Fight Club zaczynam dzisiejszy post - oddaje on doskonale kołowrotek zniewolenia konsumpcjonizmem i długami - codzienną udrękę, którą przechodzi wielu z nas.

Na ile ważne jest "co ludzie powiedzą", na ile istotne jest nasze samopoczucie i nasze własne cele?

Ja dajmy na to jestem pod ogromną presją środowiskową i rodzinną. Otóż mężczyzna w moim wieku z moim stażem pracy powinien już mieć co najmniej dom pod miastem. Nie ważne przy tym, czy za swoje pieniądze, czy za pożyczone od banksterów (zdajecie sobie sprawę, że w przerażającej większości jest to ten drugi scenariusz).

Nie ważne są tu konsekwencje wyborów, czy realne potrzeby - ważne jest "Co ludzie powiedzą?". Nie liczysz się jako człowiek - ważny jest twój ubiór, twój samochód, twój dom, posiadane sprzęty...

Nigdy się nie zgadzałem z takim podejściem - stąd taka a nie inna filozofia, do której nawiązywałem na dawnym blogu, do której nawiązuję i tutaj.

niedziela, 7 października 2012

Co ludzie powiedzą?

W ostatnim poście skrytykowałem podążanie za modą i robienie kultu z tej czy innej ksiażki. Cóż, w naszym kręgu kulturowym jest jedna ksiażka, a wlasciwie powienienem rzec z szacunkiem Księga, z której można robić kult - ponieważ jednak na zadnym z moich blogów z premedytacją nie podejmuję kwestii religijnych - jako zbyt osobistych kwestii światopoglądowych - o Biblii nic tutaj nie napiszę. Nie czuję się żadnym guru, czy nauczycielem w żadnej kwestii. Jestem po prostu zwykłym, skromnym użytkownikiem bloggera.

Ta czy inna religijność w naszym Kraju jest jednak mocno spleciona z zaściankowością, tzw. moherem, czy też ze źle pojętą małomiasteczkowością, której rdzeniem nie jest żadna Święta Księga tylko prosty mechanizm stadny, który można podsumować jednym prostym pytaniem: "Co ludzie powiedzą?"

Cieszę się, że zaznałem w życiu wystarczająco wiele wielkomiejskiego życia, aby na rzeczone pytanie mieć do pewnego racjonalnego stopnia - polewkę.

Dla mnie nie jest istotne co ludzie powiedzą, dla mnie jest bardzo istotne co ja mogę powiedzieć o niektórych ludziach.

Oczywiście, znaczy to, ze was - drogich czytelników - staram się szanować, natomiast z drugiej strony to jednak ja sam decyduję o kluczowych kwestiach co do mojej aktywności i w necie i w życiu osobistym. W pewnych kluczowych kwestiach nie jest istotne "Co ludzie powiedzą?"

Co jest właściwie tematem tej wypowiedzi? Otóż myślę że moje (i Twoje) działania powinny być pochodną wewnętrznych przekonań, a nie tej czy innej mody, choćby i była to moda na minimalizm.

piątek, 5 października 2012

Dieta niskoinformacyjna a tzw. prawdziwy minimalista.

Ten post jest swobodnym nawiązaniem do dyskusji na temat tzw. "diety niskoinformacyjnej".



Po pierwsze wydaje mi się, że sam preferuję podejście niskoinformacyjne, ale nie wywodzę tego z żadnej mądrej książki. Doskonale rozumiem, że jest tam jakaś książka, że coś jest modne - książki tej nie czytałem i w ramach starannego selekcjonowania informacji nie zamierzam na razie. Ot, paradoks. :)

W ogóle nie preferuję stylu działania typu:
1. Jakiś myśliciel napisał książkę (Autor MUSI pochodzić z USA, bo tylko tam bije źródło prawdziwej wiedzy tajemnej).
2. Ta książka jest modna bo jest modna. (Na tej samej zasadzie jak niektórzy celebryci są znani, z tego, że są znani.)
3.  Wypada przeczytać tę książkę, bo inaczej nie jesteś "trendy", nie jesteś prawdziwym X, prawdziwym Y czy innym prawdziwym minimalistą.

Zamiast faszerowania się książkami-bibliami różnych *izmów wolę swoje własne przemyślenia, ich zastosowanie w praktyce, preferuję także czytanie blogów/wypowiedzi innych osób - bo są to informacje przefiltrowane przez osobiste doświadczenia i przemyślenia (nawet jeśli są to w jakimś stopniu informacje odtwórcze).

Wśród minimalistów modne jest wyrzucenie telewizora i zastąpienie go dużą porcją literatury, jednak także czytanie lub nieczytanie dużej ilości prasy/książek/treści jest, jak obserwuję w "wykształconym" otoczeniu, raczej wypadkową posiadania dużej ilości czasu wolnego/ustabilizowanej pracy/rodziny niż wynikiem rożnych świadomych decyzji.

A telewizja i multimedia? Rzeczywiście warto to zminimalizować na rzecz słowa pisanego. Ale w moim przypadku są to wyłącznie przemyślenia praktyczne i nie kryje się za tym żadna ideologia.

Mój telewizor stoi tuż obok mnie, w chwili kiedy piszę tego posta, zostanie jednak raczej użyty jako monitor podłączony wieczorem do netbooka niż źródło podniecania się kolejnymi rewelacjami ze świata polityki czy mody.


czwartek, 4 października 2012

Chamstwo w sklepie

Mam mały dylemat, dziś zostałem w dość chamski sposób potraktowany przy innych ludziach przez pracownicę jednego ze sklepów (sieciowych), mniejsza o przyczyny, szczegóły i różnicę zdań (na pewno nie będę tu tego opisywał), ale sytuacja mocno przypomniała mi sytuację z czasów komuny, kiedy sprzedawczyni/ekspedientka miała władze i wpływy większe niż niejeden profesor, klient był natomiast śmieciem.



I teraz mały dylemat - mając na uwadze oszczędzanie sobie nerwów i czasu odpuścić, zrezygnować i nie psuć sobie więcej krwi - czy interweniować u kierownika sklepu (nieobecnego podczas zajścia) lub nawet u właściciela.

Z drugiej strony w placówce owej z pewnych przyczyn kupować będę nie raz i popuszczenie oznacza przyzwolenie na złe traktowanie mnie jako klienta, co podejrzewam także popuszczenie może spowodować większe rozzuchwalenie się chamskiej pracownicy i potencjalne szkody nie tylko dla mnie, ale i szczególnie dla w jakimś stopniu "słabszych psychicznie" osób.

Ja potrafię otwarcie powiedzieć co myślę i dojść do swoich praw - ciekaw jestem jednak waszego zdania. Dopiąć sprawy i cywilizowanymi metodami próbować ukrócić to pospolite chamstwo czy odpuścić?

Macie podobne doświadczenia?

P.S. Link, który polecił Mariusz: http://mariuszps.blogspot.com/2012/09/dookoa-czaja-sie-sepy.html

wtorek, 2 października 2012

Minimalizm a rezygnacja z kontaktów z ludźmi.

Wczoraj w komentarzach rozwinęliście problem rezygnacji z kontaktów z ludźmi, sugerując, że to nie zawsze musi być takie złe i naganne (moralnie??!), dziś napiszę kilka słów co o tym myślę.

Rozumiem po części rezygnowanie z tzw. toksycznych znajomości - a może nawet nie znajomości, tylko pewnych toksycznych praktyk - czyli np. rezygnację z wychodzenia z dawnym kolegą do pubu w czasie spotkań kilka razy w roku i zachlewaniu się na umór.


Człowiek w którymś momencie dojrzewa i takie szczeniackie i niemądre zachowania przestają mu odpowiadać (zamiast "zalewania pały" woli kulturalną rozmowę w kawiarni) i w tym momencie jest pierwszy odruch - nie! towarzystwo Tomka mi już nie odpowiada - Tomek to ochlej i menel, tylko mnie ciągnie na złą drogę! Nie kontaktuję się z Tomkiem...

Zaraz, zaraz! A może Tomek to samo pomyśli w którymś momencie o mnie czy o tobie?! Nie będę kontaktował się z R-O bo to menel, ochlej i zawsze jak się kontaktujemy - kończymy w pubie?!

Przecież wcześniej TO MY godziliśmy się na takie praktyki i takie spędzanie czasu - zatem TO NAM ODPOWIADAŁO!

...a może Tomek zawsze proponował alkohol, bo był przekonany, że to MY tego zawsze oczekujemy!?

Może zamiast unikania towarzystwa Tomka i kontaktu właściwsze byłoby porozmawianie, postawienie problemu wprost! Stary, wiesz, u mnie się w życiu pozmieniało, przemyślałem pewne kwestie - nie spotykajmy się w pubie więcej - następnym razem chodźmy sobie do restauracji na "flaczki z kaczki" i dobrą kawuchę, albo jeszcze lepiej weźmy rowery i zrobimy rundkę po okolicy jak "za szczeniaka".

Zatem nie "wyrzucałbym" ludzi ze swojego otoczenia, najpierw starałbym się uratować te relacje. One są w gruncie rzeczy cenniejsze niż ten nasz cały minimalizm.

poniedziałek, 1 października 2012

Minimalizm a relacje z ludźmi.

Ten post dość mocno przeredagowałem, usuwając cytat, którego być może użyłem niepotrzebnie... mowa była o "wyrzucaniu ludzi" tak jak niektórzy wyrzucają zbędne przedmioty.

...ja nie piszę tutaj o jakichkolwiek ludziach, których moglibyście znać - piszę o pewnej grupie ludzi, których obserwuje w otoczeniu, czasem w bliskim otoczeniu, którzy nie mają skrupułów aby "wyrzucić człowieka" tak jak się wyrzuca niechcianą, lub niemodną rzecz.


Nie wiem na ile te osoby są minimalistami.


Cechą wspólną tych osób jest to, że są o kilka lat młodsze ode mnie. To po prostu osoby, które z dzieciństwa nie pamiętają tzw. komuny i PRLu, po prostu fizycznie nie mogły pamiętać tego okresu dzieciństwa, lub jeszcze się wtedy nie urodzili. Tamte realia były trudne i zahartowały ludzi, którzy się wtedy wychowywali. Jeśli chodzi o materializm i konsumpcjonizm właśnie w tej nieco starszej grupie częściej widzę osoby z trzeźwym dystansem do tego szaleństwa.




Oczywiście pełen szacunek dla młodszych czytelników i czytelniczek, którzy tu zaglądają - jeśli i wy macie dystans do konsumpcjonistycznego i "maksymalistycznego" kołowrotka wokół nas - to dla mnie jest dobry znak!




P.S. Czy zamiast obkupywać się tanią, jednorazową azjatycką tandetą nie lepiej jest kupić produkt lokalny, dobrej jakości? Więcej tutaj: Ceramika z Bolesławca.


niedziela, 30 września 2012

Duży telewizor w małym pomieszczeniu.

Kiedyś uległem powszechnej manii telewizyjnej i chęci posiadania dużego telewizora - w pewnym sensie kina domowego. Kupiłem do stosunkowo małego salonu telewizor 32" oraz podłączyłem do niego wieżę i dwie kolumny.


Na początku cieszyło mnie to, robiło wrażenie, filmy oglądało się fajnie. Stopniowo jednak rezygnowałem z oglądania TV, bywały miesiące kiedy w ogóle nie włączałem TV.

Zdałem sobie sprawę, że male pomieszczenie zupełnie przytłacza duży czarny prostokąt. Mimo nieużywania TV było to element dominujący w pomieszczeniu. Przestało mi się to podobać.

Zauważyłem także, że bardzo wiele osób do małych pomieszczeń na siłę wpycha duże telewizory, często znacznie większe niż mój 32". Na dłuższą metę jest to męczące (choć nadal imponuje kolegom).

Telewizora nie chciałem pozbyć się zupełnie, po pierwsze z uwagi na otoczenie, gości i rodzinę (nie narzucam nikomu swojej filozofii, ona jest po pierwsze dla mnie) po drugie sam lubię czasem sobie coś oglądnąć, najczęściej jakiś dokument, komedię, albo film przyrodniczy (nie mam zamiaru eliminować TV w 100%, wystarczy mi eliminacja w 95%).

Obecnie mam telewizor LCD 23", który zużywa bardzo mało energii, idealnie dopasowuje się do wielkości pomieszczenia (nie przytłacza, nie dominuje przestrzeni) a także służy jako pełnowartościowy monitor komputerowy, na którym realnie da się komfortowo pracować (nie każdy TV podłączany do komputera się sprawdza w praktyce) .

sobota, 29 września 2012

Minimalizm czy racjonalne zarządzanie inwestycją? Coś o naszych mieszkaniach.

Ile kosztuje m2 mieszkania w mieście? Duuużo, kilka tysięcy minimum, jednak te cenne metry kwadratowe są tym co często chętnie i beztrosko marnujemy!


Zagracając cenne m2 mieszkania - to tak jakbyśmy bezproduktywnie marnowali kolejne tysiące zł! Zgadza się?!

Za ciężkie pieniądze kupujemy większe mieszkanie, po czym na nowo zagracamy je do granic przyzwoitości!

Ja niedawno przemeblowałem salon - okazało się, że zupełnie niepotrzebny jest jeden ze stolików kawowych, fotel, podnóżek-stołek, stare krzesełko. Oczywiście wszystkie te przedmioty wydawały się niezbędne.

W praktyce funkcjonalnie nie zauważam ich braku - zyskana przestrzeń to ok. 2,5 - 3 m2. Ile to oszczędzonych tysięcy zł?

piątek, 28 września 2012

Białe ściany

Lubię białe ściany, nie lubię dzikości kolorów w miejscu, w którym wypoczywam i pracuję. Jak pisałem wystarczy mi prowadzenie kolorowych blogów, na ścianach lubię mieć 'spokój'.


Oczywiście w praktyce większość pomieszczeń mam w delikatnych, naturalnych kolorach, które nie męczą oczu, swój gabinet jednakże za chwilę maluję białą farbą - sufit żywą bielą, ściany bielą matową, wchodzącą prawie w kremowy.

Niektórzy mówią, że biel jest nudna i sterylna. Nie zgadzam się! Na żadnym innym kolorze tak swobodnie nie da się operować dodatkami w rożnych kolorach.

Biel jest praktyczna, element zabrudzenia wystarczy zetrzeć i zamalować (najlepiej odrobina farby zostawionej w rezerwie), biel łatwo przemalować, o wiele łatwiej niż kolorami, zwłaszcza na styku barw.

Biel jest minimalistyczna ;>

czwartek, 27 września 2012

Serwisy ogłoszeniowe w praktyce oraz ekologiczne jabłka.

Henryk na Drodze Minimalisty zawsze promował kupowanie bezpośrednio od producentów, produktów ekologicznych, wolnych od chemii i dobrej jakości, najlepiej z lokalnego rynku.



Ja osobiście także uważam, że należy wspierać lokalny rynek i lokalnych producentów wysokiej klasy produktów, więc aby nie być gołosłownym (ten blog to... przemyślenia praktyczne) polecam wam coś z rynku dolnośląskiego:

Jabłka ekologiczne, klasyczne, smaczne odmiany.


Tym samym (jeśli zapoznacie się z linkiem) wracamy do praktycznego zastosowania serwisów ogłoszeniowych) - jeśli ktoś z was ma trochę zdolności do modyfikowania kodu.... no... tak naprawdę i kopiuj/wklej wystarczy... można sobie zmajstrować gadżet Tablica.pl na swoją stronę internetową, czy blog:


Ładowanie

Ładowanie


środa, 26 września 2012

Pozbywanie się rzeczy. Gdzie sprzedać rzeczy niepotrzebne i używane?

Na wielu blogach, gdzie tematem wiodącym jest minimalizm mówi się o pozbyciu się nadmiaru rzeczy. Dziś sobie głośno przemyślę jak to zrobić. Zaznaczę, że jest to ciąg dalszy przemyśleń z przedostatniego posta.


Allegro - system aukcyjny, gdzie niestety muszę płacić za wystawiony przedmiot, tryb sprzedaży podlega określonym regułom - nie lubię tego.

Tablica.pl / Gumtree i inne - tu korzystam z DARMOWYCH ogłoszeń, skuteczność jest na pewno mniejsza niż na Allegro, zaletą jest niesformalizowany tryb sprzedaży - mogę po prostu się z klientem spotkać twarzą w twarz przy odbiorze towaru i ponegocjować szczegóły.

Portale lokalne - to nawet jeszcze lepsze źródła kontaktów, jeśli nie chcemy wysyłać sprzedawanych przedmiotów pocztą.

Ogłoszenia lokalne w supermarkecie - darmowa tablica - tu możemy dotrzeć do klientów starej daty, nie używających internetu - jeśli umiesz starannie przygotować ogłoszenie klasyczne - dlaczego nie? Zaznaczam, że od razu tych ogłoszeń warto przygotować kilka.

A wy macie jeszcze jakieś pomysły?

Jak mi się coś przypomni, albo znajdę w archiwum R-O - napiszę na pewno.

Blog minimalisty? Tworzenie nowego bloga.

Porządki zaprowadzane tutaj są konsekwencją mojego pierwszego chronologicznie wpisu o blogach minimalistów, chciałbym znaleźć jakiś złoty środek między minimalizmem, osobistą wygodą, a byciem w pewnym otoczeniu ludzi oraz idei.

Nie chcę czystej kartki A4. W pracy mam białe lub pastelowe ściany, na blogu też mogę popatrzeć na coś kolorowego, stąd jesienne tło. Jesień idzie, no nie?

Pierwszy raz na moich blogach tematycznych używam dynamicznej listy blogów, mam nadzieję, że ten blogroll będzie przydatny dla czytelników, do tego zostawiam klasyczną listę linków, o ile się orientuję to będzie przydatne dla tych autorów, którym zależy na obecności w wyszukiwarkach.

Osobom, które chciałyby mieć tam swoje linki polecam zgłoszenie tego na mój e-mail (aktualny e-mail jest zawsze podany przy mojej facjacie na http://korzystne-zakupy.blogspot.com/)

Reklamy?

Namawiałem dawno temu Henryka na umieszczenie reklam na blogu, sam je umieściłem na Racjonalnym Oszczędzaniu, dlaczego nie? Decyduję się jednak na czystą, nieinwazyjną formę tekstową. Nie odpowiadają mi wariackie i agresywne bannery. (Nikt kto nie chce reklam oglądać ich nie włącza, swoją drogą.)

Tematy?

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że zazwyczaj stawiam czoła trudnym tematom, jednak respektując umowy z autorami/współautorami moich blogów tematycznych co do podejmowanych tematów chciałbym mieć także jakieś miejsce na blogosferze tylko dla siebie.

Teraz na przykład czytam/oglądam sobie pewne materiały historyczne...



Komentarze?

Niestety nauczony skrajnie nieprzyjemnymi dla mnie sytuacjami z poprzednich blogów kategorycznie nie dopuszczam anonimów. Stąd komentując tutaj trzeba mieć profil na którymś ze zgodnym z Google portali. Wolność słowa jest dobra, kiedy ludzie ze sobą rozmawiają na trzeźwo, twarzą w twarz w rzeczywistości, wtedy jest szansa na kulturalną rozmowę. Nie gwarantuję tutaj pełnej wolności słowa, w interesie moim oraz czytelników.

Jak coś mi jeszcze przyjdzie do głowy napisze. Jeśli ktoś w tej chwili zastanawia się nad utworzeniem swojego własnego bloga - polecam spróbować, to nie takie trudne.

wtorek, 25 września 2012

Wyrzucanie zbędnych przedmiotów.

...a właściwie wystawienie pod śmietnik, skąd zostały szybko zabrane przez potrzebujących zrobiło mi trochę więcej wolnego miejsca w mieszkaniu, nie było tego dużo, zaledwie jeden niepełny karton, ale były to rzeczy, bibeloty, uszkodzone i nieużywane już zabawki, które - wierzcie mi - zabierały dużo miejsca.


Nie jestem Matką Teresą i oczywiście przede wszystkim niechciane rzeczy staram się sprzedać, co i wam polecam. Pieniądz, nawet niewielka ilość czasem bywa potrzebny, rachunki, choćby za internet (czyli miedzy innymi to pisanie dla was Moi Drodzy) trzeba czasem popłacić.

Wystawienie niechcianych rzeczy w internecie, najlepiej na darmowych portalach, aby nie mnożyć sobie kosztów jest dobrym pomysłem. Popieram to.

Zatem moi drodzy - do dzieła - zróbmy sobie więcej przestrzeni w naszych domostwach, której to na ogół jest za mało.


poniedziałek, 24 września 2012

Czytanie książek.

Przyznam, że jako osoba blogująca mam wiele dylematów i w żadnym razie nie jest tak, że ja wiem wszystko o wszystkim oraz znam optymalne rozwiązania każdego problemu.

Wracając do czytania ja mam dylemat, nierozwiązany dylemat czy wybierać książki i pisma papierowe - które jednocześnie zawalają moje małe mieszkanie, zabierają przestrzeń, kurzą się. Z drugiej strony nie ma nic przyjemniejszego niż czuć książkę w ręku, mieć swobodę obcowania z papierem, z klasyczną książką... a e-booki? Heh....



A teraz wkleję jeden z moich komentarzy z Boskiej Woli, z dyskusji gdzie ubolewam nad stopniem czytelnictwa (i czytania ze zrozumieniem w Polsce), który może kogoś zaciekawi:

....u mojego Dziadka i Babci, którzy mnie po części wychowali i którym zła sytuacja rodziny, potem wojna brutalnie przerwały edukacje...

czytali swoim dzieciom... czyli moim rodzicom i wujostwu

co więcej w domu były także książki rosyjskie, w oryginale, po rosyjsku - także czytane - mimo że nikogo w rodzinie z Rusinów nie mieliśmy, to po prostu był wtedy tzw. "wysoki język" + zastrzyk literatury i to się po prostu respektowało...

niedziela, 23 września 2012

Rezygnacja z kawy i kofeiny - Niech żyje kawa!

Kilka miesięcy temu na blogu głównym chwaliłem się rezygnacją z kawy i kofeiny (w ogólności), zatem nie tylko zrezygnowałem z kawy, ale też z coli, mocnej yerba mate pitej z bulwy, napojów energetycznych, red bulli, itp. Obecnie do kawy (kofeiny) wróciłem, ale już na zdrowych, powiedzmy nawet - minimalistycznych zasadach. Już piszę o co chodzi.


Pewnego pięknego dnia w biurze spojrzałem na półkę, koło kosza, gdzie odkładałem butelki po napojach, puszki, itp. Na półce stało pięć puszek po red bullach i innych tego typu wynalazkach. Zdałem sobie sprawę także z tego, że rano wypiłem mocną kawę, a na koniec dnia byłem umęczony, znużony pozbawiony energii i podświadomie pragnę zahaczyć po drodze do domu o Żabkę i kupić sobie puszkę Mountain Dew.

Około roku wcześniej rozpędziłem się z tymi napojami, robiliśmy remonty biura z kolegą, który pił te wynalazki nałogowo (i tak lepsze to niż popijanie alkoholu przy pracy budowlanej), wziąłem jedną puszkę, potem drugą - rozsmakowałem się - a prawdę mówiąc doraźnie działało to całkiem dobrze. Za tym poszło znacznie więcej wypijanych kaw. Kawa to kofeina, tak samo jak Red Bull, nie oszukujmy się...

Kawę i napoje kofeinowe rzuciłem z dnia na dzień, pierwsze kilka dni było ciężko, niemożliwość dobudzenia się, nie wiadomo co ze sobą zrobić, ale...

...ale znalazłem sposób, który psychologicznie pomógł mi. Zacząłem pić bardzo dużo kawy zbożowej, cykorii, itp., czyli bezkofeinowych ekwiwalentów kawy. Pomogło!

Po jakimś czasie powróciłem do picia prawdziwej kawy i kofeiny, ale piję ją bardzo rzadko i częściej czysto użytkowo - np. w czasie długiej i męczącej jazdy samochodem, czasem w 'trudny dzień' dodaję odrobinę kawy, np. pół płaskiej łyżeczki, do kawy zbożowej, którą piję. Napoje energetyczne, pijam sporadycznie w czasie jazdy samochodem, a czasem biorę zamiast nich guaranę, która pozwala mi się lepiej skoncentrować.

Obecnie piję średnio jedną prawdziwą kawę (lub jej kofeinowy równoważnik) raz w tygodniu i mi zupełnie wystarczy. Utrzymuję ten poziom i jest mi z tym dobrze.


P.S. Sympatyków kawy zapraszam na kawowe candy <<<TUTAJ.



sobota, 22 września 2012

Minimalista i jego pulpit na komputerze.

Na blogach polskich minimalistów brakuje mi czasem pokazania, jak ich minimalizm wygląda w praktyce, dlatego sam przełamię ten impas i pokażę wam swój pulpit.


Mam tylko to co niezbędne. Plik dokumentu, który chcę mieć pod ręką, ikonę przeglądarki, której używam najczęściej oraz dwie ikonki lokalizacji managera plików. Niedługo zostaną tylko dwie ikony jak znam życie - przeglądarka i manager plików.

Szarość? Tak! Poza tym, że jest to domyślny pulpit systemu, którego używam, taki zestaw kolorów nie męczy oczu i sprawdza się, kiedy mam ochotę poklepać w klawisze późnym wieczorem, kiedy rodzina idzie spać, a mnie jeszcze nosi, aby coś zrobić. Ładne, gustowne i sprawdza się.

P.S. Niedawno na jednym z moich blogów tematycznych omawialiśmy taką kwestię jak: Windows XP minimalisty, zapraszam.


Wstęp - minimalizm

Pomysł na wydzielenie tego bloga pojawił się dosyć dawno, do tej chwili jednak nie śpieszyłem się, czekałem aż ta decyzja dojrzeje do realizacji.

Dlaczego minimalizm? Ci z was którzy mnie znają z blogów tematycznych wiedzą, że relatywnie często podejmuję temat minimalizmu, ponieważ jednak staram się zachować porządek i klarowność mojej twórczości, chciałbym tym tematem zajmować się w jednym, konkretnym miejscu.


W przeciwieństwie do niektórych osób blogujących, mających dylematy pt. 'Czy jestem minimalistą?' lub 'Czy jako minimalistka mogę....?" ja bez żadnego skrępowania uważam się za minimalistę, minimalistę racjonalnego promującego swoją pisaniną realny minimalizm, w przeciwieństwie do ascetycznej i "świątobliwej" ekstremy.

Grubo ponad 10 lat temu byłem autentycznym minimalistą ze śpiworem, karimatą, plecakiem oraz....

....komputerem w dużym pudle (laptopów praktycznie wtedy nie było) a także wielką jak cegła komórką (smartfonów praz iPhonów także nie kupilibyście w owych czasach).

Jak to się zmieniło przez ten czas, jak minimalizm można pogodzić z otoczeniem, z faktem posiadania rodziny i realnej pracy?

Aby odpowiedzieć na te pytania założyłem ten blog.

piątek, 21 września 2012

Minimalizm - blogi. Logika blogowania i minimalizm ascetyczny.

Obserwuję od dawna modę szerzącą się na blogach minimalistów i jestem lekko zaskoczony. Każdy minimalistyczny blog wygląda tak samo, niczym prawie pusta kartka A4, co ma odzwierciedlać przywiązanie autora do idei jaką jest minimalizm, ot jakieś logo albo fotka też się znajdzie czasem.

Szanując oczywiście zdanie i wybór tych autorów, ja się po prostu czasem w tej pustce gubię, brak mi wyrazistości, odróżnienia się, czegoś "z jajem" po prostu. Brak mi także po prostu typowych nawigacyjnych elementów tych blogów, jak blogroll albo zgrupowanie linków, które autora ustawia w jakimś 'otoczeniu' blogowym... tutaj na pewno wprowadzę więcej elementów nawigacyjnych w miarę rozwoju bloga.... dobra... logiki estetycznej wystarczy....


Kiedyś w jednym z postów minimalistycznych na Racjonalnym Oszczędzaniu wykazywałem, że "minimalizm" ze 100 przedmiotami, z iPhonem, laptopem i matą w ascetycznym pomieszczeniu, jest trochę fikcją i ułudą. Rzeczywistość oraz infrastruktura miejska/przemysłowa potrzebna do utrzymania tej iluzji jest przeogromna. Poruszymy tu jeszcze ten temat?

Chcesz minimalizmu na całego? To może pobaw się w niego w dziczy, z dala od cywilizacji i jej infrastruktury - zobaczymy jak długo wytrwasz sam/sama na pustej górskiej polanie, ze swoim iPhonem, laptopem i bambusową matą ascety... :)